• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[25.08.72, plaża w Devon] Dance with me

[25.08.72, plaża w Devon] Dance with me
Kwintesencja kobiecości
wpisano zdradę w pocałunek
w czułe spojrzenia, w szlachetny trunek
wiek
50
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
właścicielka antykwariatu
Co widzi się jako pierwsze po zauważeniu Tessy na ulicy? Na pewno to, że jest dosyć wysoka — ma w końcu 178 centymetrów wzrostu — a całe wrażenie potęgują buty na małym, ale wciąż!, obcasie. Po drugie, przenikliwe spojrzenie, które zdaje się równocześnie spoglądać prosto w duszę za twoimi oczami, a także patrzeć prosto przez ciebie. Jakby jednocześnie widziała wszystko i nic. Po trzecie, przy wizytach w mugolskim Londynie ubiera się dosyć stonowanie; świetnie skrojony komplet lub zwyczajna koszula, wciśnięta w dopasowane spodnie garniturowe. Kiedy, jednak, jest w zaciszu własnego domu lub wybiera się z wizytą do rodziny czy przyjaciół, pozwala wyjść na wierzch swojej nieco bardziej kolorowej, czarodziejskiej stronie. Po czwarte, a także, nareszcie, ostatnie, Tessa zawsze trzyma w ręku długą, staromodną lufkę z papierosem, nawet jeśli nie ma w intencji go odpalać.

Quintessa Longbottom
#81
15.07.2024, 23:16  ✶  

Zbieram się z koca i dołączam do Erika, Isaaca, Dory, a także, w końcu, Teddy'ego.

Starała się utrzymać powagę. Nie pozwolić mu zobaczyć, że jego słowa naprawdę raniły; że za każdym razem, kiedy widziała go na spotkaniach Zakonu, to czuła, że chce mu coś powiedzieć. Cokolwiek. Może nawet przeprosić za to, że nigdy nie słuchała. Zawsze w końcu, nawet jeśli nieumyślnie i w żartach, zmywała mu głowę, gdy zrobił coś głupiego.
Nie pilnował ziemniaków? Wysripi, a nie wykipi. Proszę bardzo, kąśliwy komentarz.
Zapomniał o kolacji w Warowni kilka domów dalej? Mieliśmy dużo pracy na szychcie, co miałem zrobić. Kto by się spodziewał — kilka bolesnych słów.
Nie chciał odejść z pracy?
Nie chciał powiedzieć, o co chodzi?
Dlaczego ją zostawia?
Dlaczego nie było go w domu, gdy—
Wzięła głęboki wdech, ignorując wszystko to, co działo się dookoła. Nie słuchała, gdy młodzi kłócili się między sobą i wyzywali na pojedynki (choć, kiedy już dostanie w łapy jakiegoś drinka, to na pewno się to zmieni). Musiała się stąd ruszyć. Wstać z tego cholernego koca, bo sytuacja sprzed chwili pozostawiła jej tylko niesmak w ustach. Wtedy też muzyka, rozgrywająca się zupełnie nagle nad całą plażą, przyniosła jej wybawienie. Pozwoliła chwycić pusty kieliszek po winie i sandały, otrzepać sukienkę z piasku, a także — Merlinie, nareszcie — wstać. Piosenka mimowolnie pokierowała ją w stronę namiotu, gdzie po zauważeniu kilku znajomych twarzy, od razu się rozpromieniła.
— Erik, kochany, tutaj jesteś — przywitała się, przejeżdżając prędko palcami po jego gołym ramieniu. Odłożyła pusty kieliszek na stół. — Nie jest ci za zimno?
Pomachała naprędku do Isaaca, z którym bratanek gawędził, ale jej większą uwagę przykuła Dora… z Teddym na podorędziu. Tessa zrobiła zdeka kwaśną minę, przypominając sobie całe zajścia sprzed chwili, więc zaraz po przejściu paru kroków położyła dłoń na jej łopatkach, raczej skutecznie zwracając na siebie uwagę.
— Przepraszam za tamto, słońce — wymamrotała przy jej uchu. Chciała wierzyć w to, że nikt nie obserwował całego zajścia. Naprawdę pragnęła wmówić sobie, że po kilku godzinach żaden z imprezowiczów nie będzie tego pamiętał. Cóż, może też tak będzie? — A ty, Teddy, musisz mi wybaczyć, ale dzisiaj zostanę przy winie. Nie mam raczej ochoty na nic kolorowego… Potrzebuję moich ulubionych procentów i tańca. Tak, to brzmi naprawdę dobrze.
Chyba. Ale to już dodała od siebie.


It's such an ancient pitch
But one I wouldn't switch
'Cause there's no nicer witch than you
Czarodziejska legenda
Przeciwności losu powodują, że jedni się załamują, a inni łamią rekordy.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Los musi się dopełnić, nie można go zmienić ani uniknąć, choćby prowadził w przepaść. Los objawia nam swoje życzenia, ale na swój sposób. Los to spełnione urojenie. Los staje się sprawą ludzką i określaną przez ludzi.

Pan Losu
#82
16.07.2024, 15:35  ✶  
Ten jadowicie zielony drink chyba nie miał znaleźć się w zestawie... przez chwilę robisz się jakoś dziwnie zazdrosny - zazdrościsz komuś czegoś albo jesteś zazdrosny o kogoś i ciężko ci opanować to uczucie.
Dumbass bisexual
"Każdy problem ma rozwiązanie. Jeśli nie ma rozwiązania, to nie ma problemu."
wiek
31
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Historyk magii, pisarz, dziennikarz
Brązowe włosy, granatowe, błyszczące oczy, kapelusz i wieczny uśmiech na twarzy! Isaac ma 186 cm wzrostu, więc na randkę przygotuj szpilki:* Pachnie dymem, bursztynem oraz wanilią.

Isaac Bagshot
#83
16.07.2024, 15:45  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.07.2024, 19:24 przez Isaac Bagshot.)  
Bar z Erikiem, a później parkiet z Quintessą


-Czasem nie da się niczego zmienić, ale przynajmniej nigdy nie będziesz miał do siebie pretensji, że nie próbowałeś.- Odparł na słowa Erika. I to był właśnie jeden z powodów, dla których Isaac chciał jednak włączyć się w ten konflikt. Jeśli ja nie spróbuję, to nikt inny za mnie tego nie zrobi… myślał. Rozumiał frustrację kolegi i żeby zakończyć ciężki temat, postanowił powiedzieć krótko, co o tym sądził.
-Erik, jeśli przynajmniej jedna osoba będzie ci wdzięczna za to co robisz, to warto. Pomyśl sobie, że jesteś dla kogoś światłem ukrytym w mroku. Voldemort to ciemność, a mrok nigdy nie wygra, jeśli chociaż jedno małe światełko będzie się tlić.- Powiedział pogodnie, patrząc na Longbottoma z niegasnącym błyskiem w granatowych oczach. Położył dłoń na jego ramieniu i zacisnął lekko palce.- Jesteś moim światłem ukrytym w mroku, Eryczku. Ty i Brenna. To mądra kobieta. Powiedziała, żebym nazywał tego gnoja po imieniu i tak będę robił.- Mówiąc o gnoju, miał na myśli Voldemorta. Bagshot miał nadzieję, że Erik przypomni sobie o jego słowach, jeśli w głowie pojawią mu się jakiekolwiek wątpliwości. Powinien bardziej doceniać to co robił.

Muzyka zaczęła grać, a Isaac miał ochotę zatańczyć. Zamówił kolejnego drinka i rozejrzał się za jakąś ofiarą. Dostrzegł, że zbliżała się do nich Quintessa, więc pozdrowił ja ruchem ręki i uśmiechnął się lekko. Kiedy tylko usłyszał, że miała ochotę potańczyć, skierował na nią uważne spojrzenie. Zapewne była w wieku jego matki, ale przecież nie miało to większego znaczenia - nadal wyglądała pięknie i elegancko. Miała ciepły uśmiech i ładny kolor oczu. Isaac uwielbiał wszystkie kobiety i bardzo chętnie towarzyszył im w różnorakich aktywnościach!
- Przepraszam na chwilkę, porwę tę damę do tańca.- Zwrócił się do Erika. Upił łyk ze swojej szklanki, ostatecznie porzucając picie na rzecz innej rozrywki. I jak powiedział, tak oczywiście zrobił. Podszedł do pani Longbottom i uśmiechnął się do niej pogodnie.
-Przepraszam, ale podsłyszałem, że chciałaby pani zatańczyć?- Zapytał, proponując jej swoje ramię. Na oczach kobiety, jego włosy zaczęły przybierać niebieską barwę. Oczy nie musiały, ponieważ i tak były już bardzo granatowe.
Zanim weszli na parkiet, Bagshot obrócił dwa razy swoją partnerką, żeby sukienka oraz narzutka zawirowały, tworząc wokół niej kolorowy wir. Chciał, żeby poczuła się piękna i najważniejsza - on miał być tylko dodatkiem, który rozpali ogień i chęć do dalszej zabawy. Lubił tańczyć. Lubił, kiedy kobieta w jego rękach rozpromieniała się, śmiała i brakowało jej tchu. Lubił patrzeć w oczy swoich partnerek, które w takich momentach wyrażały ekscytację, zachwyt i czystą radość, jakby dzięki tej właśnie chwili, mogły uciec od codziennych trosk. 
Isaac jedną ręką objął Tessę w pasie, żeby ją do siebie przyciągnąć.
-Jeśli zabraknie pani tchu, to proszę mi powiedzieć.- Poprosił, a w jego oczach czaiły się chochliki ekscytacji. Pierwsze ich kroki były wolniejsze, tak żeby kobieta mogła przyzwyczaić się do rytmu. Kiedy udało im się zsynchronizować, Isaac przyspieszył nieco, obracając ją wokół własnej osi. Raz, a potem po raz kolejny! Materiał sukienki falował, a rytm tańca przyspieszał z sekundy na sekundę! Ich taniec był pełen energii - zwroty, obroty i proste figury! Kiedy Tessa myślała, że traci równowagę, Isaac od razu łapał ją mocno w pasie, nie pozwalając żeby zgubiła rytm. Kiedy myślała, że brakuje jej tchu, potrafił to wyczuć i zwalniał na dwie sekundy, przyciągając do siebie aby mogła odetchnąć. Widać było, że czerpał z tańca ogromną przyjemność i w tym momencie interesowała go tylko i wyłącznie jego partnerka.


!drinkzniespodzianką

Czarodziejska legenda
Przeciwności losu powodują, że jedni się załamują, a inni łamią rekordy.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Los musi się dopełnić, nie można go zmienić ani uniknąć, choćby prowadził w przepaść. Los objawia nam swoje życzenia, ale na swój sposób. Los to spełnione urojenie. Los staje się sprawą ludzką i określaną przez ludzi.

Pan Losu
#84
16.07.2024, 15:45  ✶  
Błękitny drink sprawia, że twoje włosy i oczy stają się świetliście niebieskie.
Czarodziej
Some legends are told
Some turn to dust or to gold
But you will remember me
Remember me for centuries
wiek
43
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
Zastępca szefa OMSHM-u
Wysoki (191 cm), szczupły i zawsze zadbany brunet, który ewidentnie poświęca dużo czasu na to, by wyglądać najlepiej jak tylko się da. Najczęściej stroi się w wysokiej jakości szaty, garnitury i koszule. Niemal zawsze uśmiechnięty.

Jonathan Selwyn
#85
16.07.2024, 17:56  ✶  
Przy stolikach z Morpheusem i Woodym

– Oh, zdecydowanie będzie potrzebował mojej pomocy – powiedział skromnie. Zazwyczaj, gdy czytał nici, nie okazywał żadnych emocji, ale tutaj wyjątkowo, na krótką chwilę, zrobił tę dość charakterystyczną minę, jakby właśnie oglądał sztukę–komedię romantyczną, której bohaterowie byli tak blisko siebie, a jednocześnie tak daleko od siebie. Wziął do ust kawałek żeberka, tak by jak najmniej się przy tym ubrudzić. W każdym związku jakaś szansa zawsze była. Prawdę mówiąc to chyba nawet trochę kibicował Woody'emu. A może po prostu potrzebował pożyć cudzymi dramatami miłosnymi, gdy jego własne składały się z wampira o morderczych zamiarach?
– Ty i celibat? Chyba rzeczywiście wszyscy się starzejemy. Wiesz Morphy, jeśli też potrzebujesz porad sercowych, to chętnię... – dodał, ale nie powiedział nic więcej, bo oto właśnie podszedł do nich Szkaradny Wąs we własnej osobie.
– Oh tak, podobno chodzi wszędzie w tych swoich kapeluszach, a za nim ciągnie się płacz małych dzieci, które płaczą na ich widok – odpowiedział wesoło, a potem przysunął Woody'emu swoje, jeszcze nieotworzone piwo. Zasłużył.
Niestety nie przyszło mu długo patrzeć na Adonisa z Milo, bo oto Adonis z (jeszcze) Warownii zaczął się krztusić. Jonathan szybko zerwał się na równe nogi i zaczął klepać przyjaciela po plecach.


Gówniara z miotełką
She had a mischievous smile, curious heart and an affinity for running wild.
wiek
21
sława
VI
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
BUMowiec
Heather mierzy 160 cm wzrostu. Jest bardzo wysportowana, od dzieciaka bowiem lata na miotle, do tego zawodowo grała w quidditcha. Włosy ma rude, krótkie, nie do końca równo obcięte - gdyż obcinał je Charlie po tym, jak większość spłonęła podczas Beltane. Twarz okrągłą, obsypaną piegami, oczy niebieskie, czają się w nich iskry zwiastujące kolejny głupi pomysł, który chce zrealizować. Porusza się szybko, pewnie. Ubiera się głównie w sportowe rzeczy, ceni sobie wygodę. Głos ma wysoki, piskliwy - szczególnie, kiedy się denerwuje. Pachnie malinami.

Heather Wood
#86
16.07.2024, 20:47  ✶  
Wstaję wezwana na pojedynek miotlarski

- Tak, są coraz bliżej gryzienia ziemi od spodu. - Rzuciła jeszcze do Camerona. Najwyraźniej uważała, że wszyscy ludzie po trzydziestce zmierzają ku jednemu miejscu, którym był cmentarz. Lupin miał nieco lepszą wizję, bo po drodze sugerował jeszcze miotłę inwalidzką, czy rehabilitację, Ruda nie była najwyraźniej tak bardzo pozytywnie nastawiona do procesu starzenia się.

Dobrze było spędzić jeden dzień z Cameronem w towarzystwie swoich znajomych, w końcu, co mogło pójść nie tak? Znajdowali się tu przecież sami przyjaciele, taaaak...

- Nie no, aż tak, to nam się chyba nigdzie nie spieszy. - Nieco przerażała ją wizja, aż tak rychłego zamążpójścia, niby cieszyła się zaręczynami i w ogóle, jednak małżeństwo było poważną decyzją, z którą mogli jeszcze trochę poczekać, jakoś do roku? Chyba po roku od zaręczyn wypadało wziąć ślub, chociaż nie znała się na tym jakoś specjalnie.

- Muszę chyba powiedzieć ojcu, żeby zaczął robić więcej tych rehabilitacyjnych, może jest to jakaś nisza w branży. - Pomysł wcale nie wydawał się jej być taki głupi, na pewno z nim porozmawia na dniach, żeby zainteresował się tym tematem.

Ojej. To była jej pierwsza myśl, kiedy Atreus zaczął się do niej rzucać. Nie, żeby się go przestraszyła, wręcz przeciwnie, spoglądała na niego z dziką satysfakcją w oczach, bo najwyraźniej udało się jej go rozzłościć, punkt dla niej. Szkoda, że Brenn nie było gdzieś w pobliżu, to by zobaczyła, jak się do niej spruł.

- Bardzo chętnie pokażę wam jak się lata. - Odparła z uśmiechem wyszczerzając zęby. Nie musiał się powtarzać, wyciągnęła rękę przed siebie i krzyknęła - KAFLU do mnie - Wezwała swoją miotłę, która była specjalnie zaklęta, pojawiła się jakiś czas po jej nawoływaniu.

Mrugnęła dwa razy, kiedy Cameron się odezwał. Nie spodziewała się po nim czegoś takiego, nie miał w zwyczaju bycia, aż takim odważnym, a do tego przecież miał lęk wysokości... - - Czyś ty do reszty zwariował, przecież nienawidzisz latać. - Powiedziała szeptem, aby teraz jej słów nikt nie usłyszał.

a guy who knows a guy
Ojciec Wirgiliusz uczył dzieci swoje,
a miał ich wszystkich sto dwadzieścia troje
wiek
51
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
przedsiębiorczy właściciel pubu "Rejwach"
Niemal zawsze towarzyszy mu nakrycie głowy: któryś z jego kapeluszy. Zmysł modowy ma raczej mierny i kiczowaty, ale lubi eksperymenty. Widać w jego kreacjach silną inspirację retro westernami, twoim starym na rybach ze szwagrem, ale też mugolską modą lat 70. Nie da się ukryć, że przekroczył pięćdziesiątkę, więc nie próbuje udawać, że tak nie jest. Ma charakterystyczną przerwę między jedynkami, niebieskie oczy, 186 centymetrów wzrostu i barczystą sylwetkę. Zarost na ogół maksymalnie kilkudniowy, choć zdarza się, że zapuści okresowo jasną brodę przetykaną siwymi włosami. Włosów na głowie od lat nie stwierdzono.

Woody Tarpaulin
#87
16.07.2024, 20:50  ✶  
Stoliki z Jonathanem i Morpheusem

Klnący pod nosem Woody, który zjawił się przy stoliku Morhpeusa oraz Jonathana, był błogo nieświadom tego, że przez cały ten czas go obgadywano. Nie żeby spodziewał się po tym duecie anielskiej uprzejmości, litościwie wyciągniętej ku cierpiącemu ręki czy czegokolwiek w tym rodzaju. Nie zwracał wcześniej po prostu uwagi na ich ukradkowe spojrzenia, szczególnie na pobłogosławione magiczną głębią spojrzenie wykolejonego podglądacza cudzych serc.
Nie potrzebował zresztą tych powodów, aby zacząć spotkanie od wymiany złośliwości, ponieważ już na wstępie zostały mu dostarczone inne za tym argumenty.
— Takiś cwany? Z nikim o nią nie konkuruję. — Łypnął na Morpheusa groźnie, pakując sobie na świeży talerzyk stek. Odkrawając w skupieniu kawałek, powiódł wzrokiem za piwem służącym bratu za wskaźnik. — Że z Bottem?! Kuchcik ma być dla mnie rywalizacją? — Za dużo by powiedzieć, że pisnął te słowa, lecz jego głos był zauważalnie wyższy z oburzenia.
Jonathan Selwyn również nie zawiódł, nękając udręczonego Tarpa swoimi błyskotliwymi uwagami.
— Jonathanie Selwynie — uniósł widelec ociekający tłuszczem niczym nauczycielski palec akcentujący pouczenie — zanik mody na kapelusze to najgorsze, co spotkało świat współczesny. — Bo kiedyś to było. Woody spojrzał podejrzliwie na podsunięte mu piwo, po czym wbił w samego mężczyznę wzrok tak intensywnie przenikliwy, jakby z braci Longbottom to jemu wylosowano z puli genetycznej widzenie więcej. — Zatrute?
Nim jednak podjął decyzję o tym, czy gra jest warta ryzyka, Morpheusa dotknęła boska zemsta. Podczas gdy Selwyn ruszył mu dzielnie na ratunek, Woody pochylił się tak, aby spojrzeć w oczy zgiętego w pół brata i zapytać w ludzkim odruchu (dostał już dziś przypomnienie o wadze złośliwości, a to się mogło jeszcze skończyć interwencją w Mungu):
— Będziesz ty żył? — Po czym podniósł wzrok na Jonathana: — Tak właśnie kończą szydercze hieny. Jesteś następny.
Zza tego obrazu tragedii wyłoniła się tymczasem inna: Isaac Bagshot obracający jego żonę. W sensie dosłownym jedynie, Merlinowi dzięki. Woody zacmokał z niesmakiem i otworzył piwo od Selwyna. Na tym etapie już mu było wszystko jedno, jaka mogła się pod kapslem kryć zasadzka.
— Młodzi mężczyźni — wycedził tonem zarezerwowanym dla imienia zaprzysiężonego wroga.


piw0 to moje paliwo
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#88
16.07.2024, 21:18  ✶  

Pojawiam się na ognisku z Thomasem, rozmawiamy sobie gdzieś z boku

Najwyraźniej ani Ger, ani Thomas nie mieli lekko tego lata. Cóż za zbieg okoliczności. Każda rodzina miała swoje dramaty, jedna większe, druga mniejsze, trzeba było do tego przywyknąć. Ger chyba już udało się uporządkować cały bałagan, albo była bardzo bliska temu, żeby to zrobić.

Plaża wyglądała zachwycająco, ktoś naprawdę się postarał, aby przygotować to przyjęcie. Podejrzewała, że mogła to być Brenna, kojarzyła bowiem, że to ona organizowała bale w Warowni Longbottomów, które zawsze wyglądały podobnie efektownie.

Zareagowała z entuzjazmem na zaproszenie Thomasa na to ognisko, miała wrażenie, że ostatnio wszystko zaczęło się im układać, co napawało ją optymizmem. Może ta nadchodząca jesień wreszcie przyniesie jakieś pozytywne zmiany w jej życiu, na pewno byłaby z tego powodu zadowolona. Ona również miała miotłę w dłoni. Spóźnili się chwilę, ale się tym jakoś specjalnie nie przejmowała, zresztą była tu tylko i wyłącznie dlatego, żeby towarzyszyć Hardwickowi.

Dostrzegła, że wyciągnął rękę w jej kierunku. Spojrzała na nią, zawahała się przez krótką chwilę, jednak postanowiła ją złapać. To miał być początek czegoś nowego. Może wcale nie zrobi jej tak źle, jeśli inni zauważą, że nie przyszła tutaj sama, że coś ich łączy. W zasadzie to dopiero zaczynało łączyć. Sama nie wiedziała ku czemu zmierzali, jednak pewna była tego, że chce się z nim widywać częściej, i nie przeszkadzało jej wcale to, aby inni o tym wiedzieli. Całkiem nietypowe zachowanie, jeśli chodzi o Yaxley.

- Tak właściwie to nie mówiłam, ale to chyba nic złego? - Może powinna była komuś powiedzieć? Ostatnio jednak wszystko wokół niej działo się tak szybko, że nie miała czasu, aby informować wszystkich o tym, co działo się w jej życiu.

- Możemy pójść po drinka, wiesz, ostatnio byłam na takim jednym weselu, gdzie drinki były naprawdę podejrzane, mam nadzieję, że tutaj ktoś panuje nad osobą, która opiekuje się barem i nie będzie powtórki z rozrywki. - Może i biegające wokół kapibary były zabawne, szkoda by było jednak, gdyby któraś spierdzieliła się z klifu. Przejęła od Thomasa muszelkę i zawiesiła ją sobie na szyi.



!zaklętamuszla
Czarodziejska legenda
Przeciwności losu powodują, że jedni się załamują, a inni łamią rekordy.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Los musi się dopełnić, nie można go zmienić ani uniknąć, choćby prowadził w przepaść. Los objawia nam swoje życzenia, ale na swój sposób. Los to spełnione urojenie. Los staje się sprawą ludzką i określaną przez ludzi.

Pan Losu
#89
16.07.2024, 21:18  ✶  
Zielona muszelka w srebrzyste cętki sprawia, że stajesz się nieco sprytniejszy niż zwykle. Myślisz o rzeczach, których pragniesz, celach, które chcesz osiągnąć i jesteś bardziej skłonny robić to, co masz ochotę.
Czarodziej
*sigh*
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Uzdrowiciel
Szczupły i dość wysoki (183 cm) mężczyzna o czarnych lokach i brązowych oczach. Często wydaje się być blady i zmęczony, a jego dłonie są niemal zawsze zimne. Na codzień stara się ubierać w miarę elegancko.

Basilius Prewett
#90
16.07.2024, 21:37  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.07.2024, 21:38 przez Basilius Prewett.)  
Przy wodzie z Brenną i Atreusem
– Ah, to wiele wyjaśnia – mruknął, zerkając na swoją muszlę. Może na wszelki wypadek powinien ją zdjąć już teraz, aby kontrolować swoje samopoczucie bez wspomagaczy, skoro te miały przecież przestać działać dość nagle, ale... Nie chciał. Bardzo nie chciał.
– Skakałaś z miotły? Z własnej woli? – Zmarszczył brwi, nie chcąc dodać w sumie to ja trochę też. Oczywiście był pewny, że cokolwiek się stało w przypadku Brenny, było znacznie mniej uzasadnione, niż to czemu on zrobił to co zrobił, jakiś czas temu.
Skrzywił się nieco, gdy kuzyn objął go ramieniem, czując jak poobijane miejsca, jeszcze nie przestały być poobijanymi miejscami.
– Hm, liczyłem, że docenisz moją miłość i poświęcenie do ciebie i po prostu zgodzisz się być chociaż raz rozsądny – powiedział, zerkając na Brenną w nadziei na jakieś wsparcie w tej sprawie. – Poza tym dalibyśmy ci jakieś resztki z grilla.
No cóż, najwyżej będzie musiał włączyć do całej akcji Florence. Jakoś to przeżyje i może nawet uniknie tłumaczenia się czemu wlazł na tę cholerna miotłę.
W sumie to w tym momencie miał ochotę ponownie przywalić sobie głową w piasek.
A więc to był animag... Animag, z którym będzie musiał potem poważnie porozmawiać i przeprosić go za parę rzeczy.
– To nie był mał... – urwał, a potem przewrócił oczami. – Nie było cię tam wtedy to się nie wypowiadaj. – Jak jakiś polityk. Olał kuzyna i skierował spojrzenie na Brennę I westchnął cicho. – I chyba dobrze, że to jednak nie strażnik. Będę musiał z nim potem porozmawiać. Jakieś wskazówki? Często zmienia się w agresywnego niedźwiedzia, czy to byl tylko urok tamtego miejsca?
W tym czasie najwyraźniej nastroje do wyścigu były coraz bardziej wyczuwalne, co było zaakcentowane nawet odpowiednią muzyką. Chyba będzie musiał pójść tak na wszelki wypadek po apteczkę.
– Nie rób niczego głupiego – rzucił po cichu do Atresua. Nie musiał mówić, że jak coś to stawiał na niego, bo to było jasne. Hm... A może tak zakłady... Kogo by się dało łatwo na to namówić? Tak by to ktoś inny zasugerował, aby nie było, że on sam? Gdzie był Isaac?
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Alastor Moody (2259), Atreus Bulstrode (10483), Bard Beedle (4978), Basilius Prewett (4925), Bertie Bott (2035), Brenna Longbottom (9133), Cameron Lupin (3667), Dora Crawford (3787), Eden Lestrange (3861), Erik Longbottom (3927), Eutierria (115), Florence Bulstrode (4012), Geraldine Greengrass-Yaxley (3381), Heather Wood (4043), Isaac Bagshot (3369), Jonathan Selwyn (3263), Millie Moody (3048), Morpheus Longbottom (3872), Nora Figg (4442), Pan Losu (1085), Patrick Steward (2237), Quintessa Longbottom (3092), Samuel McGonagall (5794), The Overseer (2772), Thomas Figg (4432), Thomas Hardwick (3498), Woody Tarpaulin (3665)


Strony (33): « Wstecz 1 … 7 8 9 10 11 … 33 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa