nie istnieje sztorm, któremu nie sprostam, albo niech mnie przestaną nazywać żeglarzem. Zapraszam Cię więc do siebie piątego września. Zaskoczę Cię smakami, które udało mi się nabyć za oceanem.
żeby poprawnie wymawiały je tylko drzewa i wiatr
widziałam plakat w Atrium. Wolę napisać, niż chlapnąć coś, gdybym przyszła do Was do Biura, a obok będzie matka.
Zakładam, że to nie Ty to poprzyklejałaś?
tak właśnie myślałam, że to mogła być ona… Widzę, że za każdym razem stosuje inną taktykę, jakby uczyła się na poprzednich błędach, a skoro nie wypaliło, to trzeba coś zmienić. Daphne, wiem, że to marne pocieszenie, ale ludzie bardzo szybko o tym zapomną, uwierz. Zaraz znajdzie się jakiś lepszy temat do śmiechu. Poza tym – mogę ci jedynie poradzić, żebyś nie dawała po sobie poznać, że Cię to rusza. Uśmiechaj się, jak będą do Ciebie coś na ten temat mówić, to ich zbije z tropu, wtedy szybko przestaną. Albo spróbuj podłapać i śmiej się razem z nimi?
Nie martw się, nie jesteś sama. W razie czego, jeśli będzie już bardzo źle, przyjdź do nas na drugie piętro, przy mnie nawet nie spróbują powiedzieć niczego niemiłego. Albo mam Cię odwiedzić? Przyjść na przerwę na kawę?
po prostu udawaj, że tego plakatu nie ma. Spróbuj się skupić na pracy, ignoruj uśmieszki. Głowa do góry, wypnij pierś, jesteś dumną panną noszącą nazwisko Lestrange, pamiętaj, że nie płoniemy. Ze wstydu też nie.
Chwile się zastanawiałam, czy nie podsunąć Ci Laurenta na chwilę, ale to głupi pomysł, po tym będzie za dużo plotek i mogłoby to bardzo źle wyjść. Po Saurielu też (dla Twojej wiadomości, tak, rozmawiamy ze sobą, wiem, że matka myśli, że nie, niech sobie myśli). Ale właściwie to mam kogoś takiego… Jest tylko trochę starszy od Ciebie, był chyba rocznik wyżej od Ciebie w szkole. Jedyny mankament jest taki, że to wampir – ale młody, przemieniony został bardzo niedawno i ciągle pracuję nad eliksirami, żeby ułatwić mu życie. Jest czystej krwi, z wyglądu też niczego sobie. Co myślisz? Odpowiadałoby Ci takie towarzystwo? To Yaxley.
nie zostałam, ale poznałam kilkoro, to się jakoś samo dzieje. Astaroth szukał pomocy, więc mu ją zaoferowałam – bo tak, chodzi właśnie o niego. Tak, jest wampirem, miał pecha na którymś polowaniu zdaje się, jakoś w tym roku właśnie. Nawet nie jestem bardzo zdziwiona, bo wampiry są… no nie męczą się tak jak my, rany tak mocno im nie doskwierają, bo nigdy nie będą śmiertelne i mają całe lata na to, żeby się nauczyć i doskonalić swoje zdolności.
Napiszę do niego zatem. Nie rzuci się na Ciebie, niedawno zrobiłam dla niego eliksir, który ma mu pomóc panować nad sobą. Poza tym, żeby Cię przemienić w wampira, musiałby Twoją krew wypić w całości. Był u nas w domu raz w lipcu, mogłaś już wtedy spać, umówiona byłam z nim bardzo późno i Strzałka była za drzwiami gabinetu, bo czuł się wtedy pewniej, że nic nie odwali (nie odwalił). Zawsze możesz się ubezpieczać którymś skrzatem, jeśli się boisz (chociaż nie ma czego, naprawdę).
Chyba że chciałabyś napisać do niego sama? Albo mam mu szepnąć słówko, a wtedy Ty się do niego odezwiesz? Nie wiem jak wolisz to rozegrać. Zawsze mogę jeszcze napisać do jego starszej siostry, bo z nią też mam kontakt.
Astaroth odpisał mi, że się z Tobą pokaże i że jest chętny umówić się na pierwsze spotkanie. Prosił jedynie, byś zachowała w tajemnicy, dla siebie, to, że jest wampirem. Nie chciał, żeby nasi rodzice o tym, póki co, wiedzieli, ani żeby to się przedostało gdzieś do opinii publicznej. Oczywiście nie musisz udawać, że Ty o niczym nie wiesz.
Chcesz do niego napisać?
w ramach Twoich możliwości, postaraj się zdobyć listy kadrowo-finansowe, szczególnie z Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów. Interesują nas za równo czynnie pełniący służbę aurorzy oraz brygadziści, jak i byli zatrudnieni. W odpowiedniej chwili może się to okazać bardzo przydatne. Jeśli Ci się to uda, zbliżysz się o krok do wyniesienia, zaręczam.