• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna Plac i stragany [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny)

[Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny)
Dama z gramofonem
And the violence, caused silence
Who are we mistaken?
wiek
34
sława
IV
krew
czysta
genetyka
maledictus
zawód
Sędzia Wizengamotu
Czarownica o klasycznej, włoskiej urodzie odziedziczonej po matce. Ma ciemnobrązowe (z pierwszymi siwymi włosami) trudne do ujarzmienia loki, w które zwykle wpina złote spinki i ozdoby. Oczy - o bardzo nienaturalnym, kobaltowym kolorze. Bogowie pożałowali jej wzrostu. Ta poważna, dorosła kobieta ma zaledwie 149 cm wzrostu. Według kartoteki medycznej waży 37kg. Pachnie drogimi perfumami o zapachu jaśminu i ubiera się u magicznych projektantów, choć częściej można ją spotkać w przepisowym ministerialnym mundurku sędzi. Na przekór modzie czystokrwistych - uwielbia torebki, nienawidzi magicznych sakiew. Jej codzienna torebka z paryskiego magicznego domu mody jej zawsze wypchana po brzegi dokumentami, kosmetykami i innymi pierdołami, bez których nie może się obejść. Ogólnie to kobietą jest ułożoną, kulturalną, chociaż pierwsza dzień dobry na ulicy nie powie.

Lorien Mulciber
#711
30.07.2024, 08:40  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.07.2024, 08:46 przez Lorien Mulciber.)  
Stoisko kowenu > Stoisko magicznych różności (wyhaczyła tanie błyskotki) + bezczelnie podsłuchuje Penny.

Pożegnała się szybko z Morpheusem, bardziej skupiona na pozbyciu się z dłoni brokatu, niż na tym co się działo na stoisku i z samym Longbottomem. Pozwolił się pookładać zaklęciami ku radości tłumu? No cóż... Z innych rozmów wyłapała, że Jonathan kupił… Jakąś książeczkę dla dzieci? A może to były inne dziecinne łamigłówki? Czyżby przegapiła poważną zmianę w jego życiu? Ciekawska, podniosła wzrok w stronę czarodzieja, o którym mówił Selwyn. Młody chłopak, wyglądał jakby był wciąż jedną nogą w szkole.
- Całe szczęście.- Westchnęła Ni to z ulgą ni to w przypływie nagłego zmęczenia. Na samą myśl o tym co działo się przy stoiskach jej rodziny, robiło jej się słabo. A przecież i tak połowy nie widziała.- Wystarczy nam bójek i pojedynków na dzisiaj.
Pozwoliła się zabrać od stoiska, rzucając jeszcze ostatnie spojrzenie na wywieszone koszulki. Naprawdę ktoś w czymś takim chodził? Czy to jakaś nowa moda, żeby wyglądać jak mugole? Jak to mawiała jej matka “ogni scarrafone è bello a mamma sua”, więc całej tej współczesnej mugolomanii po prostu nie skomentowała.

- Oszustwo?- Zniżyła głos do szeptu, wolną dłonią przysłaniając usta, aby nikt jej nie usłyszał. Historia o spisku miała większy sens niż nagłe zesłanie błogosławieństwa przez samego mitycznego Apollo. Niby starzy ludzie, a zachowywali się jak dwie konspirujące papużki nierozłączki na szkolnym korytarzu.- Antonio, wyczuwam tu mały skandal. Co powiedzą na to twoje fanki? Powinniśmy wszcząć śledztwo? - Zapytała śpiewnie, zachowując jednak pełnię powagi. Fałszowanie wyników na tak poważnym przedsięwzięciu jakim były zawody w strzelaniu z łuku na festynie dla wszystkich magicznych rodzin z dziećmi było absolutnym no no. Mogła przymknąć oko na śmierciożerców, na rozboje i morderstwa. Ale gdzieś była ta granica!

Magiczne różności były… zgodnie z nazwą po prostu magicznymi różnościami.
Od eliksirów, przez elementy gospodarstwa domowego, jakieś półki, papiernicze pierdoły, aż po… Oczy czarownicy błysnęły, gdy zobaczyła biżuterię. Może nie było to tak kunsztowne i wysublimowane, ale wrócić bez przynajmniej kilku pierścionków z sabatu to jakby w ogóle na owym sabacie nie być.
Lorien nawet na moment nie puszczając ramienia Anthony’ego może niezbyt delikatnie, pociągnęła go w stronę wystawki z błyskotkami. Jak sroka do świecidełek. Po drodze mijając rudowłosą dziewczynę.  Czy miało znaczenie, że na palcach pani Mulciber była już przynajmniej dwucyfrowa liczba pierścionków, sygnetów i błyszczącej w słońcu smukłej, wyjątkowo prostej obrączki? Nie.
Jeszcze na kilka znalazłoby się miejsce.
- Pewien astrolog powiedział mi kiedyś, że powinnam nosić pierścionki ze srebra.- Pokręciła niemal rozbawiona głową.- Potem dodał, że najlepszy kamień dla osób urodzonych tego dnia i miesiąca co ja to.. agat? Wyobrażasz to sobie?
Przyglądała się asortymentowi, choć Lorien jak to Lorien. Najchętniej przymierzyłaby wszystkie i jeszcze na dodatek zmusiła Anthony’ego do przymierzenia kilku podobnych. I nie, to nie były żadne obrączki. To byłyby po prostu matching best friends rings duh.

- … pański klient przyszedł zareklamować do mojego sklepu…
Och. Gdzieś z boku dobiegł ją kobiecy głos. Nadstawiła ucha, starając się powstrzymać wścibskie zerkanie w stronę wykłócającej się o coś rudowłosej, którą wcześniej widzieli. Czyżby nieuczciwa konkurencja? A może specjalna antyreklama stoiska? Cokolwiek to było Lorien spojrzała na wyroby nieco bardziej krytycznie.
Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#712
30.07.2024, 09:10  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.10.2024, 09:33 przez Cathal Shafiq.)  
Stoisko kowenu -> słodkości Nory Figg

Pod tym względem różnili się jak ogień i woda. Sebastian lubił mieć święty spokój albo przynajmniej utrzymywał, że tak jest. Cathal spokoju i braku wyzwań nienawidził. Dla niego brak wrażeń i wyzwań zawodowych oznaczał nudę właśnie: śmiertelną w dodatku. Oszalałby (to znaczy oszalałby szybciej, bo obłęd i tak prawdopodobnie był mu pisany) wiodąc tak spokojne i uporządkowane życie jak to, które stało się udziałem Sebastiana i do pewnego stopnia Ulyssesa (do pewnego stopnia tylko bo oczywiście, poza tymi chwilami, gdy Rookwood zakładał czarną szatę i maskę – a Cathal, jako że nigdy nie był miłym chłopcem, i właściwie to spokojnie dało się go wrzucić do szufladki „źli ludzie”, z premedytacją odwracał wzrok w drugą stronę).
– Będziesz więc teraz siedział w Kowenie, pośród kapłanów i odprawiał nabożeństwa ku czci Bogini Matki? – spytał, sięgając po kalendarz i leniwie przerzucając jego strony aż natknął się na zdjęcie Sebastiana. Rozbawiło go to trochę i zastanowił się, czy wierni Matki Księżyca faktycznie wykupują ten towar.
On odłożył go na miejsce. Nie dlatego, że nie wierzył w Matkę Księżyca. Jego wiara i niewiara były skomplikowane. Bogowie byli dla niego istotami, które umierały jak ludzie – widział zbyt wiele świątyń poświęconych bóstwom, których imion nikt już nie wypowiadał inaczej niż nad podręcznikiem historii. A modlitw kogoś takiego jak Cathal Shafiq nie usłuchałoby żadne przyjazne bóstwo: mógłby zwracać się tylko do tych co bardziej nieprzyjemnych, krwawych, takich jak Seth, przynoszących zagładę, nie miłosierdzie.
Matka Księżyca nie spojrzałaby na niego przychylnym okiem.
– Dobrze. Jest… znacznie ciekawiej niż się spodziewałem – odparł, po chwili milczenia, bo wspominał filary pełne błękitnego światła, kłótnię z Aletheą Crouch w sprawie ich aktywowania, fałszywą Nell oraz wszystko, co się tam wyprawiało. – Jeżeli znajdziesz czas na to, żeby wpaść, dalej mamy tam dwa duchy. Jeden krąży uparcie po murach, drugi patrzy na nas oskarżycielsko, kiedy pracujemy w podziemiach.
Nie był pewny, o jakie „wszystko” chodzi. Zapytałby może, ale do stoiska nadciągnęli kolejni klienci, kiwnął więc głową Macmillanowi, zapłacił za rytualną świeczkę i odszedł, bo taki tłum nie był dobrym miejscem do rozmawiania o pewnych rzeczach.

Przeszedł jeszcze wzdłuż stoisk, nie zatrzymując się, dopóki nie dotarł do strefy gastronomicznej. Tam przystanął przy słodkościach Nory Figg - sam nie był specjalnie wybredny, lubił za to nowe smaki, kupił więc dwa pączki, które przyciągnęły jego uwagę głównie tym, że wyglądały inaczej niż większość tych, których dotąd próbował. Do papierowej torebki wrzucił też trochę truskawkowych makaroników, głównie z myślą o przebłaganiu nimi Nell, gdyby jakoś jej później podpadł.
A potem opuścił teren jarmarku, dość mając nadmiaru bodźców, bombardujących jego zmysły.

Postać opuszcza sesję
The Healing Light
some superheroes
wear a white coat
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Przystojny, wysoki (180 centymetrów wzrostu), trochę wychudzony uzdrowiciel o łagodnym usposobieniu. Nieśmiały, trochę za cichy, ale bardzo sympatyczny. Widać po nim od razu, że zdecydowanie za dużo czasu spędza w zaciszu swojej pracowni alchemicznej, ale pomimo kilku dziwactw wplecionych tu i ówdzie, wzbudza sympatię i szacunek. W pracy nosi szpitalny fartuch. Poza pracą również ubiera się w jasne kolory.

Cedric Lupin
#713
30.07.2024, 16:34  ✶  
Stoisko z biżuterią

Dzień mijał naprawdę przyjemnie, ale im bliżej było wieczora, tym bardziej wyczekiwał zakończenia Lammas. Nie, żeby zaczęło mu przeszkadzać towarzystwo Vior, wręcz przeciwnie. Coraz bardziej umacniał się w przekonaniu, że naprawdę ją lubi. Bardziej, niż był w stanie stwierdzić na głos. Nieco gorzej miała się jednak sytuacja, gdy chodziło o całą resztę. Cieszył się na spotkanie Camerona czy swoich przyjaciół, ale poza nimi były też dziesiątki ludzi, których absolutnie nie znał i niekoniecznie chciał to zmieniać. Starał się nie dać tego po sobie poznać, ale był już po prostu zmęczony, czy może raczej przebodźcowany. Bo mimo wszystko rzucił się na dość głęboką wodę. Wyrwał się ze znanego mu i bezpiecznego środowiska, jakim był Mung i poszedł na Lammas. Początkowo był okropnie zestresowany i chociaż tę niepewność zostawił za sobą już jakiś czas temu, nie obraziłby się za nieco ciszy, czy może raczej zmianę towarzystwa. Bo przecież miał ochotę uciec ze święta, ale umówił się już na kolację ze znajomą. Wciąż było mu z tym faktem nieco dziwnie, ale jednocześnie bardzo przyjemnie. Zresztą, nie było to też przecież ich pierwsze wspólne wyjście. Dzięki temu czuł się w takich sytuacjach nieco pewniej, chociaż gdzieś z tyłu głowy wciąż gnieździła się niepewność, która kazała mu kwestionować absolutnie wszystko. Szczególnie wtedy, gdy wszystko idzie dobrze.
— W takim razie jesteśmy umówieni — odparł gładko, lekko się przy tym uśmiechając. Co prawda wciąż przerażała go wizja pilnowania biznesu samodzielnie, ale nie chciał jej psuć zabawy. Zresztą, na pewno nie będzie tak źle, prawda?
— W teorii umiem, ale ostatnimi czasy rzadko mam ku temu okazję. Wiesz, praca, sporo obowiązków. Gdy wracam do domu późnym wieczorem, nie do końca mam ochotę siedzieć w kuchni — mimowolnie się zarumienił, gdy zadeklarowała chęć przetestowania jego zdolności. Reakcja nieco dziwna, bo w końcu sam to zaproponował, ale z nim chyba nic nie mogło być oczywiste. Chociaż kto wie, może w przyszłości uda mu się zyskać nieco więcej pewności siebie? — Niech będzie, ale muszę zaznaczyć, że to bardziej tak, że lubię. Okey? Nie obiecuję ci uczty bogów... ale też cię nie zatruję niczym — rzucił nieco nieśmiało, odnotowując w głowie to, jak żywo zareagowała. Nieco go tym zaskoczyła, ale w sumie wciąż się poznawali. Z pewnością zdarzy się jeszcze wiele momentów, gdy jedno z nich zrobi coś, co zaskoczy to drugie. Tym razem co prawda padło na niego, ale miał dziwne wrażenie, że znacznie częściej będzie chodziło o nią.
Przez ostatni miesiąc systematycznie spędzali ze sobą coraz więcej czasu, ale czasem zdawał się tego nie zauważać. Głównie dlatego, że każde kolejne spotkanie wychodziło dość naturalnie, a i spędzany wspólnie czas był po prostu przyjemny. Czasem nawet aż za bardzo. Czuł, że zdecydowanie zbyt często o niej myśli, co wywoływało w nim nieco mieszane odczucia. Od rozstania z Dandelion nie minęło już co prawda kilka miesięcy, ale wciąż nie udało mu się uporać ze wszystkim, co wiązało się z tą relacją. Chyba dlatego towarzystwo Vior było jednocześnie przyjemne i niezwykle krępujące.
Ostatnimi tygodniami spędzał z nią coraz więcej czasu. Każde kolejne spotkanie skutkowało zaplanowaniem kilku następnych. Pierwszy raz od naprawdę dawna zaczął się na kogoś faktycznie otwierać i chociaż początkowo czuł się z tym dziwnie, powoli zaczął się też przyzwyczajać. Wyjście na miasto w jej towarzystwie było znacznie przyjemniejsze niż kolejne godziny w Mungu. Oczywiście pomaganie innym wciąż było jego pasją, ale zaczął dostrzegać, że życie może mieć do zaoferowania nieco więcej. W tym przypadku — dużo więcej.
Takie nastawienie niosło ze sobą także minusy. Rosła w nim coraz większa presja oraz obawa przed tym, że to zaprzepaści. Powie coś nie tak, zachowa się w zły sposób — zrobi coś, co ją do niego zniechęci. Już sama myśl o tym nieprzyjemnie wykręcała jego żołądek, wzmacniając tkwiącą w nim niepewność.
Niby się starał i uważał, a na koniec dnia i tak to zepsuł. Uwaga ze strony znajomego Vior była nieco niespodziewana, ale nad wyraz trafna. W pierwszej chwili nawet nie pomyślał o tym, że zdjęcie wianka można odebrać w tej sposób. Skupił się na tym, że było to dla niego coś nowego, a ta dwójka była dla niego mimo wszystko obca. Poczuł się niekomfortowo i skupił na sobie, nie biorąc pod uwagę tego, że jej też może się zrobić przykro.
Próbował się wytłumaczyć, ale starczyło spojrzeć na jej minę, żeby dostrzec, że idzie mu fatalnie. Gdy zaczęła mówić, po prostu milczał, mając problemy z patrzeniem jej prosto w twarz. Świadomość, że to on jest powodem smutku malującego się w jej oczach była co najmniej nieprzyjemna. Sytuacja pogorszyła się, gdy nagle zdjęła wianek. Wtedy poczuł się już fatalnie, chociaż i tak przyjął ofiarowany mu wisiorek. Krótko podziękował i się uśmiechnął, ale wciąż czuł się fatalnie.
Gdy oznajmiła, że skorzysta z jego oferty i pójdzie na loterię, po prostu kiwnął głową, obsługując kilku ludzi, którzy akurat podeszli do straganu. Starał się im jakoś doradzać, ale przez większość czasu wyrzucał sobie w myślach to, jak się zachował względem Vior.
Gdy w końcu wróciła, zrobił jej miejsce, posyłając przy tym nieco niepewny uśmiech. Mogła zauważyć, że na jego koszuli widniał przewieszony przez szyję wisiorek.
— Sprzedały się dwa wisiorki i jeden pierścień. Pieniądze wrzuciłem tam, gdzie dałaś całą resztę — rzucił, zaznajamiając ją z sytuacją. — Jak loteria? Udało ci się wygrać coś fajnego? — dodał jeszcze, zerkając, czy coś ze sobą przyniosła.
Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#714
30.07.2024, 18:10  ✶  
Magiczne Różności

Penny mówiła bardzo dużo i być może wspominała coś o swoim przybytku. Matthew mógł coś tam usłyszeć. Wpuścić jednym uchem i wypuścić drugim. Stanley zaś bardzo dobrze o tym wiedział, wszak prowadził interwencję jakoś w marcu wraz ze swoim wspólnikiem Aidanem.

A więc chodzi o jakąś reklamację... Powoli łączył kropki, nie odzywając się dalej. Borgin wolał na razie obserwował całą sytuację i w ostateczności się przyłączył. Ewentualnie w momencie, który uzna za odpowiedni, aby wesprzeć Penny w jej dążeniu do zwycięstwa.

Zwłaszcza, że naprzeciwko mieli godnego przeciwnika - kogoś z Ministerstwa, a Stanley przecież ich uwielbiał. Kochał. Tęsknił całym sercem za tą bandą... szkoda tylko, że nie. Tristan Ward i to we własnej osobie. Mógłby powiedzieć, że mowę mu odebrało i by nie skłamał. Biedactwo - cóż, nie.

Matthew rzucił okiem na notę, którą została napisana. Przyszedł czas na wyjaśnienia - czyli teatrzyk można było zacząć. Akt pierwszy. Scena pierwsza.

Klasyczna zagrywka. Próba odrzucenia winy od siebie. Ładnie Ward, ładnie. Tego Cię nauczyli na tych szkoleniach w ministerstwie? Zastanawiał się, czekając na odpowiedź rudowłosej. Chciał usłyszeć jej odpowiedź i dopiero dorzucić swoje pięć groszy. W końcu to nie był jego pojedynek, chociaż mógł pomóc. Chciał to zaraz uczynić.

- Nie to żebym był jakimś prawnym ekspertem czy coś w ten deseń - rozpoczął swoją wypowiedź zaraz po tym jak Penny skończyła mówić - Ale to brzmi jak wejście w szkodę, a kodeks karny przewiduje różnej maści kary pieniężne czy nawet więzienia za coś takiego - wzruszył ramionami - Z własnego punktu widzenia, wolałbym zrobić mały rebranding, oddać pieniądze, przeprosić i się rozejść. No chyba, że chcesz się tułać po sądach - dodał, zwracając się do Warda. Narracja Stanleya sugerowała, że winnym w tej sprawie jest tylko i wyłącznie mężczyzna, który stał naprzeciwko ich dwójki. Czy była to prawda? Nie miał pojęcia, ale należało grać do tej bramki, która akurat ci odpowiadała.

- Od razu widać, że produkt się rozsypał. Nie wytrzymał i poszła wiadomość w świat. Wiadomość, która mówiła, że produkty z Horyzontalnej są miernej jakości. Zdaje sobie pan, że mogło to pogrzebać dalsze prowadzenie biznesu przez ów kobietę? - zapytał, wskazując dłonią na broszkę, którą wyciągnęła Weasley - A poczta pantoflowa jest silniejsza, niż nam się może wydawać - skwitował, kręcąc przecząco głową. W głębi duszy cieszył się jednak, że prowadzi tylko lokal przestępczo-usługowo-gastronomiczny i konkurencję się po prostu eliminowało w tamtym kręgach.



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
à La Folie
And was it his destined part
Only one moment in his life

To be close to your heart?
wiek
19
sława
IV
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
malarka
Piwne oczy i brązowe włosy z miedzianym połyskiem, czasem z rozjaśnianymi pasmami lub po całości. Ma 165cm wzrostu, a sylwetkę szczupłą i chudą. Zawsze stara się prezentować, jakby była na właściwym miejscu. Zawsze zadbana, ładnie uczesana i ubrana. Wygląda na starszą niż jest w rzeczywistości, czy to przez zachowanie, ubiór czy ogólny wygląd - chce żeby brano ją na poważnie, jednak kiedy się rozluźni, podpatrzone u innych maniery łatwo znikają. Czasem kiedy mówi, słychać francuski akcent, który szczególnie wychodzi kiedy jest pod wpływem silnych emocji. Ciągnie się za nią zapach białego piżma, jaśminu i kwiatu bawełny.

Lyssa Dolohov
#715
31.07.2024, 04:44  ✶  
stoisko kowenu -> magiczne różności

Anthony miał zdecydowanie ciekawy pomysł na czyszczenie swojego kolegi, nawet jeśli to były żarty. Już widziała oczami wyobraźni, jak po nieszczęsnym chłoszczyć, brokat nie tylko do końca nie znika z Morpheusa, ale ten na dodatek zaczyna toczyć pianę z ust i mydlane bańki. To dopiero była ciekawa wizja, chociaż Longbottom, jak zbity pies, nie przyjął propozycji swojego znajomego i wykorzystał szansę do ucieczki. Na zdrowie mu. Lyssa obejrzała się za nim, niby to z braku laku i obojętnie, ale coś w nim go drażniło. W tym, że nie znała odpowiedzi na pytanie dlaczego.

Widzenie, że ktoś był wobec niej niechętny, albo żywił do niej silne uczucia, nie było niczym niezwykłym. Ba, czasem zabiegała o to, by wzbudzać w ludziach skrajne emocje, które potem przekładały się na koloryt łączących ich nici. Było w tym coś niemal fascynującego, kiedy widziało się te zmiany i to jak modyfikowały je czasem proste słowa i zachowania. Ale taka już była ludzka natura - jednym słowem można było kogoś tak samo zbawić jak i przekląć na wieki.

Lyssa przesunęła się w ślad za grupą, niczym cień. Nic w tej sytuacji nie zachęcało jej do tego, żeby jakkolwiek próbować zaskarbić sobie sympatię tutaj zebranych, czy chociażby ich uwagę. Samo stoisko, do którego się zbliżyli, też było średnie, ale nie spodziewała się niczego innego po jarmarcznej wystawce. Rękodzieło czy małe przedsiębiorstwa mogła wspierać, kiedy prezentowały sobą jakikolwiek poziom, a nie kiedy jedyny ich cel na dzień to było zastawić komuś wejście do sklepu, mieszczące się w pobliskiej kamienicy.

Patrzyła na te wystawkę, bo musiała przynajmniej sprawiać pozory, no przynajmniej do momentu kiedy Selwyn nie postanowił zwrócić się bezpośrednio do niej. Uśmiechnęła się do niego prześlicznie, przenosząc na niego spojrzenie.
- To całkiem ciekawe miejsce, cała organizacja Lammas, mam na myśli. Słyszałam, że zwykle odbywało się gdzie indziej i aktualne miejsce to wynik paru wypadków, które miały miejsce na Beltane i Lithcie? - uniosła delikatnie brwi, jakby odrobinę zatroskana tym faktem. - Wystarczy Lyssa. A co do motywów, to święto żniw, więc jeśli miałaby to być pamiątka z okazji, chyba lepsze by były kłosy zboża. Trochę dosłowne, ale zdaje mi się że wszystko w tym temacie takie będzie. Ale pijąc do pierwszych słów, z jakimi do nas pan dołączył, proponuję liście. Szczególnie te wawrzynu, w końcu to symbol zwycięstwa. Może dzięki temu będzie lepiej sprzyjał los i następnym razem to panu będą tak gorąco gratulować zwycięstwa - uśmiech nie zbladł nawet na moment. - Ewentualnie pozwoli panu skutecznie umykać przed niechcianą uwagą, o ile kiedyś się taka panu przytrafi - dodała jeszcze zerkając na niego z chochliczym błyskiem w oku.


la douleur exquise
Or was he fated from the start
to live for just one fleeting instant,
within the purlieus of your heart.
cupcake
I just wanted you to know
That baby, you the best
wiek
37
sława
VII
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
celebryta, cukiernik, kucharz
Wysoki mężczyzna, mający ok 183 cm wzrostu, niebieskie oczy i blond włosy. W towarzystwie przyjaciół i zaciszu własnego domu zapuszcza brodę, którą goli na poczet zdjęć do gazet i wydarzeń towarzyskich. Jowialny człowiek, który zazwyczaj uśmiecha się do wszystkich niezależnie od sytuacji.

Bertie Bott
#716
31.07.2024, 05:51  ✶  
scena -> świece mulciberów

Uśmiechnął się do Moody uspokajająco, kiedy wyraźnie zezłościła się tym, że Morpheus śmiał sobie pójść. Prawdę jednak powiedziawszy, bardziej w tym momencie rozumiał właśnie Longbottoma, bo ten po pobycie na scenie wyglądał zwyczajnie komicznie. Bezkarnie pobity i do tego obklejony brokatem, wyraźnie rzucał się w oczy, a niektórzy co wcześniej siedzieli na widowni, pewnie się z niego naśmiewali.

- O, magimedykiem. Wspaniały zawód. Bohaterka z pani zatem, bo ratuje pani innym życie. I to jeszcze na wykopaliskach, no proszę. Do tego eksplorowanie zagubionych fragmentów historii, coś pięknego. Ja niestety mogę się pochwalić byciem cukiernikiem, mało przygód w moim życiu - rozłożył ręce, jakby absolutnie w tym momencie zasmucony faktem, że jej życiorys brzmiał tak barwnie, a nawet przecież nie wyłożyła go w całości, podczas gdy jego był tak płaski.

- Spokojnie, ja umyłem - rzucił, jak gdyby nigdy nic, bo akurat w pracach domowych to był bardzo dobry i nawet nie miał do tego żadnego skrzata, wszystko sam robił!

Bott z kamienną miną doświadczał jak Millie robi sobie teraz pokaz komediowy, wpasowujących się w ostatnie wydarzenia bezeceństw. Uśmiechnął się tylko do obsługującego ich mężczyzny dobrotliwie, ciepło wręcz, zwiększając tym samym kontrast między nimi. Przyzwyczaił się.

Bertie posłusznie rozejrzał się dookoła, na wspomnienie Alastora. W prawo, w lewo, odwrócił się nawet całkowicie, absolutnie oddany w tym momencie idei znalezienia przyjaciela, ale wreszcie odwrócił się do Millie i uśmiechnął do niej przepraszająco.
- Niestety, jakoś go nie widzę - rozłożył bezradnie ramiona. - I oczywiście, nie zapomnę - twarz mu się nieco rozjaśniła, jakby ta drobna obietnica miała nieco polepszyć jej nastrój spowodowany nieobecnością brata.

- Ja też poproszę parę świec. Z dziesięć - rzucił do Richarda, który odezwał się jako pierwszy, ale zaraz nieco zmartwiony zmarszczył nieco brwi. - Wie pan, mam wrażenie że na stoisku kowenu tym bardziej nie znajdziemy takich rzeczy? Dałbym sobie rękę uciąć, że tylko dolewają eliksirów na sabatach, ale przy takich fikuśnych kształtach to jednak stawiają granice...
hold me like a grudge
and what an ugly thing
– to have someone see you.
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
auror
Stosunkowo wysoki mężczyzna, mierzący sobie 183 centymetry wzrostu. Posiada włosy barwy ciemnego blondu i jasne, błękitne oczy. Budowa jego ciała jest atletyczna, a na twarzy często widnieje lekki, szelmowski uśmieszek. Porusza się z nonszalancją i pewną niedbałością. Jest nienaturalnie zimny w dotyku.

Atreus Bulstrode
#717
31.07.2024, 08:47  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 31.07.2024, 08:47 przez Atreus Bulstrode.)  
stoisko pani zamfir -> stoisko potterów

- Tak, tak - Atreus niby rzucił zbywającym tonem, ale coś w jego twarzy było takiego, że Florence mogła przypuszczać, że akurat tym razem nawet się z nią zgadzał. Był zmęczony i wizja powrotu do domu wcale nie wydawała się taka zła, szczególnie kiedy nie miał pod ręką kogoś, z kim mógł coś jeszcze na tym Lammas napsuć. Żadnego dobrego przyjaciela, bo najwyraźniej koledzy sobie darowali tego typu atrakcje. Szkoda, nie widzieli jak bił Philipa po mordzie.

Parsknął tylko jeszcze na wzmiankę o prezencie dla Geraldine, bo ta z pewnością go doceni. Poczekał też chwilę, co tam ciekawego mieli do powiedzenia Basilius i Electra, a potem pożegnał się z nimi i ruszył w swoją stronę, czyli dokładnie przeciwną do tej, w którą udała się Florence. Mógł chcieć zbierać się do domu, ale przecież nie od razu i nie z siostrą, bo by jeszcze szoku dostała od tego, że się jej wyjątkowo posłuchał.

Miał zamiar przejść się jeszcze w dół straganów i ruszyć w stronę Horyzontalnej. Mógłby się teleportować, bo noga wciąż ciągnęła, ale nie był pewien czy chciał znowu próbować teleportacji. Nie, kiedy udało mu się dzisiaj rozszczepić. I nie kiedy to rozszczepienie przypomniało mu ostatni raz, kiedy miał wrażenie że go rozczłonkuje.

Bulstrode zmarszczył brwi, zatrzymał się i zrobił krok w tył, wpatrując w stoisko Potterów przez moment. Ten bimber czy co innego ze stoiska Zamfir, już nie pamiętał jak to się tam fachowo nazywało, chyba za bardzo strzelił mu w głowę, bo miał wrażenie że widzi Brennę. Ale taką nie do końca bo coś było nie tak, jakby to jakaś jej grzeczniejsza siostra bliźniaczka się znalazła. A grzeczniejsza chyba tylko dlatego, że ktoś ją uczesał. Atreus zmrużył oczy, nie wiedzieć kiedy włażąc do środka i zatrzymując się przed Longbottom, kiedy to pożegnała się z aktualnymi klientami.
- Brenna? Czy mnie oczy nie mylą? - jakby ostentacyjnie, potarł oczy dłonią. - Ktoś cię uczesał? Znaczy, hm, wiesz, zwykle jesteś taka rozwichrzona od tego biegania. Ale ładnie ci, żeby nie było. Przebranżowiłaś się na sklepikarkę?
Córka koleżanki twojej starej
Powinni wynaleźć kamizelki ochronne na duszę, nie tylko na ciało.
wiek
28
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Wytwórca eliksirów
Rude proste włosy, obcięte za ramiona, rozwiane. Piegowaty nos. Niebieskie oczy. Drobna, raczej szczupła, wiecznie roześmiana, rozgadana. Niska, mierząca zaledwie 160 cm wzrostu.

Olivia Quirke
#718
31.07.2024, 10:45  ✶  
Magiczne Różności, rozmawia z Leonem, zajmuje się Anthonym, zerka na Penny która się awanturuje

- Chyba właśnie tu przyszedł - szepnęła do Leona, zaciskając dłoń na jego przedramieniu. Ruchem głowy wskazała też na Penny, a jej wzrok mówił wyraźnie: pomóż mu. Był niemalże błagalny. Gdyby nie fakt, że do stoiska znowu podszedł tłum ludzi, sama wkroczyłaby pomiędzy tę dwójkę. - Proszę, zabierz ich na bok Leon, bo zaraz odstraszą klientów.

- Dzień dobry, w czym... w czym mogę pomóc? Zainteresowało państwa coś? - uśmiechnęła się do Lorien, Anthony'ego i Lyssy, chociaż jej wzrok ewidentnie ślizgał się w kierunku Penny. Olivia odchrząknęła cicho. Ta ruda wywłoka zaczynała zwracać na siebie zbyt dużo uwagi: widziała że nie tylko ona sama nadstawia ucha, węsząc awanturę. - Proszę się nie przejmować tym nieporozumieniem. To nie pierwszy raz, gdy ktoś próbuje wyłudzić od nas pieniądze, pokazując nie nasz produkt.
Rzuciła uspokajająco w stronę trójki czarodziejów. Mówiła spokojnie, chociaż głos odrobinę jej drżał, bo towarzysz Penny zaczął coś przebąkiwać o kodeksach i sądach... Wątpiła, żeby którykolwiek sąd się tym zainteresował, szczególnie teraz, ale same te słowa sprawiały, że zaczynało jej się kręcić w głowie. Powróciła wzrokiem do trójki, oglądającej biżuterię, i uśmiechnęła się.
- Te produkty własnoręcznie robi Tristan, sama noszę wiele z nich i nigdy żaden nawet się nie zarysował. A muszą państwo wiedzieć, że należę do dość niezdarnych osób i często uderzam się przypadkiem o... Na przykład stolik kawowy, koniecznie małym palcem, bo inaczej to nie byłaby prawdziwa krzywda.
Mrugnęła do Lorien wesoło, rozciągając usta w szerokim uśmiechu. Jakby na potwierdzenie swoich słów przesunęła dłonią po bransoletce, którą miała zapiętą na nadgarstku. Czy to była jedna z tych od Warda? Ciężko było stwierdzić ale mogła za taką uchodzić.
- Do każdego zamówienia dodajemy też specjalny eliksir czyszczący, wystarczy kilka kropel i biżuteria będzie zawsze wyglądać jak nowa.
Porządny Ochroniarz
Nigdy nie wiesz, kiedy śmierć zapuka do twych drzwi.
wiek
45
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Handlarz Świecami i Kadzidłami
183cm wzrostu. Brązowe oczy i włosy, u których można dostrzec siwe kosmyki. Często widnieje u niego zarost. Ogolony gładko jest tylko wtedy, kiedy brat każe mu się "ogarnąć". Ubiera się zawsze odpowiednio do sytuacji.

Richard Mulciber
#719
31.07.2024, 11:30  ✶  
Świeczki i kadzidła Rodziny Mulciber

Każde miał inne gusta kulinarne. Richard po przeprowadzce, częściowo tęsknił za kuchnią i piekarnią angielską, lecz do kuchni skandynawskiej, zdołał się także przekonać. Nie kontynuowali już rozmowy na temat tego, co smakowało a co nie, oraz w kwestii rzeźbiarza poszukiwanego przez syna, gdyż mieli kolejnych klientów przy stoisku.

Przy pytaniu o świece z cycami, musiał spojrzeniem przyhamować syna od proponowania swoich usług. Chyba w porę zdążył, jeżeli Charles chciał już wyskoczyć ze swoimi usługami.

Najbardziej klasyczna świeczka. Richard rozejrzał się po stoisku i sięgnął po najzwyklejszą, klasyczną, bez dodatków i barwników świeczkę. Gdyby panna McGonagall dopowiedziała kolor, dostałaby taką jaką chciała. Podał ją Charlesowi do zapakowania.

- Zapakuj tej pani.
Zakładając, że Moody się zastanawiała, podjął obsłużenie McGonagall, przekazując Charlesowi dalsze możliwości jak zapakowanie i odebranie należytej kwoty za świeczkę.
- Takich samych?
Dopytał klienta, Botta, aby upewnić się, że chodziło mu o te same, czy może chciał konkretniejsze. Skoro miało być dziesięć, Richard sięgnął do jednego z kartonów, gdzie mieli w większej ilości zapakowane świece.

Zwrócił się ponownie do Botta, podając mu komplet dziesięciu świec od razu zapakowanych, słuchając jego odpowiedzi. Nie ukrywał zdziwienia, albo może je nawet dobrze udawał, że stoisko kowenu nie posiadało świec o erotycznych kształtach.

- Więc stoisko kowenu także stawia granice, które jestem w stanie zrozumieć, gdyż jak wspomniałem, my ich także nie produkujemy i nie posiadamy. Wydaje mi się, że świeczka, niezależnie od kształtu, zawsze będzie miała takie samo zastosowanie.
Wyraził swoje zdanie na ten temat, podając przy okazji klientowi kwotę do zapłaty. Nie znał się za dobrze na tych wierzeniach, wróżeniach, rytuałach do takiego stopnia, aby wiedzieć czy kształt świeczki ma znaczenie. Twierdząc, że skoro wyprodukowane są z tych samych materiałów, surowców, to działanie jest to samo niezależnie od kształtu.


@Charles Mulciber @Guinevere McGonagall @Bertie Bott @Millie Moody
Good Boy
I've got a twisted way of making it all seem fine
wiek
30
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Klątwołamacz
Wysoki na metr i dziewięćdziesiąt centymetrów co do milimetra - no więc wysoki, ale za to z drobną budową ciała. Czarne, kręcone włosy i ciemne oczy. Twarz pokryta kilkudniowym zarostem zdradza, że niezbyt dba o siebie.

Thomas Figg
#720
31.07.2024, 12:18  ✶  
Stoisko Potterów z Denną -> opuszczamy kiermasz z Mabel

- Ej - oburzył się wieść, że wyglądał starzej niż wujek Morpheus, chociaż z drugiej strony to jemu wrócił stary wygląd, a Morpheus nadal pozostał stary, więc w sumie to nie było tak źle wyglądać kilka minut starzej od niego.
- Pasowałyby ci takie na dłużej - wtrącił jeszcze swoje trzy knuty bardzo niewinnie, na temat różowych włosów Mabel. - Co ty na to, żeby zająć się tym jak wrócimy do domu? Zrobimy mamie niespodziankę - uśmiechnął się szeroko na samo wyobrażenie sobie miny nory, gdy zobaczy, ze jej córka ma różowe włosy i to wcale nie przez zjedzenie waty cukrowej.

-Ooo, to brzmi cie... - przerwał patrząc z miną zbitego psiaka wprost na Mabel, dlatego z podziękowaniem przyjął próbkę zapachu. Zaciągnął się i uznał, ze to w sumie całkiem ciekawe połączenie, ale jeszcze odczekał na aprobatę Mabel nim dokonał zakupu.
- Tak, zaczyna się robić coraz więcej ludzi - potwierdził przesuwając się nieco po zapłaceniu za ich zakupy. - A my nie będziemy zajmować miejsca, musimy i tak jeszcze odwiedzić dziadków nim wrócimy do domu - stanowczo wolał nie zostawać zbyt długo z siostrzenicą w miejscu gdzie niedługo będzie ganiać banda podpitych, dorosłych czarodziejów. Niektórych rzeczy lepiej było po prostu nie widzieć.
- Miło było cię spotkać, ahh, i powiem Norze, że zgodziłaś się wpaść w sobotę na obiad - uśmiechnął się przebiegle i puścił Brennie oko. A potem już bez zajmowania miejsca przy stoisku i czasu zabrał Mabel ze sobą, aby mogli teleportować się do Doliny Godryka i odwiedzić jeszcze dzisiaj dziadków.

Postacie opuszczają sesję
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Alastor Moody (2811), Alexander Mulciber (4325), Ambrosia McKinnon (2308), Anthony Shafiq (13006), Asena Greyback (342), Atreus Bulstrode (6235), Augustus Rookwood (565), Bard Beedle (4738), Basilius Prewett (3993), Bertie Bott (3456), Brenna Longbottom (9044), Cameron Lupin (5396), Cathal Shafiq (1674), Cedric Lupin (6856), Celine Delacour (3526), Charles Mulciber (10002), Charlotte Kelly (291), Christopher Rosier (238), Dora Crawford (3056), Electra Prewett (1888), Erik Longbottom (10493), Eutierria (8599), Florence Bulstrode (5713), Geraldine Greengrass-Yaxley (3069), Guinevere McGonagall (2805), Hades McKinnon (2232), Heather Wood (4157), Isaac Bagshot (5008), Jagoda Brodzki (1208), Jessie Kelly (204), Jonathan Selwyn (4937), Laurent Prewett (20629), Leon Bletchley (5751), Leonard Mulciber (4181), Lorien Mulciber (11709), Lorraine Malfoy (3812), Lyssa Dolohov (6483), Mabel Figg (1776), Millie Moody (5575), Morpheus Longbottom (3877), Neil Enfer (6738), Nora Figg (2382), Olivia Quirke (5659), Penny Weasley (8907), Peppa Potter (1865), Perseus Black (947), Philip Nott (5342), Rabastan Lestrange (653), Ralitsa Zamfir (845), Richard Mulciber (12798), Robert Mulciber (6395), Sauriel Rookwood (10864), Sebastian Macmillan (6887), Sophie Mulciber (3225), Stanley Andrew Borgin (8303), The Edge (17219), The Lightbringer (5945), The Overseer (762), The Tempest (2037), Thomas Figg (2417), Thomas Hardwick (2127), Tristan Ward (5342), Ula Brzęczyszczykiewicz (1797), Vera Travers (2350), Victoria Lestrange (17246), Viorica Zamfir (7441)

Wątek zamknięty  Dodaj do kolejeczki 

Strony (88): « Wstecz 1 … 70 71 72 73 74 … 88 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa