Zawiesiła na Effie spojrzenie nieco dłużej niż powinna. Będzie musiała pamiętać o tym, że zainteresowała się ona jakimś typem spod ciemnej gwiazdy, gdyby tylko wiedziała, że był to Billy... to bardzo szybko by jej powiedziała, że to zły pomysł. Znaczy był całkiem uroczy, miło było spędzać z nim czas w szkole, tylko dosyć szybko się przywiązywał. Na samą myśl o tym, że oświadczył jej się jeszcze w szkole dostawała mdłości. Zdecydowanie nie była na to wtedy gotowa. - Jakby coś, to daj znać, gdybyś potrzebowała wsparcia. - Jakiegokolwiek. Wiedziała, że serce nie sługa i czasem nie dało się inaczej. Chciała mieć pewność, że Eff przyjdzie do niej ze wszystkim, co będzie ją męczyło.
- Chłodna niczym lód, cała ja. - Rzadko kiedy była taka zdystansowana, jednak nie umiała w tej sytuacji zareagować inaczej. Obudziły się w niej wspomnienia z tego czasu, kiedy przepadł, gdy zastanawiała się, co u niego słychać, czy żyje, czy ma się dobrze, czy nie biega gdzieś po lesie i morduje ludzi. Wiele miała baw związanych ze zniknięciem Charlesa. Nigdy jednak się nie odezwał, nie opowiedział, co u niego słychać, jakby ich przyjaźń wcale nie istniała. Najwyraźniej bolało ją to nadal, czego nie zamierzała ukrywać.
- Czy to jakaś sugestia na temat tego, że przytyłam? - Może nie latała już teraz tyle, co kiedyś, jednak nadal sporo czasu spędzała dbając o formę. Spędziła ten miesiąc po Beltane w domu, jednak nie wydawało jej się, żeby to było po niej widać, a teraz ten zasugerował, że może spodziewać się dziecka. Ukłuło to w jej dumę.
Wtedy pojawił się obok nich mężczyzna. Wood go nie znała, najwyraźniej był jakimś znajomym jej przyjaciółki. - Heather Wood. - Rzuciła jedynie w powietrzu, chociaż pewnie nie było to potrzebne, większość czarodziejów kojarzyła jej twarz, zapracowała sobie przez te ostatnie kilka lat na sławę.
Spojrzała na Charlesa i wzruszyła bezradnie ramionami, najwyraźniej się spóźnił i został tutaj sam bez żadnej panny, co za niefart, nie, żeby jej to nawet trochę nie bawiło. Zasłużył sobie, ba, zdaniem Rudej zasłużył sobie na całe zło tego świata, a wszystko przez to, że się do niej nie odezwał.
Cameron zaczął komplementowanie Fletchera, co nieco zdziwiło Rudą. Przyglądała się mu bardzo uważnie, aż do niej dotarło, co siedziało teraz w jego głowie. Pomylił go z ich Charliem. Nie chciała mu przerywać, żeby nie wyglądało to głupio, miała jednak nadzieję, że szybko się połapie, że to nie jest Rookwood. Miała świadomość z czego to wynika, jednak tożsamość, którą stworzyła dla niego Brenna się nie zmieniła, póki co, a przynajmniej ona o tym nie wiedziała, więc na pewno tak nie było, bo Longbottom by jej szybko przekazała informacje. Co za kraksa.
- Według gazet? - Powtórzyła jeszcze po Lupinie nieco zmieszana. Skoro tak stawiał sprawę...
- Nie mamy żadnych dzieci, i nie będziemy mieć, przynajmniej nie w najbliższym czasie. - Postanowiła rozwiać ten temat raz na dobre, bo nie do końca podobało jej się do czego zmierza ta rozmowa. Zauważyła, że Lupin zaczyna się denerwować, więc złapała jego dłoń, żeby poczuł się pewniej.
- Nie, to nie jest nasz Charlie. - Dobrze, że to do niego dotarło. Powiedziała to bardzo cicho, licząc na to, że nikt nie zauważy, że szepcze Cameronowi na ucho, bo przecież w towarzystwie nie wypadało.