• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[05.08.72, Oxfordshire] Czarne wesele

[05.08.72, Oxfordshire] Czarne wesele
Czarodziejska legenda
Przeciwności losu powodują, że jedni się załamują, a inni łamią rekordy.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Los musi się dopełnić, nie można go zmienić ani uniknąć, choćby prowadził w przepaść. Los objawia nam swoje życzenia, ale na swój sposób. Los to spełnione urojenie. Los staje się sprawą ludzką i określaną przez ludzi.

Pan Losu
#191
07.06.2024, 13:28  ✶  
Na świecie istnieją różne rodzaje zwierzątek, ale ty osiągnąłeś doskonałość słodkości! Zamieniasz się w uroczą kapibarę!
Pani doktor
Don't touch my crown with your flithy hands
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Jasne, krótkie włosy okalają wręcz niezdrowo baldą twarz. Patrzą na ciebie szarozielone oczy, zwykle wyrażające znudzenie, choć potafią czasem rozbłysnąć, gdy ich włąścicielka uzna coś za interesujące. Wąskie wargi rzadko kiedy zdobi usmiech, szczególnie ten szczery. Jest szczupła, doś wysoka, ma 170 centymetrów wzrostu. Zwylke ubrana elagancko, acz wygodnie. Woli spodnie od sukienek czy spódnic, z drugej strony częsciej dojrzy się ja w koszuli i marynarce niż w swetrze. Wybiera raczej ciemne oraz stonowane kolory. Wielbicielka delikatnej biżuterii, szczególnie tej wykonanej ze srebra i pereł. Unois się za nią zpach ziół, a także ciężkich perfum o nucie opium.

Annaleigh Dolohov
#192
07.06.2024, 14:49  ✶  
Rozmawiam z Louvainem, potem idę do stolików

Zastanawiała się powoli, czy to koniec niesamowitych, niewygodnych przygód jej rodziny, czy dopiero początek. Jeśli to drugie, to musiała chyba przygotować więcej eliksirów i ziół uspokajających. Nie tylko dla siebie, podejrzewała. I parę na ból głowy.
Owszem, zwykle na wszystko reagowała rozsądkiem, z drugiej strony, co jej pozostało, gdy wszyscy wokół zdawali się go tracić. Zresztą, nagromadzona w niej złość prędzej czy później musiała w końcu wybuchnąć. Dziś czuła, że może to być ten dzień.
Szczególnie, że jej brat widać skupiał się na tym, na czym nie powinien.
- Tak, jest. Przyszedł udając asystenta Vakela w momencie, gdy niemalże staliśmy za jego plecami. Ciekawe przedstawienie, możliwe jednak, że już zdążył zmienić tożsamość. Szkoda tylko, że na tym swoich popisów nie skończył. - Prychnęła, ignorując wbijające się w jej skórę paznokcie.
Wiedziała, że Lou nie chciał jej wyrządzić krzywdy specjalnie, emocje zaś czasem brały górę.
Dziś wiedziała o tym aż za dobrze.
Odetchnęła trochę, gdy potwierdziła swoje przypuszczenia i okazało się, że jej brat także o niczym nie miał pojęcia. Przynajmniej tyle dobrego.
Jakoś nie miała ochoty być ostatnią, która mogła dowiedzieć się o tym wybryku. Nie licząc Williama. On prawdopodobnie nie wiedział nawet, że bliźniaki od dłuższego czasu są już dorosłe.
Czekała przez chwilę, wiedząc, że Louvain zbiera myśli. Chciała wiedzieć, co o tym sądzi. Nikt nie znał Loretty tak jak on, z drugiej strony, jeśli mu nie powiedziała o czymś, w oczach Annie, tak niezwykle poważnym…
Choć czy i dla Loretty małżeństwo z tym wybrykiem społeczeństwo mogło mieć w ogóle jakiekolwiek znaczenie? Czy było jednak wybrykiem, do którego nie przykładała żadnej wagi? Zachcianką, którą spełniła, mając gdzieś uczucia innych, czy chociażby dobro swoje i ich rodu?
Cóż, nie mogła jej o to zapytać. A szkoda. Może szybciej uleciałaby z niej ta cała furia, która nadal krążyła w jej krwiobiegu.
Zmarszczyła brwi, gdy jej brat podzielił się z nią swoimi ostatecznymi wnioskami. Zacisnęła wargi, patrząc gdzieś w bok, samej zbierając myśli.
- Mógł chcieć nas jedynie sprowokować, owszem, ale mógł zrobić to na wiele innych sposobów. - Zaczęła uderzać w sobie znanym rytmie palcami jednej ręki o udo, widać nad czymś myśląc. - Szukał cię przy okazji, może więc chodziło po prostu o podniesienie ci ciśnienia, a ja byłam tylko drobnym przystankiem. Choć, nie bardzo rozumiem, dlaczego? Zdenerwował mnie tylko po to, by to zrobić? Liczył właśnie na to, że wszystko ci opowiem? - Nie potrafiła czasem zrozumieć, że nie wszystko miało w życiu sens. I próbowała się go zawsze na siłę doszukać.
Westchnęła, przykładając jeden z palców do skroni. Chyba rzeczywiście, niepotrzebnie to roztrząsała.
- Myślę, że dopóki nie skonfrontujemy się z Lorettą, a ta wesz nie będzie dalej tego rozpowiadać, możemy poczekać. Niepotrzebnie dałam się sprowokować. Spróbuj może też go unikać, przynajmniej póki jesteśmy na weselu. Inaczej wpakuje nas jeszcze w jakiś niepotrzebny skandal i popsuje gorzej humor. Czujmy się jednak poinformowani i ostrzeżeni - mówiła już całkowicie neutralnie, wracając do swojego zwyczajowego spokoju.
Oddychała już spokojniej.
- Cóż, baw się dalej dobrze. Wieczór jeszcze młody - życzyła bratu, samej chcąc na chwilę usiąść. Gdy została więc sama, ruszyła do najbliższego stolika, gdzie zauważyła swojego kuzyna Rodolphusa.
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#193
07.06.2024, 15:18  ✶  
Stoję z Erikiem i ratuję Isaaka


Yaxley nadal stała przy Eriku, gdy wypiła drinka nieco ją zaćmiło, nie wiedziała do końca co tutaj robi, czyje to właściwie było wesele? Złapała chwilowe zaćmienie, co ją nieco przeraziło. Może Thoran zaczął mieszać jej w głowie? Może to już się zaczęło, nieco spanikowała, nie zamierzała jednak dawać po sobie znać, że coś jest nie tak. To miała być ucieczka od tego co działo się w jej życiu, jeden normalny dzień, jak wiele wcześniejszych. Miała tańczyć i się bawić, a nie przejmować pierdołami.

Skończyła go pić, kiedy przed nimi pojawił się Isaac. Przywitała go uśmiechem, najwyraźniej nie pojawił się tutaj dla przyjemności, co stwierdziła po tym, że dostrzegła aparat w jego dłoni. Blackowie pewnie zadbali o tym, aby zdjęcia z tego przyjęcia pojawiły się w jutrzejszych gazetach, nie ma się co dziwić, w końcu było to całkiem spore wydarzenie.

- Tak, zrób nam zdjęcie na okładkę, myślę, że śmiesznie by było, jakbyśmy skradli nowożeńcom ten zaszczyt. - Szczególnie po tym, o czym wcześniej wspominała Erikowi. Lubiła podżegać do plotek na swój temat.

Tyle, że biedny Bagshot nie zdążył zrobić zdjęcia, a poczęstował się drinkiem i stał się kolejną kapibarą obecną na przyjęciu. - Kurwa. - Mruknęła cicho pod nosem, wyciągnęła różdżkę, którą miała ukrytą w sukni i machnęła ją wypowiadając przy tym głośno zaklęcie. Musiała mu pomóc z racji na ich znajomość, zresztą nie uważała wcale, że śmieszne było paradowanie na weselu jako zwierzę, szczególnie, gdy trafiło się tutaj podczas pracy.


Rzut Z 1d100 - 66
Sukces!

Rzut Z 1d100 - 8
Akcja nieudana

Rozproszenie
Sexy Bailiff Superstar
just get a grip and scratch this mercy off like lice
real love's unforgiving
wiek
48
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Komornik
Dojrzały mężczyzna słusznego wzrostu 165 cm, zazwyczaj poruszający się w butach dodających mu dobre dwa cale. Jego posiwiałe włosy wciąż błyszczą dawnym brązem, podkrążone oczy — czernią. Pachnie palonym tytoniem, skórą i drzewem sandałowym.

Albert Rookwood
#194
08.06.2024, 13:21  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.06.2024, 11:48 przez Albert Rookwood.)  
Stoję z Saurielem przy barze w sali bankietowej.

Przewrócił oczami na suchy żart syna, bo jeszcze nie był w humorze, żeby się śmiać. Uśmiechnął się za to wrednie, widząc, jak Sauriel zareagował na wspomnienie Victorii. To nie było tak, że cieszyła go jego krzywda, ale nie mógł zdusić satysfakcji tym, że potrafił zrewanżować mu się w tych głupich złośliwościach. Lubił sprowadzać ludzi do parteru, owszem, ale po paru sekundach poczuł też nieprzyjemne ukłucie czegoś na kształt... żalu?
— Z różnych rzeczy dzieci nie ma, a i tak warto je robić — rzucił absolutnie pewny siebie, kilkoma buchami dopalając papierosa, którego następnie rzucił na podłogę, zgniótł obcasem i kopnął pod bar. — I, kurwa, jaka "skazana". Miej ty w sobie chociaż trochę dumy! Pomyśl o tym, kim jesteś. Dziewczyny by się dały pokroić za przygodę z tobą.

Zamówił salty doga, odpalając kolejnego mentola. Podnosząc brwi w lekkim niedowierzaniu, słuchał błyskotliwych sugestii Sauriela o tym, jak powinien potraktować jego matkę.
— Co, już straciłeś resztki szacunku do Anny? Chyba będę musiał jej o tym powiedzieć — Napuszył się tak dla zasady, bo nie mógł wykrzesać z siebie nic więcej. — Dziękuję ci bardzo za troskę, gówniarzu, ale ze mną wszystko dobrze. Znudziło mi się napychanie się krewetkami i kotletami.

Odebrał udekorowany solą koktajl i spróbował stuknąć się nim z synem. Niezależnie od rezultatu upił solidny łyk i odkaszlnął, gdy gorzki gin podrapał go w zajechane gardło.
— Co się u ciebie dzieje teraz, co porabiasz? Zachciało ci się już żyć? — "Bo mi nie" - nie powiedziałby tego na głos.
Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#195
09.06.2024, 09:23  ✶  
Sala bankietowa - bar

Fakt, z różnych rzeczy dzieci nie było, a i tak były warte grzechy. Wulgarnych przyjemności, bo człowiek nie był stworzony do życia w pokracznym świecie, jaki aktualnie mieli. A może był? W końcu to właśnie człowiek człowiekowi przygotował tę przestrzeń do życia. Nie było żadnej siły pobocznej, magicznego pstryczka uniwersum, które sprawiłoby, że rzeczy na tym świecie były im nadawane przez osobny, wielki byt. Prąd, kanalizacja, radio, kuchenki. Każda rzecz po kolei stworzona została z dłoni ludzkich, a skoro tak to ktoś mądrzejszy, zarządzający tym całym uniwersum, musiał mieć na to jakiś plan? Lub planu nie było wcale, Sauriel był ostatnią osobą odnoszącą się pozytywnie do tych wszystkich religijnych farmazonów, a jednocześnie z wielką ochotą pochłaniał głupoty ludzkiej wyobraźni jak wróżki Esmeraldy i twory innych foliowych czapeczek. Reptilianie mogli chodzić wśród nas, a ziemia okazać się płaska - czytałby o tym i słuchał z błyszczącymi oczkami. Bo to przecież niemożliwe, że można być aż tak głupim. To mogła być jednak jakaś wada urodzenia. Trochę jak wadliwy produkt - skoro już mówili o dzieciach. Nie każda rzecz wychodziła w produkcji dobrze, niektóre były uszkodzone, tak i chyba takich gości wadą z urodzenia było uszkodzenie mózgu.

Spojrzał na swojego ojca z miną kota robiącego "huh?" i to z opóźnieniem, bo nie dowierzał temu, co słyszy. Albo raczej dowierzał, bo przecież słyszał takie hasła nie raz rzucone o dumie rodowej itepe, itede... Że też staruszek miał siłę je powtarzać to już wychodziło poza jego rozum. Śmierciożerca od siedmiu boleści się znalazł, promotor czystej rasy, dumny z błękitnej krwi w żyłach. Och tak, Sauriel był bardzo dumny, że kres już w jego żyłach nie płynęła. Lubił niektórych członków swojej rodziny, a przecież z rodziną wychodziło się najlepiej tylko na zdjęciach. Coś o tym wiedział - w końcu zaczął te zdjęcia robić.

- Powiedział gość zamiatający nogą fajkę pod bar. - Skwitował sceptycznie tą jego dumę i myślenie o tym, kim się jest. Miał kiedyś taką myśl, że nie chciał być jak swój ojciec. Teraz myślał, że był dokładnie taki, jak on. - Zajebisty przykład dumy. - Uśmiechnął się cwaniacko, stukając palcami w blat, żeby polali następną kolejkę. - Najebiesz się to od razu zatęsknisz za kotlecikiem.

Zgoda, nie był DOKŁADNIE jak on. Gardził mentolami.

- No pewnie, załam tę kobietę jeszcze bardziej. Kilka słów i skończy w wariatkowie. - Anna wyglądała już i tak jak cień samej siebie. Czy zdawała sobie sprawę, że mąż ją najprawdopodobniej zdradzał? Sauriel sam nie wiedział, czy faktycznie Eryk chodził na inne panienki, ale by się nieco zdziwił, gdyby było inaczej. Ta kobieta bała się własnego męża, teraz nawet bała się już własnego syna. Czasem było mu jej szkoda. Innym razem powstrzymywał się, żeby nie wynieść na nią swojej frustracji. Sam wyciągnął fajkę dla siebie i obrócił się półprofilem do sali, żeby spojrzeć na balujących ludzi. Blackowie się naprawdę spięli z weselem. - ... nic szczególnego... - Mruknął na to niewygodne pytanie, które od razu zrodziło w nim dyskomfort i niechęć. Spojrzał na ojca przez moment. Co miał mu powiedzieć? Tak? Nie? Nie myślał o tym po prostu. Kiedy o tym nie myślał to "trwanie", bo życiem ciężko to nazwać, wydawało się prostsze. Ponieważ chyba pierwszy raz mieli jakąś w miarę NORMALNĄ konwersację, to dodał: - Latam jako kot z pęcherzem z aparatem, bo Victoria mi go wcisnęła w rękę. Miewałem durniejsze zajęcia. - Właściwie to wcale nie uważał tego za durne, ALE należało wziąć poprawkę na to, JAKIE Sauriel robił zdjęcia. Niekoniecznie były one wielce artystyczne.



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
Sexy Bailiff Superstar
just get a grip and scratch this mercy off like lice
real love's unforgiving
wiek
48
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Komornik
Dojrzały mężczyzna słusznego wzrostu 165 cm, zazwyczaj poruszający się w butach dodających mu dobre dwa cale. Jego posiwiałe włosy wciąż błyszczą dawnym brązem, podkrążone oczy — czernią. Pachnie palonym tytoniem, skórą i drzewem sandałowym.

Albert Rookwood
#196
09.06.2024, 12:34  ✶  
Pijemy z Saurielem przy barze w sali bankietowej.


Z zaskakująco szczerym oburzeniem spojrzał w czarne oczy Sauriela, gdy ten żachnął się na rzucony mu komplement. Wyglądało na to, że Eryk faktycznie próbował powiedzieć mu coś przyjemnego, co osłodziłoby mu trochę proces tego chorego samobiczowania, który ciągnął chyba jeszcze od lat wczesnonastoletnich. Oporny jak zawsze.
- No i chuj, że ta fajka? Kobiet to nie obchodzi. Jeśli jakaś się znajdzie z takim kijem w dupie, to i tak nie warto z taką kręcić. Zły temperament - rzucił, kwitując swoją wypowiedź wzruszeniem ramion.

Nie umknęło mu to, że chłopak zamówił już kolejnego drinka. Ważył chwilę w głowie jego słowa dotyczące Anny i widać było to po tym o tyle, że nie mógł powstrzymać kwaśnego grymasu od wykręcenia mu twarzy.
- To chyba tylko ty zamierzasz się tutaj schlać, ja się nie śpieszę. Nie mam po co. - Upił kolejny łyk koktajlu, bladym uśmiechem obdarzając barmankę zajętą rozlewaniem alkoholu innym gościom. - I to nie ja ją załamuję, Annę, tylko ty. A ona mnie. Od lat. Warci siebie jesteście. Ja bym jej krzywdy, kurwa, nie zrobił, wiesz o tym doskonale.

Potrzebował niemal minuty, żeby oderwać myśli od tej wyjątkowo kąśliwej uwagi na temat swojego małżeństwa, przez ten czas rozglądając się w milczeniu po sali. Słuchał tego, co Sauriel mówił, ale nie potrafił się na tym skupić. Zastanawiał się, czy będzie w stanie tak po prostu puścić jego wcześniejsze drwiny w niepamięć. Jakkolwiek wzbudzały one w nim uciążliwą frustrację, głęboko w kościach czuł znużenie; nie miał siły na to wszystko. Chciał odpocząć.
- Z aparatem...? - wymamrotał, nareszcie znów skupiając uwagę na synu. - O nie, nie, mi na pewno zdjęć nie robisz.

Skrzyżowałby ręce, ale w jednej trzymał szklankę a w drugiej fajkę.
- Po co ci go w ogóle dała? Jesteś na jakiejś... misji? - mówił z niemal mechanicznym przekąsem.
King with no crown
Stars, hide your fires
Let no light see my black and deep desires
wiek
31
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Kanclerz Skarbu
Schludny, młody mężczyzna ze starannie ułożonymi blond włosami. Nie grzeszy wzrostem, będąc wysokim na 178 centymetrów, acz chodzi na tyle wyprostowany i z uniesioną głową, że może wydawać się górować nad rozmówcą. Pomaga mu w tym spojrzenie chłodnych, niebieskich oczu, na tyle skutych lodem, że nie sposób się przez niego przebić, aby dostrzec kryjącą się za nimi duszę. Zazwyczaj używa perfum z cedrowymi nutami przeplatającymi się z drzewem sandałowym. Dobiera ubrania starannie, zwłaszcza kolorystycznie. Nie ubiera się krzykliwie, acz odpowiednio do okazji; zawsze z idealnie wyprasowanym materiałem koszuli, dobrze dopiętą kamizelką. Charyzmą przyciąga do siebie innych, acz waży słowa w naturalnie ostrożnej manierze. Nie brak mu w głosie donośnych tonów, na marne można oczekiwać, że otworzy usta, aby krzyczeć, nawet te cicho wypowiedziane przez niego słowa potrafią być dobitniejsze niż cudzy krzyk. Stawia na niską intonację, uważając, że jest przyjemniejsza dla ucha i bardzo dobrze podkreśla angielski, wręcz krzyczący w swojej pretensjonalności o jego uprzywilejowanym urodzeniu, akcent.

Elliott Malfoy
#197
09.06.2024, 15:55  ✶  
Stoi przy deserach, rozmawia z Ambrosią, Desmondem i Jagodą - teraz kapibarą; chce ja odczarować po nieudanej próbie Desmonda. Spoglądał w stronę Lorraine i Anthony'ego.

Nie zauważył skrywającej się za ciastem Ambrosii i, w swojej głowie, zrzucił to na absolutne zaaferowanie okropnością dekoracji. Uśmiechnął się do niej przepraszająco, co było chyba najszczerszym wyrazem twarzy jaki przybrał od momentu przekroczenia progu letniej rezydencji Blacków. Nie przestając unosić kącików ust, w spojrzeniu niebieskich oczu miał wypisaną podziękę, za to, że kobieta zdecydowała się nie ciskać weń żadnymi sarkastycznymi bądź urażonymi komentarzami z powodu jego zaniedbania - niezauważenia jej.

- Doprawdy? - uniósł lekko brwi, gdy Ambrosia wspomniała o profesji Jagody - Zawsze podziwiam artystów i rzemieślników, wydają się mieć w życiu wiele przeszkód, przez które musza przebrnąć, aby osiągnąć sukces bądź satysfakcję. Wiele utalentowanych osób rezygnuje z tej drogi życiowej, aby podejmować bardziej lukratywne czynności zawodowe, co jest przykre, ale i tez zrozumiałe. Podziwianie prac wydaje się czasem tym samym co oglądanie albumu ze zdjęciami, widać przez co dana osoba przechodzi bądź na czym pozostawała lub pozostaje skupiona. Sztuka to dobry sposób wyrazu. Nie każdy musi lubić jego efekt, nie do każdego musi trafiać, bo wszyscy jesteśmy inni - bardzo zawoalowanie stwierdził iż bycie artystą czy rzemieślnikiem często nie przynosi wielkich zysków i jest postrzegane przez niektóre grupy jako nieróbstwo. Osoby posługujące się pędzlem, piórem bądź rożnymi instrumentami, przyrządami, czy tez własnym ciałem, aby wyrazić piękno lub brzydotę świata pod postacią sztuki miewają wiele przeszkód na drodze do spełnienia. Niewinne i inkluzywnie neutralne stwierdzenie o tym, że 'każdy jest inny', w jego głowie było niczym innym jak stwierdzeniem, że może nie każdy powinien tworzyć. To jednak mogło zostać niewypowiedziane, po cóż psuć atmosferę, skoro i tak była już, jak mu się wydawało, wystarczająco zmącona przez Lorraine? Kobiety Malfoy miały tę wspólną cechę, że gdzie by się nie pojawiły to potrzebowały zaznaczyć swoją dominację, nie ugryźć się w język odpowiednio wcześnie. Jednocześnie, z powodu swojego wychowania, potrafiły obsypać kąśliwymi komentarzami tak, aby pozostawić rozmówcę bezbronnego, acz zniesmaczonego i zirytowanego bez możliwości upustu złości. Elliott obserował to wiele razy przy rodzinnych spotkaniach. Wiedział również, iż Lorraine mogła być wredna, ale towarzystwo powinno się cieszyć, że Eden była jeszcze odpowiednio daleko aby nie dosypać swoich paru galeonów (a tych miała sporo do sypania). Nie mógł zaprzeczyć, że z wiekiem zaczął znajdywac przyjemność w tych przedstawieniach i pozostawianych po nich zgliszczach cudzej irytacji. Było to dla niego bardzo autochtoniczne w swojej familiarności, w przeciwieństwie do akcentu i całej osoby Jagody.

- Bo tutaj się nie przyjeżdża po to, aby się opalać. Jak słońce zbytnio przygrzewa to myślenie nie działa tak samo dobrze. Przyjemna pogoda rozleniwia. Acz muszę też przyznać, iż niestety wszyscy jesteśmy świadomi naszego klimatycznego nieszczęścia, jakim otacza nas Zjednoczone Królestwo. Do opalania się polecałbym morze śródziemne, chociaż pewnie z jego krajobrazami jesteś o wiele lepiej zapoznana niż ja. - Zaśmiał się, choć w tym dźwięku brakowało serdeczności i szczerości jakie wcześniej zawarł w lekkim uśmiechu posłanym do Ambrosii; ot, dopasował dźwięk do neutralności rozmowy, do jej okoliczności - trochę sztucznej i skrępowanej.

- Żony też nie są nieśmiertelne. Chociaż nie wiem jak to funkcjonuje z tymi, co uważają tiul za ładny materiał, może tandeta musi trwać wiecznie, a piękno przemija - odparł grobowym tonem. W prawdzie nie chciał rozmowy skierowywać na temat śmierci swojej małżonki, ale wydawało mu się to niesamowicie śmieszne, aby pociągnąć żart w ten sposób. To chyba ta rodzinna przekora, bo atmosfera, po odejściu Lorraine, zaczęła się robić zbyt komfortowa.

W międzyczasie zerknął w stronę parkietu, sprawdzając czy Anthony wciąż tańczy z Lorraine. Spojrzeniem wyłapał, że Shafiq odchodzi w kierunku sali bankietowej. Elliott planował wumienić pare zdań z aktualna grupą rozmówców, a potem podążyć za Anthonym.

- Niczego innego bym sie nie spodziewał po Blackach, fakt, dekoracje są ... jedyne w swoim rodzaju, acz sama organizacja wesela nie pozostawia nic do zarzucenia - zgodził się z częścia wypowiedzi Desmonda i chciał też kontynuować w tym tonie, aby nie wyrzucać z siebie samych negatywnych komentarzy, acz wtedy właśnie lico rudowłosej rozmówczyni zniknęło z pola widzenia, aby zamienić się we włochate zwierzę.

Elliott zamrugał pare razy i uniósł jedną brew rozpoznając w stworzeniu to samo, którego zdjęcie wysłał mu Perseus pare misięcy temu. Black miał swoje obsesje i fiksacje, ktore przeistaczał w żarty. Malfoy był pewien, że Pan Młody maczał palce w całym tym kapibarowym ambarasie, jeżeli nie bezpośrednio, to na pewno chociaż pdorzucając pomysł.

Westchnął w duchu spoglądając na próby Desmonda na przywrócenie rzemieślniczki do jej ludzkiej, nieegzotycznej postaci. Bo tak jak Lorraine mogła w ten sposób postrzegać dziewczynę zza granicy, tak dla Elliotta ta osoba stała się obco wyglądająca dopiero, gdy jej ludzka postać zniknęła, a zastąpiła ją włochatość stworzenia.

- Nie wiem czy z efektami przedziwnych żartów Perseusa można wygrać - mruknąl do młodszego Malfoya, licząc, że ten zrozumie to zdanie odpowiednio. Zwłaszcza po ich ostatnim spotkaniu jako 'stowarzyszenie błękitnych ksozul'.

Mimo niewielkiej motywacji, sam wyciągnął swoją różdżkę z chęcią odczarować rozmówczyni.

Rozproszenie: próba odczarowania Jagody z kapibary

Rzut PO 1d100 - 57
Sukces!


“An immense pressure is on me
I cannot move without dislodging the weight of centuries”
♦♦♦
Alexander Bell
And I can't let go when you still need saving.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Spokojny, uprzejmy, pomocny. Wysoki mężczyzna o atletycznej sylwetce, zazwyczaj ubrany w luźne, wielobarwne, bawełniane koszule. Miewa zarost na twarzy, zależny od stopnia zapracowania. Kiedy trzeba, potrafi zniewolić uśmiechem. Oczy i włosy brązowe.

The Overseer
#198
09.06.2024, 16:15  ✶  
Ogród, w pobliżu występujących z ogniem cyrkowców

Wstrzymałem wdech, wpatrując się zaskoczonym wzrokiem we Flynna, który właśnie dostał ode mnie z pięści. Pomyśleć, że jeszcze nie tak dawno temu myślałem sobie, że nie byłbym w stanie zrobić mu krzywdy, bynajmniej nie tej fizycznej. Najwyraźniej srogo się myliłem, bo moja pięść idealnie walnęła go w policzek. Zrobił to w takiej chwili, że nie byłem w stanie już zareagować inaczej. Swoją drogą, przez głowę mi tak przemknęła myśl, że ciekawe, z jakiego powodu to zrobił...? Ze względu na słodką Lukrecję...?! Ta, taka była moja pierwsza myśl. Podła i gorsząca moją wartość, a też stawiająca Flynna gdzieś w nieciekawym świetle... Chociaż przecież wślizgiwał się do domu Blondie. Na pewno zrobił to on... I mnie to dodatkowo dobijało, ta myśl, ta podła myśl, że ja i Raziel mogliśmy nie być jedynymi. Dziwne, że w takiej sytuacji już akceptowałem tego jednego, nie chcąc akceptować całej rzeszy kochanków. I kochanek zresztą też.
Najgorzej, bo chciałem Prewettowi przywalić jak najmocniej, ale najwyraźniej wyszedłem z wprawy. Może to dobrze, bo nie spodziewałem się, że drogę zastąpi mi Flynn. Drgnąłem jak oparzony. Rozłożyłem zaskoczony dłonie, jak gdybym chciał jakoś to cofnąć, przeprosić, wydukać cokolwiek...? I ostatecznie to Flynn okazywał się być tym bardziej rozważnym, odpowiedzialnym. Może niebo miało runąć? Może miało runąć, tak.
Nie skomentowałem słów ochroniarza. Miał rację. Odwalało mi, a jeszcze ten Laurent... Był niczym zapalnik na to wszystko, co mnie gniotło od wewnątrz. Tańczyć mu się zachciało!
- Mówiłem mu, że ma się nie zbliżać do cyrku. Nie wiem, czy widziałeś... Wpisałem go na czarną listę - wyrzuciłem z siebie wściekły, odwracając się plecami zarówno do ochroniarza, jak Flynna. Potrzebowałem ochłonąć, szybko ochłonąć. Mogli w każdej chwili potrzebować mojej pomocy... Albo i nie. Komu potrzebny szef-furiat?
A właśnie... Flynn i jego policzek!
Odwróciłem się od razu zatroskany, zbliżając się do niego i delikatnie dotykając tego policzka. Nie widać było rozcięcia, więc nie było tak źle...? I zapewne miałem wyjść na pizdeusza.
- Boli? Przepraszam - zapytałem i odpowiedziałem od razu. W namiocie mieliśmy jakieś eliksiry, ale nie byłem pewien, czy było coś jeszcze na obtłuczenia. Schodziło jak świeże bułeczki. - Przepraszam - powtórzyłem zmieszany, zastanawiając się, za co tak dokładnie przepraszałem. Za tą zabłąkaną pięść, bycie nierozważnym, za brak akceptacji go każdego czy za bycie żenującym ojco-brato-szefem?
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#199
09.06.2024, 17:41  ✶  
Z Dolohovem przy stolikach

Uścisnął dłonie kogo trzeba, zapamiętując nazwiska, znał niektórych, więc nastąpiły krótkie uprzejmości, dawnosięniewidzieliśmy-izmy, kurtuazyjne gdziepanbyłostatnimiczasy, tak jakby nie było wiadomo, że Niewymowni znikają i pojawiają się ponownie, niczym nieproszone czarodziejki w baśniach. Zabawne było to, że teraz, gdy po tylu lat jego ciało pojawiło się tak blisko ciała Dolohova, dotarło do niego, że już go nie rozumie. Nie zna tych dłoni, nawet jeśli część gestów wypielęgnowanych dłoni była taka sama. Nie pachniał tak samo. Czemu miałby?

Na odebranie mu tytułu, nazwiska, tylko się miękko uśmiechnął. Mógł być księżycem, chociaż w talii tarota zawsze widział siebie jako Kapłankę. Mógł być księżycem, dlatego że w historii kultur, bez względu na zainteresowanie astrologią czy astronomią, czy jakkolwiek inaczej ruchami ciał niebieskich, gdy księżyc pożerał słońce, wszyscy spoglądali na ten spektakl i drżeli w strachu. Jeśli miałaby to być opowieść o zaćmieniu, niechaj taka będzie. Mógł przywdziać wszystkie imiona, wilka Skolla, węża Apopisa czy demona Rahu. Cień, który pożera słońce.

Zamierzał powiedzieć: Postarzałeś się. Do twarzy ci z dojrzałością. W duszy chciał powiedzieć: Naznacz mnie ogniem, jak bydło. Wtedy będziesz musiał zaakceptować fakt posiadania i odpowiedzialność. Te wszystkie intencje zostały zduszone przez pstryknięcie jego własnej zapalniczki i zaciągnięcie się papierosem, szelestem czerwonego materiału, który zmarszczony na piersi, wraz z rubinami, wyglądał kątem oka niczym rana po ugodzeniu, krwawiące serce, wypełnione symboliką snu i małżeństwa Hadesa i Persefony; maki i granaty. Zamiast wypowiedzieć tego wszystkiego, co niewątpliwie wywołałoby skandal, odrzekł:

— Ostatni raz, gdy widziałem nazwisko mistrza, było to przy artykule w prasie plotkarskiej. Wraca więc Mistrz do nauki, jak mniemam? Nie dalej jak w zeszłym tygodniu zaznajomiłem się z dziełem Chryzostoma Dalmiana, aplikującego wpływy ascendentalne i astrokartografię na tworzenie się miejsc mocy za pomocą rytuałów inicjacyjnych.

Koniec końców, Morpheus był naukowcem, nawet jeśli jego nazwisko ozdabiało dokumenty w archiwach Departamentu Tajemnic, nie oficjalne publikacje. Longbottom czytał przetłumaczony z Bułgarskiego artykuł, którego treść analizował w kontekście działań czarnomagicznych i tworzenia zapasów magicznych czy nawet kontaktów z Bóstwami, tak jak w przypadku naruszenia Limbo.

Z jakiegoś powodu i on i Vakel przestali być osobami, za które kiedyś się uważali. Morpheus zauważył subtelne zmiany zachodzące wokół siebie, a co ważniejsze, zmiany w sobie samym. Co gorsza, zdawał sobie sprawę, że to zawsze się zmieniało, jakby migotanie, ogromne migotanie w ciemnym pokoju. Widział to migotanie w Vasiljence, które zmieniało go dogłębnie. Transformowało go. Minęło tyle lat, gdy z sukcesem unikali ze sobą kontaktu, aż do tego piekielnego listu. Tym razem to on policzył słowa i nie dał mu możliwości zrobić tego w drugą stronę. 

Kto był głupszy, chłopiec, który boi się ciemności, czy ten, którego nie zajmuje trwoga?



And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
Architekt Ścieżek
Up, below, so far
Nothing happens in the dark

Are you still afraid?
wiek
32
sława
IV
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
akrobata cyrkowy, wynalazca
Wyzywająco ubrany mugolak, od razu sprawiający wrażenie ekscentrycznego (w wyraźnie prowokatywny sposób) lub wywodzącego się z nizin społecznych. Ma 176 centymetrów wzrostu. Ciemnobrązowe oczy. Włosy czarne, kręcone - w gorsze dni chodzi roztrzepany i skołtuniony, w lepsze, po zastosowaniu Ulizanny na mokre strąki, wygląda tak bajecznie, że masz ochotę zatopić palce w puszystych loczkach. Ma przebite uszy i wiele tatuaży. Najbardziej charakterystyczne z nich znajdują się na plecach (wielkie, anielskie skrzydła) i kroczu (długi, chiński smok oplatający jego przyrodzenie i uda). Do tego ma wiele blizn od ran kłutych i zaklęć, a także samookaleczeń. Sporo z nich to ślady po przypalaniu papierosami. Ze względu na daltonizm monochromatyczny ubiera się wyłącznie na czarno. Przy pasku nosi sznurki, łańcuchy, noże, czasami kombinerki i inne narzędzia, których używa do pracy. Jest człowiekiem bardzo wysportowanym, jego ciało jest wyrzeźbione, ale nigdy nie skupiał się na budowaniu masy i siły mięśniowej. Ma 32 lata, ale uzależnienie od substancji odurzających i alkoholu sprawia, że jest wizualnie o kilka lat starszy.

The Edge
#200
09.06.2024, 19:04  ✶  
Ogród

Zabolało. Nie wiedział tylko, co zabolało go bardziej - uderzenie, czy szok związany z tym, że mimo tak szybkiej reakcji nie udało mu się zgodnie z założeniem osłonić się od tego ciosu. Zacisnął zęby i kwiknął cicho, kompletnie nie rozumiejąc, co dzieje się z Laurentem. Dlaczego upadł? Jakim cudem w ogóle go dotknął? To wszystko stało się zbyt szybko, a on sam pierwszy raz od dawna poczuł brak kontroli nad czymś innym niż swoje życie uczuciowe. Jeszcze nigdy nikt nie przesunął nim jak szmacianą lalką i bardzo mu się to nie spodobało, ale... co miał niby zrobić? Szarpać się? Nie mógł przecież pogorszyć sprawy. Cała ich trójka, włączając w to Laurenta, była bandą cholernych idiotów, ale Flynn szczerze wierzył, że żadne z nich nie chciało, aby Fantasmagoria ucierpiała na ich kłótniach.

W pierwszej chwili nie wiedział, co miał zrobić z szalejącym Alexandrem. Tak naprawdę to nie chciał podejmować tutaj żadnej decyzji, jakkolwiek źle to nie brzmiało - czucie się przy nim bezpiecznie i możliwość wyłączenia mózgu były jednymi z podstawowych rzeczy, które uważał w nim za atrakcyjne i bardzo wygodnicko przywykł do tego, że to on może odpierdalać, a Alexander wszystko wyklepie. Tylko no... teraz to na pewno tego nie wyklepie. Teraz to się właśnie przyznał do posiadania powodu, żeby uderzyć dziedzica Prewettów w twarz. Jak szybko coś takiego mogło ponieść się po obsłudze wesela? Przygryzł wargę, po czym skinął głową do Alka na znak „wszystko jest ok”.

Następnie odetchnął i spojrzał się na ochroniarza. Normalnie wypowiadał się jak wieśniak, ale stwierdzenie, że nie obracał się nigdy w takich kręgach byłoby paskudnym kłamstwem. On się znajdował na tym weselu właśnie dlatego, że to robił - skupił się więc na tym, żeby powiedzieć to uprzejmie.

- Panie - tutaj wstawił jego imię, bo zakładam, że jako kelner znał je - zaszło tutaj małe nieporozumienie i obawiam się, że to moja wina. Przeprosimy pana Prewetta za zamieszanie po tym przyjęciu, dzisiaj chyba nie powinniśmy go niepokoić. Ja i tak będę miał siniaka - dotknął swojego policzka i faktycznie - będzie miał po tym ślad - więc nie mogę tak wrócić do pracy. Po cichu zdam klucze i wrócę do domu, a mój brat musi czuwać nad bezpieczeństwem przedstawienia. - A później zrobił minę „niechże mnie pan puści, błagam” i jeżeli nikt go tutaj nie trzymał, to rzucił krótkim „dobranoc” i odszedł stąd.

Tego wieczoru było mu ciężko zasnąć samemu, a wspomnienie twarzy Laurenta prześladowało go jeszcze długo po powrocie do Londynu. Kto jednak, jeżeli nie on, nosił w kieszeni najlepszy sposób na zaśnięcie? Gonił kroplę, aż nie zasnął, odpływając w narkotykowy sen.

Postać opuszcza sesję


Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.

My mind is a hall of mirrors.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Albert Rookwood (1218), Alexander Mulciber (6083), Ambrosia McKinnon (1615), Anastasia Dolohov-Burke (617), Annaleigh Dolohov (2409), Anthony Shafiq (6007), Atreus Bulstrode (3084), Augustus Rookwood (739), Bard Beedle (3666), Bellatrix Black (2492), Charlotte Kelly (2620), Christopher Rosier (2427), Desmond Malfoy (1846), Eden Lestrange (3466), Edward Prewett (463), Elliott Malfoy (1813), Erik Longbottom (1949), Eutierria (84), Florence Bulstrode (4140), Geraldine Greengrass-Yaxley (2519), Imogen Rookwood (1243), Isaac Bagshot (1887), Jagoda Brodzki (1744), Jonathan Selwyn (3379), Laurence Lestrange (2525), Laurent Prewett (5350), Leviathan Rowle (855), Lorraine Malfoy (6846), Louvain Lestrange (2751), Lyssa Dolohov (4334), Maeve Chang (2325), Millie Moody (3702), Mirabella Plunkett (563), Morpheus Longbottom (3278), Oleander Crouch (1807), Pan Losu (1062), Peregrinus Trelawney (2890), Perseus Black (6962), Rodolphus Lestrange (3343), Rowena Ravenclaw (1625), Sauriel Rookwood (8726), Septima Ollivander (675), The Edge (3377), The Overseer (1574), Ulysses Rookwood (3477), Vakel Dolohov (4597), Victoria Lestrange (8990)

Wątek zamknięty  Dodaj do kolejeczki 

Strony (33): « Wstecz 1 … 18 19 20 21 22 … 33 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa