• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Czarodzieje Sowia Poczta Skrzynki postaci niezależnych Listy do Mistrza Gry

Listy do Mistrza Gry
a guy who knows a guy
Ojciec Wirgiliusz uczył dzieci swoje,
a miał ich wszystkich sto dwadzieścia troje
wiek
51
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
przedsiębiorczy właściciel pubu "Rejwach"
Niemal zawsze towarzyszy mu nakrycie głowy: któryś z jego kapeluszy. Zmysł modowy ma raczej mierny i kiczowaty, ale lubi eksperymenty. Widać w jego kreacjach silną inspirację retro westernami, twoim starym na rybach ze szwagrem, ale też mugolską modą lat 70. Nie da się ukryć, że przekroczył pięćdziesiątkę, więc nie próbuje udawać, że tak nie jest. Ma charakterystyczną przerwę między jedynkami, niebieskie oczy, 186 centymetrów wzrostu i barczystą sylwetkę. Zarost na ogół maksymalnie kilkudniowy, choć zdarza się, że zapuści okresowo jasną brodę przetykaną siwymi włosami. Włosów na głowie od lat nie stwierdzono.

Woody Tarpaulin
#101
01.10.2025, 12:18  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.10.2025, 11:53 przez Eutierria.)  
Adresat: Godryk Longbottom
Dzień nadania: 22/09/72, wieczór
Sposób nadania: moja sowa Józek
Kontekst: Moja reakcja na tę informację.
Mistrz gry: -


Tato,
wiesz, nigdy nie przestałem odwiedzać grobu mamy. A ona mnie nigdy nie odwiedziła. Mama była mądra, zawsze wiedziała, jak się zachować. Derwin za to nawet po śmierci ma w głowie, wyobraź sobie, jedno: wszystko byle mnie udręczyć, mimo że i jemu stawiam świeczki. Tak, zawsze on donosił ci na mnie, to dziś ja ci donoszę na niego, że nie śpi wcale tak słodko, jak udaje.
Próbował zaciągnąć mnie na Mabon. Ciężko mu odmówić, przynajmniej teraz. Byłbym prawie przyszedł. Usłyszałem wszystkich tak radosnych w sadzie, otrząsnąłem się i zawróciłem. Derwin mówił o rodzinie. Gdybym wrócił znikąd, to byłoby tylko o mnie i o tobie, nie o rodzinie. Ta dziura po mnie dawno się zabliźniła, wszyscy przywykli do braku. Nie będę tego rwał przy nich, nie zasługują na to, żeby w święta im siłą rozdrapywać stare rany. Tym byłoby usadzenie mnie znikąd pomiędzy wami i udawanie, że nigdy nic się nie wydarzyło.
Chcę, żebyś wiedział, że nigdy nie zszedłem na drogę czarnoksięstwa ani nie przyłożyłem świadomie ręki do niczego czarnomagicznego. Chcę też, żebyś wiedział, że w tej wojnie jesteśmy po tej samej stronie. Zawsze jestem po stronie słabych, tak jak ty zawsze jesteś po stronie prawa. Dziś to ta sama strona. I mam szczerą nadzieję, tato, że nie doczekasz czasów, gdy twoje prawo będzie po stronie Voldemorta.
Ja wiem, że mam ojca i wiem, jaki on jest. Jeśli masz syna, to wiesz, jaki on jest.
Może i Derwin miał rację. Powinniśmy to jednak pierw rozwiązać pomiędzy sobą, wtedy może spełnimy jego życzenie i kolejnego Mabon ja zjem ostatni kawałek ciasta, który ty odłożyłeś sobie na później. Nie będę dziś robił z rodziny bufora pomiędzy naszą nierozwiązaną niezgodą usadzoną przy jednym stole. W przeszłości nie wyszło to nikomu na dobre. Dziś też nie wyjdzie. Nigdy nie wyjdzie.
Na grobach jestem co drugi wtorek przed świtem, gdybyś kiedyś chciał do mnie dołączyć.

C.

PS: Cieszę się, że przetrwałeś Noc. Wesołego Mabon.

Na ten moment bez odpowiedzi Mistrza. Na przyszłość - kiedy dokonujesz interakcji z konkretnym mistrzem, to otaguj go w temacie, żeby inni nie nadrabiali wątku i nie zastanawiali się, o co chodzi. @Woody Tarpaulin


piw0 to moje paliwo
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#102
03.10.2025, 11:05  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.10.2025, 12:03 przez Eutierria.)  
Adresat: Harper Moody
Dzień nadania: 6.09.1972, późne popołudnie
Sposób nadania: Sowa Victorii
Kontekst: Kontakt z szefową po rozmowie z opiekunką ogrodu Maida Vale po tej sesji // Czarne Róże + widma
Mistrz gry: @Eutierria


06.09.1972, Londyn

Szanowna Pani Moody,

nie wiem czy dotarły już do Pani słuchy o tym, co dzisiejszej nocy wydarzyło się w ogrodzie Maida Vale, którym opiekuje się się moja rodzina. Dla pewności: dosłownie z dnia na dzień w całym ogrodzie wyrosły czarne róże, jakby rosły tam od zawsze. Na prośbę mojej rodziny, badałam dzisiaj to dziwne zjawisko i jest ono w swojej naturze podobne do tego, co działo się od czasu Beltane na terenie całej Anglii – jakby żywioły wyrywały się spod kontroli. Nie odnotowaliśmy póki co żadnej agresji ze strony róż, jak to było w przypadku sadu Abottów, ale niczego nie można w tym momencie wykluczyć.

Nie pisałabym tego jednak, gdyby nie fakt, że gdy szukałam informacji o tym dziwacznym zdarzeniu, dowiedziałam się, że to wszystko już kiedyś, dawno temu, miało miejsce. Poprzednio czarne róże pojawiły się także na Polanie Ognisk, a z ogrodu rodziny zostały poprzednio wycięte.

Biorąc pod uwagę, że chyba wszystkie dziwne rzeczy, jakie uderzają Anglię od maja, mają swoje źródło właśnie w Kniei Godryka (i mam tutaj na myśli również siebie), a Departament Tajemnic nie kwapi się do dzielenia informacjami, proszę o zgodę na wejście do Kniei. Chciałabym na własne oczy zobaczyć to, co się tam dzieje, czy historia się nie powtarza i co DT tak zazdrośnie strzeże. Gdyby była taka możliwość, proszę również o zgodę na pracę z tamtejszym zespołem, być może ktoś, kto był w Limbo, bardziej im się przyda, niż sucha teoria.


Z wyrazami szacunku,
Victoria E. Lestrange

W odpowiedzi na list Mistrz rozpoczął sesję. @Victoria Lestrange
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#103
14.10.2025, 10:49  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.10.2025, 12:39 przez Baba Jaga.)  
Adresat: Redakcja Proroka Niedzielnego
Dzień nadania: Wieczór 01.10.1972 roku
Sposób nadania: Sowa
Kontekst: Ten artykuł: https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=5234
Zadanie Mistrza Gry.
List nie wymaga odpowiedzi. Wedle woli MG wyrażam zgodę na publikację w ramach listów do redakcji lub też nie.
Mistrz gry: Baba Jaga


Szanowni Państwo,


czytając felieton dotyczący rodziny Longbottom, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że autorka popadła w pułapkę utożsamiania filantropii z wyłącznie materialną działalnością gospodarczą. Owszem, inwestowanie w przedsiębiorstwa i tworzenie miejsc pracy to działania istotne, ale redukowanie społecznego oddziaływania ludzi bogatych jedynie do ekonomicznych kalkulacji ignoruje subtelniejsze formy wpływu i odpowiedzialności. W świecie magii, gdzie dysproporcje społeczne bywają ogromne, świadomość istnienia przykładnych jednostek gotowych poświęcić czas i reputację dla dobra innych ma znaczenie niebagatelne.


Trudno nie odnieść wrażenia, że autorka artykułu wpadła w klasyczną pułapkę wyobraźni moralnej rodem z wątpliwych powieści sensacyjnych o nacechowaniu klasistowskim, w której każdy czarodziej półkrwi jest z definicji winny wszelkich rodzinnych nieszczęść, a każdy wyraz dobroci jest podejrzanym spektaklem.


Pozwólmy sobie jednak przyjrzeć się faktom i wyróżnić prawdziwą absurdalność argumentacji.


[a]Godryk Longbottom i jego zamiłowanie do Srebrnych Różdżek zostało przedstawione jako przykład zaniedbania rodziny. Krytyka, że pan Longbottom "zapomniał o rodzinie", brzmi jednocześnie groteskowo wobec faktu, że jego drogocenny czas został poświęcony, m.in. kształceniu następnego pokolenia bohaterów zdolnych do ochrony społeczeństwa. Z dnia na dzień coraz bardziej skażonego czarną magią, warto dodać. To, że jego dzieci wybrały własne ścieżki, nie jest "rażącym zaniedbaniem", lecz naturalnym procesem rodzinnej autonomii i odpowiedzialności.


Co do "teatralnych" licytacji charytatywnych i kolacji z Erikiem Longbottomem oraz rzekomego "złego" prowadzenia się jego lub Brenny Longbottom: krytyka ta brzmi jak zazdrość ubrana w moralną retorykę. Jeśli okazjonalny gest dobroci, który ratuje życie, zdrowie lub edukację setek osób, jest nazywany "performansem", to może powinniśmy w ogóle zakazać wszelkich działań humanitarnych, które choć trochę się eksponują?


Nie, Szanowne Panie, filantropia nie polega na ukryciu wszystkiego w podziemiach, a utrzymywanie bliskich stosunków z czarodziejami z różnych warstw społecznych nie jest z gruntu "zdradzieckie". Krytyka inicjatyw społecznych, które rzekomo mają być jedynie "poklaskiem", brzmi wręcz groteskowo. Czy autorka oraz rzekoma ekspertka naprawdę sądzą, że społeczna korzyść płynąca z ułatwienia dostępu do edukacji, leczenia czy wsparcia najuboższych jest mniej wartościowa, bo towarzyszy jej gala lub medialny splendor?


Jeśli tak, najwyraźniej nie pojęły istoty wspólnoty, czemu nie sposób się dziwić, znając ich nazwiska, mające niewiele związku ze wspólnotowością - tą, której dobro winno być na pierwszym miejscu i to niezależnie od tego, czy jej członkowie pochodzą z rodów majętnych, czy nie - więcej zaś z izolacją społeczną i klasizmem.


Czy w oczach Szanownych Pań, każdy uśmiech w towarzystwie osób "brudnej krwi" to zdrada arystokratycznej misji? Czy za każdym zdjęciem i spotkaniem kryje się spisek? Wyraźnie, tak.


Pomijając te oczywiste fakty, warto zwrócić uwagę na retoryczną próbę sprowadzenia Longbottomów do roli "przechodniów na stołkach ministerialnych", którzy powinni wyruszyć w świat z własnym złotem i tworzyć biznesy. Jakie? Jakiekolwiek, które następnie zapewne zostałyby zmieszane z błotem, gdyż nie spełniałyby standardów Szanownych Pań.


Pozwólmy sobie jednak na odrobinę trzeźwego spojrzenia: kto, jeśli nie ludzie odważni, decyduje się codziennie stawiać czoła realnemu zagrożeniu dla społeczeństwa, ryzykując życie i zdrowie, mając świadomość, że nikt nie wręczy im nagrody za wysiłek, gdyż ich powołanie jest dla nich ważniejsze od pozycji zawodowej? Czy odwaga, moralność i oddanie społeczeństwu nie mają znaczenia, jeśli nie przynoszą natychmiastowego zysku? Czy poświęcenie w imię bezpieczeństwa publicznego jest mniej wartościowe od "wysokiej roli zawodowej" lub, o zgrozo, od bycia "prezesem" kolejnej spółki handlowej?


Niech będzie jasne: służba w Brygadzie Uderzeniowej czy Biurze Aurorów nie jest hobby dla szarych obywateli, nawet jeśli mogą oni dołączyć do tychże struktur, lecz zobowiązaniem wymagającym hartu ducha i dyscypliny. Cech, które felieton zdaje się bagatelizować, sugerując, że Longbottomowie "ukrywają się za cudzymi rozkazami". To nie tchórzostwo, to skuteczne wykonywanie funkcji publicznej w ramach złożonej instytucji, gdzie każdy krok podlega procedurom i odpowiedzialności kolegialnej.


Krytyka ich "ukrywania się" za cudzymi decyzjami wydaje się ignorować fakt, że nikt nie pracuje w próżni, a skuteczność instytucji opiera się na umiejętnym wypełnianiu powierzonych ról. Ich wybór nie jest oznaką tchórzostwa, lecz pragmatyzmu i poczucia obowiązku w ramach systemu.


Wreszcie, wisienka na torcie zgryzoty: Morpheus Longbottom. Plotki o jego życiu prywatnym nie mają najmniejszego znaczenia dla oceny jego kompetencji ani wpływu na całokształt zdrowia społeczeństwa, ale dla autorek stanowią doskonały punkt do moralnej wiwisekcji.


Pochodzenie partnerów, status krwi czy tradycja rodowa nie definiują wartości człowieka ani jego wkładu w społeczeństwo.


Szanowni Państwo, jeśli celem było wykazanie "zepsucia" i "frywolności", to gratuluję kreatywności. Jeśli jednak chodziło o rzetelną ocenę poświęcenia, odwagi i kompetencji, pozostaje tylko westchnąć nad iluzorycznym, zawężonym światem autorów i ich specjalistów, w którym wszystko czarne albo białe, a każdy Longbottom jest skazany na rolę performatywnego złoczyńcy oraz zdrajcy krwi.


Podsumowując: artykuł nie jest analizą, lecz fabularyzowaną fantasmagorią moralizatorską, w której każdy gest dobroci, każda publiczna obecność i każdy związek są od razu podejrzane. Longbottomowie zaś pokazują od dekad, że filantropia, odpowiedzialność społeczna i służba publiczna mogą przybierać różne formy.


"Niech się wstydzi ten, kto widzi" tanią sensację tam, gdzie realni ludzie wykonują realną pracę na rzecz realnego społeczeństwa, podejmując realne decyzje, a więc mając prawo do realnych wyborów, nawet jeśli nie spełniają one nierealnych standardów.


Podpisano: Locasta Bagshot

List bez odpowiedzi i reakcji mistrza gry - retcon. Jeżeli osoba, która go wysłała chce dowiedzieć się dlaczego, proszę o prywatny kontakt.
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#104
05.11.2025, 01:04  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.11.2025, 18:19 przez Baba Jaga.)  
Adresat: Godryk Longbottom
Dzień nadania: 2 X 1972
Sposób nadania: Sowa
Kontekst: Piszę do taty w sprawie paszkwila na temat Longbottomów
Mistrz gry: -


Departament Tajemnic, 2 X 1972

Tato,

widziałeś artykuł? Chciałbym o nim porozmawiać. O rozwiązaniach. Nie wiem, czy chcesz się spotkać na placu budowy w Dolinie czy na placu budowy w Little Hangleton. Wybierz.

Niech słońce zawsze ogrzewa Ci plecy i oślepia Twoich wrogów

Morpheus

Odpowiedź na list znajduje się tutaj. @Morpheus Longbottom


And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
Our Lady of Sorrows
and you don't seem the lying kind
a shame that I can read your mind
and all the things that I read there
candlelit smile that we both share
wiek
25
sława
IV
krew
czysta
genetyka
wila
zawód
Infobrokerka, właścicielka zakładu pogrzebowego, pianistka
Spowita nimbem wyższości i aureolą sięgających niemal do ziemi srebrzystoblond włosów, Lorraine wygląda dokładnie tak, jak powinien wyglądać Malfoy z krwi i kości. A jednak... Coś hipnotyzującego jest w jej czystym, wysokim głosie, w sposobie, w jaki intonuje słowa. Coś w pełnych gracji ruchach, w przenikliwym spojrzeniu jasnoniebieskich oczu, skrytych pod ciężkimi od niewyspania powiekami. Przedziwny czar półwili, który wyróżnia Lorraine z tłumu mimo raczej przeciętnej postury (1,67 m), długo nie pozwalając ludziom zapomnieć o jej uśmiechu. Wygląda na istotę słabą, wątłego zdrowia. W przeszłości, Lorraine zmagała się z zaburzeniami odżywania, przez co teraz cechuje ją nienaturalna wręcz kruchość. Chorobliwie chuda, kości zdają się niemal przebijać delikatną, bladą skórę. Uwagę zwracają zwłaszcza wydelikacone dłonie o długich, smukłych palcach, w których często obraca w zamyśleniu srebrny pierścionek z emblematem rodu Malfoy. Obyta towarzysko, zawsze wie, co powiedzieć, i jak się zachować. Bez względu na okoliczności dba o zachowanie nienagannej postawy. Ubiera się w otrzymane w spadku po bogatszych kuzynkach, klasyczne, mocno zabudowane suknie, na których wprawne oko dostrzeże ślady poprawek krawieckich. W naturze półwili leży przyciągać cudze spojrzenia, może dlatego Lorraine nosi się bardzo konserwatywnie, nigdy niemal nie odsłaniając ciała. Najczęściej spowita jest od stóp do głów w biel, choć chętnie stroi się również w odcienie zieleni i błękitu. Zawsze otula ją mgiełka ciężkich perfum, których nieznośnie wręcz słodki zapach służy tuszowaniu klejącej się do Lorraine mdłej woni śmierci.

Lorraine Malfoy
#105
13.12.2025, 13:00  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.02.2026, 19:24 przez Dearg Dur.)  
Adresat: Lauretta Selwyn
Dzień nadania: 1 X 1972 r.
Sposób nadania: List nadano na prywatny adres Lauretty, za pomoca jednej z sów Lorraine. List nadszedł z samego rana, jeszcze przed oficjalnymi recenzjami zawartymi na łamach gazet.
Kontekst: Lorraine i Lauretta znają się z towarzystwa artystycznego Muza, i nieraz miały już okazję współpracować. Lorraine chce pogratulować swojej koleżance, z którą przecież łączyło ją niegdyś bardzo wiele, jeżeli szło o charakter i aspiracje.
Mistrz gry: @Dearg Dur


Londyn, 1 października 1972 r.

Droga Lauretto,

Chciałabym złożyć na Twoje ręce serdeczne gratulacje w związku z premierą "Ekstazy Merlina". Chociaż nie miałam tej przyjemności podziwiać Twego występu, moi krewni obecni na widowni, bez względu na personalne upodobania, o Tobie akurat wyrażali w samych tylko superlatywach. Wiem, jak wiele ciężkiej pracy wkładasz w dopracowanie każdego szczegółu. Godny podziwu jest Twój perfekcjonizm i nieustanne dążenie do rozwijania przyrodzonego talentu, danego przez Boginię.

Raz jeszcze przyjmij proszę wyrazy wdzięczności za choreografię, którą uświetniłaś mój występ na ostatnim wydarzeniu organizowanym z ramienia Muzy. Nieodmiennie życzę Ci dalszych sukcesów, licząc, że nie był to ostatni raz, kiedy dane nam było współpracować. Niechaj Ci Matka błogosławi.

Lorraine Malfoy

Odpowiedź znajduje się tutaj


Yes, I am a master
Little love caster
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#106
11.01.2026, 01:17  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.02.2026, 20:41 przez Dearg Dur.)  
Adresat: Mirabella Abbott
Dzień nadania: 15.09.1972, późny wieczór
Sposób nadania: sowa
Kontekst: podpytanie o pustynną mandragorę w kontekście rozrostu czarnych róż
Mistrz gry: @Dearg Dur


15.09.1972, Londyn

Droga Mirabello,

mam nadzieję, że ta okropna noc nie dotknęła Ciebie i Twojej rodziny. Wiem o pożarach w Dolinie Godryka, lecz nie miałam za wiele czasu prywatnie, by na własne oczy oszacować wszystkie straty. Mam nadzieję, że sad rodziny Abbott nie ucierpiał, że Wasz dom i wszystko na co pracowaliście, nie poszło z dymem. Byłaby to ogromna strata…

Czy coś wiadomo w sprawie naszej pustynnej przyjaciółki? Czy, choć nasze lipcowe badania skończyły się niepowodzeniem, udało się cokolwiek o jej naturze ustalić przez ostatnie miesiące? Zastanawiam się… Na pewno słyszałaś o fenomenie czarnych róż w Maida Vale, czy miałaś okazje je zobaczyć? Mam teorię, że ilość i nagłość wzrostu róż w ogrodzie mojej rodziny ma coś wspólnego z anomaliami roślin obserwowanych na terenie Anglii przez ostatnie miesiące. Najpewniej też w jakiś sposób wpłynęły one na mandragorę. Oraz… Znasz moje zdanie o mandragorze… Bardzo mocno zastanawiałam się nad tym, czy przy jej właściwościach nie manipulowano nekromancją. Mam pewne podejrzenia, lecz zupełnie niezbadane, czy przy czarnych różach również ktoś nie majstrował.

Zastanawiam się, czy badania nad jednym okazem mogłyby posłużyć również przy drugim… Na szali mamy w końcu cały ogród.


Życzę dużo zdrowia,
Victoria Lestrange

Odpowiedź znajduje się tutaj
@Victoria Lestrange
Ten Inny
Musicie mnie zaakceptować, bo nie mam zamiaru dla nikogo się zmieniać.
wiek
38
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Zastępca Szefa Departamentu Magicznych Wypadków i Katastrof
Brązowooki, ciemnowłosy brunet, z minimalną ilością siwych kosmyków, mierzy 183cm wzrostu. Zawsze ubiera się elegancko, odpowiednio do sytuacji.

Laurence Lestrange
#107
15.01.2026, 16:29  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.02.2026, 20:49 przez Dearg Dur.)  
Adresat: Dorinda Lestrange
Dzień nadania: 19 września 1972
Sposób nadania: Sowa z Ministerstwa Magii
Kontekst: Związane ze Spaloną Nocą oraz Inicjatywą Ministerialną. Uzyskanie informacji na temat sytuacji w Klinice w czasie ataków. Prośba o spotkanie w celu ściślejszej współpracy między Departamentem a Kliniką.
Mistrz gry: @Dearg Dur


Londyn, 19 września 1972r.

Szanowna Dorinda Lestrange
Dyrektorka Kliniki Magicznych Chorób i Urazów Szpitala Świętego Munga

W chaosie wydarzeń, jakie miały miejsce w dniach i nocy z 8 na 9 września, ucierpiało bardzo dużo osób. Mam nadzieję, że w obliczu tego trudnego czasu, przydzieleni uzdrowiciele z Departamentu Magicznych Wypadków i Katastrof Ministerstwa Magii, wykonali odpowiednio swoje zadanie.

Piszę z prośbą o zgodę na udostępnienie informacji dotyczących poszkodowanych w obliczu ostatniej tragedii, którzy trafili do Kliniki Magicznych Chorób i Urazów. Ile osób zostało rannych? Ilu straciło życie? Ilu potrzebuje pomocy specjalistów?
Statystyki mają pomóc w rozeznaniu się w sytuacji, jak bardzo możemy pomóc jako Departament Magicznych Wypadków i Katastrof.

Chciałbym również prosić o możliwość spotkania, w celu rozmowy nad ścisłą współpracą między Departamentem Magicznych Wypadków i Katastrof oraz Kliniką Magicznych Chorób i Urazów. Aby zapewnić lepszą opiekę dla naszych obywateli kraju, dostarczyć więcej potrzeb materialnych dla pracowników oraz składniki dla twórców eliksirów.

Sprawę traktuję priorytetowo, byłoby miło zorganizować spotkanie w szybszym terminie.



Z poważaniem,
Laurence Lestrange
Zastępca Szefa Departamentu Magicznych Wypadków i Katastrof

Opowiedź tutaj
@Laurence Lestrange
malfoy z temu
You've got so much to do
And only so many hours in a day
wiek
20
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Fotograf
1,85 m wzrostu, włosy [s]wcale nietlenione[/s] jasne, kręcone, zawsze w lekkim chaosie; błękitne oczy. Ubrany zazwyczaj w koszulę i dżinsy, często nosi krawat, skórzaną kurtkę i aparat fotograficzny zawieszony na pasku na szyi.

Henry Lockhart
#108
25.01.2026, 12:43  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.02.2026, 21:53 przez Dearg Dur.)  
Adresat: Basil Skamander
Dzień nadania: 9.10.1972
Sposób nadania: Kruk Nyarlathotep
Kontekst: Po wyprawie Henry'ego do Dunwich Prorok Codzienny chce wykorzystać jego dziennikarski potencjał, jednak bez wprowadzania go jeszcze w rubryki polityczne. Doskonałym zadaniem wydaje się tu relacjonowanie wycieczek.
Mistrz gry: @Dearg Dur


9.10.1972

Szanowny Panie Skamander,

nazywam się Henry Lockhart i jestem początkującym dziennikarzem w Proroku Codziennym. Jestem zainteresowany, również służbowo, dołączeniem do Cutty Stark. Redakcja mojej gazety-matki uważa, że relacje z podróży nie tylko będą niezwykle poczytne, lecz i skutecznie wypromują pański klub.  Oczywiście wszelkie relacje byłyby przed opublikowaniem poddane weryfikacji pańskiej oraz uczestników. Osobiście również jestem zainteresowany podróżowaniem, jednakże, jako, że mój budżet jest znacznie ograniczony, nie mógłbym brać w nich udziału kosztem godzin w pracy. Chciałbym więc spytać o warunki przystąpienia do Cutty Stark w takich właśnie okolicznościach. Klub był mi polecany, a i jest jego członkinią moja przyjaciółka, Hestia Bletchley.

Z wyrazami szacunku
Henry P. Lockhart

Odpowiedziano tutaj
ten lepszy Robert
cały mój kraj potrzebuje psychologa
wiek
36
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Sędzia Wizengamotu
Brunet o wzroście 180 cm. Ma błękitne oczy i zawadiacki uśmiech, który często nosi niczym maskę. Włosy często ma napomadowane, a pod szatami czarodzieja nosi eleganckie garnitury, albo od Rosierów, albo mugolskich projektantów, takich jak Westwood lub Dior, nie obnosząc się z tymi markami, lecz traktując to jako ukryty polityczny manifest.

Robert Albert Crouch
#109
24.02.2026, 13:55  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.04.2026, 20:51 przez Robert Albert Crouch.)  
Adresat: Samantha Crouch
Dzień nadania: 2.10.72
Sposób nadania: Przesyłki wewnętrzne w Ministerstwie Magii
Kontekst: Po rozmowie Roberta i Samanthy na bankiecie po Ekstazie Merlina i informacji o konieczności podejmowania przez Ministerstwo inicjatyw na rzecz redukcji skutków tego wydarzenia.
Mistrz gry: @Dearg Dur


Do listu załączony został plik z badaniami dotyczącymi wpływu Spalonej Nocy na sytuację mieszkaniową w magicznym Londynie, Dolinie Godryka i Little Hangleton.
2.10.1972

Szanowna Pani Sędzio,

nasza rozmowa podczas bankietu po premierze Ekstazy Merlina, pozostawiła mnie nie tylko pełnym refleksji, lecz i woli do działania. Chciałbym więc przedstawić sprawę, która obecnie zajmuje moje myśli, jak najdokładniej. Niezbędne dane załączam wraz z listem, z nadzieją, że będą stosownym uzasadnieniem dla moich obaw i przyszłych działań.

Po Spalonej Nocy nurtującym problemem naszego społeczeństwa są szkody wyrządzone miastu. Wielu ludzi straciło swoje mieszkania lub zastało je w stanie nienadającym się do użytkowania przed interwencją odpowiedniego klątwołamacza. Nadciąga zima, jesień zapowiada się również nie najcieplej. Nie możemy pozwolić sobie na kryzys związany z bezdomnością. Pył pokrywający ściany wielu domów szkodzi zdrowiu obywateli, co spowodować może przeciążenia dla szpitala św. Munga. Spalona Noc rozchwiała nasz system i redukcja szkód pozostaje naszą odpowiedzialnością. Bierność ze strony Ministerstwa potraktowana zostaje jako oznaka jawnej słabości i nawet przyczynek dla protestów. Natomiast wzrost takowych nastrojów sprzyja wzmacnianiu sił, które Spaloną Noc spowodowały.

W związku z powyższym, niniejszym zwracam się do Pani o zezwolenie na utworzenie Komisji ds. Mieszkań, która zajmie się utworzenie skonkretyzowanego program umieszkaniowego wsparcia dla najbardziej potrzebujących czarodziejów. Wstępna propozycja jest następująca: tymczasowe lokale udostępnimy im w cenach zdecydowanie obniżonych, na czas do przygotowania poprzednich domów do ponownego zamieszkania. Komisja w tym wypadku podejmie wszelkie starania, by dla Ministerstwa nie było to finansowo przeciążające.

Wiem, że podobnie jak ja, jest Pani zatroskana o los naszych obywateli. Wiem, też, że Ministerstwo nie może pozostać bierne, bo skończy się to katastrofą, której tak bardzo pragną nasi wrogowie.

Z wyrazami szacunku
Robert Albert Crouch, sędzia Wizengamotu
Our Lady of Sorrows
and you don't seem the lying kind
a shame that I can read your mind
and all the things that I read there
candlelit smile that we both share
wiek
25
sława
IV
krew
czysta
genetyka
wila
zawód
Infobrokerka, właścicielka zakładu pogrzebowego, pianistka
Spowita nimbem wyższości i aureolą sięgających niemal do ziemi srebrzystoblond włosów, Lorraine wygląda dokładnie tak, jak powinien wyglądać Malfoy z krwi i kości. A jednak... Coś hipnotyzującego jest w jej czystym, wysokim głosie, w sposobie, w jaki intonuje słowa. Coś w pełnych gracji ruchach, w przenikliwym spojrzeniu jasnoniebieskich oczu, skrytych pod ciężkimi od niewyspania powiekami. Przedziwny czar półwili, który wyróżnia Lorraine z tłumu mimo raczej przeciętnej postury (1,67 m), długo nie pozwalając ludziom zapomnieć o jej uśmiechu. Wygląda na istotę słabą, wątłego zdrowia. W przeszłości, Lorraine zmagała się z zaburzeniami odżywania, przez co teraz cechuje ją nienaturalna wręcz kruchość. Chorobliwie chuda, kości zdają się niemal przebijać delikatną, bladą skórę. Uwagę zwracają zwłaszcza wydelikacone dłonie o długich, smukłych palcach, w których często obraca w zamyśleniu srebrny pierścionek z emblematem rodu Malfoy. Obyta towarzysko, zawsze wie, co powiedzieć, i jak się zachować. Bez względu na okoliczności dba o zachowanie nienagannej postawy. Ubiera się w otrzymane w spadku po bogatszych kuzynkach, klasyczne, mocno zabudowane suknie, na których wprawne oko dostrzeże ślady poprawek krawieckich. W naturze półwili leży przyciągać cudze spojrzenia, może dlatego Lorraine nosi się bardzo konserwatywnie, nigdy niemal nie odsłaniając ciała. Najczęściej spowita jest od stóp do głów w biel, choć chętnie stroi się również w odcienie zieleni i błękitu. Zawsze otula ją mgiełka ciężkich perfum, których nieznośnie wręcz słodki zapach służy tuszowaniu klejącej się do Lorraine mdłej woni śmierci.

Lorraine Malfoy
#110
28.02.2026, 08:31  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.02.2026, 22:48 przez Eutierria.)  
Adresat: Teresa McKinnon, a przynajmniej tak napisano na kopercie. Tak naprawdę chodzi oczywiście o  Minnie McKinnon.
Dzień nadania: 21.09.1972
Sposób nadania: Jeden z informatorów Lorraine z Podziemnych Ścieżek doręczył przesyłkę osobiście. Miał wgląd w zdjęcie Teresy, które Lorraine otrzymała wraz z dokumentacją, gdy do Necronomiconu przekazano jej ciało. Lorraine podała mu w razie czego jej rysopis.
Kontekst: Lorraine zapoznała się z Minnie, gdy ta zmartwychwstała na jej stole pogrzebowym: naga, jakby ją sama bogini Matka właśnie stworzyła. Naturalnym wydało się wysłanie jej w prezencie świątecznym części garderoby.
Mistrz gry: @Eutierria


W przesyłce znajdowała się sukienka, którą Atreus podarował Lorraine w czerwcu. Półwila założyła ją tylko raz: wtedy, kiedy ją dostała, żeby ją przymierzyć przy Atreusie. Jako że pan auror na biedę nigdy nie narzekał, sukienka była bardzo szykowna, wykonana z najlepszej jakości materiałów, z pięknymi haftami w pasie i na rękawach... No i szalenie droga. Lorraine, która w badaniu autopsyjnym miała odnotowane pomiary antropometryczne ciała Minnie, kazała znajomej krawcowej przeszyć i skrócić sukienkę, tak, żeby pasowała na Minnie jak ulał. 

Przesyłce towarzyszył list. Na papeterii odbito pieczęć Necronomiconu. Żartem ze strony Lorraine musiało być to, że użyła do napisania listu specjalnie ozdobionego papieru, na którym zwykle pisano nekrologi.

Londyn, 21.09.1972 r.

Mam nadzieję, że korzystasz z życia. Przyjmij, proszę, prezent z okazji zbliżającego się Mabon. Niech Matka ma Cię w swej opiece.

Lorraine Malfoy
Zakład pogrzebowy Necronomicon

Oznaczam jako odpisane.


Yes, I am a master
Little love caster
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości


Strony (11): « Wstecz 1 … 7 8 9 10 11


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa