• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna Plac i stragany [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny)

[Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny)
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#431
22.06.2024, 20:35  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.06.2024, 09:20 przez Anthony Shafiq.)  
Na scenie
– To przez lipiec prawda? – syknął do swojego zastępcy, przez zaciśnięte w uśmiechu zęby, gdy wchodzili na scenę, za plecami Longbottoma. Odpuścił jednak zupełnie prywatne vendetty, kiedy stanęli już na deskach tego ulicznego teatru, kiedy musieli błyszczeć w samym centrum głośnego jarmarku. Jego oczy złagodniały, uśmiech rozszerzył się, pozwolił sobie nawet pomachać swobodnie w kierunku publiczności. Był politykiem i tego typu sytuacje nie były dla niego pierwszyzną. Ludzie pragnęli chleba i igrzysk. Kim był żeby im tego odmawiać?

– Mój przyjaciel – odpowiedział prowadzącej od razu łapiąc za bark Jonathana– najlepiej strzela ciętymi ripostami. Zdecydowanie minął się z powołaniem stand-upera. Niemniej.. – Urwał by zwrócić się już bezpośrednio do Geraldin, kłaniając się przed nią z galanetrią – Ucieleśnienie bogini łowów Artemis, Ty, której strzała nigdy nie chybia, przyjmij dziękczynienie, że dasz tym dwóm cnym rycerzom stanąć w konkury o Twe błogosławieństwo. A mi pozostaje liczyć, że Twoje światłe słowo pozwoli chociaż napiąć cięciwę tej szlachetnej broni. Och... zbyt wiele czasu przy okrągłym stole Galahadzie, biuro nie służy łowom. – żonglował rolami, podkreślając swe słabości by nikt inny nie mógł ich wytknąć. Kilka razy próbował karykaturalnie nieudolnie napiąć łuk po czym westchnął uśmiechając się na przebłaganie do łowczyni, licząc na jej przewodnictwo.
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#432
22.06.2024, 23:28  ✶  
Strefa Gastronomiczna

Krótkim, przyjemnie brzmiącym dla uchem śmiechem słowa blondynki.

— Jeśli nie masz w planach wykorzystania mnie w jakiś niecnych sprawach to przecież ci nie odmówię. Uważam też, że potrzebujemy w życiu miłych gestów. — Matthias nie obawiał się tego, że ona będzie chciała go naprawdę go wykorzystać - bardziej to widział na zasadzie wykonywania zajęć, które nie były wskazane dla kobiet i szarmanckiego zachowania mieszczącego się w jego kategorii miłych gestów. Nawet jeśli one stanowiły środek do celu. A ten, jak wiadomo, uświęcał wszelkie środki.

Matthias, jeśli chodzi o wybór napojów, nie miał najmniejszych zastrzeżeń - lubił mieć wybór. Nigdy nie potrafił przewidzieć tego, na co w danym dniu będzie mieć ochotę. Jeśli chodziło o sprzedawane tutaj napoje, wiele z nich było dostępne również we Francji. I chyba na tym kończyły się podobieństwa między Anglią a Francją. Nie zamierzał doszukiwać się ich na siłę. Wszystkie różnice było znacznie łatwiej wskazać.

— Chcesz powiedzieć, że tutaj sprzedają herbatę brzoskwiniową bez glaçons? — O ile bez znaczenia pozostawało to, że taką właśnie herbatę pił jeszcze przed przekroczeniem granic Wielkiej Brytanii, tak ogromne znacznie miał sposób podawania tego napoju w tych właśnie stronach - z lodem smakował on znacznie lepiej. W oczach Matthiasa niedodawanie kostek lodu, zwłaszcza kiedy żar bezlitośnie lał się z nieba, było przejawem barbarzyństwa.

— Mam typowo francuskie podniebienie. — Nie zaprzeczył temu stwierdzeniu. Przez ten tydzień, jaki spędził w tych stronach, nie zacznie myśleć jak Anglik z krwi i kości. — Jeśli przetrwam cuisine anglaise to przetrwam już wszystko. — Stwierdził całkowicie poważnie, nie zamierzając w żaden sposób kwestionować tego, że czekają go ciężkie miesiące pod względem kulinarnym.

— Merci beaucoup. Twoje towarzystwo jest nieocenione. — Nie zamierzał odrzucać tego rodzaju pomocy, Celine doskonale sprawdzała się w roli przewodniczki. Bez niej znacznie trudniej byłoby się odnaleźć podczas tego kiermaszu. Nie żeby sobie nie poradził zupełnie, jednak zawsze wykorzystywał nadarzające mu się okazje.

Skoro Celine zdecydowała się na taką samą herbatę, co on to postanowił udać się do baru i złożyć zamówienie. Wrócił po paru minutach niosą dwie wysokie szklanki gazowanej herbaty brzoskwiniowej, w której pływało parę kostek nietopiącego się lodu. Obie postawił na stoliku, mogąc teraz zająć drugie wolne krzesło. On również spojrzał w stronę sceny.


@Celine Delacour
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#433
23.06.2024, 00:24  ✶  
Południowe stragany – Mulciber Moonshine
a następnie: Południowe stragany – Loteria mistrza gry

Victoria nigdy nie miała Sauriela za kretyna, nigdy nie uważała, że jest niezdolny do jakiegoś wysiłku umysłowego, czy domyślania się pewnych rzeczy, które człowiek wysyłał mu jasnym sygnałem. Większość tego to była poza i ciemnooka doskonale zdawała sobie z tego sprawę. Jak również z tego, że Sauriel wiele rzeczy robił celowo i udawał głupszego, niż był, żeby tylko ludzie dali mu spokój. Czasem może rzeczywiście czegoś nie rozumiał… Ale chyba ona sama przyzwyczaiła go do tego, że to nie jest konkurs na domyślanie się i zwykle tłumaczyła mu swój punkt widzenia, by mógł ją zrozumieć. Rozumiał. I rozumieli się i dogadywali całkiem dobrze… Uśmiechnęła się do niego, gdy powiedział jej, że pięknie wygląda. Takie słowa znaczyły dużo, ale tylko dlatego, że on je wypowiadał.

– Pomyślałam dokładnie to samo – to przez niego przeczytała tę książkę. W jej mieszkaniu nadal były tomiszcza, ciągle nie było okazji ich oddać, ale naprawdę wszystko przeczytała – głównie dlatego, że chciała zrozumieć, o czym on i Brenna w ogóle mówią, w drugiej kolejności przez ciekawość. I wiedziała, że sprawiła mu tym przyjemność, tak jak on teraz sprawiał jej.

***

– Kuzy– – Victoria urwała w półsłowa, powtarzając za Lyssą, raz jeszcze spojrzała na szyld, po czym do niej dotarło. – No tak, Mulciber. Ciągle zapominam, że nie nosisz nazwiska po ojcu – i w gruncie rzeczy nie było to nic złego. Victoria oczywiście znała się z Vasilijem, był mężem jej ulubionej kuzynki, z którą łączyło ją całkiem sporo, szanowała go jako naukowca i nawet kilka dni temu odwiedziła go w Prawach Czasu. Wiedziała, że ma córkę z poprzedniego małżeństwa, widziała ją zresztą ostatnio na pojedynku Louvaina z tym bucem, znała ją bardzo przelotnie, ale przynajmniej znały się z imienia. – Właściwie to bardzo miło z twojej strony – bo to faktycznie było miłe, że zgodziła się przypilnować stoiska. – Ja to dziękuję, coś mi zaszkodziło – uśmiechnęła się do Lyssy przepraszająco, bo faktycznie poprzedni alkohol ją trochę zmiótł, nie zamierzała już nic dzisiaj więcej pić procentowego, ale Saurielowi rzecz jasna nie planowała odmawiać spróbowania alkoholu. Jej przyjaciel… Cóż, jej przyjaciel postanowił sam się przedstawić i nawet zrobił to grzecznie, co ją zaskoczyło. Równie grzecznie zapłacił za możliwość napicia się i grzecznie odstawił kieliszeczek, gdy już posmakował cytrynówki.

– Dzień dobry – Victoria uśmiechnęła się do Charlesa, doskonale pamiętając, że w sumie to niedawno się widzieli i że kupiła od niego świeczki. Aż odwróciła głowę i chyba widziała gdzieś w bliskiej odległości… Roberta Mulcibera, albo drugiego Roberta Mulcibera… Nie była pewna. Możliwe, że dwoiło jej się w oczach już od momentu, gdy napiła się wina od Shafiqa… Tym niemniej nie zamierzała o nic pytać i robić kolejnego zamieszania. – W sumie jak ci smakuje… – tu zwróciła się już do Sauriela, po czym wzruszyła ramionami. – A co mi tam… – sięgnęła po ulotkę, na której było napisane wszystko jak dokładnie skontaktować się z Sophie i jak złożyć zamówienie i schowała ją sobie do torebki. – Na nas już czas – pożegnała się z Lyssą i Charlesem, a kroki jej i Sauriela skierowały się do stołu z loterią.

– To chyba jakaś twoja dalsza rodzina. Ten chłopak, on sprzedawał wcześniej świeczki. A Lyssa to córka Vasilija Dolohova, tego znanego jasnowidza, nosi nazwisko Mulciber chyba po swojej matce – zwróciła się do Sauriela już gdy odeszli, zupełnie nieświadoma myśli, jakie właśnie przebiegały przez jego głowę. Ale było w nich coś prawdziwego – to był bardzo miły dzień, spokojny, napełniał Victorię jakimś takim szczęściem, którego nie odczuwała już naprawdę bardzo długo.

A w końcu udało im się dojść do stołu. Tu kupili właściwe bony i ustawili się w kolejce, żeby zakręcić. Victoria zamierzała zużyć wszystkie swoje bonów – bo czemu nie? Skoro już je miała, to dlaczego by się nie pobawić?

à La Folie
And was it his destined part
Only one moment in his life

To be close to your heart?
wiek
19
sława
IV
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
malarka
Piwne oczy i brązowe włosy z miedzianym połyskiem, czasem z rozjaśnianymi pasmami lub po całości. Ma 165cm wzrostu, a sylwetkę szczupłą i chudą. Zawsze stara się prezentować, jakby była na właściwym miejscu. Zawsze zadbana, ładnie uczesana i ubrana. Wygląda na starszą niż jest w rzeczywistości, czy to przez zachowanie, ubiór czy ogólny wygląd - chce żeby brano ją na poważnie, jednak kiedy się rozluźni, podpatrzone u innych maniery łatwo znikają. Czasem kiedy mówi, słychać francuski akcent, który szczególnie wychodzi kiedy jest pod wpływem silnych emocji. Ciągnie się za nią zapach białego piżma, jaśminu i kwiatu bawełny.

Lyssa Dolohov
#434
23.06.2024, 06:02  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.06.2024, 06:03 przez Lyssa Dolohov.)  
mulciber moonshine

Gdyby Lyssa tylko była w stanie czytać niektórym w myślach to by pewnie już dawno gromiła Charlesa chłodnym spojrzeniem. STARSZĄ? CIOTKĄ? Dobre sobie. Na takie oskarżenia gotowa była się obruszyć nie wiadomo czemu, bo przecież tak zależało jej na tym, żeby wyglądać na nieco chociaż starszą, niż była w rzeczywistości. Chciała, żeby brano ją na poważnie, uznawano za wartą uwagi, a nie głupiego dzieciaka, który ledwo co skończył szkołę.

Ale na całe szczęście była aktualnie zajęta gapieniem się na Rookwooda.

Chyba wciąż ją nieco trzymała ostatnio wychylona cytrynówka, bo zamiast z miejsca uderzyć w lepki od słodyczy ton, zamrugała tylko rzęsami, uśmiechnęła się i wróciła do Victorii.

Niby nie miała nic przeciwko noszeniu nazwiska matki, ale tak było do momentu kiedy stanęła na progu domu Dolohova. Potem, im dłużej u niego mieszkała, w pewien sposób zaczęło jej to przeszkadzać. Chciała być jego córką w każdym, nawet najmniejszym aspekcie, a kiedy przedstawiała się jako Mulciber, wprowadzało to pewien dysonans. Teraz, kiedy Lestrange o tym wspomniała, uśmiechnęła się do niej grzecznie.
- O nie - obtoczyła te słowa w zmartwieniu z niezwykłą wprawą. - Mam nadzieję, że szybko ci przejdzie, szkoda tracić święto na niestrawności.

Nie było jej ani trochę szkoda tak samo Victorii, jak i tego że nie kupiła alkoholu czy go nawet nie spróbowała. To nie było jej stoisko i jej biznes, a i wcześniej wrzuciła gdzieś pod ladę parę galeonów. Ze zwykłej słabości, bo zwykle było jej szkoda kuzynki. To byłoby trochę aż nadto żałosne i upadlające, gdyby się tutaj otworzyła i nie zarobiła wystarczająco, żeby się jej chociaż zwróciło. Sophie była według Lyssy 'za bardzo' i chciała za wiele, ale córka Dolohova zawsze zrzucała to na fakt, że Mulciberowie zdawali się mieć jakąś dziwną słabość do rodowej dewizy. Wżerała im się w mózgi i wyjadała powoli wszystko, co się tam znajdowało, zostawiając tylko nudne pomyśl, że to sen. Ten eskapizm nie był dla niej, bo rzeczywistość oddziaływała na nią za bardzo, zwyczajnie nie pozwalając jej uciec.

- Bawcie się dobrze - pożegnała Victorię i Sauriela, a potem spojrzała na załzawionego kuzyna. Zmierzyła go ostentacyjnym spojrzeniem od stóp do głów. - Leonard czy Charles? Niestety nie noszę przy sobie rodzinnej fotografii - podniosła się ze swojego miejsca, poprawiając kota trzymanego na rękach, dając mu znać że jej warta skończyła się kategorycznie. On nie miał przy tym stoisku pomóc. On miał się nim zająć. - Gdzie Sophie?


la douleur exquise
Or was he fated from the start
to live for just one fleeting instant,
within the purlieus of your heart.
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierząca około 160 cm blondynka, o czarnych oczach oraz ustach które praktycznie zawsze podkreśla czerwienią. Dba o swoją prezencje, zawsze stara się starannie dobierać stroje, fryzury, makijaż. Celine roztacza wokół siebie wyrazistą, ale i przyjemną woń, w której mieszają się ze sobą frezja, konwalia, wanilia, nuty drzewne i czarna porzeczka.

Celine Delacour
#435
23.06.2024, 09:33  ✶  
Strefa gastronomiczna

Przyzwyczajona do wyższych standardów, Celine miewała czasem problemy z tym, żeby w takim miejscach się odnaleźć. Podczas tego rodzaju wydarzeń. Na takich kiermaszach nie zwykła się pojawiać zbyt często. W zasadzie, to podobne sytuacje można było policzyć na palcach jednej ręki. Z reguły miała na to zbyt napięty grafik. Czekało na nią zbyt dużo innych obowiązków. Wbrew temu, co zapewne myślała na ten temat spora część czarodziejów bawiących się podczas tegorocznego lammas, bycie sławnym wiązało się z ciężką pracą. Mocno specyficzną, ale niewątpliwie ciężką.

- Tak szczerze, to nie mam pojęcia. - to mówiąc wzruszyła ramionami. - Ale jeśli czegoś się nauczyłam, to tego, że warto czasem dmuchać na zimne.

Ile to razy nie doprecyzowała czegoś, prosząc asystentkę o zajęcie się sprawą, przez co później nie była zadowolona z efektu końcowego? Miałaby zapewne problem z tym, żeby tego rodzaju sytuacje zliczyć. Zwłaszcza na palcach jednej dłoni. Dlatego też z biegiem czasu zaczęła dbać o większą precyzje. Oszczędzało to nerwów. Sprawiało, że rzadziej chodziła niezadowolona. A przecież niezadowolona kobieta to prawie jakby kataklizm. Potrafiła taka niekiedy wręcz doprowadzić do nieszczęść na olbrzymią skalę.

- Cóż, w takim razie będziesz musiał uważać na fasolkę w sosie pomidorowym. Stanowi ona dla wielu nieodłączny element pełnego śniadania. - uśmiechnęła się szeroko. Pamiętała wciąż aż nazbyt dobrze, jak jedna z jej kuzynek narzekała właśnie na wspomnianą fasolkę w sosie pomidorowym podczas swoich pierwszych tygodni po przeprowadzce. Nie była dziewczyna do tego rodzaju jedzenia przyzwyczajona. A dodaj do tego jeszcze kiełbaski lub bekon, oczywiście smażone w głębokim tłuszczu! Cóż, można było poczuć się z tym niekomfortowo. Sama Celine zresztą, za tego rodzaju posiłkami nigdy nie przepadała.

Jego podziękowania skwitowała tylko kolejnym uśmiechem. Nie miała tutaj nic więcej do dodania. Nie miała nic do powiedzenia. W chwilę później zaś, pozwoliła mu się oddalić w celu zakupienia wybranych wcześniej napojów - dwóch bąbelkowych herbat brzoskwiniowych, koniecznie z dodatkiem dwóch kostek lodu. Sama w tym czasie skupiła się na śledzeniu tego, co działo się na scenie. Czyżby jakiś konkurs? Nie była na bieżąco. I tak po prawdzie, to nawet nie starała się tego naprawić. Jedynie zabijała czas, czekając na powrót Matthiasa.

Na szczęście całe to czekanie nie trwało długo.

- Merci, cousine. - odezwała się, sięgając po jedną z wysokich szklanek, z przyjemnie schłodzoną herbatą. Pozwoliła sobie z miejsca na upicie kilku niewielkich łyków napoju. Następnie odstawiła szklankę na stolik. - Trwa właśnie pokaz organizacji łowieckiej. Jesteś może zainteresowany? - zapytała, choć sama niezbyt chętnie zdecydowałaby się na to, aby ruszyć w stronę tego tłumu pod sceną. Najpewniej nie czułaby się tam zbyt komfortowo. Poza tym cholera jedna wie, na kogo przyszłoby im się natknąć. Celine wolała jednak mieć wokół siebie przynajmniej odrobinę przestrzeni.

Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#436
23.06.2024, 09:49  ✶  
Loteria mistrza gry

Nie spodziewał się znania całej rodzinki Mulciberskiej, a ta dama tutaj chyba niekoniecznie trzymała z tymi Mulciberami, z którymi trzymał się on. Więc uniósł brwi znad tego kieliszka, odwzajemniając spojrzenie Lyssy i próbując zarejestrować, czy on ją powinien kojarzyć. Jej twarzyczka... ginęła mu zupełnie w bazie danych, więc chyba nawet jeśli ją kiedyś widział to niekoniecznie razem z tą pojebaną rodzinką. W końcu psychopatia ujawniała się w przeróżny sposób, a jednym z nich byli Mulciberowie. Tym nie mniej znowuż Victoria się ewidentnie znała z tą częścią rodziny.

Potem spojrzał na kmiota, który się tutaj przypałętał. Charlesa już kojarzył, pomiot szatana Richarda. Aż dziwne, że od wstępu nie był tak zepsuty, jak ta święta dwójca. Albo tylko sprawiał takie wrażenie tu i teraz. Tak czy siak przez moment ciężkie spojrzenie Rookwooda spoczywało na młodym, a przecież nie grzech było odwiedzać krewniaków. Jeszcze nie wiedział, że to właśnie Charles jest jego personalnym bohaterem, który zrobił tak przepiękne twory, jakich odmówił mu Augustus na rytuał.

Podniósł dłoń na pożegnanie do zebranych przy stoisku i poszedł razem z Victorią w kierunku koła.

- Bardzo dobre. Słodkie w chuj. I dobre, bo nie zamula. - Słodkie alkohole potrafiły czasem zamulać, ale to wchodziło prawie jak woda. Albo jak whiskey. Do jego smaku Sauriel był przyzwyczajony, ale powrót do jedzenia rzeczy i podjadanie łakoci zaczęło sprawiać, że i whiskey czegoś brakowało. Czegoś... słodkiego. - Muszę kiedyś spróbować whiskey z lodem. - Rzucił w ramach tych przemyśleń dotyczących słodkości. Zatrzymał się przy samym kole, z zainteresowaniem spoglądając na Victorię, która się zbliżyła, uiszczając swoje losy na loterię. Sam był ciekaw, co też wypadnie ze środka i ile kobieta będzie miała szczęścia.

- Że kto? Ta dziewuszka? Bo młodego kojarzę, pomiot Mulciberowski. - Kiedy to mówił to uśmiechał się pod nosem - znak dobrych skojarzeń innymi słowy. - Zaraz... - Załapał z opóźnieniem. - TE świeczki? - Aż rozplótł ręce, które trzymał na klatce piersiowej i obejrzał się na stoisko Lyssy, które trochę znikało między ludźmi. Zaraz się jednak obrócił z powrotem, bo przecież nie będzie teraz tam leciał i ściskał dłoni swojego idola. Następnym razem to zrobi. Albo zapomni i zrobi to nigdy, ale gdzieś przy okazji go spotka i wtedy... - A tam kurwa z koziej dupy trąbka nie znany jasnowidz... - Parsknął na wzmiankę o Dolohovie. - Nadęty pacan. - Może i się znał na wróżeniu, ale dla Sauriela był tak odpychający, że na sam widok jego ryjca omijał artykuły. - Dawaj, kręć waść. Kciuki trzymam. - I nawet faktycznie pokazał obie ręce, że trzymał kciuki za jej szczęście. Przyglądał się, co tam jej wypadało i robił pełną podziwu minę, bo nawet to pióro wyglądało przepięknie, które wylosowała. Biorąc pod uwagę to, że komuś obok wypadały jakieś shity to Sauriel aż zagwizdał, szczególnie na to veritaserum. - Będe teraz pamiętał, żeby nie zaleźć ci za skórę. Dawaj, moja kolej. - Zamienił się z nią miejscem. I zakręcił.



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
hold me like a grudge
and what an ugly thing
– to have someone see you.
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
auror
Stosunkowo wysoki mężczyzna, mierzący sobie 183 centymetry wzrostu. Posiada włosy barwy ciemnego blondu i jasne, błękitne oczy. Budowa jego ciała jest atletyczna, a na twarzy często widnieje lekki, szelmowski uśmieszek. Porusza się z nonszalancją i pewną niedbałością. Jest nienaturalnie zimny w dotyku.

Atreus Bulstrode
#437
23.06.2024, 22:12  ✶  
postać wraca na Lammas i kręci kołem

Przykleili mu ten płat skóry, założyli opatrunek, nakarmili eliksirami i puścili do domu. W międzyczasie tylko zmienił spodnie i buty, korzystając z ubrania które trzymał na zmianę w ministerstwie, a potem poszedł szybko rozmówić się z Bonesem, żeby przygotować go na to, co przyniesie mu pewnie Alastor. A potem? Potem mógł już z radością wrócić do świętowania.

Kulał lekko, bo rozorana łydka ćmiła, nawet pomimo eliksirów przeciwbólowych, ale nawet specjalnie mu to nie przeszkadzało, kiedy szedł przez jarmark, rozglądając się dookoła i szukając Florence. Ale co pierwsze rzuciło mu się w oczy, to pyszniące się loteryjne koło, zapraszające go zakręcenia.

Wysupłał parę monet, kupił bony i zakręcił.

Kiedy już wykorzystał wszystkie możliwe próby, spojrzeniem znowu przebiegł po tłumie, wreszcie wyłuskując z niego sylwetkę siostry, która nawet stała nieopodal, samej najwyraźniej chwilę temu biorąc udział w loterii.
- No proszę, proszę. A kto to się skusił na hazard? Wylosowałaś chociaż coś fajnego? - zapytał, kiedy już do niej podszedł, uśmiechając się przy tym i z zainteresowaniem patrząc na zgromadzone przez nią fanty. - Co ty niby sobie zrobisz z tymi trzewikami? Będziesz omijać kolejki na korytarzach Munga, chodząc po ścianie albo suficie?
Dama z gramofonem
And the violence, caused silence
Who are we mistaken?
wiek
34
sława
IV
krew
czysta
genetyka
maledictus
zawód
Sędzia Wizengamotu
Czarownica o klasycznej, włoskiej urodzie odziedziczonej po matce. Ma ciemnobrązowe (z pierwszymi siwymi włosami) trudne do ujarzmienia loki, w które zwykle wpina złote spinki i ozdoby. Oczy - o bardzo nienaturalnym, kobaltowym kolorze. Bogowie pożałowali jej wzrostu. Ta poważna, dorosła kobieta ma zaledwie 149 cm wzrostu. Według kartoteki medycznej waży 37kg. Pachnie drogimi perfumami o zapachu jaśminu i ubiera się u magicznych projektantów, choć częściej można ją spotkać w przepisowym ministerialnym mundurku sędzi. Na przekór modzie czystokrwistych - uwielbia torebki, nienawidzi magicznych sakiew. Jej codzienna torebka z paryskiego magicznego domu mody jej zawsze wypchana po brzegi dokumentami, kosmetykami i innymi pierdołami, bez których nie może się obejść. Ogólnie to kobietą jest ułożoną, kulturalną, chociaż pierwsza dzień dobry na ulicy nie powie.

Lorien Mulciber
#438
23.06.2024, 22:43  ✶  
stoisko ze świecami Mulciberów

Kluczowym problemem sabatów był niewątpliwie fakt, że wszystko działo się bardzo szybko. Może czasem zbyt szybko. Ani się obejrzał, a już Leonard zaczął coś komentować pod nosem. Oczywiście, że nie mógł się z nią tak po prostu zgodzić - nie byłby synem własnego ojca, gdyby zrozumiał, że czasami są rzeczy ważne i ważniejsze. Sama Lorien nie zamierzała się natomiast tłumaczyć ze swojej "troski" i powodów przez które uważa, że powrót Roberta do domu był po prostu złym pomysłem. Ataki paniki, zawały i całe umieranie – to wszystko siedziało w głowie i zatruwało niepotrzebnie myśli przez następne tygodnie czy miesiące. Nie mogli sobie na to pozwolić.
- Ależ oczywiście. Głupia ja.- Zaśmiała się za to w odpowiedzi, ale w tym śmiechu nie było rozbawienia. Ewidentnie nie spodobała jej się ta wyczuwalna pobłażliwość – to była jedna z rzeczy, której Lorien nienawidziła. Dlatego w tym momencie uznała jakąkolwiek rozmowę z młodszym Mulciberem za zakończoną. Nie zaszczyciła nawet chłopaka spojrzeniem.
Co ja mogę wiedzieć o umieraniu i potrzebie odpoczynku pozostało niewypowiedziane, ale dało się wyczuć, że kobieta wyznawała raczej zasadę „odpoczniesz sobie w grobie”.

Poświęciła uwagę za to uwagę mężowi, któremu… wzięło się na czułości? O nie. Może rzeczywiście stało się coś poważniejszego? Może jednak wizyta w Mungu, a nie powrót do domu?
- Taka żona to prawdziwy skarb.
W pierwszej chwili była bliska machnięcia ręką i stwierdzenia – no już daj spokój, przecież wiem. Nie musisz mi mówić oczywistości.
Ale potem padło to okropne „kochanie” i nagle przypomniała sobie Robertowe „słońce” rzucone na widowisku parę dni wcześniej. Najpierw słońce, teraz skarb – w przeciwieństwie do Sophie nie uległa tej pirackiej słodyczy. Ale rzeczywiście! Musiała przyznać, że niemal dała się na to wszystko złapać. W każdej innej sytuacji tylko przewróciłaby oczami. Ale irytacja na Leo tylko dolała do ognia..
O nie, ale to nie do mnie tak.
Na twarzy kobiety pojawił się jeden z najszerszych, wyuczonych uśmiechów. Takich jakimi obdarowuje się krewnych, gdy w prezencie wręczają ci najbrzydszy zestaw ręczników jaki w życiu widziałeś. A potem musisz to paskudztwo trzymać kilkanaście lat w szafie, bo czasami wpadają z wizytą.
- Ah, amore mio!- Zaszczebiotała w odpowiedzi. I ten ton – jak zauroczona nastolatka. Na swoje nieszczęście pan Mulciber, siedząc na jakiejś skrzynce, był teraz w zasięgu jej łapek. Wystarczyło tylko lekko się pochylić, żeby został obdarowany delikatnym, pełnym czułości całusem w policzek.
Chciał się bawić w „kochanie”? Okay.
Odbiła swoją czerwoną szminkę na jego policzku. Och nie! Kompletnie się tego nie spodziewała! Spróbowała ją zetrzeć, rozmazując ją absolutnie niechcący jeszcze bardziej.
- Oj. – Rzuciła niemal przepraszająco. Powodzenia w starciu jej, żeby nie wyglądało to jakby się ocierał po jakże czułym geście.
Zdążyła odskoczyć w ostatniej chwili nim rudowłosa kula armatnia w postaci jej zapłakanej pasierbicy wpadła na Roberta. Słońce powróciło do żywych najwyraźniej. I tyle było z wytarcia resztek szminki ze skóry męża. No trudno. Postanowiła nie poświęcać temu więcej uwagi – chociaż ja o napaściach mowa… Kim był ten okropny człowiek, który zaatakował biedną Sophie? Zapytałaby, ale panowie rozpoczęli dysksuję o tym co się stało na stoisku.
Najgorsze, że Lorien naprawdę próbowała być miła. Uprzejma do bólu. Tak, aby nie doprowadzić do kolejnej eskalacji problemów. Ale gdzieś były granice, a niektóre słowa powinny zostać głęboko w męskiej główce.
- Panie Nott. – Powiedziała sucho. W jednej chwili zniknął ten lekki, niemal naciągany akcent. Zamiast tego każde kolejne słowo zostało wypowiedziane tonem typowego ministerialnego urzędnika. Nie było mowy o opieraniu się o stolik, o rzucaniu żarcików.- Radziłabym się powstrzymać przed obrażeniem służb Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów.
Dobra rada? Zawoalowana groźba? Czego by nie mówić owa dwójka „durni” była mundurowymi. To co wyczyniali to jedna sprawa; obraza Aurora, nawet jeśli ten akurat paradował w cywilu – druga. Inne paragrafy, komisje sędziowskie, precedensy. Choć prawdopodobnie jeszcze żaden sędzia nie miał okazji decydować czy urazy fizyczne spowodowane użyciem świeczki o niewybrednym kształcie to efekt napaści fizycznego czy jednak już seksualnej.
Gówniara z miotełką
She had a mischievous smile, curious heart and an affinity for running wild.
wiek
21
sława
VI
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
BUMowiec
Heather mierzy 160 cm wzrostu. Jest bardzo wysportowana, od dzieciaka bowiem lata na miotle, do tego zawodowo grała w quidditcha. Włosy ma rude, krótkie, nie do końca równo obcięte - gdyż obcinał je Charlie po tym, jak większość spłonęła podczas Beltane. Twarz okrągłą, obsypaną piegami, oczy niebieskie, czają się w nich iskry zwiastujące kolejny głupi pomysł, który chce zrealizować. Porusza się szybko, pewnie. Ubiera się głównie w sportowe rzeczy, ceni sobie wygodę. Głos ma wysoki, piskliwy - szczególnie, kiedy się denerwuje. Pachnie malinami.

Heather Wood
#439
24.06.2024, 06:34  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.06.2024, 06:35 przez Heather Wood.)  
Południowe stragany - Świeczki i kadzidła Mulciberów -> Strefa gastronomiczna (stoisko Nory)


Rudą nieszczególnie interesowały kadzidełka Mulciberów. Nie były to prosukty, z których chętnie korzystała, chyba, że ktoś ją do tego zachęcał, sama z siebie raczej rzadko zakupywała podobne przedmioty. Wolała zbierać do niczego niepotrzebne bibeloty.

- Możemy się przejść, co tylko sobie zażyczysz Camiś. - Dodała jeszcze, bo najistotniejsze było dla niej to, aby on się dobrze bawił, szczególnie po tym małym ataku paniki.

- Jedzenie potrafi ukoić wszystkie lęki, więc jest to wyśmienity pomysł. - No i nieco jej burczało w brzuchu, więc może faktycznie było to coś, czego potrzebowali w tej chwili.

Jakoś udało im się dojść do stoiska Nory, przy którym nie było teraz właścicielki, a Wendy jej pomocnica. Heather przyglądała się tym wszystkim słodkością, nie do końca wiedząc, co powinna sobie kupić. Musiała dbać o linię, więc rzadko kiedy pozwalała sobie na opychanie się słodyczami, ale jeden lodzik, jeszcze nikomu nie zaszkodził, czyż nie? Poprosiła więc o loda, nie do końca zdając sobie z tego sprawę, że jego zjedzenie przyniesie jej chwilową niedyspozycję. Od razu go skosztowała. Był całkiem smaczny, zamierzała o tym wspomnieć Cameronowi, gdy jednak otworzyła buzię z jej ust zabrzmiał jedynie przeciągnięty dźwięk przypominający chrukmnięcie świni. Lupin mógł zauważyć przerażenie w oczach Heather, bo nie było to to, czego się spodziewała. Po chwili kilka kolejnych dźwięków wydobyło się z jej ust, jednak nadal mówiła świńskim językiem.

Zamilkła w końcu nieco rozczarowana, najwyraźniej ktoś nie chciał, żeby w tej chwili się odzywała.

Czarodziej
Some legends are told
Some turn to dust or to gold
But you will remember me
Remember me for centuries
wiek
43
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
Zastępca szefa OMSHM-u
Wysoki (191 cm), szczupły i zawsze zadbany brunet, który ewidentnie poświęca dużo czasu na to, by wyglądać najlepiej jak tylko się da. Najczęściej stroi się w wysokiej jakości szaty, garnitury i koszule. Niemal zawsze uśmiechnięty.

Jonathan Selwyn
#440
24.06.2024, 10:34  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.06.2024, 10:39 przez Jonathan Selwyn.)  
Na scenie z Geralidne, Anthonym i Erikiem


– Spokojnie, my tobie też – odpowiedział wesoło Erikowi na komentarz o dawaniu forów. Chyba zaczynał mieć jeszcze lepszy humor, niż chwilę wcześniej.
Zerknął na Anthony'ego i poklepał go po przyjacielsku po plecach, gdy ruszyli w stronę sceny.
– Lipiec? Nie. To tak po prostu z czystej braterskiej miłości do ciebie – rzucił przyciszonym głosem, posyłając mu kolejny uśmiech. Czasami zastanawiał się o ile więcej Shafiq musiał mieć do niego cierpliwości, że jeszcze go nie zwolnił za wszystko co czasem fundował mu Jonathan. – No i oczywiście robię to w trosce o rozciąganie twoich nadgarstków, praca biurowa sprzyja ich problemom.
Natomiast, gdy już weszli na scenę Jonathan na chwilę umilkł, pozwalając odpowiedzieć na pytanie prowadzącej Erikowi i Anthony'emu, temu drugiemu zresztą nie wchodząc ani na chwilę w słowo, gdy czarodziej odgrywał tę niewielką scenkę, ograniczając się jedynie do uśmiechu i ukłonu w stronę widowni, słysząc że podobno nadawałby się na stand upera. Pff… Stand up. Niska formą rozrywki. On nie musiał wynajmować żadnej sali i prosić ludzi, by kupili bilety, aby zabawiać tłumy.
– Łuk może i nie jest mi obcy, ale rzeczywiście chętnie przyjmę każdą radę – odpowiedział w końcu Geraldine, skromnie jak na siebie, gdy Shafiq skończył mówić. A może strzelanie z łuku okaże się  właśnie sportem dla niego? Szkoda tylko, że z łowiectwem raczej nie było mu po drodze. Właśnie dlatego, gdy organizowali kiedyś w Hogwarcie grę terenową, wolał postawić na bardziej humanitarne wobec zwierząt rozwiązanie i wymyślił, aby polować na przebranych za niuchaczy pierwszoroczniaków. A potem i tak nie było żadnego polowania, bo Anthony uznał, że jest głupim Gryfonem, a gra terenowa wcale nie wymaga biegania po Zakazanym Lesie i łowów. Zamiast tego musiał wymyślać jakieś zagadki.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Alastor Moody (2811), Alexander Mulciber (4325), Ambrosia McKinnon (2308), Anthony Shafiq (13006), Asena Greyback (342), Atreus Bulstrode (6235), Augustus Rookwood (565), Bard Beedle (4738), Basilius Prewett (3993), Bertie Bott (3456), Brenna Longbottom (9044), Cameron Lupin (5396), Cathal Shafiq (1674), Cedric Lupin (6856), Celine Delacour (3526), Charles Mulciber (10002), Charlotte Kelly (291), Christopher Rosier (238), Dora Crawford (3056), Electra Prewett (1888), Erik Longbottom (10493), Eutierria (8599), Florence Bulstrode (5713), Geraldine Greengrass-Yaxley (3069), Guinevere McGonagall (2805), Hades McKinnon (2232), Heather Wood (4157), Isaac Bagshot (5008), Jagoda Brodzki (1208), Jessie Kelly (204), Jonathan Selwyn (4937), Laurent Prewett (20629), Leon Bletchley (5751), Leonard Mulciber (4181), Lorien Mulciber (11709), Lorraine Malfoy (3812), Lyssa Dolohov (6483), Mabel Figg (1776), Millie Moody (5575), Morpheus Longbottom (3877), Neil Enfer (6738), Nora Figg (2382), Olivia Quirke (5659), Penny Weasley (8907), Peppa Potter (1865), Perseus Black (947), Philip Nott (5342), Rabastan Lestrange (653), Ralitsa Zamfir (845), Richard Mulciber (12798), Robert Mulciber (6395), Sauriel Rookwood (10864), Sebastian Macmillan (6887), Sophie Mulciber (3225), Stanley Andrew Borgin (8303), The Edge (17219), The Lightbringer (5945), The Overseer (762), The Tempest (2037), Thomas Figg (2417), Thomas Hardwick (2127), Tristan Ward (5342), Ula Brzęczyszczykiewicz (1797), Vera Travers (2350), Victoria Lestrange (17246), Viorica Zamfir (7441)

Wątek zamknięty  Dodaj do kolejeczki 

Strony (88): « Wstecz 1 … 42 43 44 45 46 … 88 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa