• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 2 3 4 5 … 11 Dalej »
[Jesień 72, 30.09 Ekstaza Merlina - impreza towarzyska]

[Jesień 72, 30.09 Ekstaza Merlina - impreza towarzyska]
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#61
26.08.2025, 21:51  ✶  

- Pożary pewnie miały na to wpływ, w sumie i tak wyszło całkiem nieźle, jak na to, że całkiem niedawno ogień był wszędzie. - Nie miała pojęcia, jak bardzo naruszył działalność artystyczną, bo nie była to jej dziedzina, podejrzewała jednak, że musiało mieć to jakieś odzwierciedlenie w programie.

- Dziwnie by było, gdybyś nie widział, tutaj ciągle przewijają się te same twarze. - Powiedziała cicho do Ambroise'a. Wcale jej to nie dziwiło, w końcu na wszystkich przyjęciach pojawiały się te same osoby, były organizowane dla śmietanki towarzyskiej, więc rzadko kiedy można było zauważyć kogoś spoza niej. Było to może nieco nudne i oklepane, ale przez lata musieli do tego przywyknąć. Na szczęście oni w końcu wrócili do normalności i znowu znajdowali się tutaj razem, z Greengrasem jakoś dużo łatwiej jej zawsze było przetrwać podobne wydarzenia, zwłaszcza, że z nim nigdy się na nich nie nudziła.

- W końcu, tyłek zaczął mnie boleć od siedzenia. - Co było całkiem jasne w jej przypadku, raczej należała do osób, które ciągle były w ruchu, trudno jej było usiedzieć w jednym miejscu, zresztą i tak dość mocno się wierciła podczas spektaklu, akurat z tym nie była nic w stanie zrobić.

Podnieśli się więc kiedy tłum nieco się przerzedził, być może miała chęć zacząć sprawdzać jedzenie, jakie miało pojawić się na bankiecie, ale nie zamierzała wpychać się w ten tłum który zaczął wychodzić. Musiała na siebie uważać.

- Widziałeś kogoś z kim chcesz pogadać, czy możemy zrobić nalot na stoliki z jedzeniem? - Zapytała jeszcze Ambroise'a, żeby nie decydować o tym, co będą dalej robić bez konsultacji, w końcu w związku chodziło przede wszystkim o kompromisy, dlatego więc wolała ustalić jedną, wspólną wersję.

Gdy ruszyli się z miejsca, wsunęła mu rękę pod ramię, żeby mogli razem wkroczyć na salę bankietową. Nie zamierzała opuścić go na krok, tak właściwie to nie miała pojęcia, czy spróbują z kimś porozmawiać, czy po prostu spędzą ten wieczór razem, ta druga opcja wydawała się jej zdecydowanie dużo bardziej atrakcyjna.

Dama z gramofonem
And the violence, caused silence
Who are we mistaken?
wiek
34
sława
IV
krew
czysta
genetyka
maledictus
zawód
Sędzia Wizengamotu
Czarownica o klasycznej, włoskiej urodzie odziedziczonej po matce. Ma ciemnobrązowe (z pierwszymi siwymi włosami) trudne do ujarzmienia loki, w które zwykle wpina złote spinki i ozdoby. Oczy - o bardzo nienaturalnym, kobaltowym kolorze. Bogowie pożałowali jej wzrostu. Ta poważna, dorosła kobieta ma zaledwie 149 cm wzrostu. Według kartoteki medycznej waży 37kg. Pachnie drogimi perfumami o zapachu jaśminu i ubiera się u magicznych projektantów, choć częściej można ją spotkać w przepisowym ministerialnym mundurku sędzi. Na przekór modzie czystokrwistych - uwielbia torebki, nienawidzi magicznych sakiew. Jej codzienna torebka z paryskiego magicznego domu mody jej zawsze wypchana po brzegi dokumentami, kosmetykami i innymi pierdołami, bez których nie może się obejść. Ogólnie to kobietą jest ułożoną, kulturalną, chociaż pierwsza dzień dobry na ulicy nie powie.

Lorien Mulciber
#62
26.08.2025, 22:57  ✶  
Z aurorem Aaronem A. Moody’m na balkonie.

- Zasłoniliby niebo, gdyby nie pasowało do dress code.
Przygryzła wargę, żeby się nie roześmiać. Co do tego miał rację. Świat bogaczy zawsze był piękny. Tandetnie drogi. Momentami wręcz kiczowaty. Nienawidziła go za to, że ma rację. Nienawidziła też trochę siebie, że jest tego wszystkiego częścią.
Bezwiednie zadarła głowę do góry. Czasem zapominała jak rzadko widać jakiekolwiek gwiazdy w Londynie. Zawsze w takich chwilach za nimi tęskniła. Za wrzosowiskami. Za wiatrem. W mieście nawet powietrze było inne.

Lorien lubiła zapach jaśminu, bo przypominał jej... dom rodzinny. Adeline zawsze używała takich perfum, tak pachniał jej kraj, więc przywiozła zapach ze sobą. Jaśmin i pomarańca. Gdy po raz czarownica  pierwszy usłyszała od niego anegdotkę o Kleopatrze, spytała zaczepnie czy kojarzy mu się z mityczną królową Egiptu. Usłyszała tylko proste “Niespecjalnie.” po którym nastąpił bardzo długi, pełen dat i historycznych niuansów monolog. Przestała słuchać gdzieś w połowie drugiego zdania.
A teraz, znów głos Aarona brzmiał tak jakby mówił o pogodzie, a nie o niej.
- Bardzo ładnie wyglądasz.
Wiem. Chciała odpowiedzieć. Widziałam w lustrze jak na mnie patrzysz, gdy wychodziliśmy.
- Doprawdy?- Zapytała zamiast tego, siląc się na całkiem obojętny ton. Dementorek - bezpiecznie spoczywający w zagłębieniu jej dłoni, na miękkiej białej rękawiczce - szarpał za pelerynkę, kościstymi łapkami próbując rozprostować materiał. Ewidentnie go to frustrowało.
A czy pan jest sfrustrowany panie Moody?
Nie odwróciła głowy. Co więcej, wyprostowała się jeszcze odrobinę mocniej; tak by przy najmniejszym ruchu dłoni musiał zahaczyć palcami o miękki materiał jej sukienki. Oburzająco skandaliczne zachowanie. Wszak nie godziło się dotykać czystokrwistej wdowy. Będąc na służbie. W dodatku w miesięcznicę pogrzebu jej nieszczęśliwej pamięci męża.
- Co podoba ci się najbardziej?
Nie straciła nawet na moment zainteresowania zakapturzoną figurką. Ale żeby mu się lepiej przyjrzeć, musiała go podnieść na wysokość twarzy. Marynarka zsunęła się odrobinę z jej ramienia; Gest tak leniwy, tak niefrasobliwy, że mógł wydać się prawie naturalny. No właśnie prawie. Powoli przechyliła głowę. Pozwoliła ciężkim lokom opaść na drugie ramię, odsłonić smukłą, zdobioną pojedynczym sznurem pereł, szyję. Skórę pokrytą gęsią skórką i drobnymi bliznami po wyłuskanych piórach.

Coś brzdąknęło. Jedna ze złotych spinek Lorien wysunęła się z jej ciemnych włosów i spadła na posadzkę. Dźwięk był czysty, zaskakująco głośny jak na taki drobiazg.
Odbiła się raz, drugi, trzeci. Przetoczyła kawałek, a potem zakręciła raz i zatrzymała - tuż przy czubku jego buta. Buta tak porządnie wypastowanego, że w słabym świetle balkonu zdawał się odbijać złoto ozdoby.
Nie poruszyła się, ale spojrzała - najpierw na samą spinkę, potem nieśpiesznie, odrobinę wyżej. Na but, na kant idealnie wyprasowanej nogawki munduru. Podciągnęła kolano, nonszalancko zakładając nogę na nogę, jakby to wszystko było zupełnie nieistotnym epizodem… Jakby jej nie zależało.
I to był moment, w którym Mulciber wreszcie uchwyciła spojrzenie Moody’ego i wymruczała tylko jedno, proste słowo.
- Aport.
Bo przecież gdyby auror nie znał swojego miejsca w szeregu... nie byłby aurorem prawda? A nikt nie lubił źle wyszkolonych psów myśliwskich.
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#63
26.08.2025, 23:53  ✶  
Stoję w towarzystwie Lyssy i Jonathana, kierujemy się ku jej obrazom i żeby wpłacić cegiełkę.

Morpheus wydawał się niesamowicie rozproszony, właściwie nie słuchał co się do niego mówi, na szczęście interakcja z Hannibalem była krótka. Przytaknął mu skromnie, chociaż wcale się z nim nie zgadzał. Nie przyzna się przecież, że nie może patrzeć na własne odbicie w lustrze, że każda powierzchnia, w której można się przejrzeć, powoduje w nim niezręczną niepewność i lęk. Nie przyzna się, że widok ognia paraliżuje go do tego stopnia, że nie może odpalić papierosa i dłonie często drżą mu jak alkoholikowi, więc przyłożenie brzytwy do policzka również stanowiło wyzwanie, nie tylko ze względu na srebrne tafle i blyszcz ostrza. Przytaknął, że tak wygodniej, chociaż zaczesane do tyłu szpakowate włosy nie były czymś, co dawało mu znów satysfakcję. Wypolerowany wizerunek, którego pozbył się na końcu sierpnia był prawie wyzwoleniem, ale wrócił na dawne ścieżki, tam zaprowadził go ogień, jak poganiacz bydła. Był bydłem.

Bydłem ofiarnym.

Czy był zaskoczony obecnoscia Lyssy Dolohov w swojej orbicie? Niespecjalnie. W końcu była córką swojego ojca. Nie wiedział co prawda, jakie dary odziedziczyła, czy też potrafiła zatrzymać drogocenne przedmioty w swoim żołądku czy widziała przyszłość, ale był przekonany, że nie mogła być przeciętną czarownicą. Może gdy Mildred nabierze ogłady, wyśle ją do Lyssy na wspólne zaklinanie obrazów. Tak, to go rozbawiło. Dwóch podstarzałych ojców organizujących swoim córkom towarzystwo do zabawy, z tym, że Millie tylko wyglądała jak jego dziecko, a nie nim była.

— Lysso. Mam nadzieję, że będziesz zadowolona z faktu, że twój obraz nie ucierpiał w pożarze, w przeciwieństwie od marnego zastępwstwa, które biedna Raphaela mi wysłała przez chaos, którego narobiła z twoimi dzielami. Gobelin okazał się być nieodporny na ognie piekielne. — Prosta, bezpieczna rozmowa. Nic trudnego, Morpheuszu, możesz być normalny. Możesz prowadzić normalnie pogawędkę. — Podejdźmy. Chciałbym też zrobić donację na... Przypomnij mi Jonathanie, jak to dokładnie działa?

Dla każdego, kto nie znał Longbottoma, brzmiało to jak absolutny brak szacunku do wartości pieniądza przez rozpieszczonego arystokratę, który przyszedł, obejrzał jak niższe formy życia poświęcają się dla jego rozrywki bez zainteresowania tematem, a później sypał pieniędzmi tam, gdzie było to korzystne dla jego wizerunku. W rzeczywistości wiedziały, że to było coś związanego z odbudową Londynu i wsparciem artystów po pożarach, ale ostatecznie jego umysł niekoniecznie zakodował, co właściwie było zbierane i dlaczego makieta miała się świecić. Ani jaka jest średnia przewidywana wpłata.


Przewaga: Kłamstwo (I)



And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
sweet summer child
Savor every moment 'til she has to go
'Cause her boyfriend is the rock 'n' roll
wiek
19
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
modelka
Dość wysoka (177 cm) młoda dziewczyna z długimi, ciemnymi lokami i brązowymi oczami. Pełna energii i ubrana jak z żurnala, zwraca na siebie uwagę wszystkich wokół.

Electra Prewett
#64
27.08.2025, 16:29  ✶  
Stoi koło przekąsek –> tańczy na parkiecie z Hannibalem

Electra stała przy stole z poczęstunkiem, przysłuchując się pochwałom kierowanym w stronę Hannibala. Wszystkie były w pełni zasłużone, ale miała także nadzieję, że poprawią one Selwynowi humor po słownej utarczce z Oleandrem. Na szczęście patrząc po zachowaniu jej towarzysza, nie pozwalał on by te złośliwy docinki zepsuły mu nastrój. Ona sama wolała nie skupiać się zanadto na sarkazmach Croucha, choć komentarz o sukience trochę ją zabolał... Będzie musiała potem złapać tę mendę na osobności i wyjaśnić parę spraw.

Gdy Han zaprosił ją do tańca, uśmiechnęła się znacząco i chwyciła jego dłoń. Po obejrzeniu spektaklu oraz wernisażu Prewettówna wręcz buzowała energią. Najchętniej zaciągnęłaby Selwyna do jakiegoś mugolskiego klubu z dobrą muzyką, żeby mogli się w pełnić oddać innemu rodzajowi ekstazy, ale w obecnej sytuacji musiała zadowolić się muzyką klasyczną na bankiecie. Opiekuńczość przyjaciela ją bawiła, bo Han dobrze zdawał sobie sprawę, że nie była przecież delikatnym kwiatuszkiem (plus pomimo założenia butów na niskim obcasie, dalej byli praktycznie tego samego wzrostu). Niemniej, to zachowania było na swój sposób urocze.

– Ach, czyli wreszcie poznam szanownego dyrektora teatru. Czego powinnam się spodziewać? Lubi oczarowywać innych tak samo jak jego syn? – spytała żartobliwie, choć naprawdę była ciekawa reakcji Selwyna seniora. – Miałeś już okazję poznać autorkę, prawda?

Co prawda Electra nie była aż tak doświadczoną tancerką jak Hannibal, ale pamiętała jeszcze kroki z lekcji tańca, które zdaniem matki były częścią edukacji panny z czystokrwistego rodu. Prewettówna radziła więc sobie całkiem nieźle na parkiecie, choć w większości była to zasługa prowadzenia jej partnera. Gdy tylko pojawiła się okazja do zrobienia dramatycznego obrotu, dziewczyna przekręciła się ostentacyjnie, by materiał jej sukni zawirował.
– Z wielką chęcią. Choć nie wiem, czy nie będzie zbyt zajęty skoro jest tutaj służbowo. – bardzo chciała pogadać z Henrym, lecz jednocześnie zdawała sobie sprawę, że cykanie fot nie było łatwym zajęciem. Praca w agencji modelingowej dobitnie ją o tym przekonała.

Odkryj wiadomość pozafabularną
Nić łącząca Electrę z Hannibalem: intensywna zieleń z odrobiną czerwieni.


The older you get the more rules they're gonna try to get you to follow.
You just gotta keep livin' man,
L-I-V-I-N
lover, not a fighter
wiek
20
sława
VI
krew
czysta
genetyka
oko uśpione
zawód
artysta sceniczny
175 cm wzrostu (na scenie wydawał się wyższy!) Pełna emocji twarz. Ciemne oczy i włosy, które zwykle pozostają w nieładzie. Goli się na gładko. Szczupły, ale umięśniony - zawodowy tancerz. Strój modny wśród mugolskiej młodzieży, czasami zgoła ekstrawagancki.

Hannibal Selwyn
#65
27.08.2025, 22:47  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.08.2025, 23:35 przez Hannibal Selwyn.)  
dokańczam interakcję z Robertem -> tańczę z Electrą

Czy zrozumiał nieme ostrzeżenie Roberta? Polityka interesowała go tylko o tyle, o ile musiała z racji jego statusu i pochodzenia. Nie miał również wiele cierpliwości dla całej tej prawniczej gadaniny i pisaniny, która uprawiali koledzy jego kuzyna. ”Słowa, słowa, słowa.” Nie miał nic przeciwko rozmowom o problemach społecznych z kuzynostwem i znajomymi, ale gdy próbował czytać te wszystkie mądre artykuły, zaczynał ziewać najpóźniej w trzecim akapicie.
Wiedział jednak, że niektórzy ze znajomych Roberta lub Jonathana mogą być niebezpieczni. Dlatego nie zamierzał powtarzać swojego niewinnego żarciku w szerszym gronie.

Opiekuńczość Hannibala wobec Electry była w równym, jeżeli nie większym stopniu przeznaczona dla oczu otoczenia, co dla niej samej. Tańczył z nią przecież nie pierwszy raz. Czuł jej energię, ledwie trzymaną w ryzach klasycznego walca. I ten obrót! Ewidentnie była gotowa na więcej. Doskonale się składało, bo on też.
- Mój ojciec potrafi być czarujący, kiedy chce - powiedział z odrobiną roztargnienia, wypatrując miejsca na parkiecie - A pani Anemone nie znam, ale chyba moja babcia… - przerwał, bo zorientował się, że orkiestra weszła w ostatnią frazę walca - Chcesz zrobić coś szalonego? - zapytał nagle i ruszył do obrotu, który prawie oderwał partnerkę od podłogi. W głowie odruchowo zaczął liczyć takty.
Cztery-dwa-trzy, pięć-dwa-trzy-
Dostrzegł wolny fragment parkietu i ruszył w tamtą stronę. Objął Ellie mocniej, spięcie w ciele mówiące, że coś się szykuje.
-sześć-dwa-trzy-
Poprowadził ją do podwójnego obrotu. Puścił jej rękę tylko po to, żeby złapać plecy, czuł, że dziewczyna traci równowagę, ale to nawet lepiej. 
-siedem-i-osiem-i-
W ostatnim takcie złapał ją w ramiona, ale zamiast pomóc jej się zatrzymać, zrobił niespodziewanie duży wykrok, właściwie całkiem ją przewracając - ale wciąż trzymając w bezpiecznym objęciu, dramatycznie przegiętą. Jej włosy prawie zamiotły podłogę.
Pam-pararam!
Muzyka ucichła, a Hannibal odczekał “trzy sekundy dla reporterów”, jak je nazywał jego choreograf Carlos, po czym spojrzał na Electrę z triumfalnym uśmiechem.
- Pięknie! - pochwalił. Jak na amatorkę, radziła sobie świetnie, nie wyhamowała go ani nie skuliła się w panice. Może po prostu nie zdążyła - nieważne.
Pomógł jej stanąć pewnie na nogach.
- Może jak już wypełnię obowiązki gwiazdy wieczoru, dasz się zabrać w jakieś swobodniejsze miejsce? Możemy wziąć Henry'ego, niech się trochę rozerwie. Mogę być zazdrosny, ale obiecuję nie obrażać twojej sukienki! - dodał na koniec, uśmiechając się filuternie.

Gdyby dało radę zerwać się stąd przed północą... iść w miasto, kluby już z powrotem działały, życie uparcie przebijało spod popiołów. Grał Merlina jutro i pojutrze… ale dopiero wieczorem. Hannibal z przyszłości to ogarnie. Hannibal z teraz chciał się bawić.

Odkryj wiadomość pozafabularną
Taki dip robi Hannibal Electrze, tylko z większym rozpędem i wszystko bardziej xD
King with no crown
Stars, hide your fires
Let no light see my black and deep desires
wiek
31
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Kanclerz Skarbu
Schludny, młody mężczyzna ze starannie ułożonymi blond włosami. Nie grzeszy wzrostem, będąc wysokim na 178 centymetrów, acz chodzi na tyle wyprostowany i z uniesioną głową, że może wydawać się górować nad rozmówcą. Pomaga mu w tym spojrzenie chłodnych, niebieskich oczu, na tyle skutych lodem, że nie sposób się przez niego przebić, aby dostrzec kryjącą się za nimi duszę. Zazwyczaj używa perfum z cedrowymi nutami przeplatającymi się z drzewem sandałowym. Dobiera ubrania starannie, zwłaszcza kolorystycznie. Nie ubiera się krzykliwie, acz odpowiednio do okazji; zawsze z idealnie wyprasowanym materiałem koszuli, dobrze dopiętą kamizelką. Charyzmą przyciąga do siebie innych, acz waży słowa w naturalnie ostrożnej manierze. Nie brak mu w głosie donośnych tonów, na marne można oczekiwać, że otworzy usta, aby krzyczeć, nawet te cicho wypowiedziane przez niego słowa potrafią być dobitniejsze niż cudzy krzyk. Stawia na niską intonację, uważając, że jest przyjemniejsza dla ucha i bardzo dobrze podkreśla angielski, wręcz krzyczący w swojej pretensjonalności o jego uprzywilejowanym urodzeniu, akcent.

Elliott Malfoy
#66
28.08.2025, 00:58  ✶  
Opuścili ich Lorien i Aaron, przy barze z Philomeną, Desmondem, Erikiem oraz Norą.

Wieczór kładł na ramionach socjety lekkość swego płaszcza; Elliott czuł ciężkość powiek, stęskniony frywolności włoskiej cytrynówki.

Wyłapał sztuczność śmiechu Lorien, choć nie przypisał mu większego znaczenia - nic na tego typu wydarzeniach nie stało nawet obok szczerości.
- Mowa jest srebrem, a milczenie złotem, zwłaszcza w czasach, gdy mało kto rwie się do faktycznej inicjatywy. Błysk żyrandolu może oślepiać, ale nierozważnym byłoby sugerować, że dla kogoś takiego jak mój ojciec sytuacja kraju nie jest sprawą pierwszorzędną - jego ton nie był upominający, wręcz odwrotnie, brzmiał jakby czytał na głos kolumne 'The Financial Times' przy śniadaniu, gdy na giełdzie nie działo się nic nadzwyczajnego - Miejmy nadzieję, że stronnictwu wystarczy mój komentarz i, że nie jest to dla stronnictwa żadną potwarzą - dokończył i skinąwszy głową Sędzinie jak i Moody'emu, zwrócił swą uwagę ku Pani Mulciber oraz Desmondowi.


Życzył Fortinbrasowi wszystkiego poza zdrowiem, stary Malfoy mógłby zakopać się w dziurze i nigdy nie wychodzić, a żałobą Elliotta byłby fakt, że sam nie zsypywał na jego ciało ziemi z ciężkiej łopaty. Uśmiechnął się delikatnie do Philomeny, gdy odbierał pozdrowienia dla Pana Ojca.
- Dziękuję, definitywnie przekażę  - chciał kontynuować rozmowę, choć brnięcie w politykę na teatralnym wydarzeniu, w tak wczesnej cześci wieczora wydawało mu się w złym guście. Na szczęście - lub nieszczęście - pomocną lawinę słów zaoferował Desmond.


- Panie Longbottom - zaczął oficjalnie, choć pomiędzy słowa wkradła się nuta filuterności, sugerująca, iż nie było to przywitanie zbytnio sztywne. Nim kontynuował, zmierzył krótkim, oceniającym spojrzeniem musujący alkohol w szkle Erika. Spojrzenie było ostre i krótkie, jak uderzająca o świeżo ogolony policzek zamrożona kropla deszczu ze śniegiem początkiem listopada; troska była dla Elliotta emocją nienaturalną, wręcz niemożliwa do wyrażenia w cieplejszych gestach. Wyciągnął do Erika rękę, chcąc przypieczętować ich powitanie - Panno Figg, co za miłe zaskoczenie i równie dobrze prezentująca się kreacja.

- Łuski są bardziej odporne na płomienie, a wizja powracającego regularnie samozapłonu, nawet ze zwiastunem odrodzenia, wydaje się dość bolesna - zwłaszcza biorąc pod uwagę wydarzenia z początku miesiąca, dokończył w myślach, choć nie ważył się zakłócać odgraniczonego jaśminem od rzeczywistości arystokratycznego azylu - Smok może polec strawiony własnym ogniem, bez wizji odrodzenia, jest więc bardziej zmotywowany, aby odnaleźć wewnętrzny spokój - wychylił resztę wody z kryształowej szklanki - Was również miło widzieć w dobrym zdrowiu - dodał, zmiękczając ton wypowiedzi.

- Jakie przemyślenia towarzyszyły wam podczas sztuki? - zmienił temat, choć szybko okazało się, że ich rozmowy, bądź sama obecność przyciągnęły uwagę prasy.

Korzystając z okazji, położył Desmondowi dłoń na ramieniu; gest nie był dominujący czy ciężki, miał być delikatnym sygnałem, aby nie dał się ponieść procentom wypitego drinka oraz innym, targającym nim emocjami. Na szczęście nikt nie został zapytany o komentarz, zdjęcie zostało zrobione ich trójce - Philomenie, Desmondowi i Elliottowi. Erik wraz z Norą dostali swoją własną fotografię, jeżeli nie uciekli wystarczająco szybko.

- Założę się, że jeszcze zdążymy być zapytani o wpływ sytuacji politycznej na performance czy inne, pochodne pytanie - odparł neutralnie do każdej z otaczających go osób - Polityka bywa dość niewdzięczną 'kochanką' - uważnie śledził przebieg dyskusji Pani Mulciber i swojego kuzyna, na wypadek, gdyby musiał interweniować.


“An immense pressure is on me
I cannot move without dislodging the weight of centuries”
♦♦♦
Karma police
"Bijące serce Zakonu" – cytat by Woody Tarpaulin (czyli twój stary najebany gada z kolegą o tym, jak był zomowcem i pałował księży na ulicach)
wiek
52
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Auror na pełen etat, majster na pół
Myślisz sobie, "ale skurwysyn", i masz w sumie rację. Szczupły, zawsze schludnie ubrany mężczyzna w średnim wieku o jasnobrązowych włosach. Niby chudy, ale jednak byk. Jak na kogoś raczej średniego wzrostu (mierzy dokładnie 1,78 m), podejrzanie mocno lubi patrzeć z góry na przestępców, których przetrzymuje w swojej sali przesłuchań. Wygląda na starszego, aniżeli jest w rzeczywistości: na jego twarzy zaczynają już rysować się zmarszczki, a pod zmęczonymi, ciemnozielonymi oczyma, widać cienie od niewyspania. Nie jest kimś, kto przesadnie dba o swój wygląd, a jednak, przepisowy mundur aurora zawsze ma idealnie wyprasowany, kołnierzyk koszuli stoi sztywno, a buty – wydają się być świeżo pastowane. Wyważenie Aarona wynika z wtłoczonego przez lata służby aurorskiego rygoru, zaś wojskowa elegancja – z przekonania o potrzebie zachowywania wewnętrznej dyscypliny bez względu na okoliczności. Przynajmniej w godzinach pracy jest elegancki, bo po cywilnemu ubiera zwykle stare łachy robocze, w których jest mu najwygodniej. Widać po nim, że pracuje manualnie, ręce ma bowiem szorstkie, z widocznymi odciskami. Jego ruchy cechuje precyzja i pewność siebie. Na co dzień pachnie wodą po goleniu (od lat tą samą), roztaczając wokół siebie mdłą woń najtańszej kawy z ministerialnego automatu, zmieszaną z dymem papierosowym. Na prawej ręce ma dwa tatuaże, które zwykle chowa jednak pod zaklęciami maskującymi.

Aaron Andrew Moody
#67
28.08.2025, 08:14  ✶  
Z Lorien Mulciber na balkonie.

Wreszcie na nią spojrzał. Nie wydawał się specjalnie poruszony, a przynajmniej nie dał niczego po sobie poznać. Patrzył przez chwilę tak, jak gdyby szukał czegoś w jej twarzy. Właśnie tak musiał wyglądać na sali przesłuchań, gdy słyszał przyznanie się do winy. Z pociemniałymi nagle oczami, z ustami zaciśniętymi nie w pogardzie, lecz w napięciu: gdy po wielu godzinach przesłuchiwania podejrzanego zamykał za sobą drzwi, wydawał się niemal... Rozbawiony. Aaron Moody był rozbawiony, o ile było to możliwe w przypadku Aarona Moody'ego.

"Co ci się podoba najbardziej?"

Nie poruszył się. Nie musiał. Nie, skoro ona nachyliła się blisko, bliżej. Wcześniej obserwował jak goście mierzą się wzrokiem, oceniając, kto ma lepsze miejsce, z której loży najlepiej widać scenę. Tylko głupiec patrzyłby na scenę, mając u swego boku Lorien Mulciber. Gdy więc ona spojrzała na niego, on już patrzył na nią. Powiódł spojrzeniem wzdłuż jej ciała, wzdłuż szyi, długiej na siedem pocałunków, a może i nawet na dziewięć, jeżeli miał być dokładnym, a przecież Aaron Moody lubił być dokładnym.
Dostała to, czego chciała. Pełnię jego uwagi.
"Co ci się podoba najbardziej?"
– W tym momencie – odpowiedział, równie obojętnym tonem – moja marynarka.
I to, w jaki sposób otulała posesywnie jej drobną postać, niby to przypadkiem odkrywając nagie ramię.

Schylił się, żeby podnieść spinkę, niepomny na jej szept. Bo tak przecież działał świat Lorien Mulciber. Świat, jaki znała i rozumiała, był światem, w którym każdy należał do kogoś. Prawnuczka Philomeny, której imienia nawet nie raczyła wspomnieć stara, niczym nie różniła się bowiem od jednego ze zdobiących jej rękę pierścieni, podążających posłusznie za każdym skinieniem szczupłych palców. Była tylko częścią otaczającego ich blichtru, odblaskiem czegoś większego, jak wszyscy tutaj. Tak samo przystrojona w kosztowności Kleopatra była jedynie odblaskiem pełni bogactw Egiptu, których obietnica miała przekonać rzymskiego generała do pomocy w obronie sukcesji. Ale tak jak on nie był Markiem Antoniuszem, tak ona nie była Kleopatrą. Nie, gdy zamiast kosztowności, zrzucała z siebie pióra, pomyślał, przesunąwszy spojrzeniem po odsłoniętej skórze jej ramienia. Wyprostował się.

– Umiem tylko "do nogi" i "waruj". – Wymowną była cisza między nimi, zanim odwrócił wzrok, skupiając się całkowicie na złotej spince, którą obracał między palcami. Nagle pożałował, że się odezwał, jak zawsze zbyt ostro, zbyt oschle. Nie powinien ciągnąć tego żartu, nie tutaj. Ale przecież miał nie odstępować jej na krok, aby mogła poczuć się na bankiecie bezpiecznie... Tak przynajmniej brzmiała oficjalna wersja wydarzeń.

Nie zwrócił jej spinki. Zacisnął na niej pięść, skrywszy błyskotkę we wnętrzu dłoni. Jak gdyby chował narzędzie zbrodni, zacierał ślady. Poszlaki, które mogłyby wskazywać, że jego i Lorien łączy coś ponad zwykłe stosunki służbowe. A może wręcz przeciwnie, katalogował jej występki tej nocy, gotów wyliczyć wszystkie, ledwie wrócą z przyjęcia? Z nieprzeniknioną twarzą kolekcjonował materiał dowodowy przeciwko Lorien, budując sprawę w oparciu o ewidencję spojrzeń posłanych mu ponad ramieniem. W oparciu o słowa, które padły, jak i te, które nie  zostały wypowiedziane. Któreś z nich musiało się w końcu pilnować, pomyślał Aaron, mniej zdroworozsądkowe myśli jak zawsze spychając z premedytacją pod osłonę oklumencji.


– You're too difficult.
– The situation is difficult, not me.
Dama z gramofonem
And the violence, caused silence
Who are we mistaken?
wiek
34
sława
IV
krew
czysta
genetyka
maledictus
zawód
Sędzia Wizengamotu
Czarownica o klasycznej, włoskiej urodzie odziedziczonej po matce. Ma ciemnobrązowe (z pierwszymi siwymi włosami) trudne do ujarzmienia loki, w które zwykle wpina złote spinki i ozdoby. Oczy - o bardzo nienaturalnym, kobaltowym kolorze. Bogowie pożałowali jej wzrostu. Ta poważna, dorosła kobieta ma zaledwie 149 cm wzrostu. Według kartoteki medycznej waży 37kg. Pachnie drogimi perfumami o zapachu jaśminu i ubiera się u magicznych projektantów, choć częściej można ją spotkać w przepisowym ministerialnym mundurku sędzi. Na przekór modzie czystokrwistych - uwielbia torebki, nienawidzi magicznych sakiew. Jej codzienna torebka z paryskiego magicznego domu mody jej zawsze wypchana po brzegi dokumentami, kosmetykami i innymi pierdołami, bez których nie może się obejść. Ogólnie to kobietą jest ułożoną, kulturalną, chociaż pierwsza dzień dobry na ulicy nie powie.

Lorien Mulciber
#68
30.08.2025, 10:21  ✶  
Z Aaronem A. Moody’m - wciąż na balkonie (suprise suprise)

Było coś w jego spojrzeniu, co łamało ludzi. Coś co sprawiało, że czułeś się obnażony ze wszelkich grzechów i przewinień.
Co znalazł w lekko drżących od wręcz dziewczęcego rozbawienia, kącikach ust, intensywnie barwionych jej ulubioną czerwienią? Czarne pudełeczko ze szminką, zdobione logiem Diora zapewne spoczywało bezpiecznie w kopertówce na kolanach. Podobnie zresztą jak dwukierunkowe lusterko, które wrzuciła od niechcenia “bo przecież nigdy nie można być zbyt ostrożnym”, jakaś maleńka fiolka eliksiru uspokajającego, różdżka i książeczka czekowa, aby uraczyć teatr sowitym datkiem.
Złapała go spojrzeniem. Złapała i nie wypuściła póki nie musiała, bo jakkolwiek onieśmielające i kruszejące mury było spojrzenie Aarona, tak i ona nie pozostawała dłużna. Mówiło się, że w oczach sędzi Mulciber można było dostrzec swój los. Nie chodziło tu jednak o jakieś pierdolenie wróżbitów, ale o wyrok - im cięższy, dłuższy, tym głębszy i piękniejszy stawał się kobalt jej tęczówek. Dziś Aaron mógł wyczytać z nich dożywocie.

- Podzielam Pana osąd, panie Moody. Jak to dobrze, że ktoś zalecił Panu włożenie dziś munduru galowego. Myślę, że powinien Pan na jego dłonie złożyć szczere podziękowania.
Prześlizgnęła palcami po srebrnych zapięciach marynarki, jej surowych w prostocie wykonania szwach. Paznokciem podważyła wpiętą weń żeliwną, choć misternie wykonaną broszkę do spięcia szaty wierzchniej z mundurem. Przypominała jej o kiermaszu w Lammas, gdzie zresztą ją kupiła. Cóż. Przy mundurze prezentowała się znacznie lepiej niż przy golfie, co do tego nie było żadnych wątpliwości.

Nie wyciągnęła dłoni po spinkę, ale zdjęła z dłoni rękawiczki. Zwykle zdobione drogimi pierścieniami dłonie dziś pozostawały dziwnie nagie. Ułożyła sobie dementorka na kolanach, pomagając mu rozprostować płaszczyk i uspokoić się po wybudzeniu ze snu.
Jej spojrzenie nadal błądziło jednak po sylwetce aurora, gdy schylił się, żeby podnieść zgubę. Westchnęła cicho żegnając się na kolejne parę godzin ze złotą ozdobą. Nie szkodzi. Odzyska ją później. Ją i nie tylko to.
- Wiem. Ale ojciec zawsze powtarzał, że stare psy uczą się nowych sztuczek najszybciej, gdy mają swoją nagrodę blisko… W zasięgu wzroku i zębisk.- Powiedziała, zniżając głos do tak niewinnego szeptu, jakby naprawdę mówiła o ulubionych wyżłach Philipa Croucha. Któreś rzeczywiście powinno zachować samokontrolę, szkoda, że to drugie wcale nie planowało tego ułatwić.

Dementorek wreszcie przestał się boczyć na cały świat. Chyba nawet rozważał samotną podróż w nieznane, ale tak szybko jak odleciał kawałek, tak szybko wrócił. Sala była zbyt jasna, pełna ludzi i straszna. Więc zamiast tego, wtulił się w szyję opiekunki, patrząc na Moody’ego… wręcz wyzywająco. O ile można powiedzieć, że te małe chochliki mogły na cokolwiek patrzeć. Lorien nie drgnęła nawet, gdy ostre, kościste pazurki wbiły się w jej skórę. To był jej świat. Tak bliski, a tak daleki socjecie, której przecież była częścią.
Czym tak naprawdę różniła się Lorien Mulciber obleczona w drogi materiał sukni wieczorowej siedząca pod firmamentem z kwiatów i gwiazd nad głową, od tej w szatach sędziowskich skrytej w cieniu sal Wizengmotu i tej w o wiele za dużej flanelowej koszuli w kratę mieszającej różdżką w kubku z kawą o drugiej nocy?
Wszystkim. A może kompletnie niczym.
Czarodziej
“It was hotter than rage, and sharper than fear, and cut deeper than helplessness, all because I couldn’t get to you.”
wiek
sława
—
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Koroner
Mieniące się srebrem, długie pasma włosów opadają Cynthii prosto na ramiona i ciągną się za połowę pleców, spod wachlarza czarnych rzęs spoglądają jasnoniebieskie, chłodne tęczówki. Jest średniego wzrostu o dość drobnej, smukłej budowie ciała. Wydaje się krucha i delikatna, głównie przez bladość skóry, jakby pozbawiona siły fizycznej. Doskonale dostosowuje sposób mówienia oraz gesty pod towarzystwo, w którym aktualnie przebywa, sprawnie manipuluje za pomocą wyglądu. Jest niewinnie śliczna, a jednocześnie przeraźliwie kojarzy się z zimą.

Cynthia Flint
#69
30.08.2025, 22:37  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.08.2025, 22:51 przez Cynthia Flint.)  
Z Lou, Atreusem, Brenną i Caiusem przez część bankietową do baru - w barze.

Sztukę każdy mógł interpretować po swojemu, ale ciężko byłoby nie zgodzić się ze stwierdzeniem Atreusa, że Salazarowi zrobiłoby się chyba słabo. Była to barwna kreacja, aktorzy byli zdolni i dawali z siebie wszystko, ale niezbyt trafiała w jej gusta, pomijając już całkiem kwestię braku skupienia na tyle dużego, aby móc odpowiednio chłonąć przedstawienie. Bardziej poszczególne elementy niż całość. W zamyśleniu wciąż zaczepiała suknie lub owijała na palcu jeden z loków. Nie zamierzała od razu tego wieczoru skreślać. Cieszyła się ze swojego towarzystwa, do którego wracała spojrzeniem.
- Wydaje mi się Atreusie, że był to element, który mógł odrzucić najwięcej osób z widowni. Zupełnie nie pasuje mi to do obrazu Merlina.-  przyznała mu rację, posyłając mu krótki uśmiech. Jego słów o oklaskach już nie skomentowała, patrząc na scenę. Gdy zasiadali dookoła ważni goście, a całe wydarzenie miało charytatywny wydźwięk, czego innego się spodziewać? Nawet jeśli byłoby okropnie, wszyscy by klaskali. Bo tak wypadało, bo tego oczekiwała socjeta. Oddechu. I krew plamiąca kosztowe suknie i skrojone fraki lub garnitury, zupełnie temu nie przeszkadzała. Jej wzrok znów powędrował na brunetkę. - Muszę się zgodzić odnośnie do tancerek. Muzyka i układy były chyba dla mnie najlepszym elementem. Najciekawszym.. - w jej głosie pojawiła się nuta entuzjazmu, bo to faktycznie obserwowała. Znała jakieś podstawowe tańce, których wymagano na oficjalnych balach i spotkaniach, ale ta forma sztuki zawsze wydawała się jej wyjątkowo lekka i piękna, podkreślająca to, jak lekko i zwinnie mógł poruszać się człowiek. Odpowiedni strój i wyglądał, jakby latał. - Tak czułam, że nie trafi w Twój gust. - dodała w stronę Lou, odszukując na chwilę spojrzenie onyksowych oczu i kiwnąć głową w podziękowaniu za to, że odsunął jej krzesło. Nie była przyzwyczajona, że trzymał ją tak blisko siebie, dbając o każdy, najmniejszy nawet detal. Był dziś jak prawdziwy gentleman, z którego ramienia skorzystała, kierując się w stronę baru.
- Niezbędne, aby poprawić jakość i wrażenia podczas spektaklu.- odparła z westchnieniem, a nawet drobnym wzruszeniem ramion. Gdyby ona siedziała na pierwszym rzędzie, najpewniej by się przesiadła, zważywszy na bankiet, który miał się odbyć po tym, jak teatr opustoszeje. Może wizja tej sztuki w takiej formie należała do człowieka współczesnego i pełnego reform, na którego większość czarodziejów nie była jeszcze gotowa? Doświadczenie samo w sobie było ciekawe, pomagało dostrzec nowe perspektywy temu, kto się lepiej przyglądał. Gdy loże opustoszały, a zaproszeni goście zaczęli gromadzić się w jednym miejscu, dostrzegła sporo znajomych twarzy, okazjonalnie z kim się witała skinieniem głowy lub drobnym gestem. Zawsze lubiła obserwować otoczenie. Od swojego towarzystwa jednak się nie ruszała, chociaż miała w planach później wpłacić jakąś kwotę na zbiórkę, która była przecież głównym celem tego spotkania. Ludzie będą komentować, kto dołożył galeona, a kto był skąpy.
- Nikt się nie spodziewał, że kapibary zawładną Londynem. Przynajmniej na długo zostanie w pamięci. - stwierdziła, przypominając sobie, jak wiele plotek na ten temat  krążyło po Ministerstwie. Odwzajemniła spojrzenie Brenny, chcąc nim przekazać, że dziś nie zamierzała sięgać po alkohol, o ile nie zrobią symbolicznego toastu z szampana i nie będzie do tego zmuszona. Trudno było jednak oczekiwać, że i towarzyszący im Panowie pójdą tą drogą. - Może ja z Brenną zajmiemy miejsca, a wy zadbacie o napoje? - zaproponowała, przenosząc spojrzenie kolejnego po nich, zatrzymując się na Lou. Nie wątpiła, że nie pogardziłby magicznymi trunkami i niespodziankami, które z nich płynęły. Zrobiła dwa kroki w stronę Longbottom, rozglądając się dookoła w poszukiwaniu odpowiedniego miejsca.  Ruch głowy sprawił, że włosy kołysały się dookoła jej twarzy, usiłując w całości przemknąć na plecy i opuścić ramiona, co jednak umożliwiała im spinka.
adwokat diabła
They will eat from the ground
beneath my throne
wiek
93
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
publicyska, prawniczka
Szczupła kobieta w podeszłym wieku, która swój wysoki wzrost (177 cm) podkreśla chętnie obcasami, nie pozwalając byle komu patrzeć na siebie z góry. Całą swoją prezencją zwraca uwagę: upinaną w wymyślne kształty fryzurą z siwych włosów, eleganckim i drogim strojem, ciężką biżuterią.

Philomena Mulciber
#70
31.08.2025, 22:55  ✶  
Wciąż bar z: Desmondem, Elliottem, Erikiem, Norą

Ograniczenie interakcji z Lorien było jedyną formą upomnienia, jaką zamierzała wystosować w stronę sędzi Philomena. Stara była bowiem doskonale świadoma tego, jaką odpowiedź miała w zanadrzu druga kobieta. Nie musiała jednak — całe szczęście — długo kłopotać się niekomfortowym towarzystwem Moody’ego, ponieważ Lorien zabrała swoją maskotkę na stronę. Gdy zaś wydawała Aaronowi polecenia, do złudzenia przypominała rozkapryszone młode dziewczę, nie dorosłą kobietę reprezentującą jedną z najważniejszych instytucji ministerialnych.
Philomena powitała oczywiście z uprzejmości również Norę, która dołączyła do nich u boku Erika, lecz nie poświęciła Figgównie wiele uwagi. Pożegnała z równie wystudiowaną grzecznością odłączających się od nich Lorien i aurora Moody’ego. Odprowadzając ich kawałek wzrokiem, dostrzegła na sali Aristę Black oraz Louvaina — zawitał tu widać tego wieczoru pełen przekrój jej młodych rasistowskich współpracowników. W tamtej chwili jej uwaga skupiona była jednak na innym młodym konserwatywnym radykale, niestety nie tak obiecującym politycznie jak tamtych dwoje.
Oglądała niezdarny popis jąkania się Desmonda z niewzruszonym uśmiechem i cierpliwością, lecz jej oczy pozostawały surowe i chłodne; zdawać by się mogło, że słały w stronę Malfoya ciągłe napomnienie. Wyjąwszy jego niezręczność, te dziwne ruchy i alkohol, samej treści słów chłopaka nie miała niczego do zarzucenia; wprost przeciwnie. Może i Arista miała lekkie pióro, Louvain żarliwą determinację i wierność idei, lecz żadne z nich nie miało tak pięknego umysłu jak ten, który objawił się przed nią w postaci Desmonda. Gdy odsuwała na bok formę jego wypowiedzi, czuła się niemal jakby słuchała najukochańszego ze swych wnuków — Donalda Mulcibera. Młody mówił precyzyjnie, sucho i twardo, technicznie niemal, a gdyby spisać jego słowa na papier, stworzyłyby zgrabny komentarz niewymagający wiele pracy redakcyjnej. Niestety, wyłącznie na papierze wypowiedzi Malfoya miały potencjał olśniewać — Philomena z trudem trawiła to nienaturalne tempo i potknięcia poplątanego języka, choć taktownie przymykała na nie oko.
Desmond mógł okazać się wyjątkowo cennym człowiekiem, lecz z całą pewnością nie był jednym z tych, których wystawiało się w pierwszym szeregu.
— Życzyłabym sobie, aby moje publikacje szerzej spotykały się z takim odbiorem jak pański, panie Malfoy. Każdorazowo cieszy usłyszeć głos osoby, która w pełni zrozumiała tekst i wyciągnęła z niego odpowiednie wnioski. — Nie była to może najbardziej entuzjastycznie wygłoszona pochwała, bo płynęła w tonie wyższości, lecz Philomena na tym nie poprzestała. Skierowała temat na osobę Desmonda, co było najlepszym dowodem jej zainteresowania. — Rozważę pańską sugestię, dobierając przyszłe projekty. Przekrojowe zestawienie zawsze kreśli obraz lepiej trafiający do wyobraźni niż studium pojedynczych przypadków. Jeśli można wiedzieć, jaką dziedziną zajmuje się pan na co dzień, panie Malfoy, że dysponuje pan taką wnikliwością?
Być może udzieliłaby mu więcej zachęty, gdyby nie fakt, że znajdowali się w towarzystwie. Nie tylko musiała Philomena dbać o swój wizerunek, lecz i dzielić uwagę pomiędzy wszystkich uczestników konwersacji. Słuchać innych, nawiązywać po kolei kontakt wzrokowy.
— Biorąc pod uwagę materiał, jakim dysponowali artyści, wykonali dobrą pracę — odpowiedziała na pytanie zadane przez Elliotta. — Sam scenariusz jednakże… — Zmarszczyła się i z niesmakiem pokręciła głową.
Gdy zbliżył się do nich fotograf, po zmanierowanym grymasie nie było już śladu. Philomena zadbała o to, aby na zdjęciu wyglądać odpowiednio dumnie. Wyprostowana na tyle, na ile pozwalał jej garb, z nieprzystępnym wyrazem twarzy tworzącym dystans pomiędzy nią a czytelnikiem gazetki, dla której pracował ów człowiek.


głosujcie na mnie, bo nie macie innego wyjścia
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Aaron Andrew Moody (10126), Ambroise Greengrass-Yaxley (2272), Anthony Shafiq (4639), Atreus Bulstrode (4400), Baba Jaga (254), Brenna Longbottom (4160), Caius Burke (517), Cynthia Flint (3288), Dearg Dur (6991), Desmond Malfoy (1867), Electra Prewett (2540), Elliott Malfoy (5588), Erik Longbottom (3725), Eugenia Jenkins (1757), Geraldine Greengrass-Yaxley (1906), Hannibal Selwyn (5262), Henry Lockhart (956), Jonathan Selwyn (2300), Lorien Mulciber (7990), Louvain Lestrange (1748), Lyssa Dolohov (2407), Mathilda Quirrell (2016), Mona Rowle (822), Morpheus Longbottom (3826), Nora Figg (2861), Oleander Crouch (2271), Pan Losu (98), Philomena Mulciber (3787), Robert Albert Crouch (2176)


Strony (21): « Wstecz 1 … 5 6 7 8 9 … 21 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa