Zbieram się z koca i dołączam do Erika, Isaaca, Dory, a także, w końcu, Teddy'ego.
Starała się utrzymać powagę. Nie pozwolić mu zobaczyć, że jego słowa naprawdę raniły; że za każdym razem, kiedy widziała go na spotkaniach Zakonu, to czuła, że chce mu coś powiedzieć. Cokolwiek. Może nawet przeprosić za to, że nigdy nie słuchała. Zawsze w końcu, nawet jeśli nieumyślnie i w żartach, zmywała mu głowę, gdy zrobił coś głupiego.
Nie pilnował ziemniaków? Wysripi, a nie wykipi. Proszę bardzo, kąśliwy komentarz.
Zapomniał o kolacji w Warowni kilka domów dalej? Mieliśmy dużo pracy na szychcie, co miałem zrobić. Kto by się spodziewał — kilka bolesnych słów.
Nie chciał odejść z pracy?
Nie chciał powiedzieć, o co chodzi?
Dlaczego ją zostawia?
Dlaczego nie było go w domu, gdy—
Wzięła głęboki wdech, ignorując wszystko to, co działo się dookoła. Nie słuchała, gdy młodzi kłócili się między sobą i wyzywali na pojedynki (choć, kiedy już dostanie w łapy jakiegoś drinka, to na pewno się to zmieni). Musiała się stąd ruszyć. Wstać z tego cholernego koca, bo sytuacja sprzed chwili pozostawiła jej tylko niesmak w ustach. Wtedy też muzyka, rozgrywająca się zupełnie nagle nad całą plażą, przyniosła jej wybawienie. Pozwoliła chwycić pusty kieliszek po winie i sandały, otrzepać sukienkę z piasku, a także — Merlinie, nareszcie — wstać. Piosenka mimowolnie pokierowała ją w stronę namiotu, gdzie po zauważeniu kilku znajomych twarzy, od razu się rozpromieniła.
— Erik, kochany, tutaj jesteś — przywitała się, przejeżdżając prędko palcami po jego gołym ramieniu. Odłożyła pusty kieliszek na stół. — Nie jest ci za zimno?
Pomachała naprędku do Isaaca, z którym bratanek gawędził, ale jej większą uwagę przykuła Dora… z Teddym na podorędziu. Tessa zrobiła zdeka kwaśną minę, przypominając sobie całe zajścia sprzed chwili, więc zaraz po przejściu paru kroków położyła dłoń na jej łopatkach, raczej skutecznie zwracając na siebie uwagę.
— Przepraszam za tamto, słońce — wymamrotała przy jej uchu. Chciała wierzyć w to, że nikt nie obserwował całego zajścia. Naprawdę pragnęła wmówić sobie, że po kilku godzinach żaden z imprezowiczów nie będzie tego pamiętał. Cóż, może też tak będzie? — A ty, Teddy, musisz mi wybaczyć, ale dzisiaj zostanę przy winie. Nie mam raczej ochoty na nic kolorowego… Potrzebuję moich ulubionych procentów i tańca. Tak, to brzmi naprawdę dobrze.
Chyba. Ale to już dodała od siebie.
But one I wouldn't switch
'Cause there's no nicer witch than you