• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna Plac i stragany [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny)

[Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny)
Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#241
03.06.2024, 17:54  ✶  
Strefa gastronomiczna, chociaż powolnym krokiem z niej odchodzimy

Matthew uśmiechnął się pod nosem, słysząc te wszystkie niedorzeczne słowa, które właśnie wypowiedziała. Przecież dopiero wzywała dwóch brygadzistów, aby pomogli jej "zatuszować" sprawę z pewnym gościem, a raczej z jej dokonaniami w tym zakresie. Dobrze jednak, że postanowiła go ostrzec "w razie w", bo może coś się zmieniło od tamtego pamiętnego marca? Może rzeczywiście coś było na rzeczy?

- Rozumiem, rozumiem - pokiwał głową - Czyli błyskotki. Postaram się zapamiętać - obiecał niejako, chociaż była to raczej zwykła gra, niż szczera chęć, wszak "Matthew" miał przestać istnieć za jakieś kilka godzin - Dużo jest innych... jubilerów w naszej części Londynu? - zapytał z ciekawości. Może powinien się zastanowić nad pewnego rodzaju wymuszeniami czy wtargnięciami z włamaniem, o ile taki biznes był bardziej lukratywny, niż się mogło to wydawać. Jedna czy druga robota i mogliby sobie załatwić daleko idące korzyści. Tylko czy to nie było zbyt wielką igraszką? Grą wartą świeczki?

Nie omieszkał skorzystać z okazji i również zdecydował się na odrobinę wody. Ta w kocu była niczym najpiękniejsza rzecz tego słonecznego dnia. Co by jednak nie mówić, była całkiem smaczna i chłodna. Nawet dało się wyczuć odrobinę cytryny? I chyba mięty? A może to od tych mentolowych papierosów, których posmak nadal utrzymywał się w ustach Borgina.

Grzecznie podziękował za ten mały, lecz bardzo miły gest. Te przecież liczyły się najbardziej.

Najgorsze w tym było jednak to, że najpierw musieli się przecisnąć przez tych wszystkich ludzi, a teraz musieli zrobić to ponownie, aby wrócić. Mieli inny wybór? W teorii tak, ale musieliby stać się jednością z tłumem, który napierał na strefę gastronomiczną. Trzeba było jednak pamiętać, że i ta opcja była ryzykowna, więc po prostu szli dalej.

Kiedy w końcu się zatrzymali, Matthew odetchnął. Sam też pociągnął mały łyk ze swojej wody, a następnie rozejrzał się po okolicy. Nie działo się nic szczególnego, a już na pewno nie nic, co wymagało jakiegoś większego zaangażowania z jego strony.

- Hmm? - odparł zaskoczony, przenosząc swój wzrok w kierunku rudowłosej - Umm... No dobrze. Co bym mógł powiedzieć o sobie - przejechał kilkukrotnie po swoim zaroście w zastanowieniu - Na co dzień pomagam w prowadzeniu rodzinnego biznesu. Wiesz, jakieś przygotowania dokumentów, chodzenie na nudne spotkania. Kiwanie głową kiedy jest to wymagane. Pilnowanie czy wszystko się zgadza, ot taka robota - wymieniał - Ostatnimi czasy realizowaliśmy różne zamówienia dla The Harpoons, to taka restauracja w Edynburgu. Swoją drogą to bardzo polecam gdybyś kiedyś tam była - dodał. Skąd wiedział, że taki lokal w ogóle istniał? Pewnie dlatego, że przebywał tam podczas swojej czerwcowej misji z polecenia Czarnego Pana - chwilę przed wielką zadymą na meczu Quidditcha.

- Taka normalna praca, bo inną to ciężko mogłoby mi być wykonywać - przyznał, biorąc kolejny łyk - Czy w ten sposób odrobiłem chociaż odrobinę to, czego nie zrobiłem wcześniej? Czy może powinienem jeszcze opowiedzieć o swoim ulubionym kolorze, rzece w Wielkiej Brytanii i formie podania puddingu? - zaśmiał się. Oczywiście jeżeli pani detektyw chciała, mógł to zrobić. Zaraz by coś wymyślił, aby odpowiedzieć na powyższe pytania.



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#242
03.06.2024, 18:08  ✶  
Gdzieś poza Południowymi Straganami (wybiegłam z nich za kotem, który chciał się oddalić od tłumu)

Wiele rzeczy zostało zrobionych na raz – Leonard odebrał jej zapłatę, Charles odsprzedał kilka z tych jakże fikuśnych świeczek, nim Atreus zdążył upomnieć się o całą skrzynkę… Victoria szybkim ruchem wcisnęła je do torebki, zdążyła usłyszeć słowa Florence…

– Chciał zobaczyć występ cyrku. Mam się z nim potem zobaczyć – zdołała powiedzieć do Florence i to było ostatnie przed całkowitym młynem. Robert Mulciber chyba właśnie miał zawał, drugi Robert Mulciber coś krzyczał, jakaś rudowłosa dziewczyna krzyczała, wielki byk z BUMu coś krzyczał. Wszyscy coś krzyczeli.

Zamieszanie nagle zrobiło się ogromne, trudne do ogarnięcia Victorii, a co dopiero dla niebieskiego kota, który wyglądał z koszyka… To był moment. Victoria zobaczyła tylko krótki ruch i niebieski futrzak już mknął pomiędzy nogami ludzi. Dla niej decyzja była prosta – walić tych wszystkich ludzi, najważniejszy dla niej był teraz jej kot, bez słowa pożegnania rzuciła się więc do biegu, krzycząc jeszcze tylko:

– Kwiatuszku! Poczekaj!

Z torebką na ramieniu i koszykiem w dłoni przeciskała się pomiędzy ludźmi, pewnie niejedną osobę traktując niechcący z bara, ale bardzo martwiła się o małego kota, który mógł przecież zostać stratowany przez ludzi! Serce to miała ze strachu gdzieś na poziomie żołądka, waliło jej jak szalone. Aż musiała się zatrzymać, gdzieś, gdzie było mniej ludzi, ale nigdzie nie widziała kota.

– KWIATUSZEK! – krzyknęła, całkowicie przerażona, że się zgubił, a przecież dopiero co się spotkali, miała być dla niego bezpiecznym domem i rodziną. Obróciła się w lewo, w prawo… I dostrzegła błękitny ruch – puściła się tamtejszym zaułkiem i za chwilę hamowała gwałtownie.

Czarna postać kucała, trzymając w ramionach kiciusia, a jakaś blond paniusia głaskała niebieskie futro…

– Kwiatuszek! – powiedziała z większym przekonaniem, gdy już się do nich zbliżyła i kot zaczął się wyrywać z rąk Sauriela… Wtedy go poznała. – Sauriel? – zapytała się głupkowato i odetchnęła, ciągle zmęczona po tym szaleńczym biegu.

No tak, Sauriel. Sauriel i jakaś blondynusia u jego boku. Oczywiście, że blondynka, dlaczego miałoby być inaczej? Coś chyba jeszcze mocniej ścisnęło jej żołądek. Jeśli kiedykolwiek Victoria miała się poczuć mniej pewnie, to właśnie teraz. I jednocześnie bardziej miała ochotę wejść w defensywę.

– Mogę? To mój kot – powiedziała cicho, jej głos jak zwykle cichy i spokojny, chociaż chyba nosił teraz w sobie ostrzegawcze nuty. Mówiła o kocie… dopiero kiedy to powiedziała zrozumiała, że można to było odczytać dwojako.

Pomiot z Piekła rodem
I wish I could save you
Wish I could have you grip my hands
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dwumetrowy koleś z nieco przekrzywionym nosem to ja. Z reguły się garbię, bo niskie sufity i przejścia pokonują mnie. Niby normalnie chodzę ubrany, ale lubię mieć ostre żelastwo przy sobie. Poza tym moje ciało znaczą mniejsze i większe blizny, ale nic nadzwyczajnego. I to musiałbym się rozebrać, a rzadko chodzę nagi, a jak już to głównie przy żonie.

Hades McKinnon
#243
03.06.2024, 18:45  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 04.06.2024, 17:58 przez Hades McKinnon.)  
Południowe stragany - pobliże stoiska ze świecami Mulciberów

Dobra, jednak dalej byłem wkurwiony. Atreus mnie zignorował. Nic nie powiedział, w dalszym ciągu trzymając w silnym uścisku. Miałem ochotę mu przyjebać, ale nie mogłem się uwolnić poprzez szarpnięcie. Może jednak do Aurolandii nie przyjmowano jedynie doskonałych mineciarzy oraz Szanownej Rodziny Pani Szefowej Harper Moody. Kto by pomyślał, że to chuchro miało tyle siły w ramionach... Ale ciekawe, co powie, kiedy mu zmiażdżę stópkę. Zapamięta sobie moje tąpnięcie doskonale.
- Alastorze Moody, kto tu jest durniem? - zapytałem się go, śmiejąc się pod nosem i spluwając na ziemię. Gdyby nie był idiotą, to nie rozmawiałby ze mną, tylko jebnąłby mi w łeb. Te groźby o zabieraniu do Ministerstwa mógł sobie włożyć głęboko w rzyć. Wyjdę z tego cało niczym karaluch, a jak nie wyjdę, to obudzę się w jebanym grobie i dobrze sobie zapamiętam jego nazwisko. - Mojego partnera szukaj w czarnej dziurze. Nie mogłem patrzeć jak się mizdrzył do jakichś nastolat, gdzieś na początku północnych straganów. Jeśli się pospieszysz, zdążysz popatrzeć na ten żenujący trójkąt. Lepiej je wylegitymuj, zanim zajrzy którejś w majtki, żeby nie było z tego skandalu - poradziłem, wcale nie zniżając głosu. Niech ludzie słyszą, jakie pierdoły przyjmują do BUMu czy na aurorów.
- Tak, składajcie tego idiotę, to mu poprawię. On to lubi - odparłem odważniej przez te pogróżki o Ministerstwie Magii. To mnie zdecydowanie napędzało, podobnie jak widok ludzi litujących się nad tym skurwielem. Tak, ktoś tu mnie prowokował, ktoś kusił do parcia przed siebie niczym meteor. Tak, będę jebanym meteorem. Zrobię, co mi się żywnie będzie chciało, co tylko mi się spodoba, choćbym miał rozjebać cały ten cyrk. Tych kurwiów małych na scenie nawet nie widziałem, ale w głębokim poważaniu je miałem, te dzieciaki wszystkie. Jedynym dzieckiem zasługującym na moją uwagę była Megarka; reszta to małe, parszywe robaki.
- Atreusku, zabierasz mnie w tę podróż życia czy wolisz dostać w mordę? - zdążyłem go zapytać, ale wtedy Alexander prawdopodobnie zwymiotował na moje buty, więc właściwie moje pytanie straciło ważność. - Ooo... - zrobiłem jedynie, bo ta Florence to jednak dobra kobieta była, że mi się nasunęła. Szkoda aby że nie wysłała Alexandra w nicość nim zdążył na mnie haftnąć. Jednakowoż, nie było tego złego, co by na dobre nie wyszło. Teraz miałem lepszy widok na tę mordę i lepszy do niej dostęp, a że Atreus trzymał mnie w kleszczach, to niech trzyma. Mogłem go wykorzystać jako podporę by nie utracić równowagi, dając solidnego kopa w mordę Alexandra Mulcibera, a jeśli aż tak nisko tej mordy nie miał, to w jego jaja. Wal do piekła! Miałem nadzieję, że obudzi się po tym za co najmniej pół roku.

Rzut AF na kopnięcie Alexandra w twarz, a jak nie mam jej w odpowiednim zasięgu, to wybieram jego krocze jako cel. W razie wątpliwości, krzywdzenie Atreusa jest dopiero planowane na przyszłość.
Rzut PO 1d100 - 44
Sukces!
Ruda Złośnica
Kto nie wie, dokąd zmierza, nigdy nigdzie nie dojdzie.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Długie, rozpuszczone, nieco niesforne włosy w kolorze rudym. Penny nigdy ich nie związuje. Twarz upstrzona licznymi piegami, na której zawsze widnieje uśmiech. Brązowe oczy. Sylwetka szczupła, a do tego około 165 cm wzrostu. Będąc blisko, można wyczuć delikatny, owocowo-kwiatowy zapach, w którym mieszają się ze sobą różne nuty - gruszka, irys, czarna porzeczka, kwiat pomarańczy...

Penny Weasley
#244
03.06.2024, 19:09  ✶  
strefa gastronomiczna

Od marca minęło sporo czasu. Mogło zajść naprawdę dużo zmian. W zasadzie, to nawet trochę ich w życiu Penny zaszło. Przez chwilę była przecież zaręczona! I to nie z byle kim, ale samym Renigaldem Malfoyem! Pochodzących z tych Malfoyów - od byłego Ministra Magii. Napisano o tej farsie nawet w Czarownicy, publikując na dokładkę wspólne zdjęcie pary, uchwyconej podczas przyjęcia na pewnym wieżowcu. Doprowadziło to do pewnych mało przyjemnych sytuacji. Wprowadziło w życiu Weasley odrobinę chaosu. Sprawiło, że na jej parapecie kilkukrotnie czekały listy z pogróżkami. Nie doprowadziło natomiast do tego, że Penelope Anne została poszukiwanym przestępcą. Był to z jej strony jedynie żart, który po prawdzie do szczególnie zabawnych się nie zaliczał. Albo może jednak?

- Całkiem sporo. - odpowiedziała, nawet nie podejrzewając, że to zainteresowanie ze strony Matthew mogło mieć jakieś drugie dno. Wiązać się niekoniecznie z dobrymi intencjami? - Przede wszystkim Burke. Co drugi Burke zdaje się być jubilerem. - zaczęła od tej oczywistości, zastanawiając się zarazem jakich jeszcze jubilerów kojarzyła w tej części Londynu. - Mają tutaj cztery sklepy. Trzy z nich są na Pokątnej. Ostatni na Horyzontalnej. Poza Burke'ami, jest jeszcze pracownia Dolohova. Znana z wykorzystywania szafirów. Typowe wyroby dla wyższej klasy, jak nie masz pod ręką kilkuset, a czasami nawet kilku tysięcy galeonów, to lepiej sobie odpuścić. No i wreszcie Amanda Bletchley. Gdybym tylko miała wystarczająco pieniędzy, nie zastanawiałabym się długo nad zakupem. - mówiąc o wyrobach pani Bletchley, Penny wyglądała przez moment wręcz na rozmarzoną. - Kamienie, którymi Amanda zdobi swoje wyroby, potrafią dostosować się kolorystycznie do emocji odczuwanych przez posiadacza. Niestety, do tej pory nie udało mi się dowiedzieć w jaki sposób to funkcjonuje. Pracowałam u Bletchley przez 2 lata i nie dałam rady niczego ustalić. - wzdycha ciężko. Gdyby tylko miała nieco więcej szczęścia, ewentualnie zdołała namówić kobietę do pomocy... ah, mogłaby na tym zbić fortunę! Wyremontowałaby w pełni Zaczarowane Różności. Wyniosła się do większego mieszkania. No i nakupiła tyle ubrań, że przestałyby się mieścić w szafach.

Nie to, żeby teraz nie musiała czasem upychać ich na siłeę

- Są oczywiście jeszcze mniejsze sklepy i pracownie. Pewnie co najmniej kilka na Nokturnie, ale do tych nigdy nie zdarzyło mi się zaglądać. Na Horyzontalnej, poza moim sklepem i tym należącym do Burke, kojarzę jeszcze z 4 innych? - zawahała się, coś jej się nagle przypomniało. - A nawet 5. Ostatnio otworzył się nowy punkt.

Jeśli Matthew nie oczekiwał tak rozbudowanej wypowiedzi, to miał niestety pecha. Kiedy bowiem przychodziło do rozmów dotyczących jubilerstwa, Penny mogła gadać i gadać. Najpewniej nawet by nie zauważyła, gdyby podczas tej rozmowy, jej towarzysz postanowił się nagle ewakuować. Była za bardzo skupiona na tym, żeby niczego nie pomieszać; nie pomylić.

Na szczęście okoliczności nie pozwoliły rudej na to, żeby zbyt długo zamęczała Matthew tymi bzdurami. Niekoniecznie istotnymi i potrzebnymi mu informacjami. Chyba że faktycznie chciał zacząć żyć z włamań i rabunków. Kim była, żeby go od tego odwodzić?

Rodzinny biznes? Wyglądało na to, że miał facet całkiem wygodne życie. Może nawet sporo pieniędzy? Uważniej spojrzała na jego ubrania, starając się rozpoznać czy był to Rosier, czy może jednak Rozier. Taka znacznie tańsza podróba, którą można było dostać na rynku. Wystarczyło tylko znaleźć jakieś stoisko ze szmatami.

- O! Czyli ten rodzinny biznes jest skupiony wokół gastronomii? - zainteresowała się. Oczywiście, że chciała wiedzieć więcej. Skoro już na siebie trafili, to trzeba było skorzystać z okazji. Trochę lepiej się poznać. - Czy za szybko pozwoliłam sobie wyciągnąć wnioski? - dopytała jeszcze, uświadamiając sobie, że przecież mogli też załatwiać inne rzeczy. Może chodziło o wyposażenie? Alkohol? Albo pomagali zatrudniać pracowników? Opcji było naprawdę wiele. Ona jak zwykle trochę zbyt głupia.  - Moi dziadkowie posiadają olbrzymie sady w Dolinie Godryka. Poza owocami, dostarczają też wino. Mieli nawet zorganizować gdzieś tutaj własne stoisko z alkoholem. - rozejrzała się po okolicy, jakby poszukując wspomnianego stoiska. Starając się ocenić, w którym kierunku powinni się udać, gdyby przypadkiem planowali je odwiedzić. - Moja kuzynka wspominała, że to powinno być... gdzieś tam. - nie do końca pewna, wskazała w kierunku północnych straganów.

Jeśli zamierzali je odwiedzić, czekało ich przeciskanie się pomiędzy ludźmi, którzy starali się dostać możliwie najbliżej sceny.

Lew Salonowy
Seeking to be whole
Driven by passion
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Philip to mierzący 173 cm wzrostu wysportowany mężczyzna. Niebieskooki blondyn, którego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach i promienny uśmiech. Jego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach oraz promienny uśmiech. Przywiązuje dużą uwagę do swojego wizerunku, dopasowując swój ubiór do każdej sytuacji. Roztacza wokół siebie aurę niezachwianej pewności siebie.

Philip Nott
#245
03.06.2024, 19:51  ✶  
Stoisko Świeczki i kadzidła Rodziny Mulciber

Pomimo bardzo nieodpowiedniego momentu na zgłoszenie napaści nie zamierzał tak łatwo odpuścić. Powodów do tego rodzaju nieustępliwości mu akurat nie brakowało. W tego typu sprawach nie należało zwlekać ze zgłoszeniem popełnienia przestępstwa. W tym przypadku to zwłoka nie była wskazana, ponieważ sprawcą dokonanej napaści okazał się inny Auror. Pomimo tego, że całe zajście miało miejsce na oczach jego kuzyna i pokaźnego grona świadków (w końcu jest osobą szeroko rozpoznawalną), chciał to zgłosić jak najszybciej.

Nie mniej istotnym powodem było to, że czuł się źle i nadal kręciło mu się w głowie. Nic więc dziwnego, że nie widziało mu się przemieszczenie się w stronę strefy gastronomicznej i dalsze poszukiwanie jakiekolwiek umundurowanego czarodzieja, zdolnego do przyjęcia tego zgłoszenia.

Nie pozostawiało złudzeń, że zależało mu na czasie. Ministerstwo nadal mogło borykać się z problemami wewnętrznymi od czasu Beltane, jednak przedstawiciele władz nie powinni kierować kogoś, kto został pobity do innej strefy na tym kiermaszu. Jeśli wziąć pod uwagę między innymi kolejną bijatykę zainicjowaną przez umundurowanego czarodzieja to wyłaniał się niewesoły obraz odnośnie funkcjonowania Departamentu Przestrzegania Prawa.

— Bez wahania udałbym się do strefy gastronomicznej... sytuacja jest jednak nagląca abym zaczął poszukiwać wskazanych przez pana czarodziejów. Zamierza pan przyjąć to zgłoszenie popełnienia napaści? — Zwracając się ponownie do mundurowego starał nie dać się ponieść wzbierającej w nim frustracji, tylko zachować względną uprzejmość pomimo napotkanych trudności w obecnej sytuacji. Nie było to takie łatwe, bo nie dość, że czuł się źle to jeszcze sytuacja pomiędzy Mulciberem, czarodziejem który go zaatakował i Bulstrodem zaczynała coraz bardziej eskalować z każdą chwilą, co stało się dla niego utrapieniem.

— Nie jestem też w wystarczająco dobrym stanie do dalszych przechadzek. — Poinformował tamtego czarodzieja, zmagając się wciąż z zawrotami głowy, przez które dojście o własnych siłach do stoiska gastronomicznego nie byłoby takie łatwe. W obecnej sytuacji chciał mieć tylko do czynienia z konkretnym czarodziejem, który zrobi to, co do niego należy w związku z tą napaścią.

Usłyszał też głos kobiety, przekrzykującej głośno zgromadzony tutaj tłum. Postanowił spróbować dojrzeć ją w tym zbiorowisku, tak aby móc określić, czy jest w stanie pomóc mu w sprawie, z którą zwrócił się do tamtego Aurora.


Rzucam na percepcję - wypatrzenie Heather

Rzut Z 1d100 - 84
Sukces!

Rzut Z 1d100 - 57
Sukces!


Before I'm back to my defenses
I delight in waiting here
To watch the whole thing escalate
hold me like a grudge
and what an ugly thing
– to have someone see you.
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
auror
Stosunkowo wysoki mężczyzna, mierzący sobie 183 centymetry wzrostu. Posiada włosy barwy ciemnego blondu i jasne, błękitne oczy. Budowa jego ciała jest atletyczna, a na twarzy często widnieje lekki, szelmowski uśmieszek. Porusza się z nonszalancją i pewną niedbałością. Jest nienaturalnie zimny w dotyku.

Atreus Bulstrode
#246
03.06.2024, 20:13  ✶  
południowe stragany - świece mulciberów

Całe szczęście mieli przy sobie tyle medyków ile poważnie rannych czarodziejów. Prewett zajął się rudą gówniarą, jakiś typo co wcześniej stał przy straganie umierającym na zawał Robertem, a Florence podeszła do Alexandra. Sytuacja wydawała się w miarę opanowana, bo Hades nie miał zbytnio jak się miotać, ale do tego wszystkiego dołączył Philip, brzęczący dalej niczym mucha nad uchem. Atreus zignorował go łaskawie, bo nie mógł teraz powiedzieć nic, co by te sytuację jakoś zmieniło; ani nie mógł spisać jego skargi, ani też kazać mu spierdalać w podskokach, bo przecież ludzie patrzyli.

- Myślę, że Mulcibera warto chociaż spisać. Darł się jak głupi, podżegając do dalszej bójki. Gdyby ktoś go posłuchał, to mielibyśmy tutaj jatkę - powiedział, spoglądając przelotnie na Alastora, ale Alexander tak się chwiał, że mimowolnie ciągnęło do niego wzrok. Atreus bardzo nie chciał, żeby coś mu się przewidziało i zamachnął się z tego wszystkiego na Florence bo wtedy by chyba sam mu przyjebał. Ale zamiast machania łapami, Mulciber pochylił się do przodu i rzygnął.

Bulstrode zmarszczył brwi, spoglądając ku dołowi. Na całe szczęście, jego buty były czyste, ale Hadesa? Auror poczuł jak brygadzista napina się i chyba nawet próbował go użyć jako podpory dla zachowania równowagi. Bulstrode nie zamierzał się z nim dalej szarpać, zamiast tego łapiąc za różdżkę by teleportować go razem z sobą do Ministerstwa Magii.

teleport do ministerstwa z Hadesem
Rzut O 1d100 - 42
Akcja nieudana
Nieoceniony Stażysta
god gives his silliest battles to his most tragic of clowns
wiek
20
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
stażysta, szpital św. munga
zdezorientowane spojrzenie; ciemnobrązowe oczy; ciemnobrązowe włosy w wiecznym nieładzie; cienkie usta; przeciętny wzrost 174 cm; dobrze zbudowany, jednak wynika to raczej z diety i ciągłego latania z jednego zakątka szpitala św. Munga w drugi niźli intensywnym ćwiczeniom fizycznym; wada wymowy (jąkanie się) objawiające się w sytuacjach stresowych

Cameron Lupin
#247
03.06.2024, 20:18  ✶  
Południowe stragany- okolice loterii fantowej

Rozmawiam z Heather i czekam, aż pomoże numerologowi, abyśmy mogli pójść pod scenę

— Na to wygląda. Może to i lepiej. Tamtego goblina chyba aresztowali twoi znajomi? — Podrapał się po potylicy, próbując sobie przypomnieć szczegóły z festiwalu z okazji Ostary. Cholercia, to niby było ledwie kilka miesięcy temu, a miał wrażenie, że to było inne życie. — Nie dziwię się. To na sto procent był jakiś przekręt. Kto normalny organizuje płatną loterię, w której można w ogóle nic nie wygrać lub wręcz przegrać w zależności od wyniku?

Pokręcił podirytowany głową. Może, teraz gdy był starszy, miał więcej środków, aby przeznaczyć parę monet na takie zabawy, jednak za każdym razem, gdy miał do czynienia z takimi drobnymi cwaniaczkami, to nóż mu się w kieszeni otwierał. Chociaż Lupinowie prowadzili całkiem dochodowy biznes, tak większość zarobionych pieniędzy szła na utrzymanie lokalu i sprowadzanie do pracowni aptekarskiej egzotycznych składników, jakich nie sposób było pozyskać w okolicy Londynu czy w ościennych wioskach czarodziejów.

Tym razem organizatorzy go chyba jednak nie oszukali. W gruncie rzeczy sam był zaskoczony tym, jaki łup udało mu się zdobyć. Niewidzialny płaszcz, fiolki z eliksirem wielosokowym i magiczna taśma. W sam raz, żeby zakleić komuś usta, pomyślał z krzywym uśmiechem na twarzy, odsuwając się z Heather na bok, aby dopuścić do koła kolejne chętne osoby. Zanim przeszli dalej, Cameron obejrzał się jeszcze na koło fortuny; zdecydowanie będzie musiał tu jeszcze wrócić pod koniec festynu. Kto wie, co jeszcze uda mu się wylosować?

— Mogło być gorzej — przyznał, unosząc fiolkę z eliksirem w górę ku słońcu, aby lepiej przyjrzeć się zawartości. Ech, tak na oko trudno było stwierdzić, czy to przypadkiem nie była tania bazarowa podróba. Będzie musiał przyjrzeć się temu na spokojnie po powrocie do domu. — Widzę, że ty też całkiem nieźle wylosowałaś. Chociaż ty zawsze masz takie dziwne szczęście.

Było idealnie. I stan ten na pewno utrzymałby się przez następne kilka godzin, gdyby nie... Zamieszanie. Bójka, a może raczej awantura w okolicy stanowiska ze świecami Mulciberów. Lupin nie wiedział do końca co się dzieje, toteż machinalnie chwycił Heather za rękę. Nagle nawiedziły go wspomnienia z Beltane, gdy Ruda kazała mu się zmywać. Nie chciał powtórki z rozrywki, nienienienienieninie.

— Może po prostu cho...

Nie zdołał dokończyć, bo instynkt brygadzistki jego dziewczyny zareagował pierwszy i ogłosił wszem wobec, że Heather była skłonna do pomocy każdemu, kto takowego wsparcia wymagał. A na dobrą sprawę nawet nie wiedziała, co się dzieje. Czy tego uczyła ją Brenna? Żeby bez przygotowania rzucać się w czysty chaos tylko dlatego, że miało się dobre intencje. Oczami wyobraźni Cameron widział skrzywienie na twarzy Florence, gdyby była świadkiem tej sytuacji. Ugh, przerażające.

Nagle znalazł się przy nich jakiś grubasek, który zaczął wymachiwać Rudej przed twarzą jakimś świstkiem. Cameron otaksował go uważnym wzrokiem od stóp do głów. Czy tak kończyli historycy i badacze? Na Merlina, aktywne uzdrawianie chyba jednak nie jest takie złe, pomyślał, wzdrygając się na samą myśl, że kiedyś mógłby się aż tak zapuścić.

— Pomóż mu, a potem idziemy pod scenę — rzucił Cameron z ciężkim westchnieniem. — Nie chcę przegapić kolejnego występu!
Gówniara z miotełką
She had a mischievous smile, curious heart and an affinity for running wild.
wiek
21
sława
VI
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
BUMowiec
Heather mierzy 160 cm wzrostu. Jest bardzo wysportowana, od dzieciaka bowiem lata na miotle, do tego zawodowo grała w quidditcha. Włosy ma rude, krótkie, nie do końca równo obcięte - gdyż obcinał je Charlie po tym, jak większość spłonęła podczas Beltane. Twarz okrągłą, obsypaną piegami, oczy niebieskie, czają się w nich iskry zwiastujące kolejny głupi pomysł, który chce zrealizować. Porusza się szybko, pewnie. Ubiera się głównie w sportowe rzeczy, ceni sobie wygodę. Głos ma wysoki, piskliwy - szczególnie, kiedy się denerwuje. Pachnie malinami.

Heather Wood
#248
03.06.2024, 20:42  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 03.06.2024, 20:43 przez Heather Wood.)  
Południowe stragany- okolice loterii fantowej - przechodzimy ku scenie

- Chyba ktoś od nas go aresztował, ale nie mam pojęcia kto. - Jakoś niespecjalnie interesowała się tym tematem, bo w sumie jej ten goblin nie obrobił, gdyby tak było to pewnie stałoby się inaczej. Dobrze mieć jednak świadomość, że już nikogo nie oszuka, a w tej loterii wygrali całkiem fajne nagrody. Najwyraźniej sabaty zmierzały ku dobremu, skoro uniemożliwiały już próby oszustwa, chociaż może to tylko dzięki temu dzielnemu osobnikowi, który zainteresował się tym, że wykorzystywał on naiwność ludzi.

- Tak naprawdę, to chyba w porównaniu do tej Ostary, to jest całkiem nieźle, nie ma co narzekać, te fanty będzie można wykorzystać do czegoś sprytnego. - Może i jeszcze nie wiedziała do czego, ale czuła, że nie były to knuty wyrzucone w piach, na pewno im się te przedmioty przydadzą.

- Masz trochę racji, los mi sprzyja praktycznie zawsze. - Dodała z uśmiechem, bo była tego świadoma, jakoś zawsze jej się wszystko układało, często miała więcej szczęścia niż rozumu, w najróżniejszych sytuacjach, może urodziła się pod szczęśliwą gwiazdą? Nie miała pojęcia, ale dało się zauważyć, że faktycznie fortuna była jej sprzymierzeńcem.

Zbyt proste okazało się odejście, nie byłaby sobą, gdyby nie wykazała się zainteresowaniem o los ewentualnych pokrzywdzonych chociaż z każdą minutą upewniała się w tym, że to nie byli śmierciożercy, a jakaś bójka, gdzieś dalej przy stoisku. Kamień z serca, na samą myśl o tym, że mogłoby się powtórzyć to, co działo się w Beltane czuła strach. Wtedy nie było przyjemnie, zmarło wiele niewinnych osób, a sama znajdowała się blisko drugiej strony.

Znalazł się koło nich jakiś mężczyzna, z krzyżówką. Ruda wpatrywała się w niego z przymrużonymi oczami. - Serio? Nie o taką pomoc mi chodziło, znajdź sobie wróżbitę, może on ci pomoże. - To zachowanie upewniło ją w tym, że nie będzie dzisiaj nikomu pomagać. Może faktycznie warto zająć się ten jeden, jedyny raz sobą i Cameronem? Tak, zdecydowanie.

- Przepraszam Camiś, nie powinnam była stawać przed szeregiem, spadajmy stąd nim jeszcze jakiś kolejny pajac postanowi sobie ze mnie robić żarty. - Złapała Lupina pod rękę i wreszcie ruszyli w stronę sceny. Usiedli gdzieś na środku, bo z przodu zaczęło się robić ciasno. - Kurde, przydałoby się jedzenie. - Odparła rozczarowana.

Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#249
03.06.2024, 23:33  ✶  
Strefa gastronomiczna, chociaż powolnym krokiem z niej odchodzimy

To było po prostu zaskakujące. To ile słów potrafiła wypowiedzieć Penny na przestrzeni kilku sekund to była głowa mała. Ona po prostu gadała jak najęta. Nadawała i nadawała, a jak już człowiek myślał, że skończyła, to nie - Penelope dalej nadawała. Trzeba było przyznać, że miała wprawę i chyba jej nawet odrobinę ulżyło? Całkowicie zajęła się tym, aby jak najdokładniej opisać wszystkich okolicznych jubilerów. Co by jednak nie mówić to zachęcała do przeprowadzenia jakiejś akcji rozboju, zwłaszcza kiedy dostawał tyle wiadomości na wyciągnięcie ręki od rudowłosej.

- To naprawdę dużo informacji jak na takie proste pytanie - przyznał. Czego spodziewał się Stanley? Prostej odpowiedzi w postaci liczby. Na przykład "cztery" albo "pięć", ale nie całego referatu odnośnie tego kto, co, gdzie, z kim i jakie ma dokładnie produkty na sprzedaż.

Przede wszystkim to Penny nie potrzebowała nakłaniać kogoś do "pomocy", a "przemocy", która rozwiązywała większość spraw i pozwalała zdobyć odpowiednie fundusze. Od Bletchley można było przecież wykraść ten przepis na jej sukces. Po co miała się ograniczać do jakichś pół środków?

- Powiedziałbym, że zapamiętam... ale w tym wypadku musiałbym skłamać. Podałaś tyle informacji, że nie jestem w stanie tego wszystkiego zapamiętać, a już na pewno nie z taką prędkością z jaką mi to wszystko opowiadasz. Doceniam jednak starania - popił wodą, bo dalej był w szoku odnośnie osiągnięć rudowłosej.

Czy powinien uciec lub się zwinąć? Pewnie tak. Niestety był w tak wielkim szoku, że łapał się na słuchaniu tego o czym mówiła. Tak jakby to była najciekawsza rzecz w tym momencie. Gdyby się tak przyjrzeć temu Lammas i tej całej kolejce w strefie Gastronomicznej, to rzeczywiście tak było. Jego towarzyszka była jedyną osobistością, która się wyróżniała jakoś bardziej od tej całej masy.

Prawdę mówiąc to Borgin nie wiedział czy był to Rosier czy Rozier czy nawet Roszier - taka podróbka podróbki. Zdobył jakąś pierwszą, lepszą marynarkę, która miała sprawić, że nie będzie zmuszony wyruszyć tutaj w swoim płaszczu z którym się przecież nie rozstawał.

Matthew nie wiedział jednak, że sam wpadnie w pułapkę kiedy odpowie na pytanie Penny. Ta znowu złapała taką zajawkę, że głowa była mała. Skąd ona brała tyle energii do tego wszystkiego? Napadła na fabrykę mefedronu i chcąc ukryć dowody, spożyła całą taczkę tego produktu? Wszystko wskazywało właśnie na taki obrót spraw.

- Coś w ten deseń - pokiwał głową - Bardzo trafne wnioski, ponieważ zajmujemy się głównie dostarczaniem produktów. Restauracje i kluby składają zamówienia, a my je następnie realizujemy. Dzięki temu oni oszczędzaj czas, a my mamy co robić. No i dzięki naszym własnym koneksjom, które wyrobiliśmy przez lata, to mamy zaufanych klientów - dodał do swojej ostatniej wypowiedzi, licząc, że to będzie wystarczające - O, proszę. W Dolinie to chyba taki całkiem lukratywny biznes? Nie myślałaś, aby robić w sprzedaży u swoich dziadków? Przegadałabyś samego Merlina czy ministre Magii - przyznał z nieukrywanym uznaniem w głosie. Równie dobrze mogłaby być protokolantką w Wizengamocie albo odczytywać wyroki z prędkością światła, a w międzyczasie zadawała by oskarżonemu trzy tysiące pytań. Szok.

- Jeżeli mam być szczery? - spojrzał w kierunku swojej towarzyszki - To nawet jakbym powiedział, abyśmy poszli na południowe, to mnie przegadasz i pójdziemy na północne stragany. Nawet nie będę z tym walczyć. Zapewniam, więc prowadź, a ja będę za Tobą człapać - zaśmiał się, dopijając resztówkę swojej wody. Czy to czas na papieroska?



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
Bitch boży
The Lightbringer in the streets,
Delightbringer in the sheets
wiek
33
sława
III
krew
mugolak
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
Połykacz ognia, akrobata cyrkowy
Pożoga gorejąca w niebieskich oczach (he's always in heat!!) i figlarne iskierki ognia: te igrające w jego spojrzeniu – zawsze zbyt intensywnym, jak u męczennika przeżywającego ekstazę – i te pośród zmierzwionych wiatrem blond włosów, w których blask pochodni wydobywa rudawe refleksy świetlne. Pod opuszkami wiecznie poparzonych palców czai się obietnica płomieni. Sam jest niczym żyjący płomień, z ruchami, w których tkwi niewymuszona pewność siebie – ale i swego rodzaju nieprzewidywalność. Ogień otula tego postawnego (1,80 m) mężczyznę równie szczelnie, co płaszcz bożej łaski, i tylko woń kościelnych kadzideł potrafi zamaskować towarzyszący mu zawsze swąd dymu i zapach benzyny. Podstawowe wyposażenie Jima obejmuje: uśmiech cherubina z renesansowych obrazów, bardzo charakterystyczny, wyjątkowo głęboki głos, w którym przebrzmiewają nuty irlandzkiego akcentu, starą podręczną biblię, elegancki komplet składający się z białej koszuli, dopasowanych spodni, kamizelki i niewielkiego noża od Flynna (all removable) oraz drewnianego krzyżyka (NOT REMOVABLE), a także chęć zbawienia całego świata (w butonierce).

The Lightbringer
#250
04.06.2024, 01:01  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 04.06.2024, 17:07 przez The Lightbringer.)  
Namioty za sceną

Jim nigdy nie kłamał. Ale czasem milczał. Z pokorą przyjmował wtedy świadomość, że wszyscy dookoła zaczynali śmiać się z ulgą, że ich pomylony prorok na moment przestał mleć ozorem. Milczał, bo nie sądził, by jego przemyślenia zmieniły dla kogokolwiek cokolwiek. Milczał, bo wiedział, że prawda czasem boli.

Piosenka, którą Flynn wybrał pod swój występ rzeczywiście była smutna, ale większości ludzi zgromadzonych na widowni nie będzie to obchodzić: tak jak nie obchodziło ich, że Layla prawie złamała nogę, ćwicząc wyjątkowo trudny numer na trapezie, jak wiele zadrapań zostawiło na ciele Fiery ostatnie magiczne zwierzę, które tresowała, ani to, jak silnie parzył czasem Jima jego własny ogień. Ludzie nie wiedzieli, co czuł Flynn wychodząc na scenę – jak dużo wysiłku kosztowało go przezwyciężenie swych oporów, jakie emocje kierowały jego ruchami, jaki przekaz chciał zakląć w swoim wystąpieniu – przyszli tu na widowisko, nie na spowiedź.
To nie była ich wina. To nie była niczyja wina.

Piosenki były smutne, cyrkowcy byli smutni, cały ten świat był smutny, ale scena pozwalała im przynajmniej na chwilę zapomnieć – jak ołtarz, na którym dokonywało się przeistoczenia – i tak, smutek artysty był źródłem radości widza.

Obcując ze sztuką przywykł bowiem, że jeden obraz może wzbudzać w ludziach skrajne emocje. Widział we Flynnie kogoś wrażliwego – kogoś, kim mogły targać takie właśnie skrajności – och, jakże gorąco pragnął pokazać mu, że jedno może współistnieć z drugim, udowodnić, tak jak Dianie, że nie musi zagłuszać swej wrażliwości alkoholem i… Bóg wie, czym. Nauczyć go jak zatamować smutek, a gdyby to nie pomogło, wypalić go od środka, zostawić wątły, ale niegasnący nigdy płomyk nadziei, wieczny jak lampka nad tabernakulum.

– Tak – Jim zdeptał butem iskry, które spadły na ziemię, gdy zdejmował koszulę – I nie. – Zastanawiał się, czy Flynn pamiętał, że Szatan też był kiedyś Aniołem. – “Nie lękaj się”, tak zawsze witają się anioły – czy to nie jest dziwne? – ich widok zawsze budzi w Biblii trwogę, chociaż są nieskończenie piękne i nieskończenie dobre. Kiedy zalewa cię taka nieskończona dobroć boga – taka której nie możesz zrozumieć – pierwszym instynktem jest ucieczka. – Myślisz, że dlaczego bałem się wrócić do cyrku, po tym, jak uciekliśmy, a ty odstawiłeś mnie do klasztoru? Dlaczego ty bałeś się wrócić? – Kiedy nagle zalewa cię światło słońca, to przecież też mrużysz przed nim oczy – westchnął, jakby niezadowolony z porównania. – Ogień… Ogień jest trochę jak mój anioł stróż. Bo początkowa groza, jaką czujesz wobec potęgi żywiołu, ustępuje, kiedy czujesz ciepło trzaskającego ogniska. Myślę, Flynn, że Anioły to dosyć skomplikowane stworzenia i w chuj ciężko domyślić się, o co im właściwie chodzi.

Patrzył, jak brat trze zmęczoną twarz, pokrywając ją makijażem. Tyle lat minęło, a on dalej widział w nim dzieciaka. Zagubionego dzieciaka.

Słuchał go bardzo uważnie: i tak jak na początku wtrącił swoje trzy knuty, tak teraz stał, patrzył na cholerny słoiczek z cholerną farbką, który brat nerwowo obracał w palcach, i przeklinał swoją cholerną głupotę. Nie pozwolił pokazać po sobie targających nim emocji, choć jego skóra nagle stała się cieplejsza, iskierki we włosach jakby żywsze, a płomyki igrały na opuszkach palców.

Jim zmarszczył lekko brwi, jak zawsze, kiedy popadał w swą eklezjastyczną zadumę. Jak to kiedyś ujął pięknie Tully Bell: “wyglądasz jakby ci się coś paliło koło dupy”. Jego intensywne oczy świdrowały twarz brata, w którego wpatrywał się teraz tak, jakby wpatrywał się w płomienie: z powagą, tęsknotą, obawą – ale i z miłością. Zawsze z miłością.

Odkąd Flynn powrócił, ich relacja... Niby nic się nie zmieniło, ale zmieniło się wszystko.

Zajmowałem się... nieprzyjemnymi rzeczami.

Zawahał się, zanim pogłaskał Flynna po włosach, czule, delikatnie odgarniając przydługie już loki z twarzy brata, i, cholera, może jednak powinien się ostrzyć, bo jeszcze mu ten aniołek fiknie, bo nie zobaczy, że stoi już na skraju sceny. Uśmiechnął się do odbicia Flynna w lustrze. Nie przypominało to sposobu, w jaki okazywali sobie braterską miłość, kiedy byli jeszcze dzieciakami. Nie, oni zawsze się ze sobą szarpali – nawet teraz potrafili się potłuc, i kiedy Flynn darł się, wrzeszcząc bezeceństwa do uszu, Jim ryczał potężnym głosem egzorcyzmy – a gdy Flynn stał obok, Jim, korzystając z tego przywileju, że wyprzedzał go o te kilka centymetrów, targał mu z uśmieszkiem włosy. Ale były też cisza, dużo ciszy. Bo Flynn nie mówił (nie chciał? nie mógł? nie potrafił?), a Jim solidarnie stwierdzał, że on teraz na miesiąc czy dwa składa śluby milczenia – żeby bratu było raźniej, myślał z determinacją, ale nigdy nie powiedziałby tego głośno – i milczeli sobie razem, choć z kompletnie innych powodów. Siadywali wtedy czasem obok siebie, każdy pogrążony w swoim świecie: razem, ale osobno. Ich przyjaźń nie była wymagająca: była prosta i solidna, jak krzyżyk na jego szyi. Czasem też zaskakująco czuła, jak pocałunek złożony niespodzianie na jego policzku.

– Mógłbym wyczarować ci skrzydła z ognia. – Nie żebyś potrzebował ich, żeby polecieć, pomyślał Jim z dziwnym smutkiem, wstydząc się egoistycznej pretensji, która tkwiła w pobożnym życzeniu, by Flynn nie wyfruwał z rodzinnego gniazda za każdym razem, kiedy coś bodło w jego samotne serce. – Pożyczyć ci swojego anioła stróża, skoro nie możesz mieć na scenie swojego.

Jim nie wiedział, jak się z tym wszystkim czuć. Chciał zapytać: “co takiego zrobiłeś?”. Chciał wiedzieć wszystko. Chciał o niczym nie wiedzieć. Chciał… Jak zawsze, zbyt wiele. To nie był dobry moment, by zadawać Flynnowi pytania na temat jego przeszłości, zwłaszcza, że ta ewidentnie wydawała się deptać mu po piętach. Gdyby mógł, spaliłby za nim wszystkie mosty, które ten przekroczył, by powrócić na łono rodziny. Gdyby mógł, pomógłby mu z ciężarem, który tamten nosił, tylko dlatego, że był jego bratem, i wrócił, no przecież, cholera, wrócił. Jim chciał myśleć, że zniósłby to wszystko dzielnie, ale nie był głupi. On i jego rodzina robili wiele nielegalnych rzeczy. Prawie zapomniał już o tym, że właśnie okradli dziennikarza tylko dlatego, że taki mieli kaprys, bo tak bardzo było to dla nich normalne. Ile to razy siedział w areszcie? Ile grzechów sam miał na sumieniu?

Co takiego zrobiłeś, Flynn? Czy to coś tak strasznego, że będziesz się smażył w piekle, którym kiedyś straszyłem cię po nocach?

Chuj z ogniem piekielnym, pomyślał Jim, zdjęty dziwną pasją, to wciąż ogień, i będzie mnie słuchał jak każdy inny. Nie da Bogu skrzywdzić swojej rodziny.

Zacisnął zęby, udając, że jest całkowicie skupiony na tym, by wymalować na torsie święty symbol boskiego oka otoczony łacińskimi inskrypcjami. Wylał niechcący większość farbki na ziemię, kiedy na zewnątrz wybuchł nagle straszny harmider.

– Co się działo na tej scenie, żeście się tak darli wniebogłosy? – rzucił w stronę dzieciaka, który przypałętał się nie stąd ni zowąd do garderoby. Wymienił się spojrzeniami z Flynnem. – Cyrk przyjechał? Sąd Ostateczny? Czy cukierki rozdawali? Ej, Flynn, masz jakiegoś cukierka? JAK TO, JUŻ WYCHODZIMY?

na charyzmę żeby dzieciaka uspokoić
Rzut N 1d100 - 98
Sukces!

Rzut N 1d100 - 12
Akcja nieudana


gniew mój wybuchnie
jak ogień będzie płonął
i nikt nie zdoła go zgasić
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Alastor Moody (2811), Alexander Mulciber (4325), Ambrosia McKinnon (2308), Anthony Shafiq (13006), Asena Greyback (342), Atreus Bulstrode (6235), Augustus Rookwood (565), Bard Beedle (4738), Basilius Prewett (3993), Bertie Bott (3456), Brenna Longbottom (9044), Cameron Lupin (5396), Cathal Shafiq (1674), Cedric Lupin (6856), Celine Delacour (3526), Charles Mulciber (10002), Charlotte Kelly (291), Christopher Rosier (238), Dora Crawford (3056), Electra Prewett (1888), Erik Longbottom (10493), Eutierria (8599), Florence Bulstrode (5713), Geraldine Greengrass-Yaxley (3069), Guinevere McGonagall (2805), Hades McKinnon (2232), Heather Wood (4157), Isaac Bagshot (5008), Jagoda Brodzki (1208), Jessie Kelly (204), Jonathan Selwyn (4937), Laurent Prewett (20629), Leon Bletchley (5751), Leonard Mulciber (4181), Lorien Mulciber (11709), Lorraine Malfoy (3812), Lyssa Dolohov (6483), Mabel Figg (1776), Millie Moody (5575), Morpheus Longbottom (3877), Neil Enfer (6738), Nora Figg (2382), Olivia Quirke (5659), Penny Weasley (8907), Peppa Potter (1865), Perseus Black (947), Philip Nott (5342), Rabastan Lestrange (653), Ralitsa Zamfir (845), Richard Mulciber (12798), Robert Mulciber (6395), Sauriel Rookwood (10864), Sebastian Macmillan (6887), Sophie Mulciber (3225), Stanley Andrew Borgin (8303), The Edge (17219), The Lightbringer (5945), The Overseer (762), The Tempest (2037), Thomas Figg (2417), Thomas Hardwick (2127), Tristan Ward (5342), Ula Brzęczyszczykiewicz (1797), Vera Travers (2350), Victoria Lestrange (17246), Viorica Zamfir (7441)

Wątek zamknięty  Dodaj do kolejeczki 

Strony (88): « Wstecz 1 … 23 24 25 26 27 … 88 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa