• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Czarodzieje Kroniki Zakamarki Duszy Odpowiedzi do Kalendarza Adwentowego

Odpowiedzi do Kalendarza Adwentowego
Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / atletyczna sylwetka / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#201
21.12.2025, 21:57  ✶  
Publicznie płakał raz, w jedno ze swoich pierwszych Yule, przy kolacji, kiedy był jeszcze bardzo małym dzieckiem i nie potrafił kontrolować tego, co w nim kipiało. To nie było ciche łkanie ani użalanie się nad sobą, tylko wybuch czystej wściekłości, łzy wymieszane z gniewem i upokorzeniem. Bardzo szybko nauczył się, że takie reakcje są źle widziane, więc płacz zniknął równie wcześnie, jak się pojawił. Później, już poza zasięgiem oceniających spojrzeń, zdarzyło mu się to jeszcze kilka razy, zawsze późno w nocy, kiedy dom cichł, a dekoracje traciły sens i zostawał tylko zapach igliwia i chłód wewnątrz duszy. Nie był to płacz gwałtowny ani długi, raczej kilka ciężkich oddechów, napięta szczęka, wilgoć w oczach, której nie dało się już cofnąć, jakby organizm sam wyrzucał z siebie coś, czego nie dało się nazwać inaczej, niż „niechcianą słabością”. Były to łzy ciche i wściekłe jednocześnie, bardziej z bezsilności i frustracji niż z żalu. Z wiekiem zdarzało mu się to coraz rzadziej, ale nie zniknęło całkiem, bo wracanie do domu na przerwy świąteczne nigdy nie było dla niego czymś, co chciał robić, przebywanie z członkami rodziny zawsze potrafiło trafić w te same bolesne miejsca, które nigdy do końca się nie zagoiły. Miało w sobie coś, co zawsze rozszczelniało jego kontrolę, nawet jeśli na zewnątrz wyglądał jak ktoś, kogo nic nie ruszało.
Później emocje nie miały już ujścia we łzach, zamiast tego było bieganie do granic wyczerpania, uderzanie w coś twardego, lot na miotle przy zbyt ostrym wietrze, trening dłuższy niż potrzeba. Świąteczny powrót do domu stał się okresem, w którym jego ciało brało na siebie wszystko to, czego nie wolno było mu pokazać na twarzy.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Czarodziej
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Około 175 centymetrów wzrostu. Jasnobrązowa czupryna, latem łatwo rozjaśniająca się od słońca. Młodzieńcza twarz, sprawiająca raczej przyjazne wrażenie. Dość szczupły, choć nie wymizerowany.

Darcy Lockhart
#202
22.12.2025, 17:10  ✶  
Prawie każde Yule było dla Darcy'ego miłe, ale szczególnie szczęśliwy był w to, przed którym pewna Puchonka pocałowała go pod jemiołą, zanim wyjechali z Hogwartu na święta. Parę lat później nie wspomina już tego z taką czułością, ale wtedy całe święta funkcjonował w różowych oparach młodzieńczego zakochania. Z tych, które do tej pory uważa za wyjątkowo udane, zapewne liczyłoby się to ostatnie, bo pod choinkę mógł dawać wszystkim swoją książkę.
Our Lady of Sorrows
and you don't seem the lying kind
a shame that I can read your mind
and all the things that I read there
candlelit smile that we both share
wiek
25
sława
IV
krew
czysta
genetyka
wila
zawód
Infobrokerka, właścicielka zakładu pogrzebowego, pianistka
Spowita nimbem wyższości i aureolą sięgających niemal do ziemi srebrzystoblond włosów, Lorraine wygląda dokładnie tak, jak powinien wyglądać Malfoy z krwi i kości. A jednak... Coś hipnotyzującego jest w jej czystym, wysokim głosie, w sposobie, w jaki intonuje słowa. Coś w pełnych gracji ruchach, w przenikliwym spojrzeniu jasnoniebieskich oczu, skrytych pod ciężkimi od niewyspania powiekami. Przedziwny czar półwili, który wyróżnia Lorraine z tłumu mimo raczej przeciętnej postury (1,67 m), długo nie pozwalając ludziom zapomnieć o jej uśmiechu. Wygląda na istotę słabą, wątłego zdrowia. W przeszłości, Lorraine zmagała się z zaburzeniami odżywania, przez co teraz cechuje ją nienaturalna wręcz kruchość. Chorobliwie chuda, kości zdają się niemal przebijać delikatną, bladą skórę. Uwagę zwracają zwłaszcza wydelikacone dłonie o długich, smukłych palcach, w których często obraca w zamyśleniu srebrny pierścionek z emblematem rodu Malfoy. Obyta towarzysko, zawsze wie, co powiedzieć, i jak się zachować. Bez względu na okoliczności dba o zachowanie nienagannej postawy. Ubiera się w otrzymane w spadku po bogatszych kuzynkach, klasyczne, mocno zabudowane suknie, na których wprawne oko dostrzeże ślady poprawek krawieckich. W naturze półwili leży przyciągać cudze spojrzenia, może dlatego Lorraine nosi się bardzo konserwatywnie, nigdy niemal nie odsłaniając ciała. Najczęściej spowita jest od stóp do głów w biel, choć chętnie stroi się również w odcienie zieleni i błękitu. Zawsze otula ją mgiełka ciężkich perfum, których nieznośnie wręcz słodki zapach służy tuszowaniu klejącej się do Lorraine mdłej woni śmierci.

Lorraine Malfoy
#203
23.12.2025, 10:38  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.12.2025, 10:57 przez Lorraine Malfoy.)  
Oto oręż prawdziwej damy: dobre maniery i niezachwiane opanowanie, zachowywane niezależnie od sytuacji. Wyrażanie uczuć zawsze było dla Lorraine trudnym. Przez lata zdążyła nawyknąć do tłumienia w sobie wszystkiego, co uważała, że jest niewłaściwym... A niewłaściwym było niemal wszystko, a już na pewno łzy. Bo przecież łzy są oznaką słabości. Tak zawsze powtarzała Miranda Malfoy, kobieta bardzo zatwardziała w swoich poglądach, ale i w swojej dumie. Płakanie w obecności macochy było czymś absolutnie nie do przyjęcia. Dopiero po latach od jej śmierci Lorraine zaczęła odkrywać swoją wrażliwość na nowo. Jedynym Yule, na jakiego obchodach płakała, było Yule w 1971 roku. Wtedy były to jednak łzy ulgi. Zamiast siedzieć w Necronomiconie przy małej ghoulce, którą przygarnęli wspólnie z Baldwinem przed ledwo dwoma tygodniami, Lorraine czuła się w obowiązku uczestniczyć w rodzinnych obchodach rocznego święta. Jak zawsze była bardzo wdzięczna za pamięć, zaproszenie ją, jak zawsze, ucieszyło... Myślami cały czas była jednak przy małej istotce, która wtedy bardzo mocno zachorowała. Lorraine nie dała rady zjeść niczego na uroczystym obiedzie, bo czuła potworne wyrzuty sumienia, że opuściła Fridę w potrzebie. Bardzo czekała na rodzinne spotkanie, ale siedząc z resztą Malfoyów przy stole, myślała tylko o małej ghoulce. Gdy razem z Baldwinem wrócili z powrotem do Necronomiconu, odetchnęła z ulgą, ale dopiero, gdy się rozpłakała, zdała sobie sprawę, jak wiele kosztowało ją spokojne wysiedzenie przy świątecznym stole.


Yes, I am a master
Little love caster
Prorok Niecodzienny
Everyone is a monster to someone.
Since you are so convinced that I am yours, I will be it.
wiek
32
sława
V
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny (Komnata Przepowiedni)
Na ten moment dłuższe, ciemnobrązowe włosy, które zaczynają się coraz bardziej niesfornie kręcić. Przeraźliwie niebieskie oczy, które patrzą przez ciebie i poza ciebie – raz nieobecne, zmętniałe, przerażająco puste, raz zadziwiająco klarowne, ostre, i tak boleśnie intensywne, że niemalże przewiercają rozmówcę na wylot – zawsze zaś tchną zimną obojętnością. Sprawiają wrażenie przekrwionych, bo Alexander coraz częściej zapomina o regularnym mruganiu. Wysoki wzrost (1,91 m). Zwykle mocno się garbi, więc wydaje się niższy. Dosyć chudy, ale już nie wychudzony, twarzy nie ma tak wymizerowanej, jak jeszcze kilka miesięcy temu. Nieco ciemniejsza karnacja, jako że w jego żyłach płynie cygańska krew: w jasnym świetle doskonale widać jednak, jak niezdrowo wygląda skóra mężczyzny, to, że jego cera kolorytem wpada w odcienie szarości i zieleni. Potężne cienie pod oczami sugerują problemy ze snem. Raczej małomówny, ma melodyjny, nieco chrapliwy głos. Pod ubraniem, Alexander skrywa liczne ślady po wkłuciach w formie starych, zanikających blizn i przebarwień skórnych, zlokalizowane głównie na przedramionach – charyzmaty doświadczonego narkomana – którym w innych okolicach towarzyszą także bardziej masywne, zabliźnione szramy – te będące z kolei pamiątkami po licznych pojedynkach i innych nielegalnych ekscesach. Lekko drżące dłonie, zwykle przyobleczone są w pierścienie pokryte tajemniczymi runami. Zawsze elegancko ubrany, nosi tylko czerń i biel. Najczęściej sprawia wrażenie lekko znudzonego, a jego sposób bycia cechuje arogancka nonszalancja jasnowidza.

Alexander Mulciber
#204
24.12.2025, 01:24  ✶  
Alexander na żadnym Yule nie płakał. A jeżeli płakał, zwyczajnie tego nie pamięta. Dużo wspomień miesza się ze sobą w jego głowie, przez lata nadużywania. Nie pamięta na przykład wcale Yule z 1967 roku. Najtrudniejsze były dla niego święta tuż po śmierci ojca, który umarł na początku grudnia 1971 roku. Chociaż oko może i zawilgotniało na widok pustego miejsca przy stole, Alexander był zbyt otępiały smutkiem i żałobą, żeby płakać tak naprawdę. Nie zwykł zresztą wyrażać uczuć w ten sposób.


Kiedy tańczę, niebo tańczy razem ze mną
Kiedy gwiżdżę, gwiżdże ze mną wiatr
Kiedy milknę, milczy świat
The Nocturn's Delight
When I grow up,
I wanna be a heretic.
wiek
20
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
malarz i aktor
Normalnie skóra zdjęta z ojca! 177 cm wzrostu, waży koło 70 kg. Szczupły młodzieniec, chodzi wyprostowany emanując pewnością siebie. Ma wyjątkowo jasne włosy, które od razu zdradzają jego pochodzenie od Malfoyów. Oczy jasne w szarym odcieniu. Można odnieść wrażenie, że jest wiecznie z czegoś niezadowolony, ale wrażenie to umyka, gdy otwiera usta - charyzmatyczny chłopiec z łagodnym, może nieco chrapliwym głosem.

Baldwin Malfoy
#205
24.12.2025, 15:31  ✶  
Prawdziwi faceci nigdy nie płaczą. A że Baldwin za takowego się uważa, to rzeczywiście płakał tyle razy że na palcach jednej ręki można to policzyć. I tylko raz było to Yule. A dokładniej poranek w Yule, gdy miał lat niecałe osiem, a ojciec kazał mu zakląć ołtarz na wieczór. Ponieważ była pełnia, magia nie magiczyła no i oczywiście młodemu Malfoy'owi się nie powiodło. Płakał potem przez cały wieczór, zamknięty przez rodziców w swoim pokoju, zmuszony do siedzenia nad książkami, którzy całej rodzinie powiedzieli, że syn się rozchorował.
cupcake
I just wanted you to know
That baby, you the best
wiek
37
sława
VII
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
celebryta, cukiernik, kucharz
Wysoki mężczyzna, mający ok 183 cm wzrostu, niebieskie oczy i blond włosy. W towarzystwie przyjaciół i zaciszu własnego domu zapuszcza brodę, którą goli na poczet zdjęć do gazet i wydarzeń towarzyskich. Jowialny człowiek, który zazwyczaj uśmiecha się do wszystkich niezależnie od sytuacji.

Bertie Bott
#206
25.12.2025, 02:04  ✶  
Bertie bardzo chciałby powiedzieć, że najlepszy prezent jaki uzyskał od życia, to jego przyjaciele. Tak, ci są niezwykle ważni w jego życiu, ale Bott nigdy nie przestał doceniać jednej bardzo ważnej rzeczy - tego jednego momentu kiedy trącił dupą brudne skarpety i wpadły mu do kociołka. Tak narodziły się fasolki. Dzięki nim zaistniał i zmienił swoje życie i nagle nie był już tylko biedną sierotą. Mógł zadbać o siebie i o tych których kochał.
doktor Moreau
I am a demanding creature. I am selfish and cruel and extremely unreasonable.
wiek
24
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
magimedyk
Wysoka na metr osiemdziesiąt, bardzo jasna blondynka o niebieskich oczach, zwykle ubrana w szaty magimedyka ze św. Munga. Często jest brana za starszą, przez to że kilka lat temu wylała na siebie eksperymentalny eliksir swojego ojca. Wydaje się bardzo opanowana, gdy rozmawia z rodziną i znajomymi, ale w bardziej nerwowych sytuacjach zdarza jej się zacinać i być wyraźnie spłoszoną.

Deirdre Malfoy
#207
25.12.2025, 23:24  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.12.2025, 23:25 przez Deirdre Malfoy.)  
Deirdre nie należała do dzieci, które pragnęły czegoś wybitnie nieosiągalnego dla rodziców. Książki, które chciała, otrzymywała bez okazji. Narzędzia do wiwisekcji żaby były już na miejscu, w pracowni ojca. Któregoś razu jednak zobaczyła na wystawie na Pokątnej zestaw magicznych szachów i to nie byle jakich, który zdobył absolutnie jej serce. Była to marmurowa plansza z pionkami z barwionego szkła, jedna armia była zielonymi królikami z rogami jelenia, a druga czerwonymi sowoniedźwiedziami. Najpiękniejszymi pionkami były skoczki, bowiem te zwierzęta miały jeszcze skrzydła abraksana i rogi jednorożca. Zestaw otrzymała i posiada go do dzisiaj, chociaż nie jest wytrawnym graczem.
szamanka
Kochajcie mnie, kochajcie, wy
—
 gęstwy zieleni
I wy, senne gromady powikłanych cieni
wiek
33
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
alchemiczka, zielarka, leśnicza, stwórczyni
Tchnie czymś dzikim, nosi na sobie okruchy lasu: czasem we włosy zaplącze się uschnięta gałązka, czasem w materiał szaty wczepią nasiona czy wkleją niteczki pajęczyn, a czasem sama czarownica dokłada intencjonalnie atrybuty natury: ozdoby z ptasich piór, polnych kwiatów czy zwierzęcych kłów. Ciągnie się za nią woń suchych traw, żywicy i palonych kadzideł. Kobieta szczupła i przeciętnego wzrostu (164 cm), niebieskie oczy. Długie blond włosy o średnim skręcie, rzadko ułożone i wystylizowane, zwykle znajdzie się wśród nich kołtun. Spódnice szat Helloise są długie i mają głębokie kieszenie, w których zawsze znajdzie się nieco ziarna dla ptaków. Lubi mięsiste tkaniny, warstwy, ubrania swobodnie płynące za sylwetką, nie boi się wzorów ani koloru, choć wybiera głównie barwy głębokie i niezbyt nasycone lub bliskie ziemi: zielenie, brązy, zgaszone pomarańcze. Stawia przede wszystkim na praktyczność: materiały solidne, które posłużą długie lata i nie zaszkodzi im praca w ogrodzie. Zamiast sakwy często nosi pas na wzór dawnych châtelaine, do którego na skórzanych rzemykach przymocowane są drobne przedmioty: różdżka, futeralik z nożem, woreczek soli czy miniaturowe buteleczki eliksirów, w tym zawsze jedna z solami trzeźwiącymi. Helloise nie nosi klasycznej biżuterii. Posiada jedynie ozdoby z drewnianych koralików i elementów zwierzęcych.

Helloise Rowle
#208
26.12.2025, 01:36  ✶  
Czy postać płakała w Yule?
Bywały święta, gdy urocza jasnowłosa skrzatka tłukła swojego towarzysza dzieciństwa po głowie pluszowym smokiem na patyku, i bywały, gdy wyśpiewywała najdłuższy hymn do Matki, jaki słyszały mury posiadłości rodowej.
Nadeszły święta, gdy zostało puste krzesło. Helloise nie płakała tego roku, gdy je opuściła. Zaczęła płakać dopiero w to Yule, w które zasiadła na nim ponownie.
Czuła, jak niekomfortowo gęsta jest wokół niej atmosfera. Rozmowy omijały ją łukiem, jakby nie do końca wiedziano, jak z nią rozmawiać. Żaden wujek nie myślał już żartobliwie podpuszczać, że nasza Hela to powinna z takim zapałem do kowenowych pieśni zostać kapłanką. "Nasza" układało się nagle jakoś inaczej na języku — bo teraz gdy przypadkiem już ktoś na nią spojrzał, myślał o tym, że przez ostatnie miesiące nurzała się w syfie Nokturnu. Wstyd, że nasza.
Wstyd własny był jeszcze gorszy — wyolbrzymiał w dziewczęcych oczach wszystko, co mogła odebrać zarówno wprost, jak i poukrywane gdzieś między wierszami: rozczarowanie, złość, smutek, zdegustowanie. Drugie tyle dopowiadała sobie zatem sama. Próbowała przetrwać kolację z zaciętą biernością: siedziała w milczeniu z otępiałym wzrokiem wbitym w talerz nietkniętego, stygnącego posiłku. Nie pomogło i to — czuła, że nawet gdy nic nie robi, wciąż niszczy wszystko wyłącznie swoją obecnością.
Nie było żadnego rosnącego napięcia, żadnego punktu kulminacyjnego. W pewnym momencie po prostu brakło jej siły. Nie mogła już dalej. W pół kolacji odeszła od stołu tak samo bez słowa, jak przy nim siedziała.
Resztę wieczoru spędziła, płacząc w swoim pokoju.
Przy tym stole odczuła, jak wiele zniszczyła. Nie mogła znieść poczucia, że stała się tak nienaturalnie obca we własnym domu, który do tej pory był jej bezpiecznym schronieniem.
W perspektywie siedemnastoletniego życia to był koniec świata.
Kolejne fale płaczu szarpały dziewczyną niemal do rana. Napędzało je histeryczne przekonanie, że nie ma już dla niej drogi. Nie potrafiła iść dalej. Nie potrafiła zatrzymać się w miejscu. Nie umiała odnaleźć się w domu, gdy w każdym rogu wypatrywała osądzającego niezadowolenia.


dotknij trawy
Czarodziej
wiek
30
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Skup, sprzedaż, pośrednictwo.
Wysoka na 175cm i szczupła kobieta o długich blond włosach luźno okalających nieco podłużną twarz o chłodnej cerze, błękitnych oczach i rubinowych ustach. Ubrana zazwyczaj schludnie i klasycznie w długą spódnicę i pasującą koszulę, którą okrywa tradycyjną szatą. Całość najczęściej w barwach czerni i zieleni z deseniami czerwieni i fioletu oraz kontrastującym eleganckim dodatkiem. Jej uroda idealnie współgra z melodyjnym głosem, bezbłędną dykcją oraz naturalną gracją ruchów. Niezależenie od miejsca i sytuacji sprawia wrażenie jakby zawsze była właściwą osobą we właściwym miejscu.

Ceolsige Burke
#209
26.12.2025, 13:14  ✶  
Ceolsige przesunęła opuszkiem palca po krawędzi starego, oprawionego w skórę kalendarza. Jej paznokieć, idealnie wypiłowany, wydał cichy, drapiący dźwięk na starym pergaminie. Nadchodził Mabon a potem Yule. Czas, który przewidywała w roku 1972 smakować będzie nadal popiołem bardziej niż korzennymi przyprawami. Widziała ludzi na ulicach oraz tych, którzy odwiedzali jej przybytek. Zaczerwieniona oczy, opuchnięte od płaczu twarze, drżące dłonie ściskające resztki dobytku ocalonego po Wrześniowej Nocy. Okolica wyraźnie naznaczona była ludzką stratą, nad którą czerniała małostkowa mgła nieuzasadnionego poczucia sukcesu prowodyrów tragedii. Ciężar, jaki wisiał nad Londynem, gęsty i lepki jak mgła nad Tamizą. Atmosfera i emocje były jasne dla każdego kto posiadał w sobie jeszcze jakąkolwiek namiastkę duszy i jakikolwiek zmysł obserwacji. A jednak, gdy sama mrugała, jej rzęsy nie napotykały oporu wilgoci.

To nie była kwestia chłodu serca. Burke'owie nie byli z kamienia, po prostu ich hydraulika emocjonalna działała w obiegu zamkniętym. Przynajmniej ta gałąź rodziny nie miała w zwyczaju zbyt wylewnie okazywać smutku lub żalu. Może to natura rodziny może element naturalnego dostosowania do środowiska. Nokturn, na którym się wychowała, był miejscem, które wysysało wilgoć. Tu nie płakało się na zewnątrz. Łzy na Nokturnie były jak krew w wodzie pełnej rekinów – sygnałem słabości, zaproszeniem do ataku, a w najlepszym wypadku: celem kpiny.

Sięgnęła pamięcią wstecz, do Yule sprzed lat. Obraz był wyraźny, pozbawiony sentymentalnej mgiełki, ale na swój sposób ciepły. Pamiętała stół zastawiony pieczystym – krwistym, tak jak lubiła. I dwa puste krzesła. Ojciec i dziadek. Tamtego roku interesy wezwały ich daleko od domu. Nie było w tym tragedii, nagłego wypadku czy dramatycznego listu. Był plan. Był harmonogram. Wiedziała o tym tygodnie wcześniej. Czy dziewczynka powinna płakać, gdy jej bliskich nie ma przy dzieleniu się podarkami? Być może inna by płakała. Ceolsige pamiętała jedynie, że czuła ukłucie gdzieś głęboko w przeponie, ciężką kulę smutku, która osiadła na dnie żołądka, tuż obok niestrawionego żalu. Nie cały czas, tylko przy różnych czynnościach. Głównie dlatego, że matka wydawała się zmartwiona. Ale oczy? Oczy miała suche, gdy kroiła mięso, dbając o to, by nóż nie zgrzytał o porcelanę.

– Sentymenty... – mruknęła do siebie, a słowo to niosło w sobie nutkę żartobliwej przygany skierowanej do samej siebie.
entropy
What if I fall into the abyss?
What if I swing only just to miss?
wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Egzorcystka, medium, wróżbitka
Jest w niej pewna nerwowość, którą widać tak samo w gestach jak i odległym spojrzeniu zielonych oczu, pod którymi rozsiane zostały konstelacje piegów. Blond włosy ma zawsze ścięte przed ramiona. Jej drobną, niewielką (160cm) sylwetkę otacza zwykle ciężki zapach kadzideł, który wydaje się wżerać w każdy skrawek jej ciała i noszonych przez nią materiałów, ale kiedy komuś dane jest znaleźć się dostatecznie blisko, spod spodu przebija się pewna o wiele lżejsza nuta, przywodząca na myśl letnią noc, podczas której z łatwością można policzyć na niebie wszystkie gwiazdy.

Ambrosia McKinnon
#210
26.12.2025, 17:17  ✶  
Ambrosia zawsze bardzo chciała dostać na święta laleczkę voodoo. Mama nie pozwalała jej dotkliwie okładać się z braćmi (tak jakby miała im kiedykolwiek coś zrobić swoim wątłym ciałem), ale byli okropnie nieznośni i ją denerwowali. Dlatego kiedy któregoś razu udało jej się o tym fenomenie laleczek przeczytać, uznała to za idealny pomysł do znęcania się naprowadzania rodzeństwa na dobrą drogę. Niestety, pomysł nie spodobał się dorosłym.


she was a gentle
sort of horror
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Wątek zamknięty  Dodaj do kolejeczki 

Strony (26): « Wstecz 1 … 19 20 21 22 23 … 26 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa