Oczywiście, że miała rację. Uśmiechnęła się do niego lekko, może nawet w tym momencie szczerze, bo przecież jak mogłoby się jej nie podobać, że w ostateczności zgodził się z nią, wybierając motyw laurowych liści. Powinna go jeszcze grzecznie zapewnić, że teraz nic tylko czekać jego zwycięstwa, ale akurat tę część sobie podarowała, przenosząc tylko spojrzenie na Shafiqa, kiedy Jonathan się do niego zwrócił. Obydwoje wyglądali tak, jakby niewiele miało im już w życiu pomóc i znajdował się raczej na równi pochyłej, więc jedyne co to łucznictwo mogłoby zrobić, to umilić im czas wolny.
- Oh, nie trudno mi w to uwierzyć - posłała mu kolejny uśmiech, w którym wesoło błysnęła zębami, z pewnym ociąganiem przyznając rację samej sobie, nawet jeśli się jej to nie do końca podobało. Selwyn wydawał się mieć energię labradora, który przeminięcie lat młodości nadrabiał entuzjazmem i czarującym uśmiechem, który pewnie w innych warunkach robiłby na niej inne wrażenie. No, gdyby był tak przynajmniej z dekadę młodszy.
Szkoda, że przy stoisku gdzie stali robiła się coraz większa burda i Lyssa jak najdłużej starała się wyglądać jakby nie zwracała na to najmniejszej uwagi. Najpierw incydent przy stoisku Mulciberów, a teraz działo się coś takiego, ale teraz było gorzej, bo znajdowała się zaraz obok. Mulciber zmarszczyła brwi, słysząc te wszystkie groźby, groźne notesy i szarpanie za kudły, bardzo szybko przeskakując spojrzeniem od rozgrywającego się incydentu do Jonthana, a potem Lorien i Anthony'ego.
- Czy możemy stąd iść? - zapytała, patrząc na towarzyszące jej osoby, podczas gdy Penny próbowała wyrwać Olivii garście włosów. Jedyne co ją w tym momencie interesowało, to żeby te wariatki nie przetoczyły się jakimś cudem w jej stronę i nie zaczęły stwarzać zagrożenia dla swojego otoczenia.
Or was he fated from the start
to live for just one fleeting instant,
within the purlieus of your heart.