• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna Plac i stragany [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny)

[Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny)
à La Folie
And was it his destined part
Only one moment in his life

To be close to your heart?
wiek
19
sława
IV
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
malarka
Piwne oczy i brązowe włosy z miedzianym połyskiem, czasem z rozjaśnianymi pasmami lub po całości. Ma 165cm wzrostu, a sylwetkę szczupłą i chudą. Zawsze stara się prezentować, jakby była na właściwym miejscu. Zawsze zadbana, ładnie uczesana i ubrana. Wygląda na starszą niż jest w rzeczywistości, czy to przez zachowanie, ubiór czy ogólny wygląd - chce żeby brano ją na poważnie, jednak kiedy się rozluźni, podpatrzone u innych maniery łatwo znikają. Czasem kiedy mówi, słychać francuski akcent, który szczególnie wychodzi kiedy jest pod wpływem silnych emocji. Ciągnie się za nią zapach białego piżma, jaśminu i kwiatu bawełny.

Lyssa Dolohov
#761
09.08.2024, 02:38  ✶  
magiczne różności

Oczywiście, że miała rację. Uśmiechnęła się do niego lekko, może nawet w tym momencie szczerze, bo przecież jak mogłoby się jej nie podobać, że w ostateczności zgodził się z nią, wybierając motyw laurowych liści. Powinna go jeszcze grzecznie zapewnić, że teraz nic tylko czekać jego zwycięstwa, ale akurat tę część sobie podarowała, przenosząc tylko spojrzenie na Shafiqa, kiedy Jonathan się do niego zwrócił. Obydwoje wyglądali tak, jakby niewiele miało im już w życiu pomóc i znajdował się raczej na równi pochyłej, więc jedyne co to łucznictwo mogłoby zrobić, to umilić im czas wolny.
- Oh, nie trudno mi w to uwierzyć - posłała mu kolejny uśmiech, w którym wesoło błysnęła zębami, z pewnym ociąganiem przyznając rację samej sobie, nawet jeśli się jej to nie do końca podobało. Selwyn wydawał się mieć energię labradora, który przeminięcie lat młodości nadrabiał entuzjazmem i czarującym uśmiechem, który pewnie w innych warunkach robiłby na niej inne wrażenie. No, gdyby był tak przynajmniej z dekadę młodszy.

Szkoda, że przy stoisku gdzie stali robiła się coraz większa burda i Lyssa jak najdłużej starała się wyglądać jakby nie zwracała na to najmniejszej uwagi. Najpierw incydent przy stoisku Mulciberów, a teraz działo się coś takiego, ale teraz było gorzej, bo znajdowała się zaraz obok. Mulciber zmarszczyła brwi, słysząc te wszystkie groźby, groźne notesy i szarpanie za kudły, bardzo szybko przeskakując spojrzeniem od rozgrywającego się incydentu do Jonthana, a potem Lorien i Anthony'ego.
- Czy możemy stąd iść? - zapytała, patrząc na towarzyszące jej osoby, podczas gdy Penny próbowała wyrwać Olivii garście włosów. Jedyne co ją w tym momencie interesowało, to żeby te wariatki nie przetoczyły się jakimś cudem w jej stronę i nie zaczęły stwarzać zagrożenia dla swojego otoczenia.


la douleur exquise
Or was he fated from the start
to live for just one fleeting instant,
within the purlieus of your heart.
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#762
09.08.2024, 09:22  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.08.2024, 09:23 przez Anthony Shafiq.)  
Południowe Stragany
Magiczne Różności > Wyroby Pani Zamfir


◀TLTR▶
ślepym i głuchym na awanturę zagarniam Lorien z Lyssą oraz Jonathanem na kieliszek rakiji

— Strzelectwo? Podziękuję, wole zdecydowanie jogę. Jej odmiany potrafią tak zrelaksować, jak i wycisnąć z człowieka siódme poty — powiedział bez oporów wyśmiania za głośne przyznawanie się do "gimnastyki". Joga była orientalną zabawką, a on miał tę przyjemność, że uczyła go córka kambodżańskiego arcymaga, bezwzględna w wytykaniu błędów i doprowadzania poszczególnych asan do perfekcji. — ... a strzelectwo może w mocny sposób odbić się na kondycji nadgarstków, których potrzebuję...— urwał rozbawiony faktem, że chwila nieuwagi wypączkowała na jego dłoniach całą kolekcję świecidełek — Do modelingu hobbystycznego, Lorien byłaby niepocieszona, gdyby moim nadgarstkom cokolwiek się stało, prawda mia cara?

Atmosfera przy stoisku rychło zagęściła się i Anthony westchnął w lekkiej irytacji tym, jak ludzie z łatwością poddawali się swoim instynktom. Dlatego właśnie nie chodzę na sabaty — pomyślał tylko, wprawnym gestem zrzucając złoto i srebr z długich palców pasujących bardzo do klawiszy fortepianu, nawet jeśli żadnego nie było w okolicy. Eliksiry wiggenowe zgarnął do wygranej na loterii torebeczki ciesząc się, że zdążył zapłącić nim sprzedawczyni kompletnie straciła zainteresowanie tym, czym powinna się zajmować. Nawet nie patrzył w stronę kłócących się, nie widział błagalnego wzroku mężczyzny stojącego za ladą, cała ta scenka rodzajowa stała się nieprzyjemną rysą na premiłym popołudniu spędzanym w towarzystwie przyjaciół.

Zagarnął Lorien autorytarnym gestem, korzystając ze swojej przewagi wzrostu, i jak w pierwszych krokach walca, tak i teraz nadał im energetyczny impuls do podążania w wybranym przez niego kierunku.

— Na stanowisku sąsiadującym do mojego widziałem, że jest możliwość degustacji rakiji, myślę, że na wzmocnienie każdemu z nas się przyda łyk czegoś mocniejszego — odpowiedział tym samym na prośbę Lyssy, by zmienić otoczenie. — Doczekasz się w końcu Johny czegoś innego niż moje wino.— uśmiechnął się rozbawiony. Chust nie zamierzał kupować, ceniac sobie raczej te które miał z innych kontynentów niż rodzinne strony, ale alkoholu był akurat ciekaw, tego czy będzie nieść ze sobą choć odrobinę szlachetności trunku, który miał okazję pić w innych stronach świata.
Dama z gramofonem
And the violence, caused silence
Who are we mistaken?
wiek
34
sława
IV
krew
czysta
genetyka
maledictus
zawód
Sędzia Wizengamotu
Czarownica o klasycznej, włoskiej urodzie odziedziczonej po matce. Ma ciemnobrązowe (z pierwszymi siwymi włosami) trudne do ujarzmienia loki, w które zwykle wpina złote spinki i ozdoby. Oczy - o bardzo nienaturalnym, kobaltowym kolorze. Bogowie pożałowali jej wzrostu. Ta poważna, dorosła kobieta ma zaledwie 149 cm wzrostu. Według kartoteki medycznej waży 37kg. Pachnie drogimi perfumami o zapachu jaśminu i ubiera się u magicznych projektantów, choć częściej można ją spotkać w przepisowym ministerialnym mundurku sędzi. Na przekór modzie czystokrwistych - uwielbia torebki, nienawidzi magicznych sakiew. Jej codzienna torebka z paryskiego magicznego domu mody jej zawsze wypchana po brzegi dokumentami, kosmetykami i innymi pierdołami, bez których nie może się obejść. Ogólnie to kobietą jest ułożoną, kulturalną, chociaż pierwsza dzień dobry na ulicy nie powie.

Lorien Mulciber
#763
09.08.2024, 10:45  ✶  
Magiczne Różności -> Wyroby p. Zamfir

Nie wiem czy świat jest gotowy na utratę tak niezwykłych nadgarstków.- Ze śmiechem przyłożyła dramatycznie dłoń do czoła, jakby sama wizja przyprawiała ją o udrękę.
A potem… rozpętała się kolejna bójka. Z jakiegoś powodu awantury ciągnęły się dziś za Lorien jak cień. Coś co wcześniej starała się puścić mimo uszu teraz skupiło całą jej uwagę. Zwłaszcza w chwili, gdy jedna rudowłosa rzuciła się z impetem na stolik, który nagłego kontaktu najwyraźniej... nie przetrwał (?) i się wywrócił. A wraz z nim całkiem sporo rzeczy.

Lorien oglądała to co się działo z… wyjątkowo nieprofesjonalnym zafascynowaniem i ciekawością wymalowaną na twarzy. Jak ogląda się wypadek miotlarski - człowiek chciał się zająć swoimi sprawami, ignorować to wszystko, ale wzrok za każdym razem uciekał w stronę tragicznego wydarzenia.
W dodatku, w przeciwieństwie do reszty zebranych Mulciber naprawdę poczuła się w obowiązku do pomocy Tristanowi. Jego status krwi w tej chwili zepchnęła do podświadomości - na przymusowej emeryturze czy nie, Ward był jej podopiecznym. Jej Departament go zawiódł w najtrudniejszym momencie. Poczucie wstydu górowało nad wyuczoną niechęcią.
Już miała otworzyć usta, żeby zaprotestować. Wezwać aurorów. Zrobić cokolwiek.
Ale nie zdążyła.
Pisnęła zaskoczona, gdy została absolutnie wbrew własnej woli odciągnięta, a jej pisk jak zwykle przypominał bardziej ptasi odgłos niż ludzki dźwięk.

Jeżeli czegoś pani Mulciber nienawidziła z głębi duszy, to jakiegokolwiek przytrzymywania. Ciągnięcia za sobą jak małej, prześlicznej laleczki; kukiełki, którą można było bez problemu przestawić z kąta w kąt. Przypominania o tym jak jest drobna i słaba i jak niewiele potrzeba, żeby ją fizycznie zdominować. W sekundę pobladła, czując jak serce nieznośnie przyspiesza w irytacji i… strachu. Może irracjonalnego. Z pewnością niepotrzebnego, bo nie podejrzewała Anthony’ego o jakiekolwiek złe intencje. Lęk tkwił jednak dużo głębiej. Zakorzeniony przez lata rozpaczliwego utrzymania się z głową nad powierzchnią jeziora, w świecie gdzie czasem trzeba było zabić by nie być zabitym.
Czym innym było chodzenie pod rękę, gdzie to Lorien mogła decydować o tempie marszu. Nie stroniła od dotyku, bo pozwalał jej na dyktowanie swoich warunków lepiej niż słowa. Ale tu balans sił został zachwiany, a szala przechyliła się niebezpiecznie na jedną ze stron. Gdy otrząsnęła się z tego pierwszego szoku i niedowierzania byli już w połowie drogi od stoiska
- Puść mnie.- Powiedziała. Nie. Lorien tego wręcz zażądała, a z jej głosu zniknęła słodka, włoska maniera. Perfekcyjna angielszczyzna połączona z nieznoszącym sprzeciwu tonem, który całkiem skutecznie tuszował wszystkie emocje czarownicy. Jeśli Anthony zerknął w dół mógł zauważyć, że w jej dłoni pojawiła się różdżka, dotychczas schowana bezpiecznie w ukrytej kieszeni w rękawie szaty. W dodatku kobieta nie zdążyła ściągnąć z palca pierścionka, za który nie zdążyła zapłacić i z jakiegoś powodu ten fakt irytował ją nawet bardziej niż to absolutnie karygodne zachowanie przyjaciela.
Nie za bardzo przejmując się potencjalnymi świadkami tego wszystkiego, szarpnęła się na tyle na ile była w stanie, próbując samodzielnie uwolnić się z uścisku Shafiq'a.

Rzut na AF, żeby sprawdzić czy adrenalina zrobi swoje i zdoła się uwolnić:
Rzut T 1d100 - 48
Akcja nieudana
Czarodziej
*sigh*
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Uzdrowiciel
Szczupły i dość wysoki (183 cm) mężczyzna o czarnych lokach i brązowych oczach. Często wydaje się być blady i zmęczony, a jego dłonie są niemal zawsze zimne. Na codzień stara się ubierać w miarę elegancko.

Basilius Prewett
#764
10.08.2024, 03:09  ✶  
Stoisko Potterów

Basilius zignorował reakcję siostry na jego zaczepki, chociaż młodsza Prewett miała zdecydowanie za dużo siły w łokciu, którym go trąciła, a skupił się na dalszym przeglądaniu perfum pozwalając Brennie udzielić odpowiednich informacji. Niech Electra wybierze co jej pasuje, najwyżej dopłaci jej do wybranej butelki, chociaż jeszcze nie musiała o tym wiedzieć. Czekał więc cierpliwie, a w głowie jedynie robił sobie zakłady sam ze sobą, bo nikogo innego do tego nie było pod ręką, na który zapach zdecyduje się jego siostra. Z jednej strony te pierwsze perfumy, te ożywcze, jakoś bardziej pasowały mu do Elie, ale znając ją i jej ostatnie upodobania modowe zakładał, że młoda wybierze jednak coś bardziej nietypowego. No i Electra nie była raczej kimś kto potrzebował niwelowania zmęczenia. Wręcz przeciwnie, czasem miał wrażenie, że jego siostra miała w sobie za dużo energii, a jeśli już chodziło o zmęczenie… Przejechał sobie dłonią po twarzy. Chyba zaczynał mieć ochotę by wrócić do domu i usiąść na kanapie z herbatą, ale to jeszcze za chwilę. Najpierw obskoczą pozostałe stoiska. Na całe szczęście, pogrążony we własnych myślach, nie zauważył co się działo na innym stoisku i chyba bardzo dobrze, bo kolejna bójka na Lammas pewnie ozdobiłaby jego włosy kilkoma siwymi kosmykami. Przeniósł wzrok na podane mu próbki zapachów.
– Hm… – mruknął pod nosem, gdy zapoznał się już z wonią perfum, a potem zmarszczył brwi, zastanawiając się, czy mówiła o tym niwelowaniu zapachów, tak po prostu, czy też w pracy naprawdę śmierdział eliksirami i nikt nie raczył mu o tym powiedzieć. Zastanowił się przez chwilę wodząc wzrokiem od butelki do butelki, uznając że lepiej będzie wybrać coś z tych trzech skoro Brenna mu je polecała, chociaż na dobrą sprawę nie miał pojęcia czemu tak bardzo ufał Longbottom, która kojarzyła mu się raczej z krwią, wybuchami i chaosem, w sprawie zapachów perfum. To znaczy, niby była w połowie Potterówną, ale on był Rosierem, a bardzo wątpił, czy obie czarownice byłyby gotowe powierzyć mu koszulę do uszycia.
– W takim razie wezmę te pierwsze – powiedział, patrząc się na nią nieco podejrzliwie, bo dalej nie był pewny, czy te konkretne perfumy nie były jakąś sugestią.
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#765
10.08.2024, 19:45  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.08.2024, 12:48 przez Laurent Prewett.)  

- To nie jest zbyt naturalne, to prawda. - Nie było. Kot był magiczny? Był od Figgów, nie był TYM kotem Figgów, ale został potraktowany magią i zdecydowanie wykraczał już na samym wstępie nad przeciętność kociaka napotkanego na ulicy. Gdyby to nie był kot od Nory to zastanawiałby się, czy ktoś mu nie próbuje wcisnąć animaga, który potem może okraść jego dom. Albo i by się nad tym nie zastanawiał? W ostatnim czasie nabierał aż za dużo podejrzliwości. Za dużo, bo to nie do końca było do niego podobne, tak sobie o tym myślał. Przecież miał naprawdę udane życie, spokojne przez kilka lat, nawet jeśli początki nie pozwalały sumieniu spać spokojnie. Zastanawiało go to czasami, czy Edge był w stanie spać. Zmrużyć swoje powieki. Czy widział tą śmierć, którą zadał. To cierpienie, które owijało się wokół niego jak szalik podczas zimy. Wzdrygnął się lekko słysząc, że tam była cała skrzynka veritaserum, która mogła trafić w naprawdę nieodpowiednie ręce i wyrządzić sporo krzywdy. Pierwsza myśl: coś trzeba z tym zrobić... - ta myśl nawet powiodłaby go dalej, gdyby nie to, że następne wydarzenia skutecznie wyciągnęły go z myślenia o tym, co z czym robić. 

I tym rozproszeniem wcale nie była kawalkada wydarzeń, które miały przybiec do nich dopiero po chwili. Złapać za kostki, chwycić za włosy - odciągnąć od siebie i od tej chwili. Od spokoju. Od bezpieczeństwa. Od suchości ust - tych przygryzanych. Zdradziły to zęby, zdradziły to te umykające i powracające oczy. Te drobne znaki, które sprawiały, że Laurentowi robiło się miło. Że chciał je eksplorować i przesuwać dalej. W wyimaginowanym świecie, gdzie można było splatać te dłonie mocniej, bliżej. Zniknąć gdzieś dalej od tłumu - i nie ze strachu. Laurent się nie bał spojrzeń i szeptów. Dla romantyzmu, za którym się uganiał. Dla delikatności, którą chciał pokazywać Edgowi, żeby potem prosić go o gwałtowność. Czarował, och jakże skutecznie czarowała ta Wrona! Cóż to za magia w jego oczach, że tak łatwo było chcieć trzymać osobę, która się uważała za szczura przy sobie?

Czar był popsuty tylko tym, że Edge naprawdę potrzebował prysznica i Laurent by go teraz nie pocałował za żadne skarby świata! Nie po tym, jak rzygał!

O tym jednak blondyn pomyśleć nawet nie zdołał - w przeciwieństwie do tego, że "coś trzeba zrobić z veritaserum". Co i jak? Nie ważne. Nie ważne, bo Fleamont, a po drugie nieważne, bo... chaos.


Pochylenie się, lekkie zachwianie - huh? Ze zdziwieniem powiódł wzrokiem w dół, żeby zobaczyć, ze Edge ma... zawiązane sznurówki? Ze sobą wzajem? Czy to jakiś... żart. W tej myśli powinno zostać dodane słowo "żart" do całego zdania, ale nie zostało, bo świeczka uderzyła w Edga, a blondyn swój wzrok od razu podniósł. Przez moment biegając nim po ludziach, a kiedy wzrok Edga padł na Mulciberach - to i jego na nich się zatrzymało. Dźwięk głosu był męski - więc błękit utknął w końcu na Leonardzie. Najpierw zdezorientowany. A po chwili już zwyczajnie zły. A ta złość tylko urosła, kiedy Edge powiedział, że Śmierciożerców szukał za ladą.

Skierował do nich swoje kroki i oparł się o ladę. Tak, żeby ostentacyjnie pierścień z godłem Prewettów był wszem i wobec widoczny. Może nie był dziedzicem Prewettów, ale większość nawet nie wiedziała, że nim nie jest - że dziedzicem była jego siostra. Za to większość dobrze wiedziała, że był jedynym synem Edwarda Prewetta. A ten tutaj? Kim on kurwa w ogóle był? Spojrzał na Sophie, a potem znowu na Leonarda.

- Pan Mulciber... jak mniemam. - Zlustrował go spojrzeniem, nim wrócił oczyma do jego facjaty. - Proszę zachować swoje seksualne upodobania do "jebania mugolaków" oraz do homoseksualizmu dla siebie. Byłoby fatalnie dla nazwiska Mulciberów, gdyby jeden z nich został szlamojebcą. - Dzisiejszy dzień był ciężki, spierdolony, Laurent był wykończony, a jego temperament był aż zbyt wiele razy wystawiony na próbę. Ten spokój, z jakim przemawiał, był w rzeczywistości podszyty oczywistą groźbą i ostrzeżeniem, bo wcale nie był spokojny. Wyprostował się w końcu, tak - oderwał dłonie od blatu i znów spojrzał na Sophie. Bo kto rzucił? Ona czy on? "Kultywując rodzinne tradycje"? - Wasza głowa rodu nie byłaby raczej zadowolona, że "pielęgnując rodzinne tradycje" robicie pośmiewisko ze swojego nazwiska. Za bycie szlamojebcą, jeśli mnie pamięć nie myli, w "rodzinnych tradycjach" się wydziedzicza. - Może i nie mówił wprost, że uważał to za żałosne, ale to było widać w jego spojrzeniu i słychać w jego głosie. Zazwyczaj był ponad tym - bo takie osoby były raczej niegodne jego spojrzeń i uwagi, ale pękła mu struna nerwu. Ta dwójka mogła nawet Roberta nie znać osobiście, ale nie miało to znaczenia dla samego Prewetta. Podpisywali się tym nazwiskiem. - Miłego dnia. - Rzucił w Leonarda monetą na odchodne, tak jak rzuca się monetami w dziwkę, kiedy już zakładasz swoje spodnie po seksie, a ona dopomina się, że za jej czas się płaci. - Śmierciożercy muszą obejść się smakiem. - Rzucił do Edga. - Idziemy. - Przynajmniej jednego z nich to rozbawiło, bo samego Prewetta nastroszyło.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Czarodziej
Życie to sztuka, którą uprawia niewielu. Większość tylko wegetuje.
wiek
33
sława
III
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
Złotnik / Kowal
Wysoki brunet, mierzący 193 cm o zielonych oczach. Ubierający się jak zwyczajni mugole, nie rzucając się w oczy. Szczupły, z dobrze zbudowaną sylwetką.

Tristan Ward
#766
10.08.2024, 23:01  ✶  
Magiczne Różności
Dalsza próba uspokojenia Olivii

Sytuacja z chwili na chwilę, robiła się mało przyjemna. Klienci, którzy byli świadkami tego zdarzenia, postanowili dyplomatycznie się wycofać. Nie brać udział o w tym zamieszaniu, jakie wywołały dwie rudowłose dziewczyny.

Tristanowi udało się sprawnie objąć rękoma Olivię, aby nie rzucała się, nie próbowała zaogniać sytuacji. Nie zdążył odciągnąć swojej dziewczyny od stolika, skupiając wzrok na klientach, szukając spojrzeniem pomocy u Sędziny Wizengamotu, Lorien. Tej jednak nie otrzymał, gdyż doszło do kolejnej szarpaniny, w której musiał interweniować.

Penny rzucając się na stolik, zdążyła pochwycić za włosy Olivii. Quirke w odpowiedzi, zaczęła kopać, uderzając bardziej o spód stołu. Z tego względu, że Penny pochylała się na stoliku z asortymentem, Olivia nie miała możliwości oddać jej kopa prosto w jakąkolwiek część ciała. Produkty stojące, przewracały się. Część fiolek z eliksirami, spadała na podłoże/ziemię/chodnik rozbijając się. Przewracające się ekspozycyjne półki, pełne eliksirów, przechylając się, mogły uderzyć w bok pleców Penny. Któryś z eliksirów, mógł nawet się otworzyć, wylać na jej ubranie. Na stoliku znajdowały się także kubeczki degustacyjne z winem, które Leon przyniósł Tristanowi i Olivii, ze stoiska Shafiqa. Pod wpływem naruszania mebla, oba przewróciły się, wylewając zawartość na leżące produkty rękodzielnicze i sam obrus. Po obu stronach. Ostatecznie zataczając swoje półkole, spadając na podłoże.

Słysząc propozycję towarzysza (Stanley/Matthew) rudowłosej Weasley, Tristan skinął mu głową w zrozumieniu. Tym razem musiał stanowczo odseparować Olivię od Penny, zaciskając mocniej swoje ramiona na ciele Olivii, cofając z nią do tyłu. Na tyle, na ile pozwalała im przestrzeń od strony sprzedającej. Powinno się udać, jeżeli Penny puściła jej włosy. Dokonałby pół obrotu z Olivią, aby oddalić jej zasięgi od Wesleyowej.


Rzut na aktywność fizyczną, czy utrzymam w swoich objęciach Olivię.
Rzut PO 1d100 - 94
Sukces!

Rzut PO 1d100 - 5
Akcja nieudana


Kolejka odpisu dla osób związanych z zamieszaniem:
@Penny Weasley @Olivia Quirke @Stanley Andrew Borgin @Tristan Ward
Ruda Złośnica
Kto nie wie, dokąd zmierza, nigdy nigdzie nie dojdzie.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Długie, rozpuszczone, nieco niesforne włosy w kolorze rudym. Penny nigdy ich nie związuje. Twarz upstrzona licznymi piegami, na której zawsze widnieje uśmiech. Brązowe oczy. Sylwetka szczupła, a do tego około 165 cm wzrostu. Będąc blisko, można wyczuć delikatny, owocowo-kwiatowy zapach, w którym mieszają się ze sobą różne nuty - gruszka, irys, czarna porzeczka, kwiat pomarańczy...

Penny Weasley
#767
10.08.2024, 23:55  ✶  
Magiczne Różności

Zdarzały się momenty, w których człowiek myślał... nawet nie niewiele. Po prostu wcale. Nie zawracał sobie głowy czymś tak mało istotnym. Zamiast tego decydował się działać. Rzucał się prosto na zastawiony towarem stół, nie zwracając przy tym uwagi na potencjalne konsekwencje. Problemy, które mogły z tego wyniknąć. Bo one były w tym przypadku bez znaczenia. Liczyło się tylko to, żeby wyrwać trochę kudłów z głowy tej rudej straganiary i inne takie. Penny chciała jej pokazać... okey, tak naprawdę to nawet nie myślała nad tym, co takiego chciała. Skupiona była na odczuwanej w tym momencie złości, na chęci pokazania temu babsku, że z nią się nie zadziera.

Tylko tyle. Albo może aż tyle?

- Idiotkę? - wrzeszczała, rejestrując oczywiście wszelkie epitety, które padały pod jej adresem. Wiele kwestii jej teraz umykało. Oczywiście, że tak. Ta konkretna jednak do tego grona się nie zaliczała. Być może dlatego, że to właśnie na Olivii skupiona pozostawała cała jej uwaga. - Ja Ci dam idiotkę!

Nie chciała odpuszczać.

Samo rzucenie się na stół nie było czymś przyjemnym. Upadła na jakieś przedmioty. Coś się przewróciło. Coś się zniszczyło. Pękło. Rozpadło. Możliwe nawet, że pod wpływem całego tego zamierzonego spotkania z zastawionym blatem, wydała się z siebie jakiś jęk czy inny odgłos. Aczkolwiek to bez znaczenia. Dla Penny liczyło się tylko to, że miała w garści kudły straganiary i mogła za nie pociągnąć. I oczywiście ciągnęła.

Ciągnęła na tyle mocno, żeby to się jej dało we znaki.

Nie puściła, kiedy kobieta w reakcji na to zdecydowała się kopnąć stół. O nie, nie zrobiła tego. Wręcz przeciwnie - w pierwszej kolejności zacisnęła nawet mocniej palce na jej włosach. Problem niestety w tym, że kiedy stół zaczął się przewracać, Penny również zaczęła się od Olivii oddalać. Mogła próbować ją ;pociągnąć za sobą, ale... to byłoby trudne, kiedy kobietę przytrzymywał Tristan. No aż tyle pary to Penny nie miała. Musiałaby mieć wiele szczęścia. A oni równie dużego pecha.

Zamiast tego liczyła na to, że trochę włosów jej po prostu wyrwie.

I nawet wiedziała, co później z nimi zrobi.

Wtedy poczuła na sobie ręce Matthew. Usłyszała też wypowiedziane przez niego swoje imię. Po jaką cholerę się w to mieszał? Powinien pozwolić jej na to, żeby się z nimi policzyła. Miała do tego prawo! Opowiadała mu o wszystkim!

- Puszczaj! - tym razem padło więc w jego kierunku. - Puszczaj, bo i z Tobą się policzę! Naprawdę, Matthew, puszczaj bo nie ręczę za siebie!

Wierzgała. Oczywiście, że wierzgała i nie chciała pozwolić Matthew na to, żeby ją odciągnął i uspokoił. I nawet na początku wydawało się, że przyniesie to jakieś tam efekty. Udało jej się przyłożyć mężczyźnie z łokcia. Bardziej przypadkiem niż dlatego, że faktycznie próbowała to zrobić. Ot, wypadek przy pracy.

Drugie podejście, dla Matthew okazało się dużo bardziej szczęśliwe. Zdołał ją złapać, a następnie odgrodzić od pozostałości przewróconego stołu własnym ciałem. Dokładnie tak jak chciał. Penny jednak nie uspokoiła się i nadal próbowała się trochę szarpać. Ze znacznie mniejszym przekonaniem niż na początku, ale wciąż wychodziło na jedno.

- Myślałam, że jesteś inny! - oczywiście, że tak. Kiedy pojawiła się bezsilność, to towarzyszyć musiał jej foch. Typowe. Można było się spodziewać. Można było tego oczekiwać. - Już nawet zaczęłam Ciebie lubić, ale nie jesteś od nich lepszy!

Nadal się w niej gotowało, ale przynajmniej nie była w stanie kolejny raz do Olivii ani Tristana doskoczyć. No bez szans. Kompletnie bez szans.


Czy uda mi się wyrwać trochę włosów Olivii?
Jak mocno uderzyłam przypadkiem Stanleya?
Rzut N 1d100 - 88
Sukces!

Rzut N 1d100 - 19
Akcja nieudana
Czarodziej
Some legends are told
Some turn to dust or to gold
But you will remember me
Remember me for centuries
wiek
43
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
Zastępca szefa OMSHM-u
Wysoki (191 cm), szczupły i zawsze zadbany brunet, który ewidentnie poświęca dużo czasu na to, by wyglądać najlepiej jak tylko się da. Najczęściej stroi się w wysokiej jakości szaty, garnitury i koszule. Niemal zawsze uśmiechnięty.

Jonathan Selwyn
#768
11.08.2024, 02:16  ✶  
Magiczne Różności –> Stoisko pani Zamfir

– Lorien proszę nie chwal tak nadgarstków Anthony'ego bo jeszcze zacznie reklamować nie tylko garnitury, ale i różne kremy, a wtedy nie będzie miał już zupełnie dla nas czasu. Zwłaszcza, że przecież na pewno Czarownica po czymś takim zechce przeprowadzić z nim milion wywiadów na temat pielęgnacji ich pielęgnacji. – zażartował, zerkając na Shafiqa z uśmiechem, a potem rzucił okiem na swoje własne doskonałe nadgarstki. W sumie idealnie nadawały się do modelingu. Nie za smukłe, nie za grube, od razu widać było, że ich właściciel ma w sobie jednocześnie pewien artyzm, jak i aurę pewności siebie. Może rzeczywiście i on powinien poważnie pomyśleć o zostaniu modelem. Prezentować światu nie tylko swoje nadgarstki, ale i też twarz oczywiście. Wartość estetyczna Magicznego Londynu od razu by wzrosła i kto wie? Może nawet swoimi plakatami uratowałby komuś życie, bo przecież wielce prawdopodobnym by było, że jakiś Śmierciożerca tak, by się na nie zapatrzył, że potknałby się, rozwalił głowę i nie mógł nikogo zaatakować. Tak. Powinien to zrobić. Dla bezpieczeństwa wszystkich. Chociaż osoby o innych poglądach też pewnie by się w niego zapatrywały. Eh, uroda była i darem i przekleństwem jednocześnie.
Nie do końca wiedział co odpowiedzieć Lyssie, głównie dlatego, że bardzo sam nie chciał zostawiać tej sytuacji tak po prostu, bo przecież ktoś najwidoczniej potrzebował pomocy, a ta rudowłosa czarownica zachowywała się tak, jak się zachowywała.
Anthony jednak ruszył dalej, więc zapłacił za to co miał i niechętnie oddalił się od zgromadzenia, wciąż co chwila zerkając w strobę stoiska, obiecując sobie, że jeśli sytuacja się zagęści szybko zareaguje. Nie chciał wplątywać w to zamieszanie swoich towarzyszy, ale w sumie z tego miejsca mógłby zainterweniować zaklęciami i nikt by nawet nie zauważył...
– Eh, ktoś chyba się pomylił i poprosił boginię o pomylenie, a nie pomyślość – powiedział kręcąc głową niezadowolony z tego co widział i spojrzał kontrolnie na Lyssę. – Wszystko w porządku?
Najwidoczniej jednak nie tylko on miał pewne opory przed opuszczaniem tamtego stoiska. Chyba. Może chodziło o coś innego. Nie odezwał się jednak ani słowem, dając Lorien i Shafiqowi moment by sami przepracowali to porwanie starszej Mulciber.
Mamusia
Никога не ги карай да те обичат, дете мое. Настоявай да те оставят. И знай, че този, който устои и остане, те обича истински.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Eteryczna pani w średnim wieku. Ciemne włosy i oczy, 165cm wzrostu, szczupła. Uśmiech na twarzy. Londyński akcent pomimo obcojęzycznego nazwiska.

Ralitsa Zamfir
#769
11.08.2024, 11:07  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.08.2024, 11:09 przez Ralitsa Zamfir.)  
Stoisko Pani Zamfir

Ciepły uśmiech opadł na Leona i jego towarzysza. Widok znajomych twarzy zawsze przysparzał Ralitsie sporo radości. Zapracowana szarość codzienności spychała kobietę ze światła towarzyskich spotkań. Pospieszne wymiany słów na korytarzu Munga lub podczas sprawunków to wszystko, na co mogła sobie pozwolić. Dlatego bardzo zależało jej na wystawieniu stoiska na Lammas. To wciąż praca, a jednak tak blisko innych.

— Jak miło cię widzieć, Leonie. Dziękuję, że pytasz. U mnie po staremu... I tak, nadal pracuję w Mungu. A co u ciebie? Mam nadzieję, że przyjemnie spędzacie tu obydwoje czas. Trafiła się taka dobra pogoda.

Sięgnęła po płócienny woreczek, by spakować przetwory wybrane przez Leona. Każdy słoiczek opatrzony był ręcznie podpisaną etykietą. Pismo kobiety, chociaż eleganckie i o fantazyjnym kształcie, nie sprawiało trudności w odczytaniu podpisu.

— To przetwory z tegorocznych niesamowitych plonów, jakimi pobłogosławiła nas Matka. Co za niezwykły dar dla uleczenia naszych dusz po tragedii na Beltane, nieprawdaż? I jak możesz pytać o to, czy mam jakiś alkohol, Leonie. Oczywiście, że mam — odpowiedziała z ciepłem uśmiechu i nalała panom po kieliszku śliwkowej rakiji. — Spróbujcie, ta jest z miodem, ale mam też z ziołami.

Postawiła ostrożnie torbę z przetworami na blacie, po czym stanęła przy chustach i zaczęła wypytywać Leona o preferencje. Posiadała w ofercie wzory geometryczne, z przeważającym motywem roślinnym, a także bardziej minimalistyczne.

Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#770
11.08.2024, 17:56  ✶  
Stoisko kowenu > Stoisko winnicy Château des Dragons


— Już sięgam po portfel. — Odpowiedział w podobnym tonie - niby poważnym. W rzeczywistości było mu bardzo daleko od bycia śmiertelnie poważnym, o czym świadczył widniejący na jego wargach uśmiech. Jeśli naprawdę przyjdzie mu zapłacić za tę koszulkę to akurat miał czym. Skoro towarzysząca mu Celine nie chciała otrzymać od niego pamiątkowej koszulki to nie zamierzał podejmować próby namówienia kobiety na wzbogacenie swojej garderoby tego rodzaju ubraniem (z pewnością miała garderobę, w końcu była znaną piosenkarką) i w jego wyobrażeniu, stworzonym na podstawie swoich doświadczeń z kobietami, był skłonny w ciemno założyć, że posiadała znacznie więcej ubrań, niż tak naprawdę potrzebowała.

— Innym razem — Przytaknął czarownicy, kończąc ten temat.

Przekazanie zarządzania stoiskiem Kowenu z jednych rąk do drugich spotkało się ze znikomym zainteresowaniem z jego strony. Przyszedł tutaj w celach wyłącznie rozrywkowych i nie szukał porady duszpasterskiej. Odrzucił wszystkie dane mu drugie i kolejne szanse, nie zamierzając zawrócić z obranej drogi. Nie zamierzał się wtrącać w wymianę zdań między Celine i tym kapłanem. Nie planował też próbować powstrzymać czarownicy przed uiszczeniem zapłaty za wybraną dla niego koszulkę. Przyjął wręczaną mu torbę.

— Dziękuję, kuzynko. — Podziękował blondynce, posyłając pełen wdzięczności i zrozumienia uśmiech. — Nic się nie stało. Wróć do domu i odpocznij. Z pewnością tak będzie. — Odwzajemnił ten uścisk i sam musnął ustami policzki Celine zanim ona odeszła. Nie zamierzając nic więcej kupować przy tym stoisku, skierował swoje kroki w stronę kolejnych stoisk.

Następnym stoiskiem, do którego podszedł, okazało się stoisko winnicy. Château des Dragons było mu dobre znane - niezaprzeczalnym faktem było, że ten trunek nie dorównywał winom produkowanym przez rodzinę Delacour i Leroux. Przez to wydawał się odpowiedni do tego, aby sprzedawać go na jarmarku.

— Bonjour. Z możliwości degustacji nie skorzystam, za to poproszę jedną butelkę tego wina. — Zwrócił się do prowadzącej to stoisko czarownicy po francusku. Zdecydował się na zakupienie butelki tego trunku z zamiarem podzielenia się swoim znaleziskiem z Celine Delacour, która zaledwie przed chwilą zdecydowała się go opuścić i nie mogła zobaczyć tego na własne oczy. Przy następnym spotkaniu dokonają degustacji.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Alastor Moody (2811), Alexander Mulciber (4325), Ambrosia McKinnon (2308), Anthony Shafiq (13006), Asena Greyback (342), Atreus Bulstrode (6235), Augustus Rookwood (565), Bard Beedle (4738), Basilius Prewett (3993), Bertie Bott (3456), Brenna Longbottom (9044), Cameron Lupin (5396), Cathal Shafiq (1674), Cedric Lupin (6856), Celine Delacour (3526), Charles Mulciber (10002), Charlotte Kelly (291), Christopher Rosier (238), Dora Crawford (3056), Electra Prewett (1888), Erik Longbottom (10493), Eutierria (8599), Florence Bulstrode (5713), Geraldine Greengrass-Yaxley (3069), Guinevere McGonagall (2805), Hades McKinnon (2232), Heather Wood (4157), Isaac Bagshot (5008), Jagoda Brodzki (1208), Jessie Kelly (204), Jonathan Selwyn (4937), Laurent Prewett (20629), Leon Bletchley (5751), Leonard Mulciber (4181), Lorien Mulciber (11709), Lorraine Malfoy (3812), Lyssa Dolohov (6483), Mabel Figg (1776), Millie Moody (5575), Morpheus Longbottom (3877), Neil Enfer (6738), Nora Figg (2382), Olivia Quirke (5659), Penny Weasley (8907), Peppa Potter (1865), Perseus Black (947), Philip Nott (5342), Rabastan Lestrange (653), Ralitsa Zamfir (845), Richard Mulciber (12798), Robert Mulciber (6395), Sauriel Rookwood (10864), Sebastian Macmillan (6887), Sophie Mulciber (3225), Stanley Andrew Borgin (8303), The Edge (17219), The Lightbringer (5945), The Overseer (762), The Tempest (2037), Thomas Figg (2417), Thomas Hardwick (2127), Tristan Ward (5342), Ula Brzęczyszczykiewicz (1797), Vera Travers (2350), Victoria Lestrange (17246), Viorica Zamfir (7441)

Wątek zamknięty  Dodaj do kolejeczki 

Strony (88): « Wstecz 1 … 75 76 77 78 79 … 88 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa