• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 2 3 4 5 … 11 Dalej »
[Jesień 72, 30.09 Ekstaza Merlina - impreza towarzyska]

[Jesień 72, 30.09 Ekstaza Merlina - impreza towarzyska]
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#161
01.11.2025, 22:11  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.11.2025, 22:11 przez Brenna Longbottom.)  
Plotka, pochwycona, gdy Brenna i Cynthia stały nieco z boku, nie była niczym nowym: pogłoski, że Raphaelę wywieziono i zamknięto w klinice za granicą krążyły od jakiegoś czasu. Brenna nijak nie zareagowała, bo słyszała już tę wersję, podobnie jak kilka innych – na przykład, że uciekła z Enzo, o której wiedziała, że jest chybiona. Odnotowała jedynie sobie w myślach, by spytać Jonathana, czy wie coś o francuskiej Lecznicy Dusz i czy da się tam posłać coś bezpośrednio do pacjenta, czy obsługa położy na tym łapę, bo gdyby Raphaela faktycznie tam była i mieli ją wyrzucić na ulicę z braku opłat… dobrze było posłać jej pieniądze albo napisać do Patricka, skoro wycieczka do Francji nie wchodziła w grę. Dziewczyna nie zasługiwała na taki los, w tej chwili jednak Brenna traktowała zasłyszane słowa jako mało wiarygodne. Pochyliła się więc póki co do Cynthii, by wysłuchać jej odpowiedzi.
*

Koło północy, kiedy wylosowano pary, Brenna przysłoniła na moment usta, z trudem zwalczając chęć roześmiania się. Nie wątpiła, że Atreus liczył na taniec z Ministrą – który po chwili okazał się przypaść w udziale Ambroise Greengrassowi – ale rozbawiło ją, że po tym, jak losowo dobrano ludzi w pary do dyżurów podczas Beltane, a potem ciągnięto losy na plaży, znowu trafił na nią.
– Podobno do trzech razy sztuka. Może skoro to trzeci raz przy następnym losowaniu los trochę odpuści? – powiedziała, zajmując wraz z Atreusem miejsce w korowodzie par. Rozejrzała się krótko po najbliższych tancerzach, szukając wzrokiem Cynthii, ale zaraz skupiła się głównie na tym, by nie pomylić kroku. – Hm…
Zamyśliła się na moment nad pytaniem, może grzecznościowym, na które powinna odruchowo odpowiedzieć, że świetnie. Prawda była jednak taka, że Brenna zwykle bawiąca się właściwie wszędzie przynajmniej dobrze, teraz nie mogłaby tak odpowiedzieć z czystym sumieniem i nie chciała wygłaszać oczywistego kłamstwa. Nie bawiła się źle. Ale jej myśli zaprzątała Cynthia, jakby odrobinę zbyt chuda, zbyt zmęczona i jakby niepewna, może trochę Raphaela i mimo wszystko… miała wrażenie, że w sali wisiało pewne napięcie, które nie wyczuwała ledwo parę dni temu na weselu Yaxleyówny. Może tam rozwiał je walijski wiatr?
– Ciekawy wernisaż, ale trochę się martwię, że Cynthia się przepracowywuje – wybrnęła w końcu. – A ty? Zdołałeś oczarować Ministrę Magii?




Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Dama z gramofonem
And the violence, caused silence
Who are we mistaken?
wiek
34
sława
IV
krew
czysta
genetyka
maledictus
zawód
Sędzia Wizengamotu
Czarownica o klasycznej, włoskiej urodzie odziedziczonej po matce. Ma ciemnobrązowe (z pierwszymi siwymi włosami) trudne do ujarzmienia loki, w które zwykle wpina złote spinki i ozdoby. Oczy - o bardzo nienaturalnym, kobaltowym kolorze. Bogowie pożałowali jej wzrostu. Ta poważna, dorosła kobieta ma zaledwie 149 cm wzrostu. Według kartoteki medycznej waży 37kg. Pachnie drogimi perfumami o zapachu jaśminu i ubiera się u magicznych projektantów, choć częściej można ją spotkać w przepisowym ministerialnym mundurku sędzi. Na przekór modzie czystokrwistych - uwielbia torebki, nienawidzi magicznych sakiew. Jej codzienna torebka z paryskiego magicznego domu mody jej zawsze wypchana po brzegi dokumentami, kosmetykami i innymi pierdołami, bez których nie może się obejść. Ogólnie to kobietą jest ułożoną, kulturalną, chociaż pierwsza dzień dobry na ulicy nie powie.

Lorien Mulciber
#162
01.11.2025, 22:46  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.11.2025, 22:48 przez Lorien Mulciber.)  
Odchodzi od Oleandra, aby wziąć udział w finałowym tańcu z Morpheusem.

Kłamstwem byłoby powiedzieć, że Lorien Mulciber nie lubowała się w atencji jak każda mała sroka.
Czuła na sobie ciężkie spojrzenie Aarona, ale przez cały ten czas tylko raz odwróciła wzrok od młodego Croucha, z którym przyszło jej prowadzić całkiem przyjemną konwersację. Krótką, bo krótką, ale wyjątkowo jak na tą dwójkę przyjemną.
Ustawiła się tak by poświęcając krewnemu niemal pełnię uwagi, zachować najbardziej optymalną odległość. Oleander mógł nie mieć o tym pojęcia, ale każdy krok się liczył. Odpowiednio daleko by rozmowa pozostała poza ciekawskimi uszami co poniektórych. Odpowiednio blisko, by nadal przebywać w zasięgu wzroku swojego… ochroniarza?
Tak, to było dobre słowo. Smakowała je przez chwilę na języku. Niewiele innych na to miejsce by pasowało. A te które pasowały... nie chciała o nich myśleć akurat teraz.

Wybicie północy przyniosło kres wszystkim rozmowom. Stała wyprostowana, kulturalnie choć nieco obojętnie przyklaskując dobieranym parom. Nie jej oceniać czy dobrze czy źle podbieranym. Los tak chciał. Może odrobinę drgnęła jej powieka, gdy usłyszała imię Aarona do duetu z nową panią Greengrass. Wróć. Greengrass-Yaxley. Ale miała przeczucie, że i Geraldine wolałaby kogo innego.
Pożegnała się milczącym skinieniem głowy z Crouchem, któremu przypadła seniorka rodu Mulciber. Nie życzyła mu nawet powodzenia, bo tutaj to potrzeba było czegoś więcej niż połamania nóg.

Prześlizgnęła się między gośćmi, nie tracąc czasu na dłuższe konwersacje; zaczepiona odpowiadała półsłówkami. Znalezienie Niewymownego w tłumie gości nie było aż tak trudne. Zwłaszcza, gdy wszyscy szykowali się do tańca.
- Panie Longbottom. Morpheusie.- Odezwała się, podchodząc tak, żeby go nie przestraszyć. Widziała jak niektórzy wciąż nie mogą się otrząsnąć po wydarzeniach z 8. września. Nie mieli okazji rozmawiać od tego czasu, nie dręczyła też Anthony'ego pytaniami o jego najbliższego przyjaciela, ale słyszała o Warowni. Oparła ostrożnie dłoń o przedramię czarodzieja. Zniżyła głos do szeptu.- Jeśli wolisz przeczekać ten taniec, nie będę mieć nic przeciwko.
Uśmiechnęła się, pozwalając Longbottomowi zdecydować czy udadzą się za Ministrą Magii na parkiet.
hold me like a grudge
and what an ugly thing
– to have someone see you.
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
auror
Stosunkowo wysoki mężczyzna, mierzący sobie 183 centymetry wzrostu. Posiada włosy barwy ciemnego blondu i jasne, błękitne oczy. Budowa jego ciała jest atletyczna, a na twarzy często widnieje lekki, szelmowski uśmieszek. Porusza się z nonszalancją i pewną niedbałością. Jest nienaturalnie zimny w dotyku.

Atreus Bulstrode
#163
02.11.2025, 01:38  ✶  
tańce z Brenną

- Jak się tak nad tym zastanawiam, to nie wiem czy aż tak mi zależy, żeby odpuścił - prychnął, uśmiechając się przy tym na moment, kiedy szli w ślad za resztą par, które zajmowały parkiet. Było ich sporo i biorąc pod uwagę jego wcześniejszą rozmowę z Ministrą, dobrze było widzieć że znalazło aż tylu entuzjastów wpłacania na teatr. Jak to Jenkins powiedziała; wspierania kultury.

- W sumie jako koroner miała chyba ostatnio bardzo dużo pracy - mruknął, uświadamiając sobie że pewnie te wszystkie trupy, które wygrzebywali spod gruzów po Spalonej Nocy, szły właśnie do panny Flint i Lestrange'a, zasypując ich całą górą roboty. Nie dziwił się więc nawet tak bardzo, że Cynthia wyglądała marnie. - Teraz jest spokojniej, więc może zaraz jej się poprawi - było to myślenie życzeniowe, ale nie miał co więcej w tym momencie powiedzieć. Cyna była dużą dziewczynką i była w stanie zadbać sama o siebie i niestety, nikt nie mógł jej do niczego zmusić. Pewnie nawet Louvain.

Atreu uśmiechnął się łobuzersko na wspomnienie Ministry, przysuwając nieco bardziej do Brenny, pochylając nad jej uchem i ściszając głos, który teraz ocierał się o jakieś plotkarskie nuty.
- Jenkins chyba odkryła mój największy sekret i pytała, czy aurowidzowie są w stanie zauważyć czarnoksiężnika jednym rzutem oka - prychnął rozbawiony. Szkoda, że to nie było takie proste. Że większość czarnoksiężników, jakby mając w pamięci wszystkich użytkowników trzeciego oka, z uporem maniaka uczyli się oklumencji. - Ale zaproponowałem jej zabawę powiedzenia jej, co widzę moim trzecim oczkiem. Może się jej spodoba - wzruszył ramionami. Mówił lekko, bezpretensjonalnie, jakby z pewnym rozleniwieniem opowiadał o oczywistym planie, bo tak troszkę było. Z jakichkolwiek powodów Atreus nie chciał się Ministrze przypodobać, było widać że był to raczej dla niego biznes, a nie jakaś sympatia która go do tej kobiety ciągnęła. I jego zdaniem nie było w tym nic złego. Jak sama Jenkins powiedziała - była wojna. - Chciałem się od niej dowiedzieć, czy gdyby mogła coś od siebie ofiarować sztuce, to co by to było, ale niestety... a chciałem przekonać Laurettę, żeby wcisnąć na te koncerty pamięci coś, co by się Jenkins spodobało.

Karma police
"Bijące serce Zakonu" – cytat by Woody Tarpaulin (czyli twój stary najebany gada z kolegą o tym, jak był zomowcem i pałował księży na ulicach)
wiek
52
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Auror na pełen etat, majster na pół
Myślisz sobie, "ale skurwysyn", i masz w sumie rację. Szczupły, zawsze schludnie ubrany mężczyzna w średnim wieku o jasnobrązowych włosach. Niby chudy, ale jednak byk. Jak na kogoś raczej średniego wzrostu (mierzy dokładnie 1,78 m), podejrzanie mocno lubi patrzeć z góry na przestępców, których przetrzymuje w swojej sali przesłuchań. Wygląda na starszego, aniżeli jest w rzeczywistości: na jego twarzy zaczynają już rysować się zmarszczki, a pod zmęczonymi, ciemnozielonymi oczyma, widać cienie od niewyspania. Nie jest kimś, kto przesadnie dba o swój wygląd, a jednak, przepisowy mundur aurora zawsze ma idealnie wyprasowany, kołnierzyk koszuli stoi sztywno, a buty – wydają się być świeżo pastowane. Wyważenie Aarona wynika z wtłoczonego przez lata służby aurorskiego rygoru, zaś wojskowa elegancja – z przekonania o potrzebie zachowywania wewnętrznej dyscypliny bez względu na okoliczności. Przynajmniej w godzinach pracy jest elegancki, bo po cywilnemu ubiera zwykle stare łachy robocze, w których jest mu najwygodniej. Widać po nim, że pracuje manualnie, ręce ma bowiem szorstkie, z widocznymi odciskami. Jego ruchy cechuje precyzja i pewność siebie. Na co dzień pachnie wodą po goleniu (od lat tą samą), roztaczając wokół siebie mdłą woń najtańszej kawy z ministerialnego automatu, zmieszaną z dymem papierosowym. Na prawej ręce ma dwa tatuaże, które zwykle chowa jednak pod zaklęciami maskującymi.

Aaron Andrew Moody
#164
02.11.2025, 19:26  ✶  
Z Geraldine. Patrzę z zazdrością Morpehusa i Lorien.

Aaron Moody zmarszczył brwi. Uzgodnili wcześniej, że Lorien da mu znak, jeżeli będzie zbyt znużona przedłużającą się uroczystością. Uprzedził ją, że gdyby nie czuła się wystarczająco na siłach, aby zatańczyć z dobranym drogą losowania partnerem, zwyczajnie się stąd ulotnią. Spodziewał się jednak, że zostaną aż do końca. Sędzina poważnie traktowała obowiązki wynikające z przynależności do londyńskiej śmietanki towarzyskiej... A on poważnie traktował złożone jej obietnice.

Może dlatego aż zadrgała mu szczęka, gdy zobaczył, jak staje u boku Morpheusa Longbottoma.

Przez lata pracy jak auror nawykł do skrywania swych prawdziwych odczuć pod maską niewzruszonego opanowania, a jednak, widząc Lorien w ramionach Morpheusa... Nie potrafił tak po prostu stłumić poirytowania. Chociaż wciąż widział w osobie Morpheusa przyjaciela, zbyt wiele narosło między nimi nieporozumień, aby w ogóle chciał go widzieć. Nawet myśl o tym, że dzięki darowi jasnowidzenia Morpheus będzie w stanie uprzedzić potrzeby Lorien, przewidzieć, gdyby coś miało się stać... Wystarczyło powiedzieć, że Morpheus stał się w tym momencie najmniej lubianym przez niego Longbottomem. A biorąc pod uwagę, że w rankingu brał również udział Godryk Longbottom, to było jak powiedzieć wszystko.

– Pani Geraldine – przywitał się na pół formalnie, na pół swojsko z dziewczyną, która przypadła mu w tanecznym losowaniu, darując sobie łamanie języka na podwójnym nazwisku młodej mężatki. Niespecjalnie przejął się tym, że była od niego wyższa niemal o głowę. Jego własny syn przerósł go przecież zanim jeszcze opuścił szkolne pielesze, a tak na oko szacując, Geraldine musiała być mniej więcej w wieku Alastora. A może i Millie. Czyli miała ile lat...?

Aaron zdusił w sobie westchnienie.

Z odliczaniem zatrzymał się mniej więcej na siedemnastu, a teraz nie miał czasu się nad tym zastanawiać. Niewątpliwie mógłby być jednak ojcem Geraldine, a jaka młoda dziewczyna chciałaby tańczyć na balu z takim starym pierdzielem, jak on? Aaron zamierzał grzecznie dać dziewczynie możliwość dyskretnego wyboru: czy życzy sobie zatańczyć, czy nie. Jemu było to przecież obojętne. Chociaż serce mu się trochę krajało w piersi, bo, szczerze mówiąc, ostatnio tańczył chyba ze zmarłą przed laty żoną. Nie myślał o tym przed pójściem na Ekstazę, odsuwając od siebie tę myśl nawet wtedy, gdy wpłacał datek na artystów uciepiałych w trakcie pożarów. Czym innym byłoby bowiem zatańczyć z Lorien, która ostatnimi czasy stała mu się tak bliską, a czym innym obracać w ramionach obcą kobietę. Nie traktował tego bynajmniej jako afrontu wobec pamięci Madeline, a jednak... Sfrustrował się sam sobą, że poświęcił temu tyle myśli. Ale Aaron Moody był w gruncie rzeczy bardzo prostym facetem. Nie należał do bywalców salonów, więc czy można było go winić, że wspominał teraz, jak bujali się wspólnie z Maddie na domówce u Woody'ego i Tessy?

Odsunął jednak na bok tamte wspomnienia. Zamierzał zachować się jak najbardziej stosownie wobec blondynki, której skinął głową na powitanie.

– Czy nie kojarzę przypadkiem pani ojca? – zagadnął cicho. – Gerard Yaxley, prawda? Chwalił się dokonaniami swojej córki. Przypuszczam, że i w tańcu, w przeciwieństwie do mnie, celujesz, więc nie obrażę się, jeżeli zechcesz odpuścić. Nie jestem najlepszym tancerzem. – Kąciki ust zadrgały mu lekko.


– You're too difficult.
– The situation is difficult, not me.
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#165
04.11.2025, 00:05  ✶  
Taniec z Lorien

Pożegnawszy się ze swoim towarzystwem, chwilę nie wiedział, co zrobić ze sobą, jakby koordynacja opuściła jego ręce i nogi, odcięła sznurki marionetki od umysłu. Tak. Taniec. Donacja. Losowanie. Lorien.

Lorien? Lorien tu była? Nie zauważył. Dlaczego nie zauważył? Nie miało to kompletnie sensu. A może zauważył? Widział przecież Aarona, który błyszczał mu jak pochodnia, jak latarnia morska wzburzonego morza, świetlista pewność. Zakonnik wprawny w tym, aby łapać czarnoksiężników. Jonathan mógł być bohaterski, a Antoniusz najpewniejszy na świecie, ale żaden z nich nie miał tego doświadczenia, które nosił w sobie bliznami Aaron Moody. Może nie zauważył Lorien zaślepiony obecnością jej ochroniarza. Nie wiedział, że sędziowie Wizengamotu otrzymali personalnych obrońców, ale z drugiej strony nie był tym zaskoczony po wydarzeniach z początku września.

Jak możemy tańczyć, kiedy nasz świat płonie?, chciał zapytać, ale przecież ognie zostały ugaszone, straty i rany policzone, groby przysypane, a on nadal tkwił pomiędzy pędzącymi zaklęciami i gorącem ognia. Czemu nie było tutaj Vakela, żeby mógł skupić na nim obsesyjne myśli, czemu nigdy go nie ma, gdy jest potrzebny.

— Chyba żartujesz, Lorien — tu nie chodziło tylko o nią, chociaż niezmiernie przyjemnie było przez chwilę poudawać, że wszystko jest w porządku, że świat nie zaczął się kruszyć i walić od czasu deklaracji Sami-Wiecie-Kogo, a to kolejna integracja w Departamencie Przestrzegania Praw Czarodziejów. To była również polityka.

Dlatego wyciągnął w jej stronę kurtuazyjnie dłoń, aby poprowadzić ją na parkiet, bo Warownia mogła upaść, ale nie tak łatwo jest złamać ród Longbottomów, a on był synem swojego ojca.

— Lepiej powiedz mi, jak bawisz się w towarzystwie Moodiego. Macie przydziałowe poddupniki czy na każdą imprezę losują, kto obstawia salę, a kto je małe kanapeczki? — zapytał się jej z humorem, który nie był dla niego dziwny, raczej odstający od jego ogólnego dobrostanu.



And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
à La Folie
And was it his destined part
Only one moment in his life

To be close to your heart?
wiek
19
sława
IV
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
malarka
Piwne oczy i brązowe włosy z miedzianym połyskiem, czasem z rozjaśnianymi pasmami lub po całości. Ma 165cm wzrostu, a sylwetkę szczupłą i chudą. Zawsze stara się prezentować, jakby była na właściwym miejscu. Zawsze zadbana, ładnie uczesana i ubrana. Wygląda na starszą niż jest w rzeczywistości, czy to przez zachowanie, ubiór czy ogólny wygląd - chce żeby brano ją na poważnie, jednak kiedy się rozluźni, podpatrzone u innych maniery łatwo znikają. Czasem kiedy mówi, słychać francuski akcent, który szczególnie wychodzi kiedy jest pod wpływem silnych emocji. Ciągnie się za nią zapach białego piżma, jaśminu i kwiatu bawełny.

Lyssa Dolohov
#166
04.11.2025, 05:13  ✶  
Z Jonathanem na parkiecie

Jonathan pożegnał się z nimi, ale nie trwało długo zanim Lyssa i Morpheus ruszyli w swoje strony. Dziewczyna szybko opuściła przestrzeń wernisażu, bo nie zamierzała sama patrzeć na swoje prace, nawet jeśli uwielbiała jeśli ją chwalili. Usiadła sobie na jednym z balkonów, schodząc na nowo miedzy ludzi dopiero, kiedy zaczęto wyczytywać dobrane pary.

Uniosła delikatnie brew, słysząc imię Jonathana. Nie miała co do tego losowania żadnych oczekiwań, ale prawdopodobieństwo że trafiła akurat na niego było chyba niewielkie. Niemniej jednak nie miała zamiaru narzekać, z uśmiechem stając w nim do tańca, kiedy pary zaczęły wpływać na parkiet.
- Nie skłamię mówiąc, że takiego dobrania w pary się absolutnie nie spodziewałam. Mam tylko nadzieję, że nie oczekiwałeś, że los dobierze cię w parę z kimś innym. Na przykład z moją prababcią, żebyś mógł jej powiedzieć jak cudnie wyglądałaby w torcie. - zatrzepotała niewinnie rzęsami.



la douleur exquise
Or was he fated from the start
to live for just one fleeting instant,
within the purlieus of your heart.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#167
04.11.2025, 12:04  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 04.11.2025, 14:44 przez Brenna Longbottom.)  
Na parkiecie z Atre.

– Ale może jeśli los uwierzy, że nawet bez jego mieszania i tak pójdziemy razem na parkiet, następnym razem uda ci się zatańczyć z ministrą? – odparła, uśmiechając się do niego lekko, trzy tańce, trzy razy kostki losu. Nie żeby jej przeszkadzało, że trafili do tej samej pary, wręcz przeciwnie, choć nie spodziewała się tego przy tak dużej puli.
Wokół przybywało coraz więcej par. Obojętnie, z jakich powodów znosili datek, Brennę cieszyła ich obecność. Teatr zawsze kojarzył się jej z Jonathanem, nawet jeżeli porzucił karierę aktora wieki temu, a to sprawiało, że miała wiele sympatii do The Globe. Pomoc tym, którzy ucierpieli, w jej oczach przynajmniej w każdej formie była przydatna: co z tego, że tu mogła być na pokaz? Artysta, który dostanie stąd pieniądze na wyremontowanie spalonego mieszkania, będzie mógł osiągnąć tyle samo, co ktoś z Doliny, któremu po cichu dostarczono do tego drewno.
Gdy się ku niej pochylił, sama zrobiła to samo, chcąc usłyszeć słowa, wyszeptane w tłumie: nic nadzwyczajnego, biorąc pod uwagę, jakiej pozycji wymagał walc. Ręce jednocześnie też dość odruchowo ułożyła odpowiednio, przyjmując właściwą postawę, jedna oparta na ramieniu, druga w jego dłoni.
Trochę ją chyba rozbawiła ta opowieść. Nijak nie brała jego starań jako prób faktycznego przypodobania się Ministrze, bo ciągnęła go jako kobieta: na dłuższą metę to byłaby zbyt niebezpieczna gra. Nie był kimś, kto mógłby cieszyć się długoterminową rolą utrzymanka starszej kobiety z pozycją, a z kolei jeden niewłaściwy ruch i mogłaby się mścić. A same próby zdobycia sympatii Jenkins nie były nadzwyczajne, ona zaś, choć pewnie do tego przyzwyczajona, zdawała się łasa na potwierdzanie jej pozycji, o Atreusie natomiast tu i ówdzie pisała prasa i to oraz aurowidzenie dawało mu pewną przewagę nad innymi, otaczającymi kobietę. Nie, ani przez sekundę nie podejrzewała, że chciałby zająć miejsce młodego Yaxleya.
Ale mimo to słowa o tych czarnoksiężnikach postawiłyby ją na baczność, gdyby nie to, że już stała wyprostowana.
– Gdybyś widział nici, jako polityk byłaby pewnie zachwycona, ale aury też mogą ją fascynować. A jeżeli chodzi o koncerty, to nie znam jej, ale tak słuchając plotek i po prostu obserwując… wyobrażam sobie, że mogłaby się utożsamiać z kobietami u władzy, które inni nie zawsze doceniają? Jak Elżbieta Tudor i takie tam. Albo z jakimiś wizjonerkami w sztuce? A może ma wśród przodkiń jakąś artystkę? – odparła cicho. W czarodziejskich historii i sztuce pewnie dałoby się takie znaleźć, chociaż Brenna nie znała tych aż tak dobrze, aby sypać propozycjami z rękawa, Lauretta jednak bez wątpienia powinna być w stanie coś wymyśleć. Dziewczyna była piękna, sprytna i widziała, czego chce. I może Brenna powinna czuć się z tym niepewnie, ale stanie i ciągnięcie Atreusa na bok, ilekroć obok migałaby inna dziewczyna byłoby czymś chyba absolutnie nieznośnym dla nich obojga. – Uważałabym za to z sugerowaniem, że po aurze rozpozna się czarną magię – szepnęła, te ostatnie słowa wprost do jego ucha, ledwo słyszalnie. Jenkins przed lustrem, ciemne pióra… niby nic. Dom nietknięty w Spaloną Noc? Może przypadek, może wybieg śmierciożerców, by osłabić władzę. Ale jakoś miała wrażenie, że lepiej nie tworzyć plotek, że samym spojrzeniem rozpoznasz czarnoksiężnika. Nie w tych czasach.



Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Czarodziej
“It was hotter than rage, and sharper than fear, and cut deeper than helplessness, all because I couldn’t get to you.”
wiek
sława
—
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Koroner
Mieniące się srebrem, długie pasma włosów opadają Cynthii prosto na ramiona i ciągną się za połowę pleców, spod wachlarza czarnych rzęs spoglądają jasnoniebieskie, chłodne tęczówki. Jest średniego wzrostu o dość drobnej, smukłej budowie ciała. Wydaje się krucha i delikatna, głównie przez bladość skóry, jakby pozbawiona siły fizycznej. Doskonale dostosowuje sposób mówienia oraz gesty pod towarzystwo, w którym aktualnie przebywa, sprawnie manipuluje za pomocą wyglądu. Jest niewinnie śliczna, a jednocześnie przeraźliwie kojarzy się z zimą.

Cynthia Flint
#168
04.11.2025, 21:00  ✶  
Na parkiecie z Anthonym

Wieczór mijał spokojnie, lekko. Tak, jakby wcześniej nic złego się nie wydarzyło. Możliwość spędzenia czasu z Brenną i poczucia się tak, jakby były świeżo po szkole – uśmiechając się i plotkując, pozwoliło zrzucić z ramion trochę ciężaru, a myśli pognały w innym niż dotychczas kierunku. Nie mogła powstrzymać się od zerkania w stronę Atreusa, coraz mocniej splątując ze sobą tę dwójkę we własnej głowie i dostrzegając więcej plusów niż minusów sytuacji, w której połączyłoby ich coś na poważnie. Mogliby uzupełniać się wzajemnie, a do tego wierzyli w słuszność tej samej sprawy. Może Bulstroode mógłby trochę ostudzić zapał brunetki do pchania się we wszystkie możliwe kłopoty, jakie Wielka Brytania oferowała – całe szczęście, nie wysyłali jej jeszcze za granice, chociaż coraz częściej mówiło się o możliwych delegacjach w związku z narastającą, wątpliwą sławą Czarnoksiężnika. Cynthia nie zapominała również o upewnianiu się, że Lestrange znajdował się w zasięgu wzroku, zwykle pochłonięty rozmową i własnymi sprawami w towarzystwie wypełnionego kieliszka. Kłamstwem byłoby jednak stwierdzenie, że nie czuła na sobie jego spojrzenia, jakby faktycznie sprawdzał, czy wciąż znajdowała się na sali.

Nadszedł czas na tańce, co podsycało tylko roznoszące się dookoła szepty. Orkiestra zmieniła muzykę, a pierwsze nuty walca sprawiły, że jasnowłosa uśmiechnęła się pod nosem, odprowadzając idącą na parkiet Brennę. Nim jednak sama zdążyła się oddalić, pojawił się przed nią dość popularny ostatnio jegomość. Ciężko było nie słyszeć plotek na temat Anthonyego, zarówno dobrych, jak i złych, ale również takich podsycanych zazdrością odnośnie do jego rosnących wpływów. O ile dobrze kojarzyła, miał związek z Corneliusem, który zajmował się innymi dystryktami Londynu, pełniąc funkcję koronera, jak ona.
- Panie Shafiq. - dygnęła grzecznie, obdarzając go krótkim uśmiechem, a spojrzenie wyjątkowo jasnych, niebieskich oczu przemknęło po jego sylwetce, aż w końcu zatrzymało się na twarzy, aby chwilę później ruszyć w stronę parkietu. Walc był pięknym, wymagającym tańcem, ale nie istniał chyba czarodziej, którego rodzina pojawiałaby się na wydarzeniach towarzyskich magicznej socjety i nie umiałby go zatańczyć. Był obowiązkowy jak niegdyś kadryl. Właściwie poza widywaniem się w miejscach takich, jak to lub okazjonalnie na korytarzach Ministerstwa, nie mieli ze sobą zbyt dużej styczności. Granatowa sukienka zakołysała się leniwie, przy kolejnej zmianie figury w tańcu, a srebrna spinka zalśniła, odbijając światło z kandelabrów. - Podobało się Panu dzisiejsze przedstawienie? Muszę przyznać, że przyjemnie było zostawić, chociaż na kilka godzin obowiązki za drzwiami. - zapytała z nutą ciekawości w głosie, spokojnym i nieco chłodnym, chociaż Cynthie ciężko było nazwać kobietą niesympatyczną, raczej trzymającą dystans. Drugą sprawą było to, że doskonale umiała się dopasować, wszak uczono jej tego od małego. Ciężko było wybrać temat, gdy nie miało się pojęcia o preferencjach czy zainteresowaniach drugiego człowieka.
Dama z gramofonem
And the violence, caused silence
Who are we mistaken?
wiek
34
sława
IV
krew
czysta
genetyka
maledictus
zawód
Sędzia Wizengamotu
Czarownica o klasycznej, włoskiej urodzie odziedziczonej po matce. Ma ciemnobrązowe (z pierwszymi siwymi włosami) trudne do ujarzmienia loki, w które zwykle wpina złote spinki i ozdoby. Oczy - o bardzo nienaturalnym, kobaltowym kolorze. Bogowie pożałowali jej wzrostu. Ta poważna, dorosła kobieta ma zaledwie 149 cm wzrostu. Według kartoteki medycznej waży 37kg. Pachnie drogimi perfumami o zapachu jaśminu i ubiera się u magicznych projektantów, choć częściej można ją spotkać w przepisowym ministerialnym mundurku sędzi. Na przekór modzie czystokrwistych - uwielbia torebki, nienawidzi magicznych sakiew. Jej codzienna torebka z paryskiego magicznego domu mody jej zawsze wypchana po brzegi dokumentami, kosmetykami i innymi pierdołami, bez których nie może się obejść. Ogólnie to kobietą jest ułożoną, kulturalną, chociaż pierwsza dzień dobry na ulicy nie powie.

Lorien Mulciber
#169
05.11.2025, 14:37  ✶  
Z Morpheusem na parkiecie.

Gdyby zapytał, odpowiedziałaby, że przecież nie zostało im nic innego.
Żadne z nich nie tańczyło, gdy płomienie wznosiły się nad ulicami Londynu, pożerały zabytkowe kamienice, a wraz z nimi wspomnienia pokoju, o który walczyli i który pielęgnowali całe życie. Pokoju, który wyrwano im gwałtem. Ale świat nie zatrzymał się tego 8. września - prace nie ustały, kolejki w sklepach wcale nie zmalały; ludzie wrócili do swojej codzienności, choć ta zdawała się być tak odległa jak jeszcze nigdy wcześniej.

Oparła dłoń na piersi Morpheusa, co było wygodniejszym dla kogoś jej wzrostu odpowiednikiem pochwycenia go za ramię. Pozwoliła mu objąć się w pasie, a nawet odrobinę wyżej. Niestety, taniec z takim krasnalem jak ona miał swoją cenę, a nie chciała żeby szanownemu panu Longbottoom trzasnął kręgosłup. W tym wieku to się zdarzało.
Znajome ruchy, znajomych kroków do znajomej muzyki.
Miło było przez moment udawać, że nic złego się nie zdarzyło. Kiedy tak tańczyli po raz ostatni? Yule dwa lata temu? Przyjęcie integracyjne Ministerstwa Magii, na którym ktoś dodał do pączu wyciągu z rechotka w takiej ilości, że biedny Alexander Bletchley dostał godzinnego napadu śmiechu. Przecież już wtedy wojna wisiała w powietrzu, ale... czy gdyby nie machnęli ręką na groźby psychopaty zawarte w tym jego manifeście, mogliby tego wszystkiego uniknąć?
Podniosła głowę.
Czy wiedział? Przewidział to?
Nie zapytała. Pewnie każdy zawracał mu takimi pytaniami głowę.

- Zaskoczę cię. Pan Moody jest tu wyjątkowo na prywatne zaproszenie. W cywilu. Wiem, nie widać.- Zniżyła głos do żartobliwego szeptu, jak gdyby opowiadała wieszczowi najnowsze ploteczki z ministerialnych korytarzy. Spoważniała jednak chwilę później.- Po tym zamachu terrorystycznym z początku września, Aaron… znaczy pan Moody - poprawiła się szybko. Odchrząknęła, próbując zatuszować lekkie zakłopotanie- uznał, że będę bezpieczniejsza w jego towarzystwie.
Była mile zaskoczona tym, że całe przyjęcie przebiegło tak naprawdę bez żadnych... problemów. Przecież słyszała (każdy słyszał) co wydarzyło się na koncercie pod koniec sierpnia. O tej biednej dziewczynce. Jak jej było? Raphaela? Selwynowie z pewnością nie mogli sobie pozwolić na podobnego typu zaniedbania.
- A ty, mój drogi Morpheusu? Widziano Cię dzisiaj przy pannie Dolohov... Czyżbyś planował wreszcie pożegnać swój stan kawalerski?- Zapytała jak najbardziej szczerze. Niekoniecznie niewinnie, ale skoro sam zaczął temat... Co złego to nie ona!
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#170
05.11.2025, 18:12  ✶  
zostawiam Ambroża i idę tańczyć z Aaronem

Stała z mężem przy stołach, gdzie pozwoliła sobie skosztować większość z przygotowanych potraw, no nie dotknęła wyłącznie tych bez mięsa, kto to bowiem widział, aby jeść rośliny. Była to jedna z jej ulubionych części podczas wszystkich przyjęć, chętnie sprawdzała wybrane przez organizatorów jedzenie.

Uniosła głowę znad talerza dopiero, kiedy dyrektor Selwyn ogłosił losowanie par do tańca. Moment kulminacyjny tego wieczoru. - Jestem ciekawa kto nam się trafi. - Powiedziała cicho do Ambroise'a. Później zamilkła nie chcąc przypadkiem czegoś nie dosłyszeć.

Aaron Moody, ojciec Millie. Nie było tak źle, zawsze mógł się jej trafić ktoś, kogo nie lubiła, czy coś. Czekała, aż i Roise zostanie wylosowany. Zaśmiała się cicho, nie chcąc parsknąć na głos, gdy okazało się, że trafił na Jenkins. - Trafiła Ci się sama Ministra, nieźle. - Nim się od niego oddaliła musnęła delikatnie jego usta. - Widzimy się za chwilę. - Wyszeptała jeszcze, a po chwili ruszyła na parkiet, gdzie dostrzegła wylosowanego dla niej partnera.

Nie sądziła, aby ojciec Millie był szczególnie zadowolony, że padło na nią, na pewno na tej sali znajdowała się kobieta, z którą chętnie by zatańczył, ale tak to już jest z losowaniami, czyż nie? Potrafiły płatać figle.

- Panie Moody. - Dygnęła przed nim zgrabnie, jak wypadało, na jej twarzy pojawił się ciepły uśmiech. Może powinna była nazwać go panem Aaronem? Cóż, na to było już trochę zbyt późno. Podchodziła do mężczyzny z należytym szacunkiem, w końcu był ojcem jej przyjaciółki.

- Tak, Gerard to mój tata. - Jakże miło było słyszeć, że jej ojciec chwalił się jej dokonaniami, niby wiedziała, że doceniał to, co robiła, powtarzał jej przecież wiele razy, że jest jego dumą, jednak te słowa o tym, w jaki sposób o niej mówił innym wzbudzały zawsze wyjątkowe ciepło na sercu.

- Czy mój ojciec nie wspomniał też o tym, że nie mam w zwyczaju odpuszczać? - Dodała z uśmiechem, nie zakładała, aby akurat tym się chwalił, chciała jednak podejść do tego lekko. Potrafiła tańczyć, każda aktywność fizyczna przychodziła jej bardzo łatwo, a taniec sam w sobie niewiele różnił się od jej ukochanej szermierki, tak przynajmniej to sobie tłumaczyła. - Myślę, że jakoś sobie poradzimy. - Nie miała pojęcia, czy pozwoli jej się poprowadzić, nawet jeśli nie, to trudno, jeden taniec to nie było nic wielkiego.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Aaron Andrew Moody (10126), Ambroise Greengrass-Yaxley (2272), Anthony Shafiq (4639), Atreus Bulstrode (4400), Baba Jaga (254), Brenna Longbottom (4160), Caius Burke (517), Cynthia Flint (3288), Dearg Dur (6991), Desmond Malfoy (1867), Electra Prewett (2540), Elliott Malfoy (5588), Erik Longbottom (3725), Eugenia Jenkins (1757), Geraldine Greengrass-Yaxley (1906), Hannibal Selwyn (5262), Henry Lockhart (956), Jonathan Selwyn (2300), Lorien Mulciber (7990), Louvain Lestrange (1748), Lyssa Dolohov (2407), Mathilda Quirrell (2016), Mona Rowle (822), Morpheus Longbottom (3826), Nora Figg (2861), Oleander Crouch (2271), Pan Losu (98), Philomena Mulciber (3787), Robert Albert Crouch (2176)


Strony (21): « Wstecz 1 … 15 16 17 18 19 … 21 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa