- No oczywiście, że ja, a kto inny? - zapytał, bo spodziewał się, że żona będzie znać lepiej tradycje od niego. Być może się z nim droczyła, a on jak zwykle nie wyłapał tego z kontekstu? Zestresował się odrobinę, przeszedł go nieprzyjemny dreszcz ciepła, ale wymusił uśmiech.
Z niespotykanym dla siebie refleksem, gdy twarz blondynki znalazła się w bliskiej odległości od tej jego, skradł od niej całusa. Być może w automatycznym odruchu, być może z powodu energii jaka panowała na polanie.
- Wiem, że sama mogłabyś wianek zapleść i wleźć na ten pal z największym zapałem na łące, niezależność to ważna cecha, a poza tym chciałbym czytać nagłówki gazet 'Eden Lestrange - żona, mąż, landlord, a ty wciąż marudzisz na swoje życie?' - parsknął pod nosem, bo brzmiało to absurdalnie. Nie wyśmiewał się z niej w żadnym tego słowa znaczeniu, podkreślał jedynie, że wierzył w jej wytrwalość, ale zrobił to żartobliwie.
- Ty musisz wybrać kwiaty, wiesz, że ja i kolory nie idziemy w parze - dodał, już trochę poważniej.
If I would feel better just lightly sedated