Możliwe, że to nie był najlepszy dzień, jeśli chodziło o popisywanie się jego talentem łuczniczym. Może to była kwestia rozkojarzenia, albo wiatru, którego nie było, ale przecież na pewno i tak mógł wpłynąć na wynik. No cóż, może z kuszą poszłoby mu lepiej, ale to sprawdzi już innym razem. Przynajmniej nie chybił tak widowiskowo, jak Longbottom.
– Oczywiście, że tak – odpowiedział szeptem Erikowi na sugestię, że to wszystko było ustawione. Nie dodał już jednak, że ich nowy mistrz łucznictwa pewnie będzie miał coś od życia, gdy zemści się na nim, za wyciągnięcie go na scenę. Wesoło odsunął się grzecznie nieco na bok, tak by cała chwała wygranej spadła, zresztą zasłużenie, na przyjaciela. Nie mógł się jednak nie powstrzymać od cichego śmiechu, gdy Anthony'emu został wręczony balonik i szarfa.
Balonik niestety został perfidnie oddany jakiejś małej dziewczynce.
– Oh, oddajesz go? A ja już chciałem nadać mu imię – zażartował, klepiąc go po plecach i kierując się w stronę zejścia ze sceny. – Świetna robota, widzisz? Nie było tak źle. Może powinniśmy uczynić łucznictwo naszym wspólnym hobbym?
Zanim jednak naprawdę opuścił scene, odwrócił się jeszcze do samej Geraldine.
– Pomyślnych łowów i dalszej zabawy – powiedział i teatralnym gestem ukłonił się nisko w podziękowaniu za konkurs.