Co racja, to racja - nie było to miejsce idealne do ploteczek, które mogłyby przemycić informacje... niekoniecznie przeznaczone dla uszu trzecich. Dla tych... "niezaufanych" w swoim gronie. Istniała na szczęście taka grupa plotek, którą chyba nawet i lepiej, żeby wszyscy powtarzali! Czasem od przybytku głowa nie boli - to samo tyczyło się niektórych słówek, jakie wpływały na czyjąś sławę. A ta wszak pojawia się, to przemija... Przynajmniej od piśmaków Laurent miał spokój od jakiegoś czasu, jak się jednak okazywało - wcale nie do końca go to satysfakcjonowało. Czyż nie został stworzony do tego, by mrużyć rzęsy przed aparatem?
- Doprawdy? - Uniósł jedną brew i spojrzał znów z ukosa na kuzyna. Cynthia i Louvain? Oni tak od dawna ze sobą..? Nie pamiętał, kiedy ostatnim razem kontaktował się z tą kobietą... ach, nie, pamiętał. Chyba ostatnim razem w sprawie widm? Kiedy szukał ekspertyzy... z różnych kierunków i dziedzin. - Z tego, co pamiętam, to już w Hogwarcie Cynthia stawiała wysokie wymagania również sobie. Nic dziwnego, że stawia je... swoim potencjalnym partnerom. - Coś go zakuło w gardle, bo dopadła go brzydka świadomość tego, jak bardzo sam wiecznie te oczekiwania zaniżał i co wyprawiał - ku swojej własnej zgubie. Szkoda, że bliscy nie byli w stanie ochronić cię przed tobą samym. A teraz już nie było Florence, która by mu pomogła we wszystkim. Zastępczej matki, której po prostu... nie było. Może jednak to była prawda? Może po prostu był przeklęty i jego klątwą było unieszczęśliwianie wszystkich wokół? Już chyba sam w to uwierzył. - Nie? Tytuł brzmiał tak skandalicznie, że głównie to on zachęcał, by się tam pojawić. - Czasem jednak krzykliwe tytuły nie potrafiły podążyć za oczekiwaniami tłumów. Chociażby tymi wyrodzonymi właśnie z nazwy.
Uśmiech na wargach Laurenta rósł. Atreus poczuł, że dłonie Laurenta chciały się unieść, ale nie stawiały nawet dużego oporu. Nie próbował się z kuzynem siłować - przecież skazany był na porażkę i nie o to chodziło. To było bardziej przedrzeźnianie się. Dużym wysiłkiem było próbowanie, by nie roześmiać się w głos, a i tak cicho zachichotał, kiedy zapalony Bulstrode piorunował niemal oczami wszystkich wokół.
- Och, jejku, jejku, co ja teraz, biedny, zdany na łaskę mężnego Atreusa, zrobię. - Pogilgotał go palcami w skórę dłoni.
Nr. 3 pass