17.10.2025, 20:29 ✶
Atreus Bulstrode
Być może później byłaby niezadowolona z tego, jak dała się poprowadzić w tej rozmowie. Nie miała podstaw by ufać przystojnemu aurorowi, który z jakiś powodów nagle stał się miłośnikiem sztuki. Nade wszystko był jej mecenasem, a ona powinna dołożyć wszelkich starań by był zadowolony. W przeciwieństwie do kuzyna mającego szczęście znajdować się bezpośrednio w głównej linii, nie miała aż takich wpływów w teatrze. Nie miała pieniędzy swoich rodziców by zagwarantować sobie w nim dożywotnio przestrzeń.
Musiała walczyć.
Czasem jednak okoliczności sprawiały, że człowiek stawał przed wyborem odsłonięcia kart trzymanych przy piersi. Czasem jedno właściwie dobrane słowo, jedno pytanie sprawiało, że ciasno zaciśnięta muszla odsłaniała co wrażliwsze partie.
- Zawsze chciałam być obsadzona w roli Ekstazy. To przez tą sztukę, kiedy zobaczyłam ją pierwszy raz, postanowiłam, że zostanę tancerką. - Coś w jej głosie zmieniło się. Było w tym mniej mieniącej się łuny zjawiskowej sukni, a więcej mięsistej, surowej prawdy. To zdanie mogłoby z poodzeniem być wypowiedziane w ramach promocji sztuki, ale... doświadczony łowca mógł wyczuć czającą się w nim prawdę. Zwłaszcza, że chwilę potem Lauretta zaśmiała się próbując zbyć ten moment, odebrać mu wagi. - To byłaby bardzo zła wróżba, po osiągnięciu szczytu przecież nie pozostało nic innego jak upadek. Ale... masz rację, ostatnio odnajduje się w modernie, gdzie ciało zwija się pod naciskiem muzyki i emocji w niej zawartych... Boję się jednak, że brak baletu i tradycyjnych piruetów mógłby być nazbyt szokujący dla publiczności koncertu, jakby nie było żałobnego. - mógły im się nie podobać, mogliby mnie oskarżyć o nieodpowiednie podejście do uszanowania zmarłch, mogłabym przez t popaść w niełaskę... echo myśli zniknęło w odliczonych krokach, w skinieniu głową przechodzącym ludziom, w kilku komplementach odebranych od widzów przedstawienia, któzy nie mieli już wątpliwości kogo tancerka obdarza największą uwagą.
- To moje miejsce pracy, to mój dom... - Odpowiedziała na drugie pytanie nieco bardziej dyplomatycznie, za uroczym uśmiechem gnąc całą nienawiść do tego miejsca wysyconego wszystkim tylko nie sztuką. - Czy na prawdę prosisz mnie abym wyceniła swoje życie? - Znała odpowiedź. Dałaby absolutnie nic, prosząc los o to, by kto inny niż wuj został nowym włodażem teatru. Próżne modlitwy niemożliwe do spełnienia. Nie było jej źle, w końcu była primabaleriną. Jeszcze. Fakt, że Hannibal taką uwagą obdarzył seconda balerinę nie uszedł jej uwadze i mroził krew w żyłach. W tym sezonie umowa ją zabezpieczała, ale w drugim? To nie były jednak myśli do dzielenia się z mecenasem, któremu miało być miło podczas rozmowy z nią. Nie były to zmartwienia, któremu chciałaby powiedzieć komukolwiek, a które kruszyłyby jej obraz osoby bez lęku spoglądającej w swoją przyszłość, pewną talentu i nade wszystko pracy, którą włożyła w jego kształtowanie.
aura Lauretty