Teraz natomiast miała Ulę. Ulę, która okazała się jej wybawczynią i która tryumfowała nad Beltane. I mimo, że Lyssa tak naprawdę chciałaby wianek, to pokręciła tylko głową. Zamiast siadać i mozolnie pleść kolejne wieńce, powinny cieszyć się czarem święta. Póki trwał i póki jeszcze smakował słodko.
- Zatańczmy - oznajmiła zdecydowanie, łapiąc ją za dłoń i ciągnąc w kierunku ognia, gdzie i inni tańczyli. Płomienie podskakiwały radośnie, rzucając dookoła migotliwe cienie, bo mimo wszystko, robiło się coraz ciemniej. Lyssa nie wątpiła, że to święto faktycznie zapadnie w jej pamięci. Z przyczyn tych dobrych, które właśnie ściskała w dłoni, ale przede wszystkim tych złych, które czaiły się gdzieś poza jej zasięgiem wzroku, ale wciąż nieprzyjemnie blisko.
Or was he fated from the start
to live for just one fleeting instant,
within the purlieus of your heart.