*
Koło północy, kiedy wylosowano pary, Brenna przysłoniła na moment usta, z trudem zwalczając chęć roześmiania się. Nie wątpiła, że Atreus liczył na taniec z Ministrą – który po chwili okazał się przypaść w udziale Ambroise Greengrassowi – ale rozbawiło ją, że po tym, jak losowo dobrano ludzi w pary do dyżurów podczas Beltane, a potem ciągnięto losy na plaży, znowu trafił na nią.
– Podobno do trzech razy sztuka. Może skoro to trzeci raz przy następnym losowaniu los trochę odpuści? – powiedziała, zajmując wraz z Atreusem miejsce w korowodzie par. Rozejrzała się krótko po najbliższych tancerzach, szukając wzrokiem Cynthii, ale zaraz skupiła się głównie na tym, by nie pomylić kroku. – Hm…
Zamyśliła się na moment nad pytaniem, może grzecznościowym, na które powinna odruchowo odpowiedzieć, że świetnie. Prawda była jednak taka, że Brenna zwykle bawiąca się właściwie wszędzie przynajmniej dobrze, teraz nie mogłaby tak odpowiedzieć z czystym sumieniem i nie chciała wygłaszać oczywistego kłamstwa. Nie bawiła się źle. Ale jej myśli zaprzątała Cynthia, jakby odrobinę zbyt chuda, zbyt zmęczona i jakby niepewna, może trochę Raphaela i mimo wszystko… miała wrażenie, że w sali wisiało pewne napięcie, które nie wyczuwała ledwo parę dni temu na weselu Yaxleyówny. Może tam rozwiał je walijski wiatr?
– Ciekawy wernisaż, ale trochę się martwię, że Cynthia się przepracowywuje – wybrnęła w końcu. – A ty? Zdołałeś oczarować Ministrę Magii?