- Pożary pewnie miały na to wpływ, w sumie i tak wyszło całkiem nieźle, jak na to, że całkiem niedawno ogień był wszędzie. - Nie miała pojęcia, jak bardzo naruszył działalność artystyczną, bo nie była to jej dziedzina, podejrzewała jednak, że musiało mieć to jakieś odzwierciedlenie w programie.
- Dziwnie by było, gdybyś nie widział, tutaj ciągle przewijają się te same twarze. - Powiedziała cicho do Ambroise'a. Wcale jej to nie dziwiło, w końcu na wszystkich przyjęciach pojawiały się te same osoby, były organizowane dla śmietanki towarzyskiej, więc rzadko kiedy można było zauważyć kogoś spoza niej. Było to może nieco nudne i oklepane, ale przez lata musieli do tego przywyknąć. Na szczęście oni w końcu wrócili do normalności i znowu znajdowali się tutaj razem, z Greengrasem jakoś dużo łatwiej jej zawsze było przetrwać podobne wydarzenia, zwłaszcza, że z nim nigdy się na nich nie nudziła.
- W końcu, tyłek zaczął mnie boleć od siedzenia. - Co było całkiem jasne w jej przypadku, raczej należała do osób, które ciągle były w ruchu, trudno jej było usiedzieć w jednym miejscu, zresztą i tak dość mocno się wierciła podczas spektaklu, akurat z tym nie była nic w stanie zrobić.
Podnieśli się więc kiedy tłum nieco się przerzedził, być może miała chęć zacząć sprawdzać jedzenie, jakie miało pojawić się na bankiecie, ale nie zamierzała wpychać się w ten tłum który zaczął wychodzić. Musiała na siebie uważać.
- Widziałeś kogoś z kim chcesz pogadać, czy możemy zrobić nalot na stoliki z jedzeniem? - Zapytała jeszcze Ambroise'a, żeby nie decydować o tym, co będą dalej robić bez konsultacji, w końcu w związku chodziło przede wszystkim o kompromisy, dlatego więc wolała ustalić jedną, wspólną wersję.
Gdy ruszyli się z miejsca, wsunęła mu rękę pod ramię, żeby mogli razem wkroczyć na salę bankietową. Nie zamierzała opuścić go na krok, tak właściwie to nie miała pojęcia, czy spróbują z kimś porozmawiać, czy po prostu spędzą ten wieczór razem, ta druga opcja wydawała się jej zdecydowanie dużo bardziej atrakcyjna.