• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[05.08.72, Oxfordshire] Czarne wesele

[05.08.72, Oxfordshire] Czarne wesele
Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#271
30.06.2024, 00:01  ✶  

Właśnie - sam by się nie zdziwił. Znów: traktował to z pełnym żartem, ale teraz, jak był podpity, to Victoria nic tylko stała przy tym stole i jadła. Znajdowała czas na przerywnik tańca, a potem wracała i jadła znów. Truskawki z czekoladą, czy może też podjadała coś więcej? To ci się znalazł łasuch na słodycze! W swoim geniuszu nawet pomyślał, że zanim ją poznał to nie była taki aż łakomczuszek. Tylko że nie miało to sensu, bo skoro wcześniej jej nie znał to nie wiedział, czy tym łakomczuszkiem jest. Dowiedział się dlatego, że ją poznał i zaczął jej dawać słodycze, bo sama jakoś niekoniecznie do nich lgnęła. Fuck up logiczny wcale nie został zauważony i Sauriel ciągle zadowolony, z samym sobą i z nią zarazem, kończył właśnie kawałek torta. I był jednocześnie okradany przez byłą narzeczoną. Zgodnie z prawem "POLIZAŁEM PIERWSZY" każda polizana rzecz jako pierwsza należała do ciebie. Poza dziwkami. Dziwki zarabiały na lizaniu. A był święcie przekonany, że ta lampka konkretna nie zarabiała wcale. Pewnie dlatego, że była przedmiotem nieożywionym, zdanym na łaskę podłych ludzi. Więc pokiwał mądrze głową na jej potwierdzenie, że by się nie zdziwiła.

- Plujemy faktami, nie da się kurwa nie zgadzać. - Rozłożył ręce w swojej bezradności, bo cóż im pozostało poza akceptacją! - Jakby Matka chciała inaczej to by inaczej ten świat stworzyła. - Banalnie proste, bruh. Więc pozostawało przyjąć, że każdy, kto jadł truskaweczki w nadmiarze sam się truskaweczką stawał. Amen. - Zimne truskawki są najlepsze. - Pomachał widelczykiem od tortu w powietrzu, patrząc na nią z pełnym przekonaniem tego, co mówi. - Chociaż trupów ruchać nie próbowałem, a jest taki burdel na Ścieżkach, Kościany Zamtuz... wampirzyce tam ruchają. Kto co lubi. - Skłamałby mówiąc, że nigdy go tam nie było. Skłamałby też mówiąc, że korzystał z tamtejszych usług. I to w odniesieniu zarówno do teraźniejszości jak i przeszłości.

Odsunął (trochę za mocno) ten talerzyk od siebie gwałtownie i wstał. Krzesło szurnęło (nieelegancko) i wyciągnął dłoń do Victorii, kłaniając się jej głęboko. Jak to wypadało do damy!

- Proszę mnie uraczyć w tańcu swoimi zgrabnymi nóżkami i pośladkami, będę dżentelmeńsko zobowiązany. - Tak, kiedy Sauriel był pijany to już resztki wyczucia potrafiły z niego wyparowywać. Jak to zresztą z pijanych ludzi. Ale tak jak kiedyś gotowa go była za to mordować, tak jak kiedyś nawet się wyzłośliwiał, tak teraz... chciał się jedynie dobrze z nią bawić.



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#272
30.06.2024, 02:51  ✶  
Żrę tort z Saurielem

Właściwie to Sauriel niewiele się mylił w swoim stwierdzeniu i pewności, że to przez niego, a może raczej dzięki niemu, Victoria tak polubiła czekoladę. Wcześniej słodkości jadała raczej okazjonalnie, nie to, że całkowicie od nich stroniła, ale nie był jej pierwszy wybór. Ale Sauriel odczarował dla niej czekoladę i ogólnie wszystkie słodycze. Może to dlatego, że kojarzyła mu się z nim… Nie, wcześniej nie była takim łakomczuszkiem, dostawała na urodziny jakieś słodycze, oczywiście że tak, jadła je potem długo… ale odkąd zaczęła się spotykać z Saurielem, to zaczęło to wyglądać zupełnie inaczej. Wcześniej raczej nikt by jej nie spotkał przy czekoladowej fontannie z truskawkami, ale dzisiaj – oto była i chyba wielu osobom kojarzyła się już tylko z tym. Trudno – było to warte grzechu.

– Najlepsze to są takie truskawki w temperaturze pokojowej i ciepła czekolada – ciepła bo lejąca się, w kontakcie z chłodniejszą truskawką lekko zastygała. Zimne truskawki bywały zbyt twarde i nie tak soczyste. Ale na bogów, o czym tu oni właśnie dyskutowali. – Jakim cudem przeszliśmy od truskawek w czekoladzie do burdelu na Ścieżkach? – Victoria by się nigdy nie zniżyła do tego, żeby do burdelu iść w celach innych niż zawodowych, a już na pewno nie poszłaby z nikim do łóżka za pieniądze. Za to kwestia trupów… To musiała sobie przemyśleć i poukładać, za to to, że na przykład na takiego Sauriela patrzyła jak na osobę, a nie na to jakiej jest „rasy” samo w sobie sprawiało, że przewartościowała pewne rzeczy i… no cóż. Nie patrzyła na to jak na przeszkodę nie do przeskoczenia. W ogóle nie patrzyła na to jak na przeszkodę.

Sauriel wstał, a Victoria w tym czasie wsadziła sobie do dzioba ostatni kawałek tortu i dopiero wtedy odwróciła się do niego akurat w idealnym momencie, by zobaczyć pokłon i wyciągniętą do niej dłoń. Kącik ust drgnął jej, gdy Sauriel oczywiście rzucał swój… czar… mówiąc o nogach i dupie, choć chyba nigdy nie słyszała jeszcze, by komentował jej figurę, dekolt, nogi czy tyłek. Słyszała coś o ustach i jakiś niewybredny komentarz podpitego umysłu o jej stosunkach (a komentarz to był całkowicie nietrafiony i przestrzelony) z byłym. Teraz już jednak znała Sauriela lepiej, znacznie lepiej, jedynie popatrzyła na niego wymownie, upewniła się, że nie ubrudziła się ciastem, po czym delikatnie podała mu dłoń, pozwalając przy tym pomóc sobie wstać, a wtedy poprawiła swoją sukienkę i spojrzała na Sauriela.

– Jesteś pewien, że wiesz, na co się piszesz? – zaczepiała go tylko, przecież nie zrobiłaby mu w tańcu żadnej krzywdy. Fakt był jednak taki, że był trochę wstawiony, nie tak jeszcze by plątał mu się język, albo żeby chodzić jakoś… nie tak, ale część jego ruchów nie miała już tej kociej gracji i wyliczonej precyzji. Co za to wiedziała to to, że jak już go dorwała, to nie puści go zbyt szybko. Pozwoliła się więc poprowadzić do sali obok, gdzie można było spokojnie tańczyć.

Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#273
30.06.2024, 14:53  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.06.2024, 14:53 przez Sauriel Rookwood.)  
Parkiet

Kiedy tylko złapała jego dłoń, a on wyprostował się z ukłonu, przyciągnął ją do siebie i żeby nie straciła równowagi - złapał ją w pasie drugą dłonią. Siłą rzeczy - jednocześnie ją do siebie docisnął. Fakt, że alkohol tępił zmysły, rozum i koordynację ruchową był niezaprzeczalny - jeszcze nie uderzyły mu procenty na tyle, żeby się chwiał czy nie był w stanie iść prosto, a jednocześnie były na tyle wyczuwalne, żeby tańczył w balansie. Ha! Tańczyć to będzie - z tym balansem mogło być trochę różnie w zależności od tego, jak bardzo przyśpieszą w takt muzyki. Na szczęście dla nich obojga ta niekoniecznie zmieniała wielce swój takt, pozwalając tańczyć w parach, a niekoniecznie lecieć w Twista. Szkoda! Wielka szkoda...

- Ay. A ty? - Uśmiechnął się bezczelnie i puścił ją o tyle, żeby poprowadzić ją w kierunku parkietu - jak damę! Już nie pamiętał, kiedy ostatni raz robił te wszystkie fikuśne gesty, ale z takimi rzeczami to jak z jazdą na rowerze, tak? Czyli zapomnieć możesz, ale w końcu gładko wchodzi i utrzymasz równowagę. Pamięć mięśniowa. Coś w tym guście. Nie było to aż tak dawno temu, Sauriel trochę domalowywał rzeczywistość w swojej głowie.

- Oooj taaak. - Zabłysnęły mu aż oczy dokładnie w taki sposób, w jaki człowiek ekscytuje się na coś, co naprawdę lubił. Tylko że Sauriel wcale nie myślał o CZEKOLADZIE. A kiedy mówili o truskawkach to myślał teraz o kobietach. Z takiej drogi do burdelu... to nawet nie była droga, to znajdowało się w jednym pudełku jego głowy. Jedzenie - burdel - kobiety. - Jak to jak? Kurwa szybko. - Poczekał na odpowiedni takt w muzyce i gładziutko weszli między tańczących. - Przecież sama zostałaś truskaweczką w czekoladzie do schrupania.



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#274
01.07.2024, 00:31  ✶  
Parkiet

Przyciągnął ją i złapał, a ona odruchowo zacisnęła dłoń na jego barku, by nie stracić równowagi od tego gwałtownego przyciągnięcia jej do siebie. Oparła się o niego, gdy ją tak docisnął do siebie i aż jej oddech stał się płytszy; tak od żywiołowego przyciągnięcia, jak i od bliskości, na którą chyba nie do końca była gotowa, a której tak potrzebowała. Z tej odległości wyraźnie czuła zapach jego wody kolońskiej wymieszany z alkoholem, którego wypił już dzisiaj niemało. Pytanie, jakie do niej odwrócił było bardziej niż zasadne. Bo czy była gotowa? Miała wrażenie, że to Sauriel próbował ją wodzić na pokuszenie, gdy procentowe trunki zniosły z jego umysłu część blokad, pozwalających mu się tak bardzo przed nią wzbraniać.

Gorąco. Poczuła uczucie gorąca, które było surrealistyczne o tyle, że nieważne co robiła, to i tak było jej przecież zimno. Tym bardziej przez ten bezczelny uśmiech, który sprawiał niemal, że miękły jej nogi. Bo to chyba nie ta resztka szampana, którą ukradła Saurielowi i wypiła duszkiem?

– Tak – wydusiła w końcu z siebie i pozwoliła się poprowadzić pod ramię na parkiet. Chyba całe szczęście, że w tym momencie muzyka nie była jakoś szybka. Znaczy Victoria nie miała nic przeciwko, ale po tym co jej Sauriel zaserwował, może przynajmniej jeden taniec przydałby się… wolniejszy. Było więc wszystko w punkt.

Nie miała pojęcia, jakimi kategoriami teraz myślał Sauriel. Nie wpadła na to, że wcale nie mówił dosłownie o truskawkach w czekoladzie, a że zupełnie inne rzeczy mu w głowie. To chyba dlatego, że zawsze jej powtarzał, że te sprawy go niezbyt interesują, bo odkąd został wampirem, to po prostu… nie ma tego pociągu. Czuła więc, że błądzi teraz po omacku, a Sauriel ma z tego tym większy ubaw, że miał znacznie mniejsze hamulce. Złapała go pewnie, gdy gładko wsunęli się pomiędzy tańczących i wbiła wzrok w jego ucieszoną twarz – a ucieszoną chyba tym tematem, który zakręcił się pomiędzy nimi chwilę temu, i który został przez niego rozpoczęty.

– Próbujesz mi powiedzieć, że nadawałabym się do burdelu, czy jednak to wyszło przypadkowo i chodzi ci o coś zupełnie innego? – truskaweczka do schrupania, ha! Nie, nie była obrażona, po prostu starała się go zrozumieć i w ten dziwaczy sposób wypunktować. W ten, w którym prowadzili poprzednią rozmowę, nieco zadziorny, nieco zalotny, nieco tajemniczy i nieco pewny siebie. – A może nie masz odwagi powiedzieć na głos tego, co chodzi ci po głowie? – przysunęła się w kroku nieco bliżej niego.

the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#275
01.07.2024, 13:07  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.07.2024, 11:02 przez Anthony Shafiq.)  
Rozmawiam chwilę w Sali Bankietowej z Camille Delacour oraz Laurence Lestrange, po czym wychodzę i wracam w innym garniturze jeść tort.

W codzienności, w natłoku obowiązków nie miał problemów z tym aby kiełznać swój dar i poddawać woli. Teraz jednak był wzburzony, być może przy ognistym temperamencie dawałby upust swemu wzburzeniu bardziej, w słowach i gestach. Shafiq jednak implodował zamiast eksplodować, a to nie sprzyjało kontroli języka którego się używało. Francuski przyszedł do niego nie przez grzeczność, a dlatego skojarzenie. Ostatecznie, był tylko człowiekiem.

– Och to dobrze Laurencie, że omijają Was te atrakcje, że odbieracie to miejsce jako spokojne. Kapibara tak... mmm... to słowo mi uciekło. – nie znał go wcale, lecz krew usłużnie podsuwała cały ciąg kapibarowy, łącznie z rosyjską водосвинка wodną świnką, czy norweską Flodsvin, ale też chińską Mizu-buta, choć niewątpliwie jego faworytką była nepalska kyāpibārā. Kyāpibārā miała wystarczająco ozdobników by trafić w antoniuszowe gusta.

Miał wrażenie, że drink go oblepia, a do tej lepkości przylepiają się wszelkie kurze unoszące się w powietrzu. Pyłki. Starty naskórek. Cudzy oddech. Czuł się bardzo źle i wiedział, że żadne zaklęcie nie pomoże mu na to.
– In vino veritas, ciszmy się, że mamy dostęp do czego, co nie obrośnie nas futrem. Szczerze jednak wątpię, aby teksańskie podniebienie było w stanie docenić łagodność i głębię francuskiego bukietu. – Nie powinien tego robić, ale frustracja wybijała w tym co mówił. Rozdrażnienie bodźcami, wilgotną koszulą, paranoicznie wyczuwanym zaciekiem rosła.
– Państwo wybaczą, to ubranie do niczego się już nie nadaję. Pójdę się przebrać nim wjedzie tort, sądzę, że mam jeszcze... – nie nie miał czasu. Światła gasły, tort miał lada moment się pojawić. – Za moment wracam. – Skłonił się nisko przed swoimi rozmówcami i pospiesznie opuścił salę, sięgając po swoją różdżkę. Miał w szafie garnitur przygotowany na to wesele, inny garnitur i bardzo liczył na to, że nie będzie musiał go założyć, ale wyszło jak wyszło...


◀▶



Kiedy wrócił odświeżony na tyle na ile mógł to zrobić w tak krótkim czasie, załapał się jeszcze na resztki tortu. Kolejki już nie było, tyle zyskał, że mógł dostać intensywnie pachnący czekoladą i malinami tort bez konieczności czekania. Wraz z talerzykiem rozejrzał się w poszukiwaniu swoich rozmówców, ale też lustrował okolicę, by umiejscowić obecność przyjaciół, zwłaszcza jednego z nich, który postanowił masochistycznie otworzyć komnatę Sinobrodego kolejny raz.
evil twink
i ain't got no type
bad witches
is the thing that I like
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Asystent sędziny
Zimna cera i jeszcze chłodniejsze spojrzenie. Kruczoczarne włosy i onyksowe tęczówki bardzo wyraźnie kontrastują ze skórą bladą jak kreda. Buta oraz wyższość wylewa się z każdego gestu i słowa. Mierzy 187 centymetrów o szczupłej sylwetce, która coś jeszcze pamięta ze sportowych czasów. W godzinach pracy zawsze ubrany elegancko, zaczesany, a swoje tatuaże ukrywa pod zaklęciami transmutacji. Po godzinach najczęściej nosi się w skórzanych kurtkach i ciężkich butach.

Louvain Lestrange
#276
01.07.2024, 21:29  ✶  
Parkiet z Ambrosią

Informacja o całym tym rzekomym ślubie spadła dość nieoczekiwanie, to prawda. Z drugiej strony, to że Mulciber nazwał jego siostrę żoną nie musiało oznaczać wyłącznie jedno. On sam miał kilka dziewczyn z Nokturnu które nazywał pieszczotliwie żonami, pomimo że rzucał sto galeonów i dopiero wtedy ściągały spodnie. Z podobną intensyfikacją o tej niechcianej relacji wypowiadało się wiele osób w tym Panna Zabaweczka, za co wymierzona została jej już reprymenda i to nawet z nawiązką. Jednak pomimo tych wszystkich lekcji jakie wymierzał na skórze McKinnon, wciąż wykazywała się brakiem pokory. Naprawdę chciałby nie musieć sięgać za każdym razem po te same metody wychowawcze kiedy Kościana Księżniczka po raz enty nie wywiązywała się z nałożonych na nią obowiązków. No cóż, najwidoczniej starej suce nie wpoisz nowych zasad niczym innym jak bólem.

Okoliczności jednak nie pozwalały mu na tradycyjne sposoby doprowadzenia jej do dyscypliny, musiał być bardziej wyrachowany niż zwykle. Dobrze, że przynajmniej nie robiła scen kiedy oderwał ją od towarzystwa przy którym jeszcze przed momentem wydawała się być całkiem rozluźniona, a może nawet ukontentowana weselną atmosferą. Tak samo jak i ona nie odezwał się przez drogę do parkietu, kiedy w żelaznym uścisku za jej nadgarstek pociągnął ją za sobą w kierunku parkietu. Niezbyt brutalnie, by nie przyciągnąć zbędnej uwagi, ale i nie za lekko by wiedziała, że jest w złym nastroju. Ustawił ich przy linii parkietu, chwytając jej dłoń już w odpowiednim geście w jakim powinien trzymać swoją partnerkę do tańca. Zgodnie z etykietą zamierzał przeczekać do końca obecnego utworu, zanim pociągnie Rosie do tańca, nie wcinając się w pół taktu komuś na obcas.

- To, że nie potrafisz na mnie spojrzeć rozumiem... - odezwał się w końcu, przekręcając głowę w jej stronę, obniżonym tonem, spokojnie i miarowo, jednak tak by tylko oni mogli słyszeć swoją rozmowę. I nie chodziło o to, że nie patrzyła mu w oczy kiedy rozmawiali, bo tak nie było. Prędzej o spojrzenie którego naiwnie oczekiwał podczas kilku wieczorów, licząc że nie przychodził do niej wyłącznie żeby brać i czerpać z niej to co mu się tylko podobało. - To, że nie chcesz mi zaufać również rozumiem... Nutka irytacji zadrżała jego głosem. Niby zachowawczo uśmiechnięty jednak, wszystko podsycane głębokim rozczarowaniem które ogarniało go od wewnątrz względem niej. - Ale tej zdrady naprawdę nie rozumiem.

Mówił w podobnym tonie tak jak w wieczór kiedy po raz pierwszy z niego zakpiła. W końcu kiedy muzyka na moment ucichła, a pary podziękowały sobie za tańce, tym samym na parkiecie zrobiło się nieco luźniej, ale tylko na moment, Louvain wyprostował się jak na rozkaz. Zrobił półkrok w tył, pochylając się przed partnerką w geście gentlemeńskiego ukłonu, tak jakby ten zestaw okazyjnych uprzejmości względem Rosie wcale nie kuł go w poczucie wyższości, jednak niektóre sprawy wymagały poświęcenia takich wygód jak drwina z niegodnych. Pochylając głowę i zginając kark przed panią łezką zaprosił do tańca, w symbolicznym geście prosząc o jej dłoń, by mógł ich poprowadzić. Lepiej żeby nacieszyła się tym widokiem, bo to ostatni raz kiedy był dla niej tak delikatny.

- Mieliśmy umowę, zdążyłaś już zapomnieć? - dookreślił się w końcu, dochodząc już nieco bliżej sedna. Teraz już na środku miejsca do tańca, mówił już głośniej, zdecydowanie, wciąż jednak chłodno i oschle. Wciąż jednak nie mógł sobie pozwolić na pełną ekspresję powoli tlącego się w nim gniewu. Jedynie wbijający się kciuk w nieco wyżej ponad jej miednicą, kiedy objął Rosie w talii zgodnie z przybraną pozycją taneczną dopasowaną do grającej muzyki. - Od jak dawna wiesz o ich ślubie? Nie trudno się było domyśleć, że nie chodziło o tej dzisiejszy, lecz ten którego ani on, ani ona, wcale nie potrzebowali do szczęścia.

Ten Inny
Musicie mnie zaakceptować, bo nie mam zamiaru dla nikogo się zmieniać.
wiek
38
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Zastępca Szefa Departamentu Magicznych Wypadków i Katastrof
Brązowooki, ciemnowłosy brunet, z minimalną ilością siwych kosmyków, mierzy 183cm wzrostu. Zawsze ubiera się elegancko, odpowiednio do sytuacji.

Laurence Lestrange
#277
01.07.2024, 22:03  ✶  
W towarzystwie Camille i Anthony'ego, który później udał się przebrać.

Laurence także doceniał francuskie wina. I chętnie po nie sięgał, kiedy nadarzała się odpowiednia okazja. Taka butelka wina to także dobry pomysł na prezent dla kogoś bliskiego. Kto również się w tym lubował. Na całe szczęście, tutejsze nie zetknęły się z jakimiś nieprzyjemnościami magii czy dodatków, które niektórym psuły dzisiejszy nastrój. Przemieniały w stworzenia.

Chyba nikt nie myślał, że Rookwoodowie i Blackowie posunęliby się do takich kaprysów dla gości. Zawiodła organizacja, czy obsługa? Trudno powiedzieć. Wskazać winnego. Lepiej zachować ostrożność.

- Trudno stwierdzić, kto odpowiadał za bufet z drinkami i alkoholami, ale na tego typu uroczystościach, nie powinno mieć miejsca.
Wtrącił kilka słów odnośnie drinków niespodzianek, kontynuując mowę w języku francuskim. Sama nazwa ich sugerowała, że to przecież niekiedy jest mieszanka niewiadomego. Wina na całe szczęście, były bezpieczne.
- W porządku.
Skinął w zgodzie Shafiq’owi, nie mając nic przeciwko temu, aby udał się przebrać. Pozostał sam z Camille, która wciąż obejmowała jego przedramię. Dostrzegł, jak była wpatrzona w młodą parę krojącą tort. Częstującą się i oddalającą, aby następnie każdemu z gości dostarczono kawałek. On z kolei odmówił. Ale jeżeli jego towarzyszka chciała spróbować, nie miałby nic przeciwko.
- Jeżeli chcesz kawałek torta, możesz wziąć i wrócimy do stolika.
Zasugerował pannie Delacour. Bo przecież, nie będą tutaj stali jak dwa kołki.


Cień Swojego Ojca
Prawdziwa nienawiść to dar, którego człowiek uczy się latami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrząc na niego z daleka widzisz schludnego, nienagannie ubranego mężczyznę. Mierzy około 180 cm wzrostu. Jest szczupły. Nieszczególnie umięśniony. Ma ciemne włosy i jasne, niebieskie oczy. Z bliska okazuje się, że natura obdarzyła go wydatnym nosem i często zaciska usta w cienką linię. Rzadko się uśmiecha. Nie żartuje. Jest spięty. Ma pedantyczne ruchy. Aż do bólu opanowany i kontrolujący.

Ulysses Rookwood
#278
02.07.2024, 00:17  ✶  
Siedzę razem z Lyssą w łazience.


Kiedy wchodził do łazienki, naprawdę liczył na to, że cała ta nieprzyjemna sytuacja właśnie dobiegła do końca. I tak sobie trwał w swojej wierze do chwili, w której Lyssa go dogoniła.
Posłał jej pełne wyższości spojrzenie, choć tak naprawdę całym ciałem miał ochotę złapać ją za ramiona i wypchnąć na zewnątrz. A potem trzasnąć przed jej nosem drzwiami. Do ciężkiego licha, czego ona jeszcze od niego chciała? Mało jej przedstawienia przy barze, że postanowiła podnieść stawkę i kłócić się z nim dalej jeszcze w łazience?
- A nie miało nic wspólnego ze mną? – zapytał, tylko odrobinę podnosząc głos. – To ty mnie zaczepiłaś i to ty zaczęłaś do mnie śpiewać – przypomniał oschle.
O, jak go w tym momencie korciło, żeby złapać za klamkę i spróbować zatrzasnąć drzwi przed twarzą Lyssy. Tylko najpierw musiałby ją wypchnąć na zewnątrz a ona jak na złość…
Pokręcił głową, gdy nie dość, że sama trzasnęła to jeszcze pozostała z nim w środku. No i fajnie, niech się jeszcze okaże, że jego ojciec jednak pofatygował się na wesele Vespery i nakryje ich w łazience.
Ulysses nie miał nawet bladego pojęcia, z kim właściwie siedział w środku.
- Jestem bratem Panny Młodej – wysyczał. Może warto byłoby to jakoś rozwinąć, że nie był najlepszy w kontaktach międzyludzkich i czasami padał ofiarę niezbyt przyjemnych żartów. Albo, że całkiem niedawno po rodzinach czystokrwistych rozniosło się, że ojciec szuka mu żony. Albo, że dopiero co rozstał się z narzeczoną, bo jej eks mąż został narzeczonym jego siostry i właśnie bawili na ich weselu. Było tutaj trochę zawiłych spraw. – Ile razy mam ci powtarzać, że to przez tego cholernego drinka? Może trudno w to uwierzyć, bo jestem takim zabawnym facetem, ale zazwyczaj nie trzęsę się ze śmiechu i nie pamiętam sytuacji, by z rozbawienia aż rozbolał mnie brzuch. A uwierz mi, że pamiętałbym o tym, bo ja pamiętam wszystko.
Odwrócił się od Lyssy, by podejść do umywalki. Zacisnął ręce na jej brzegach i popatrzył ponuro w lustro. Przymknął oczy, zastanawiając się czy istniało jakieś rozwiązanie, które wyjaśniałoby czemu ona się tak zachowała i jednak nie angażowałoby nikogo w próbę ośmieszenia go. Albo jej. Ale po co właściwie miałaby sama siebie ośmieszać?
Odkręcił kran i umył ręce.
- Może tobie też ktoś dosypał czegoś do drinka – powiedział wreszcie.
à La Folie
And was it his destined part
Only one moment in his life

To be close to your heart?
wiek
19
sława
IV
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
malarka
Piwne oczy i brązowe włosy z miedzianym połyskiem, czasem z rozjaśnianymi pasmami lub po całości. Ma 165cm wzrostu, a sylwetkę szczupłą i chudą. Zawsze stara się prezentować, jakby była na właściwym miejscu. Zawsze zadbana, ładnie uczesana i ubrana. Wygląda na starszą niż jest w rzeczywistości, czy to przez zachowanie, ubiór czy ogólny wygląd - chce żeby brano ją na poważnie, jednak kiedy się rozluźni, podpatrzone u innych maniery łatwo znikają. Czasem kiedy mówi, słychać francuski akcent, który szczególnie wychodzi kiedy jest pod wpływem silnych emocji. Ciągnie się za nią zapach białego piżma, jaśminu i kwiatu bawełny.

Lyssa Dolohov
#279
02.07.2024, 01:31  ✶  
krzyczę na Ulyssesa w łazience

Lyssa czasem była... za bardzo. Kiedy któregoś razu przyszło się jej nad tym trochę zastanowić, to doszła do wniosku, że był to wynik tego, jak wszystko siedziało w jej głowie bezterminowo. Tak samo jej jej umysł był wypełniony po brzegi informacjami, tak sama potrafiła być przepełniona emocjami, które wylewały się na boki, na bogu ducha winnych rozmówców. Oczywiście, Rookwood w tym momencie był w jej oczach absolutnie winny wszystkiego, co miało miejsce od momentu kiedy podeszła do baru - nawet tego, co nie było jego winą.

Odpuścić, tak po prostu, kiedy on wciąż syczał jej kolejne słowa w twarz, nie było zwyczajnie w jej stylu. Musiała być najgłośniejsza. Musiała mieć ostatnie słowo. Musiała...
- Ja cię zaczepiłam?! - uniosła ręce, wymownie wskazując na siebie. - To ty na mnie wpadłeś! To przez ciebie oblałam sukienkę. To przez ciebie się tak okropnie ośmieszyłam, bo to przez ciebie, przez twoje śmianie się, inni pewnie zwrócili na nas jeszcze większą uwagę! - o swoim śpiewaniu już nawet nie miała zamiaru wspominać bo to było zwyczajnie żałosne.

Na wzmiankę kim właściwie był, skrzywiła się brzydko, bo jej to w tym momencie absolutnie nie obchodziło. Mógł faktycznie być Merlinem odrodzonym, a i tak przebieg tej rozmowy byłby dokładnie taki sam. Tak samo tupałaby niezadowolona nogami i tak samo by na niego podnosiła głos. Trochę miała ochotę go tutaj zacząć przedrzeźniać, kiedy słyszała jak znowu próbował ja zapewnić, że to wcale nie była jego wina, ale się w ostatniej chwili powstrzymała, bo nie była jednak aż takim bachorem. A przynajmniej nie chciała być.
- Boo-hoo, no biedny taki jesteś. Jest nas teraz dwoje bo uwierz mi, że nie jest nic wyjątkowego, żeby pamiętać wszystko - warknęła, opierając się o umywalkę i bezczelnie zaglądając mu w twarz.

A potem jej buzia na moment pojaśniała. W jakimś szybkim, złośliwym wyrazie, pozornie tylko zachwyconym jego nagłym przebłyskiem inteligencji.
- Brawo! - uśmiechnęła się do niego nawet, jakby gratulując mu rozwiązania największej życiowej tajemnicy. - Może powinieneś się pokusić o karierę niewymownego? Oni podobno lubią rozwiązywać takie skomplikowane zagadki.


la douleur exquise
Or was he fated from the start
to live for just one fleeting instant,
within the purlieus of your heart.
Cień Swojego Ojca
Prawdziwa nienawiść to dar, którego człowiek uczy się latami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrząc na niego z daleka widzisz schludnego, nienagannie ubranego mężczyznę. Mierzy około 180 cm wzrostu. Jest szczupły. Nieszczególnie umięśniony. Ma ciemne włosy i jasne, niebieskie oczy. Z bliska okazuje się, że natura obdarzyła go wydatnym nosem i często zaciska usta w cienką linię. Rzadko się uśmiecha. Nie żartuje. Jest spięty. Ma pedantyczne ruchy. Aż do bólu opanowany i kontrolujący.

Ulysses Rookwood
#280
02.07.2024, 02:19  ✶  
Rozmawiam z Lyssą. Wychodzę z łazienki i idę po kawałek tortu.

Z perspektywy Ulyssesa to Lyssa zaczęła to wszystko. A teraz kontynuowała i kontynuowała i… obrzucił ją pełnym wyższości spojrzeniem.
- No dobrze. Niech ci będzie. Ja na ciebie wpadłem – odpowiedział, ale tak naprawdę to kompletnie nie rozumiał czemu się tak przy tym upierała. To nie miało znaczenia. Nie znał jej wcześniej (i nie żeby coś, ale jego życie na niczym nie traciło, kiedy nie zdawał sobie sprawy z istnienia tej dziewczyny), ale nawet gdyby ją znał – nigdy świadomie nie próbowałby na kogoś wpadać.
Dwa razy wyjaśnił jej, że ten jego śmiech nie był tak naprawdę jego, że coś go na nim wymusiło, że może to ten pieprzony drink a ona  pozostawała dalej jak nakręcona katarynka. Albo nie chciała przyjąć do wiadomości tego co mówił, albo awantura sprawiała jej przyjemność.
Jeśli naprawdę chorowała na Milforda… Ulyssesowi nie mieściło się w głowie, że ktokolwiek mógłby z premedytacją przeciągać kłótnię, kiedy wiedział, że później będzie pamiętał tę awanturę już na zawsze.
Ona naprawdę albo była doskonałą aktorką, która się właśnie świetnie bawiła jego kosztem albo stała przed nim zwykła histeryczka.
Zamrugał. Odkręcił kurek i przemył twarz zimną wodą. Niby wystarczyłoby zaklęcie, ale woda też sprawiała, że przynajmniej mógł trochę ochłonąć. Wycofać się głębiej do swojego umysłu. Sięgnął po różdżkę, by za sprawą magii pozbyć się śladów po drinku.
- Ironizuj. Histeryzuj. Płacz. Tup nogami – wyliczył już zupełnie bezbarwnym tonem. – Nic mnie to nie obchodzi. Dałem ci wyjaśnienie tego, co się stało. Nie pasuje? Trudno. Dla mnie i tak jest lepsze niż myśl, że próbowałaś ośmieszyć mnie celowo. – Mechanicznie poprawił garnitur tak, by wyglądał nieskazitelnie. – Więcej uwagi mogło przyciągnąć to twoje wchodzenie za mną do łazienki i trzaskanie drzwiami niż to co się stało przy barze.
Ulysses spiął się. Wyprostował się jeszcze bardziej, a potem wyminął Lyssę i położył rękę na klamce.
- A teraz z łaski swojej, pozwól, że wyjdę przodem. Odczekaj chwilę. Doprowadź się do porządku i udawajmy, że ani ta nieszczęsna sytuacja przy barze ani ta dyskusja tutaj nigdy nie miały miejsca – zakończył matowo.
Nacisnął na klamkę i zdecydowanym krokiem wyszedł z łazienki. Ruszył w stronę głównej sali, gdzie krojono właśnie tort. Miał zamiar wziąć kawałek.

Biorę kawałek tortu, rzucam na smak.
Rzut 1d6 - 4
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Albert Rookwood (1218), Alexander Mulciber (6083), Ambrosia McKinnon (1615), Anastasia Dolohov-Burke (617), Annaleigh Dolohov (2409), Anthony Shafiq (6007), Atreus Bulstrode (3084), Augustus Rookwood (739), Bard Beedle (3666), Bellatrix Black (2492), Charlotte Kelly (2620), Christopher Rosier (2427), Desmond Malfoy (1846), Eden Lestrange (3466), Edward Prewett (463), Elliott Malfoy (1813), Erik Longbottom (1949), Eutierria (84), Florence Bulstrode (4140), Geraldine Greengrass-Yaxley (2519), Imogen Rookwood (1243), Isaac Bagshot (1887), Jagoda Brodzki (1744), Jonathan Selwyn (3379), Laurence Lestrange (2525), Laurent Prewett (5350), Leviathan Rowle (855), Lorraine Malfoy (6846), Louvain Lestrange (2751), Lyssa Dolohov (4334), Maeve Chang (2325), Millie Moody (3702), Mirabella Plunkett (563), Morpheus Longbottom (3278), Oleander Crouch (1807), Pan Losu (1062), Peregrinus Trelawney (2890), Perseus Black (6962), Rodolphus Lestrange (3343), Rowena Ravenclaw (1625), Sauriel Rookwood (8726), Septima Ollivander (675), The Edge (3377), The Overseer (1574), Ulysses Rookwood (3477), Vakel Dolohov (4597), Victoria Lestrange (8990)

Wątek zamknięty  Dodaj do kolejeczki 

Strony (33): « Wstecz 1 … 26 27 28 29 30 … 33 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa