+ przestawiłam za zgodą chronologię z posta Tessy
Ta gra nigdy nie miała długofalowej strategii. Woody szedł ku Tessie z jednym tylko celem: wkurwić ją, napsuć jej swoją obecnością humoru. Oczywiście, że ona nigdy nie doceni jego żartu, nie miała go docenić. Miał ją rozdrażnić. Tarp nie podejrzewał przecież żony o to, że wyciągnie na niego wkrótce uno reverse i kto inny skończy zirytowany.
Na bardziej podświadomym poziomie chodziło zaś tylko o to, aby dostać trochę jej uwagi. Ciągnęło go do niej i nie potrafił tak po prostu zignorować, że żona tu jest. Kwestię tę rozwiązywał jednak nie po ludzku, a po swojemu: robiąc żenujące fikołki.
Odchrząknął, po czym odpowiedział na pytanie Tessy, starając się dla niepoznaki obniżyć głos (nie żeby przesadnie wierzył w sukces tego podstępu):
— Droga pani, każdego mężczyznę pani od razu poszczuwa? — Dzielnie nie przestawał robić dobrej miny do złej gry; muszla z pewnością pomogła mu utrzymać uśmiech. Jakoś to będzie. — Jesteśmy na zabawie, niechże się tak pani nie napina. — Bo ci żyłka pęknie, przejrzała latawico.
Wtedy to na horyzoncie pojawiła się powracająca z napojami i lodem Dora. Szybko, za szybko. Myślał, że ma więcej czasu. Spróbował złapać spojrzenie dziewczyny, wymrugał w jej stronę z pół alfabetu Morse'a ostrzeżeń i błagań, lecz… cóż, albo nie widziała z daleka, albo właśnie zaczęła podejrzewać u niego zespół Tourette’a.
Woody załapał się tym sposobem na urywek ich rozmowy. Zapewnienia Tessy o tym, że ona by rozwiązała problem Crawley, wytrąciły go z iście mistrzowskiej roli.
— O przepraszam — wstał z prychnięciem, mierząc ją oceniającym spojrzeniem — ty pójdziesz do Ministerstwa? I co tam zrobicie? Spiszecie zeznanie i powiecie, że to bardzo przykro? — Teraz żadna z nich nie mogła już mieć cienia wątpliwości co do tego, z kim mają do czynienia. Nawet nie próbował udawać. — Gdyby ją kiedy z sukcesem okradli, to bym poszedł za takim na Nokturn i przyniósł portmonetkę z całym złodziejem. Przepraszającym na kolanach. Co ty na to, młoda? — Uśmiechnął się porozumiewawczo do dziewczyny, licząc, że ta wybierze stronę fajnego wujka, nie starej nudziary. Nawet jeśli nie potrzebowała wcale pomocy żadnego z nich, bo doskonale poradziła sobie sama.
Warto też odnotować, że Woody był bardzo pewny siebie i zuchwały w tych deklaracjach jak na kogoś, kogo dwa tygodnie temu okradli w biały dzień i do tej pory nie udało mu się dokonać zemsty.